Aura daje się we znaki, a z ubezpieczeniami kłopot

27.09.2018
Szkody spowodowane przez anomalie pogodowe osiągają coraz większe rozmiary. Tymczasem wobec klęski suszy towarzystwa ubezpieczeniowe nie oferują u nas oddzielnych polis.

Susza 2018 w Europie (Erik de Haan, CC BY-NC)


W tym roku susza rolnicza dotknęła praktycznie cały kraj, a straty z nią związane sięgnęły 3,7 mld zł. To nie było jedyne takie lato w tym stuleciu. Według Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, w ostatnich 11-12 latach susza występuje na obszarze od kilkunastu do nawet 80 proc. terytorium Polski, rozumianego jako ziemie uprawne.

Jak tłumaczy Andrzej Maciążek, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń, w obliczu suszy zagrożenia nie podlegają rozproszeniu, ale następuje akumulacja. Ubezpieczenie ryzyka suszy na dużym terenie oznacza nawet miliardowe odszkodowania. Nikogo nie byłoby stać na zapłacenie składki. Zresztą w ostatnich latach składka, nawet liczona z dopłatami z budżetu, była kilkakrotnie mniejsza od wypłacanych przez ubezpieczycieli odszkodowań.

Brak polis na suszę

Podobnego zdania jest Michael Loesche, członek zarządu Concordii Ubezpieczenia, jednego z zaledwie pięciu towarzystw sprzedających ubezpieczenia upraw. Wyjaśnia, że największym wyzwaniem, przed jakim stoją ubezpieczyciele, jest z jednej strony wypracowanie wyważonych taryf, tak aby nawet po wielkich szkodach spowodowanych suszą można było nadal oferować ubezpieczenie, z drugiej strony jest to likwidacja szkód, wymagająca dużych nakładów technicznych i personalnych.

IUNG: Liczba gmin dotkniętych suszą rolniczą wzrosła do 1.700

Coraz częściej szkody spowodowane przez anomalie pogodowe osiągają rozmiary klęski. Z założenia zjawiskiem katastrofalnym jest powódź. Ale klęskę powodują dziś także inne zjawiska. W zeszłym roku problemem były przymrozki. Wypłaty odszkodowań trzykrotnie przekroczyły wówczas zebrane składki.

Towarzystwa nie mogą dopłacać do sprzedaży polis, gdyż takie są wymogi dyrektywy Solvency II. Gdy szkody są katastrofalne, albo składki muszą być bardzo wysokie, albo do wypłat musieliby dokładać ubezpieczyciele. O dobre rozwiązania trudno. Borykają się z tym problemem również inne państwa europejskie i każde z nich próbuje wypracować swoje sposoby, gdyż uniwersalnych recept tu nie ma.

Budżet państwa dopłaca 65 proc. do składki za ubezpieczenie wszystkich podstawowych upraw polowych, ale mimo to ubezpieczyć uprawy na wypadek suszy jest więcej niż trudno. Towarzystwa nie oferują oddzielnych polis na wypadek suszy. Jeśli chodzi o ubezpieczenia z pakietem innych zagrożeń (susza plus huragan, powódź, deszcz nawalny, grad, pioruny, obsunięcie się ziemi, lawina i przymrozki wiosenne) składka jest bardzo wysoka, wynosi nawet około 20 proc. sumy ubezpieczenia. Skutkuje to tym, że rocznie od tego ryzyka ubezpiecza się zaledwie kilkudziesięciu, a maksymalnie kilkuset rolników.

Pomoc zależy od umowy z towarzystwem

Po tegorocznej suszy Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi m.in. ogłosił stawkę dotacji na 1 ha upraw rolnych, na powierzchni których straty przekraczają 70 proc., w wysokości 1000 zł, jeśli rolnik ma ubezpieczenie upraw. Uzależnienie pomocy od posiadania polisy wymagają przepisy unijne. Rolnicy uważają, że niesprawiedliwe jest obniżanie pomocy rządowej w razie braku ubezpieczenia.

Trwają też prace nad nowelizacją ustawy o ubezpieczeniach rolnych. Jedną z propozycji jest franszyza redukcyjna, która ma wynosić od do 20 do 30 proc. sumy ubezpieczenia, a o jej wysokości zdecyduje rolnik. Franszyza redukcyjna to kwota, którą ubezpieczyciel potrąca z każdego odszkodowania. W praktyce oznacza to, że jeśli wartość szkody nie przekroczy tej kwoty, odszkodowanie nie jest wypłacane, ale zaletą jest obniżenie kosztu polisy. Jeśli chodzi o zagrożenia inne niż susza, udział własny ma pozostać na poziomie 10 proc. wartości szkody.

Zdaniem MRiRW wprowadzenie zmian w ustawie umożliwi ubezpieczenie upraw rolnych w postaci pełnego pakietu zagrożeń lub na wypadek jednego lub kilku wybranych rodzajów ryzyka zawierających ryzyko suszy. Zachowana będzie możliwość skorzystania z dofinansowania z budżetu państwa do składek z tytułu zawarcia umowy.

Retencja i inne rozwiązania

Na krótką metę system można łatać, ale rozwiązanie problemu mogą przynieść tylko strategie długofalowe, przy realizacji których rolnicy będą współpracować z rządem i ubezpieczycielami. Zmiany klimatu stają się faktem, z którym trudno polemizować. Skala ryzyka związana z wystąpieniem klęsk pogodowych jest trudna do przewidzenia i z roku na rok jest coraz gorzej. Jeśli chodzi o suszę, a także wiosenne przymrozki, normalne ryzyko ubezpieczeniowe może przekształcić się w klęskę żywiołową, a wtedy koszty są ogromne.

– Sprawa suszy pokazuje, że trzeba na nowo zdefiniować podejście ubezpieczeniowe. Nie uda się rozwiązać tego problemu bez prewencji. Z jednej strony konieczny jest powrót do takich gatunków upraw, które byłyby odporne na to, co dzieje się za oknem. Z drugiej strony trzeba zmienić podejście do gospodarowania wodą, czyli radzić sobie z jej nadmiarem albo brakami. Tutaj w grę wchodzi np. zwiększenie liczby drzew, gdyż zatrzymują one wodę w glebie, zbudowanie systemu retencji, stosowanie instalacji zraszających czy monitoring satelitarny – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wzorców zagranicznych nie da się naśladować

W Europie Zachodniej przez dwieście lat tworzono ubezpieczenia upraw wobec groźby suszy i innych anomalii pogodowych. Każde państwo ma własny sposób radzenia sobie z finansowaniem szkód poczynionych przez susze i inne zjawiska pogodowe.

– Związane to jest z systemem prawnym, specyfiką upraw oraz warunkami klimatycznymi w danym kraju. Jeden i ten sam system nie sprawdziłby się np. w tak różnych państwach, jak np. Austria i Francja – tłumaczy Andrzej Maciążek.

Najbardziej kompletne ubezpieczenia upraw są w USA. Tam ochroną można objąć wszystkie zagrożenia związane z pogodą, Ubezpieczyciele mogą liczyć na pomoc państwa, gdy zdarzenie osiąga rozmiar klęski. W USA jest też wdrożona prewencja, choćby monitoring tego, jakie gatunki roślin w jakich miejscach kraju się uprawia. Poza USA taki system nigdzie nie funkcjonuje, gdyż wiążą się z nim gigantyczne koszty.

Od dłuższego czasu optymalnego rozwiązania poszukuje dla siebie Francja. W tym kraju istniał Fundusz Gwarancji Klęsk Rolniczych, finansowany przez państwo i rolników. Fundusz ten wypłacał odszkodowania w razie klęsk żywiołowych. Od 2005 r. rozwijają się też ubezpieczenia prywatne. W 2010 r. rząd przeprowadził reformę i powołał Fundusz Zarządzania Ryzykiem Rolniczym. Nie upowszechniło to jednak ubezpieczeń upraw, więc w 2013 r. nastąpiła kolejna zmiana, która polegała na tym, że w razie wystąpienia klęsk żywiołowych polisa uprawniała do wypłaty odszkodowania o wartości kosztów produkcji. Po kolejnej modyfikacji w 2016 r. system obejmuje odszkodowania za szkody spowodowane mrozem, gradem, powodziami i suszami. Odszkodowania wypłacane są wtedy, gdy szkoda przekracza 30 proc. produkcji historycznej. Struktura polisy jest trzypoziomowa. Pierwszy poziom, dotowany w 65 proc., zabezpiecza jedynie przed stratami w produkcji, a koszty produkcji są corocznie ustalane przez izby rolnicze i ekspertów. Drugi poziom, dotowany z budżetu państwa w 45 proc., chroni przed zmniejszeniem wydajności w gospodarstwie. Trzeci poziom, który nie jest dotowany, obejmuje dodatkowe gwarancje w obliczu zmian cen i zmniejszenia jakości produktów.

Dobrze działa system ubezpieczeń upraw i zwierząt w Hiszpanii, gdzie funkcjonuje system publiczno-prywatny. Ubezpieczeniem objęte są uprawy, zwierzęta hodowlane i lasy. Ubezpieczyciele zrzeszeni są w jednej organizacji, Agroseguro, a nad systemem czuwa Państwowy Urząd Ubezpieczeń Rolnych (ENESA), który określa plan ubezpieczeń rolnych, w tym wysokość dopłat do składek ubezpieczeniowych. Dopłaty te pochodzą z budżetu państwa lub od władz poszczególnych regionów. W imieniu producenta zarządza subsydium Agroseguro, zaś producent płaci część swojej składki po odjęciu dotacji.

W Polsce nie uda się skopiować wzorców z zagranicy, choćby z tego powodu, że struktura gospodarstw jest inna u nas niż w Europie Zachodniej. U nas jest dużo gospodarstw małopowierzchniowych, tymczasem na Zachodzie gospodarstw parohektarowych prawie nie ma. Możemy się więc inspirować wzorcami zagranicznymi, ale wypracować musimy własny system ubezpieczeń dla rolnictwa.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test