Banki centralne coraz mniej szczelne

07.06.2015
Członek zarządu Europejskiego Banku Centralnego, Benoit Cœuré, zapowiedział, że w maju i w czerwcu EBC będzie skupować więcej obligacji niż dotychczas tak, aby zrekompensować mniejszy ich skup latem, w lipcu i w sierpniu. EBC osiągnął to, co zamierzał: zatrzymanie wzmacniania się euro. Był to jednak nieoficjalny przeciek, co bankom centralnym zdarza się coraz częściej.

Benoit Cœuré, z zarządu EBC, który podzielił się nowinkami dotyczącymi programu skupu obligacji na zamkniętym spotkaniu. Jego uczestnicy mieli 12 godzin, aby wykorzystać tę wiedzę, wg własnego uznania. (Fot. PAP)


Niestety dla EBC, wielu analityków i ekspertów zainteresowało się nie tyle samą treścią komunikatu, ale sposobem udzielenia tego przekazu. Był on klarownym przykładem złamania reguł i tym samym wyeksponował mniej ciekawą stronę niektórych banków centralnych. Chodzi o powiązania banków centralnych, a dokładniej ich pracowników ulokowanych często na najwyższych szczeblach, z rynkiem finansowym. Dla niektórych z nich zaszczytem jest pracować dla władz walutowych swojego kraju, dla innych praca w banku centralnym jest przede wszystkim dobrą trampoliną do dalszej kariery, najczęściej w sektorze prywatnym.

Po zbadaniu okazało się, że Cœuré podzielił się nowinkami dotyczącymi programu skupu obligacji na zamkniętym spotkaniu w Londynie  w poniedziałek o godz. 19:30. Spotkanie było zorganizowane przez Szwajcarski Bank Narodowy (SBN), ośrodek naukowy CEPR, Imperial College w Londynie oraz Brevan Hovard Centre for Financial Analysis. Ten ostatni to fundusz hedgingowy zarządzający aktywami szacowanymi na kwotę USD 27 mld dol. Prasa nie miała wstępu na spotkanie.

W trakcie trwania samego przemówienia notowania euro prawie w ogóle nie zareagowały. Do silnej wyprzedaży euro doszło dopiero następnego dnia po godz. 9 rano, czyli wtedy, kiedy komunikat prasowy z zawartością londyńskiego przemówienia Cœuré ukazał się na stronie internetowej EBC. Zdaniem FT, EBC przyznało się do błędu opóźnienia, powołując się na usterkę jaka nastąpiła „w wewnętrznych procedurach” banku. Błąd błędem, ale uczestnicy zamknięto spotkania w Londynie dostali ponad 12 godzin, aby robić z najważniejszą relacją na rynku walutowym (jakim jest kurs euro do dolara) to na co mieli ochotę. Nikt nie został przyłapany na gorącym uczynku, ale cień został rzucony.

Rozmywanie starych zasad

Jeszcze kilkanaście lat temu podobne sytuacje wydawały się nie do pomyślenia. W maju 2010 r. NBP gościł byłego członka zarządu Bundesbanku, prof. Wilhelma Noellinga. Sprawował on urząd w latach 1982 – 1992, czyli w okresie, kiedy niemiecki bank centralny był u szczytu swoich wpływów. Noelling bardzo ciepło wypowiedział się na temat prezesa Bundesbanku z początku lat 90. Helmuta Schlesingera. Nie zawsze się z nim zgadzał, ale podziwiał Schlesingera za zasady jakimi się kierował. Nie można było już tego powiedzieć o kolejnej sławie Bundesbanku, prof. Ottmarze Issingu. Prof. Issing stworzył w EBC od podstaw ceniony za wysoką jakość dział badań naukowych, ale późniejsze jego przejście do banku inwestycyjnego Goldman Sachs to jednak – w ocenie Noellinga – złamanie pewnych zasad.

To co było wyjątkiem stało się później niemal regułą. Ostatni prezes Bundesbanku, Axel Weber, trafił z niemieckiego banku centralnego do szwajcarskiego banku UBS. Niestety opisywany problem nie ogranicza się do Niemiec. Niedawno wszyscy interesujący się makroekonomią i bankowością centralną cieszyli się, że Ben Bernanke, były szef Fed, utworzył swój własny blog. Na pewno ma on wiele ciekawego do powiedzenia w zakresie ekonomii, finansów i bankowości centralnej. Mniej już uwagi poświęcono jego najnowszej posadzie, we wszechmogącym funduszu PIMCO.

Z całkiem niedawnej przeszłości Fed-u ujawniają się o wiele zresztą bardziej bulwersujące fakty. Komitet do spraw finansowych Kongresu, pod wodza Jeba Hensarlinga, bada teraz wnikliwie kwestię przecieku informacji do jakiego doszło w październiku 2012 r., czyli wtedy kiedy Bernanke sprawował swój urząd. Firma doradcza, Medley Global Advisors, będąca własnością Financial Times, weszła wówczas w posiadanie rozważań Fed. I co ciekawe opublikowała je, zanim zdążył uczynić to sam Fed w regularnie publikowanych minutes na swojej stronie.

To nie koniec przekroczeń ze strony bankierów centralnych. W sierpniu 2011 r. małżonka prezesa banku centralnego Szwajcarii (SBN) zainwestowała w walucie szwajcarskiej, wtedy kiedy jej małżonek podejmował strategiczne decyzje w sprawie usztywnienia kursu szwajcarskiej waluty. Jeśli nawet był to tylko zbieg okoliczności (kwota pozycji otwartej przez małżonkę prezesa SBN była niewielka, rzędu 400 tysięcy franków szwajcarskich), to jednak incydent ten rzucił cień na wiarygodność SBN. Na plus trzeba zapisać jednak reakcję prezesa SBN, który podał się wówczas do dymisji, choć nawet jego zwolennicy zarzucają mu, że uczynił to zdecydowanie zbyt późno.

Ciekawym przypadkiem był też casus Paula Tuckera, byłego wiceprezesa Banku Anglii z okresu 2009 – 2013. Paul Tucker nawiązał bardzo bliskie, może nawet zbyt bliskie kontakty z ówczesnym prezesem Barclays, Bob Diamondem. Chodziło o głośną aferą dotyczącą notowań stawki LIBOR, w której kierowany przez Diamonda Barclays grał pierwsze skrzypce. W 2012 r. została ujawniona korespondencja między Diamondem a Tuckerem, z której można odnieść wrażenie, że Tucker w sposób pośredni zachęcał Diamonda do kontynuowania swoich praktyk manipulacyjnych. Powołana komisja do zbadania całej sprawy nie miała dużo zastrzeżeń do osoby Tuckera, ale w pamięci pozostał zwrot z jego emaila, w którym określał Diamonda mianem równego chłopa (absolute brick). Za sprawą tych słów Tucker stracił szansę na przejęcie schedy po Mervinie Kingu. Niestety stracił też i Bank Anglii, bo dla wielu stało się jasne, że na rynku finansowym są równi i równiejsi.

Które banki rządzą

Ekonomiści nie pozostają obojętni na tego rodzaju powiązania. Pierwszym, który miał odwagę o tym napisać był były główny ekonomista MFW, Simon Johnson w swojej książce (napisanej wraz z Jamesem Kwakiem) zatytułowanej 13 Bankers, w której piętnują aż zbyt oczywiste powiązania między Wall Street a administracją Białego Domu. Jak się okazuje w Europie wcale nie jest lepiej, chociaż nie wszędzie. W przeciwieństwie do EBC, który publikuje informacje na temat skupu obligacji w ramach obecnie realizowanego programu PSPP dopiero po przeprowadzeniu operacji w danym tygodniu, szwedzki Riksbank jest o wiele bardziej otwarty i przejrzysty. Riksbank w opublikowanym na swojej stronie internetowej komunikacie z góry zastrzegł sobie prawo do zmiany dynamiki przeprowadzanych przez siebie operacji.

Okoliczności ostatniego wystąpienia Cœuré szokują jeszcze z jednego powodu. Rzecz w tym, że EBC już nie raz był pod ostrzałem krytyki. Rzecz w tym, że powiązaniami między nim a jednym z gigantów bankowości inwestycyjnej rzucają się w oczy. Poza wcześniej wspomnianym już Issingiem, wśród innych najemników Goldmana Sachsa byli Lucas Papademos (wiceprezes EBC za czasów J. C. Trichet) a nawet sam Mario Draghi. Inna sprawa, że Goldman Sachs ma swoje macki rozsiane we wszystkich instytucjach Unii Europejskiej, począwszy od komisarza i premiera Włoch, Mario Montiego, Petera Sutherlanda, czy nieżyjącego już Komisarza ds. Konkurencji, Karel van Mierta.

Przecieki stają się coraz bardziej szokujące. W październiku ubiegłego roku w ręce New York Times trafiły bardzo ważne dokumenty autorstwa EBC przedstawiające przebieg negocjacji w sprawie kryzysu cypryjskiego.  W ostatnich kilku dniach do angielskiego Guardian dostała się (rzekomo w sposób przypadkowy) informacja o tym, że Bank Anglii powołuje grupę ekspercką mającą przeanalizować skutki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (w ramach objętego tajemnicą (!) projektu Project Bookend).

Opisane tutaj zdarzenia nie przynoszą chluby bankom centralnym. A okoliczności ostatniego przemówienie członka zarządu EBC, naprawdę dają sporo do myślenia. EBC bardzo zaangażował się w walkę z deflacją i widać nawet jej pierwsze wyniki. Byłoby chyba niepowetowaną szkodą dla wszystkich, gdyby za sprawą opisanych niefrasobliwości EBC (podobnie jak i inne banki centralne) musiałby zaczynać inną batalię mającą na celu przywrócenie swojej wiarygodności oraz przejrzystości działań. Wygranie tej ewentualnej batalii mogłoby EBC zając więcej czasu aniżeli doprowadzanie inflacji do poziomu zbieżnego z jego mandatem.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test