Banki nie chcą finansować energetyki węglowej

17.09.2013
Miliony euro z Europejskiego Banku Inwestycyjnego przez lata trafiały na budowę niemieckich elektrowni węglowych. Takie preferencyjne pożyczki umożliwiłyby polskim inwestorom rozruszać spowolnioną kryzysem realizację nowych bloków energetycznych. Tak się nie stanie, bo wokół finansowania węglowej, czyli czarnej energetyki klimat zaczął się drastycznie zmieniać na gorszy.


Pod koniec lipca Europejski Bank Inwestycyjny przyjął nowe zasady udzielania pożyczek. Rada Dyrektorów instytucji kontrolowanej przez państwa członkowskie Unii Europejskiej, zatwierdziła kryteria według których na wsparcie nie ma szans inwestycja emitująca więcej niż 550 gramów CO2 na kilowatogodzinę (kWh). Elektrownie na węgiel brunatny wyrzucają do atmosfery niemal dwa razy tyle, a na kamienny tylko niewiele mniej. Zgodnie z nowymi wytycznymi EBI większy nacisk położy na finansowanie odnawialnych źródeł energii, efektywność energetyczną i rozwój infrastruktury.

Z możliwości ubiegania się o środki banku na budowę bloków węglowych wykluczeni zostali tym sposobem tacy inwestorzy jak PGE, Tauron, Kompania Węglowa, kontrolowana przez Jana Kulczyka Polenergia czy choćby obecny nad Wisłą francuski EDF. Ta piątka gigantów planuje budowę „czarnych” jednostek o mocy kilku tysięcy megawatów za kilkadziesiąt miliardów złotych, ale niestety nie mieszczą się one w zmienionych kryteriach emisyjności CO2 przyjętych przez EBI.

Od niedawna nowe zasady udzielania pożyczek na projekty energetyczne ma również Bank Światowy. W projekty węglowe postanowiły nie wchodzić również takie banki jak: brytyjski HSBC, Nordycki Bank Inwestycyjny, norweski Storebrand oraz niemiecki Portigon. Swoją strategię w sektorze energetyki na niekorzyść węgla planuje zmieniać również Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, którego udziałowcem jest EBI. W opublikowanym właśnie projekcie kryteriów pożyczkowych instytucja podtrzymuje wsparcie rozwoju gospodarczego Europy Centralnej głównie przez angażowanie się w finansowanie zielonej energetyki. W latach 2006-2012 z łącznej kwoty 8,3 mld euro przeznaczonych na współfinansowanie 161 energetycznych projektów już ok. 2 mld euro trafiło na budowę m.in. wiatraków.

Czy to dużo? Zgodnie z raportem CEE Bankwatch Network, międzynarodowej organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną klimatu, pożyczki udzielane przez bank dla inwestycji w paliwa kopalne stanowiły w tym okresie aż 48 proc. energetycznego portfolio EBOiR-u, a roczna łączna wartość pożyczek dla węgla w latach 2006-2011 wzrosła z 60 do 262 mln euro. Zdaniem Zielonych nie powinno ich być wcale. Konsultacje społeczne nowej polityki energetycznej EBOiR,  które ruszyły w ostatnich tygodniach, spotkały się z dużą aktywnością ekologów. CEE Bankwatch Network wspólnie z 350.org i WWF oraz wieloma organizacjami o zasięgu regionalnym, przekazał przedstawicielom banku petycję z apelem o odejście od finansowania węgla.

– Polska powinna się poważnie zastanowić czy słusznie promuje i wspiera rozwój sektora energetycznego opartego na węglu. Wiele instytucji finansowych i politycznych wysyła sygnały, że węgiel to przeszłość – uważa Jakub Gogolewski, koordynator ds. energii CEE Bankwatch Network.

To, co cieszy ekologów, martwi polskie koncerny. Największym ciosem jest dla nich zmiana frontu EBI. Bo choć bank w uzasadnieniu decyzji podkreśla, że strumień pieniędzy na projekty energetyki węglowej wysychał już od kilku lat (z kwoty 70 mld euro pożyczonych w ciągu ostatnich pięciu lat zaledwie 1,5 proc. trafiło na budowę czarnych elektrowni), to miał on ogromne znaczenie dla odbudowy potencjału węglowej energetyki w największych krajach tzw. starej piętnastki.

– Idące w setki milionów euro pożyczki dla energetyki węglowej zatwierdzane były w latach 90. i w ostatniej dekadzie. To przecież z tych pieniędzy zmodernizowano dużą część najstarszych elektrowni w Niemczech i w Czechach. Teraz, kiedy to my potrzebujemy finansowego wsparcia, bo kryzys dusi ceny energii, zakręca się kurek z tanim kapitałem – mówi jeden z wysokich menedżerów dużej polskiej elektrowni.

Rzut oka w statystyki dostępne na stronie internetowej EBI potwierdza jego słowa. Zaledwie sześć lat temu bank pożyczył 400 mln euro na budowę bloku na węgiel kamienny w Duisburgu, a wcześniej aż 780 mln euro na budowę 1600 MW mocy na węgiel brunatny w elektrowni Schwarze Pumpe, niedaleko granicy polsko-niemieckiej. Łącznie „czarnych” i „brunatnych” projektów Niemcy mieli kilkanaście.

Ogólny strumień środków płynących z siedziby EBI na energetykę w ostatnich kilkunastu latach był szeroki. Łączna wartość pożyczek udzielonych krajom członkowskim UE w tym sektorze w latach 1995-2013 wyniosła blisko 108 mld euro. Bank najchętniej pożyczał Włochom (19,7 mld euro), Hiszpanom (15 mld euro), Wielkiej Brytanii (12,9 mld euro), potem Niemcom (6,9 mld euro), Francji (3,8 mld euro). Polska na preferencyjnych warunkach otrzymała 2,4 mld euro pożyczek, m.in. 220 mln euro na ograniczenie emisji CO2 w  Elektrowni Bełchatów, największej dzisiaj siłowni na węgiel brunatny w UE. Ale budowę nowych mocy opartych na węglu nigdy. I już nie dostanie.

Decyzja EBI boli tym bardziej, że dzisiaj Polska jest w podobnej sytuacji, jak Niemcy kilkanaście lat temu. Zgodnie z najnowszymi analizami PSE, spółki która czuwa nad sprawnym działaniem systemu energetycznego, do 2020 r. trzeba będzie wyłączyć w Polsce 6,6 tys. MW najstarszych mocy węglowych. To 20 proc. naszego dzisiejszego potencjału wytwórczego.

Komisja Europejska radzi krajom takim jak Polska, żeby stopniowo odchodzić od węgla w kierunku energetyki opartej o odnawialne źródła energii. Paliwem przejściowym ma być gaz. Nie przez przypadek elektrownie gazowe mieszczą się w kryteriach ustanowionych ostatnio przez EBI. Taka transformacja ma swoje słabe strony. Energetycy są już dzisiaj zgodni, że dużych elektrowni węglowych nie da się zastąpić wiatrakami, bo te raz się kręcą, a raz nie. Podobnie z elektrowniami słonecznymi, które w naszej szerokości geograficznej efektywnie pracują zaledwie przez trzy miesiące w roku. Tymczasem gospodarka potrzebuje stabilnych źródeł, które będą w stanie zaspokoić zapotrzebowanie w największe lipcowe upały i srogie lutowe mrozy.

Z punktu widzenia polskich interesów decyzja EBI może mieć jeden pozytywny skutek. Wycofanie się z finansowania energetyki opartej na węglu zwiększy strumień pieniędzy płynący z tej instytucji na rozwój sieci elektroenergetycznych. Pierwszy skorzystać może Tauron, który jest bliski sfinalizowania umowy pożyczki 146 mln euro. Na razie spółka nie potwierdza tej informacji, ale to element kurtuazyjnej gry. Dopóki kredytu nie zatwierdzi rada dyrektorów instytucji – co w 99 proc. przypadków jest jedynie formalnością – obie strony milczą jak grób.

Kontrolowana przez Skarb Państwa grupa energetyczna ma już zresztą w unijnym banku przetarte szlaki. W 2012 r. udało jej się pozyskać 213 mln euro na modernizację i rozbudowę infrastruktury dystrybucyjnej. Wcześniej kredyty na inwestycje w linie energetyczne zaciągnęły także już Energa (230 mln euro w 2013 r.) oraz Enea (342 mln euro w latach 2012-2013). To dlatego przedstawiciele polskich inwestorów niechętnie krytykują pod nazwiskiem ostatnią decyzję EBI.

Takich oporów nie mają za to w Europejskim Stowarzyszeniu Węgla Kamiennego i Węgla Brunatnego (EURACoal). Zdaniem organizacji zrzeszającej m.in. PGE i Kompanię Węglową, nowe kryteria pożyczkowe negatywnie odbiją się na gospodarce UE.

– Znaczna część nakładów inwestycyjnych i kosztów operacyjnych w przypadku projektów w sektorze energetyki węglowej, generuje wzrost gospodarczy i nowe miejsca pracy – mówi Brian Ricketts, sekretarz generalny EURACoal. Nie jest tak w przypadku energetyki gazowej. – Budowa gazówek przynosi więcej ekonomicznych korzyści poza UE, niż w UE – mówi Ricketts podkreślając zwłaszcza, że dużą częścią kosztów operacyjnych są koszty paliwa, a ten Europa kupuje głownie z Rosji i z innych źródeł pozaeuropejskich.

Ricketts zżyma się, że decyzja banku ma ideologiczne podłoże i jest sprzeczna z polityką Komisji Europejskiej, która choć życzy sobie rozwijania sektora energetyki opartego na odnawialnych źródłach energii, to jednak nie narzuca żadnemu krajowi kształtu mieszanki paliw, z których produkuje energię elektryczną.

– Kryteria EBI nie wspominają, że węgiel zostaje wykluczony, jednak w praktyce takie projekty nie mają żadnych szans na otrzymanie finansowania – mówi sekretarz generalny EURACoal.

Paweł Smoleń, prezes EURACoal i do niedawna wiceprezes PGE, podkreśla że w nowych kryteriach mieszczą się jedynie bloki węglowe wyposażone w technologię wychwytywania i składowania CO2, czyli CCS (Carbon Capture and Storage). A jej długo jeszcze nie będzie. W wymaganiach tych mieszczą się jeszcze duże, czyli co najmniej 400-MW elektrociepłownie wytwarzające z węgla prąd i ciepło jednocześnie. Bez problemu „łapią się” elektrownie na biomasę i przede wszystkim na wspomniany gaz.

Inwestycja, w przypadku której emisje przekroczyłyby 550 gramów CO2 na kWh, będzie mogła być sfinansowana jedynie w wyjątkowych sytuacjach: w przypadku wysp, gdy chodzi o zapewnienie im bezpieczeństwa energetycznego lub gdy projekt realizowany poza obszarem UE przyczyni się do walki z ubóstwem w regionie.

Odwrót EBI od finansowania energetyki węglowej nie jest jedyną przeszkodą z jaką muszą się zmagać polscy inwestorzy zainteresowani budowaniem „brudnych” elektrowni. Po ekologach, którzy starają się im rzucać kłody pod nogi, w walkę z sektorem zaangażowali się członkowie Parlamentu Europejskiego. W sierpniu grupa 6 europarlamentarzystów z 5 frakcji wystosowała interpelację do Connie Hedegaard, unijnej komisarz ds. polityki klimatycznej, w której przekonują oni o szkodliwości budowy dwóch nowych bloków węglowych w Elektrowni Opole.

Zdaniem autorów interpelacji projekt powinien zostać jak najszybciej wstrzymany.  Powodem miałaby być „jawna sprzeczność z unijną polityką klimatyczną”, której celem jest ograniczanie emisji CO2. Istotne ma być również, że Polska nie przyjęła dyrektywy CCS. Już kilka tygodni po liście europosłów argument może stracić na aktualności. W ostatni piątek sierpnia Sejm uchwalił ustawę o CCS, ale z powodu astronomicznych kosztów technologii, jeszcze przez lata przepisy będą martwe. CCS opłacałoby się stosować, jeśli uprawnienia do emisji CO2 w europejskim systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2 kosztowałyby ponad 65 euro. Tymczasem ich cena nie przekracza obecnie 5 euro.

Maciej Szczepaniuk

Autor jest dziennikarzem Dziennika Gazety Prawnej


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test