• Marek Chądzyński

BGK: bank do zadań specjalnych

12.04.2011
Duży napływ kapitału zagranicznego na krajowy rynek długu skłonił Ministerstwo Finansów do szukania instytucji, która mogłaby ustabilizować rynek, gdyby doszło do jakichś zawirować. Wyjściem awaryjnym ma być interwencyjny skup obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego, nad którym MF ma kontrolę.

(CC BY-NC-SA tenloginbedziewolny)


Plany resortu ujawnił Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego. W rozmowie z agencją Reuters stwierdził on, że MF widzi możliwości wykorzystania BGK do wspierania rynku obligacji, gdyby pojawiły się na tym rynku napięcia niezwiązane z fundamentalną oceną Polski. Bank miałby wówczas kupować obligacje na wtórnym rynku, a MF mogłoby gwarantować ich późniejszy odkup, gdyby zaszła taka potrzeba.

Plany ministerstwa mają związek z dużym napływem kapitału zagranicznego na rynek długu, jaki notowany jest od początku tego roku. Na koniec lutego inwestorzy zagraniczni mieli polskie papiery skarbowe warte 142,4 mld zł. Z tego 139,2 mld zł stanowiły obligacje. To historyczny rekord. Inwestorzy zagraniczni mają już największy udział w krajowym rynku papierów dłużnych – pod tym względem wyprzedzają banki (136,2 mld zł) i otwarte fundusze emerytalne (119,7 mld zł). Wciągając do gry BGK resort próbuje się zabezpieczyć na wypadek gwałtownego odpływu zagranicznego kapitału spowodowanego np. silnym wzrostem tzw. awersji do ryzyka. Jak wylicza Piotr Marczak, wystarczy, żeby z rynku wyszło 20 proc. inwestorów z zagranicy, by podaż papierów skarbowych wyniosła około 30 mld zł.

BGK może interweniować

Marek Kaczor, dealer obligacji w PKO BP, rozumie działania ministerstwa. Jak mówi wystarczy, żeby postrzeganie Polski pogorszyło się, a historycznie duży udział zagranicy w rynku długu może stać się problemem.

– Na razie nie widać zagrożeń, ale w przyszłości to ryzyko może się pojawić. Bardziej komfortowa byłaby sytuacja, w której zaangażowanie zagranicy byłoby poniżej 100 mld zł. Lepiej być uważanym za kraj niedoceniany, niż przeceniany. Dziś jest większe ryzyko, że apetyt na nasze obligacje spadnie niż wzrośnie. Stąd próby stabilizowania i zabezpieczania rynku podejmowane przez MF – mówi Marek Kaczor. I przypomina, że wcześniej MF zapowiadało sprzedaż IRS, czyli kontraktów zabezpieczających przed skutkami zmian stóp procentowych. Resort zamierzał zamienić część długu o stałym oprocentowaniu na dług zmiennoprocentowy, bo uznał, że wzrost stóp rynkowych na początku roku był zbyt duży i miał niewiele wspólnego z oceną fundamentów gospodarki.

MF wyraźnie chce mieć większy wpływ na to, co się dzieje na rynku. Pomysł z BGK to kolejny wentyl bezpieczeństwa – uważa dealer PKO BP. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że rynek traci właśnie stabilizator w postaci funduszy emerytalnych, które wcześniej zapewniały stały popyt na obligacje. Po cięciu transferów i stopniowej zmianie polityki inwestycyjnej OFE będą traciły na znaczeniu na rynku długu.

– Trudno teraz jednoznacznie stwierdzić, czy BGK ma wypełnić lukę po OFE. Zwykle banki nie są zainteresowane długoterminowymi obligacjami, a takie były najchętniej kupowane przez fundusze. Nie można jednak wykluczyć, że skoro BGK będzie mógł działać na rynku wtórnym, to dostanie też prawo występowania w aukcjach obligacji na rynku pierwotnym – mówi Arkadiusz Urbański z Pekao.

Spekulant mówi: sprawdzam

Analityk Pekao dodaje, że w związku z planami Ministerstwa Finansów jest kilka wątpliwości. Przede wszystkim dotyczą one zdolności BGK do absorbowania dużej podaży papierów krótkim czasie.

– Jest pytanie, jakim kapitałem będzie dysponował bank i czy będzie w stanie kupić obligacje warte np. 30 mld zł. Tym bardziej, że z zapowiedzi MF wynika, że w pierwszym etapie będzie to robił na swój rachunek, dopiero późnej ministerstwo ma te obligacje odkupywać – mówi Arkadiusz Urbański. I przypomina, że Bank Gospodarstwa Krajowego ma kilka innych poważnych zadań – np. organizowanie emisji obligacji drogowych. BGK nie skorzysta też na utworzeniu rachunku konsolidacyjnego dla jednostek sektora finansów publicznych. Co prawda to właśnie bank będzie go prowadził, ale równolegle straci depozyty tych jednostek. Zmieni mu to strukturę pasywów: zamiarem MF jest bieżące wykorzystywanie środków z rachunku konsolidacyjnego, więc stan rachunku będzie bardzo niestabilny. A to może oznaczać zaburzenie płynności banku. Żeby się przed tym zabezpieczyć BGK uruchomił  program emisji obligacji na swój rachunek wart 5 mld zł.

Arkadiusz Urbański dodaje, że z zapowiedziami MF wiąże się jeszcze jedno ryzyko: kapitał spekulacyjny może chcieć wypróbować działanie BGK jako stabilizatora.

– Prawdopodobieństwo takiego scenariusza nie jest duże, ale nie można do końca wykluczyć, że niektórzy zechcą sprawdzić system. Często na rynku walutowym dochodziło do spekulacji, gdy instytucja odpowiedzialna za jakąś walutę zapowiadała jej obronę – mówi Urbański. Dodaje jednak, że na razie nie ma żadnych fundamentalnych powodów do wyprzedaży polskich obligacji. Nasz rynek dobrze zniósł ostatnie wydarzenia w Portugalii, a informacje z kraju – np. o większej od planowanej wpłacie zysku NBP do budżetu – powodują nawet spadek rentowności obligacji.

Dla rynku to dobra informacja

Nasi rozmówcy są zgodni, że w sumie zapowiedzi MF dotyczące kupowania obligacji przez BGK są pozytywne dla rynku.

­– Ryzyko, że nastąpi powtórka z jesieni 2008 roku gdy po upadku Lehman Brothers polski rynek całkowicie zamarł, będzie teraz mniejsze. Choć nie można powiedzieć że informacja o BGK była główny powodem spadku rentowności obligacji w ostatnich dniach. To jeden z kilku czynników, które podtrzymują dobry nastrój – mówi Arkadiusz Urbański.

Główna przyczyna spadku rentowności to spadek potrzeb pożyczkowych budżetu, który wynika z ograniczenia transferów do OFE i wyższej wpłaty NBP. Podaż obligacji na rynku pierwotnym będzie mniejsza – co przekłada się na popyt na papiery na rynku wtórnym. Marek Kaczor zwraca uwagę, że rentowności obligacji dziesięcioletnich spadły w ostatnim czasie do około 6,15 proc. – choć na tzw. rynkach bazowych, które są dla Polski punktem odniesienia dochodowość papierów rosła.

– Ta dawka dobrych informacji wystarczyła, żeby obniżyć rentowność dziesięciolatek do 6,15 proc. Jesteśmy mniej-więcej w połowie między najniższą, a najwyższą rentownością w tym roku. Żeby dalej mogła spadać potrzebny byłby dodatkowy impuls. Inaczej czeka nas stabilizacja – mówi dealer.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test