Brazylia wybiera między skrajnościami

05.10.2018
Przegląd programów gospodarczych kandydatów w zapowiedzianych na 7 października wyborach prezydenckich w Brazylii potwierdza wzrost popularności haseł populistycznych.

W Brazylii afery korupcyjne podkopały wiarygodność rządzących (Saulo Cruz, CC BY-NC)


W najbliższą niedzielę Brazylia będzie decydować o swojej przyszłości. Ostatnie cztery lata wstrząsnęły społeczeństwem brazylijskim niemal pod każdym względem. Nie chodzi tutaj tylko o długą i bolesną recesję. Afery korupcyjne, które wstrząsały tamtejszą sceną polityczną, podkopały i tak już niską wiarygodność rządzących. Można się zatem spodziewać, że wskutek apatii ogarniającej coraz szersze kręgi społeczeństwa brazylijskiego, wynik niedzielnych wyborów może doprowadzić do wyłonienia się przedziwnej konstelacji politycznej. Rzecz w tym, że niemal wszystkie sondaże prognozują dojście do władzy partii o poglądach – najdelikatniej rzecz ujmując – niezbyt umiarkowanych. Nic więc dziwnego, że za dolara USA trzeba ponownie płacić ponad cztery reale. A byłoby rzeczą naprawdę dziwną, gdyby ewentualna eskalacja kłopotów gospodarki brazylijskiej nie odbiła się echem w innych krajach.

Wartość PKB gospodarki brazylijskiej wynosi ponad 2 biliony dolarów, co stanowi przeszło 2,5 proc. PKB świata. Jeżeli zaś za narzędzie pomiaru obierzemy parytet siły nabywczej, wówczas wartość PKB Brazylii wzrośnie do ok. 3,24 biliona dolarów, gwarantując jej pozycję ósmej największej gospodarki naszej planety.

Z dłużnika wierzyciel

Jednak na omawiane wyżej wskaźniki rzutują dwa istotne czynniki. Po pierwsze, o zamożności społeczeństwa decyduje przede wszystkim PKB per capita. A tu już Brazylia wypada znacznie gorzej. Jeśli za punkt wyjścia obierzemy kurs rynkowy, Brazylia ląduje na 66. miejscu wśród gospodarek świata. Jeszcze gorzej Brazylia prezentuje się w podobnym zestawieniu, ale na podstawie parytetu siły nabywczej. Z ok. 15,5 tysiącami dolarów, Brazylia plasuje się dopiero na 81. miejscu. Byłoby dużo lepiej, gdyby nie recesja z lat 2015-2016, kiedy to PKB tego kraju skurczył się łącznie aż o siedem procent. Tak bolesny spadek musiał na pewno rzutować na nastroje wśród mieszkańców ósmej największej gospodarki globu.

Mimo wielu trudności ekonomicznych, zwłaszcza tych natury fiskalnej (wspomniana wyżej recesja przyczyniła się do wzrostu zadłużenia publicznego z ok. 50 proc. PKB jeszcze w 2013 r. do prawie 75 proc. PKB w ubiegłym roku), nie wolno jednak zapominać o osiągnięciach Brazylii na przestrzeni ostatniego niespełna ćwierćwiecza. Mimo że stopa inflacji powyżej czterech procent, jak na dzisiejsze standardy, jest nadal wysoka, to w tym kraju zdążyło wychować się przynajmniej jedno pokolenie, dla którego już hiperinflacja z początku lat dziewięćdziesiątych jest znana bardziej z podręczników i opowieści rodziców niż z własnego doświadczenia. Kurs brazylijskiego reala mimo bardzo dużej zmienności nie podzielił losu pesa argentyńskiego, a nawet i na tle pesa meksykańskiego radzi sobie nie najgorzej.

Sytuacja zewnętrzna Brazylii uległa sporej poprawie w porównaniu z położeniem na przełomie stuleci, kiedy kraj znalazł się ponownie na skraju przepaści. Od tego czasu rezerwy walutowe wzrosły dziesięciokrotnie. Jak pisze Roberto Secemski z Barclays’a, ojczyzna samby przestała być dłużnikiem zagranicy w ujęciu zadłużenia zagranicznego netto państwa (omawiane zadłużenie jeszcze w 2002 r wynosiło ponad 17 proc. PKB), a od około 2007 r. stała się wierzycielem (zobowiązania zagranicy sięgają obecnie prawie 17 proc. PKB).

Operacja „Myjnia” i jej ofiary

Głównym czynnikiem powodującym przygnębienie Brazylijczyków są afery korupcyjne, które wstrząsnęły ich krajem i zmiotły ze sceny politycznej dwoje prezydentów wywodzących się z lewicowej Partii Robotniczej (Partido dos Trabalhadores). W niesławie musieli odejść słynny Luiz Inacio Lula da Silva (nazywany często po prostu Lula) oraz jego następczyni, Dilma Rousseff. Padli ofiarą operacji znanej pod kryptonimem „Myjnia Samochodowa” (Operacao Lava Jato), której dochodzenie zaczęło obejmować zasięgiem coraz szersze grono biznesmenów oraz polityków. Nazwa wywodzi się od stacji benzynowej o nazwie Posto da Torre w stolicy Brasilii, która służyła jako miejsce kontaktowe do dokonywania nielegalnych płatności. Co ciekawe, na stacji Posto da Torre nigdy nie było myjni samochodowej. Nazwę taką nadano, gdyż stanowiła świetną metaforę opisu rodzaju transakcji, jakich tam dokonywano. Jak dotąd jest to największy skandal w dziejach Ameryki Łacińskiej.

Rok Ameryk

Rzecz rozpoczęła się od zwykłego dochodzenia w sprawie prania brudnych pieniędzy, a skończyła na odsunięciu urzędującej pani prezydent od władzy oraz aresztowaniu jej poprzednika. Chodziło o nielegalne płatności, jakie pobierali pracownicy koncernu naftowego Petrobras w zamian za kontrakty opiewające na setki milionów dolarów. Szacuje się, że straty Petrobrasu, będące między innymi efektem opisywanej tutaj korupcji, sięgały w samym 2014 r ponad 7 mld dolarów USA.

Z upływem czasu dochodzenie objęło zasięgiem nietykalnych do tej pory polityków, wśród nich najbardziej popularnego prezydenta w historii kraju Lulę. Próbowała go ratować za pomocą nominacji na urząd podobny do szefa rady ministrów, Ministro-Chefe da Casa Civil da Presidencia da Republica, urzędująca i namaszczona przez niego Dilma Rousseff . Próba podania parasola ochronnego Luli drogo ją kosztowała. 31 sierpnia 2016 r. Senat stosunkiem głosów 61 do 20 odwołał urzędującą prezydent ze stanowiska. Co ciekawe, formalną przyczyną odwołania pani prezydent były tzw. pedaladas fiscais, czyli de facto przekroczenie uprawnień mających na celu utajnienie prawdziwej sytuacji fiskalnej kraju.

Oczywiście sam fakt, że wymiarowi sprawiedliwości udało się dosięgnąć najważniejsze osoby w państwie może napawać optymizmem. Z drugiej jednak strony istnieje nadal wiele kwestii do wyjaśnienia, czy aby wszystkie reguły gry w tego rodzaju śledztwie zostały zachowane. Wielu Brazylijczyków straciło wiarę w prowadzone śledztwa już 19 styczniu 2017 r , kiedy w wypadku awionetki zginął nadzorujący całe dochodzenie mający korzenie polskie sędzia Sądu Najwyższego, Teori Zavascki.

Opisany tok wydarzeń musiał doprowadzić do polaryzacji w społeczeństwie.

Korupcja i lewica trzymają się mocno

W Ameryki Łacińskiej korupcja zakorzeniona jest głęboko. Obok wielu wymiernych strat finansowych jest przyczyną zjawiska, które de facto hamuje na dłuższą metę wykorzystanie całego potencjału gospodarczego regionu. Korupcja wydaje się być bowiem przyczyną trapiącego niemal nieustannie Amerykę Łacińską szeroko rozumianego populizmu gospodarczego. Do tego dochodzi jeszcze nierównomierny, a wręcz bardzo krzywdzący, podział majątku narodowego. W Ameryce Łacińskiej notuje się jeden z najwyższych poziomów współczynnika Giniego. Dlatego, chcąc ratować ład społeczny, rządzący często odwołują się do przywracania sprawiedliwości za pomocą posunięć populistycznych.

Nieżyjący już prezydent Wenezueli Hugo Chavez doszedł do władzy właśnie na hasłach sprawiedliwości. Jak się zakończył eksperyment wenezuelski, powszechnie wiadomo.

Wydawać by się mogło, że casus Wenezueli powinien odstraszać mieszkańców Ameryki Łacińskiej od partii zbyt mocno identyfikujących się  z lewicą. Przykład Meksyku, gdzie wybory wygrał lewicujący Andres Manuel Lopez Obrador pokazuje jednak, że może być inaczej. Natomiast perypetie gospodarcze Argentyny pozwalają sugerować, że prezydent Mauricio Macri ma przed sobą niepewna przyszłość, a dalsza eskalacja kryzysu gospodarczego może ponownie wpędzić kraj w ręce populistów. Wskazują na to ostatnie sondaże opinii publicznej, w których prowadzi była prezydent kraju – Cristina Fernandez de Kirchner, będąca wręcz uosobieniem populizmu gospodarczego.

Faworyci inwestorów

Także w Brazylii przegląd programów gospodarczych kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta potwierdza wzrost popularności haseł populistycznych.

Partia Robotnicza postawiła na byłego burmistrza Sao Paulo, Fernando Haddada. Jego program gospodarczy nie zachwyca inwestorów. Na podstawie dotychczasowych wypowiedzi można wnioskować, że będzie on sprzeciwiać się procesowi prywatyzacji Petrobrasu. Nie zgodzi się też na sprzedaż banków krajowych. Będzie chciał się ponownie przyjrzeć umowie rodzimego wytwórcę samolotów Embraera z Boeingiem. Opowiada się za aktywną polityką fiskalną, w tym celu chce przeznaczyć 10 procent rezerw dewizowych na sfinansowanie projektów infrastrukturalnych. Będzie się także starać o to, aby celem banku centralnego był nie tylko poziom inflacji, ale także i poziom zatrudnienia. Nic więc dziwnego, że jego krytycy usiłują mu przylepić łatkę lewicowego populisty. Inna propozycja lewicy w osobie Ciro Gomesa z Demokratycznej Partii Pracy (Partido Democratico Trabalhista) wydaje się być równie mało przekonywująca. Obiecuje on między innymi wzrost opodatkowania dla zamożnych. Ponadto sprzeciwia się zarówno reformie emerytalnej oraz autonomii banku centralnego.

Za programem gospodarczym byłego wojskowego Jaira Bolsonaro, uchodzącego za kandydata prawicy i Partii Społeczno-Liberalnej (Partido Social Liberal), stoi ekonomista, wykształcony na uniwersytecie w Chicago Paulo Guedes, cieszący się generalnie uznaniem inwestorów. Program przewiduje prywatyzację, obniżenie deficytu budżetowego Brazylii, a także  zwiększenie niezależności banku centralnego. Jednak z powodu często wygłaszanych przez Bolsonaro poglądów społecznych, dla wielu Brazylijczyków – zwłaszcza Brazylijek – kandydatura Bolsonaro jest po prostu nie do zaakceptowania.

Faworytem rynków finansowych wydaje się być również Geraldo Alckmin, kandydat z ramienia Partii Brazylijskiej Społecznej Demokracji (Partido da Social Democracia Brasileira). Opowiada się on, podobnie jak Paulo Guedes, za konserwatywną polityką fiskalną oraz zapewnieniem bankowi centralnemu większej autonomii. Jego szanse na zwycięstwo w wyborach są jednak niewielkie.

Wiele wskazuje na to, że do drugiej tury wejdą Haddad oraz Bolsonaro. Ich rywalizację określa się mianem konfrontacji między skrajną lewicą a skrajną prawicą.

 

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły