Ceny najlepszych piłkarzy a bańki i pułapki wolnego rynku

17.11.2017
Czy ceny za transfery piłkarzy są zbyt wysokie? Czy są one dobrą inwestycją? Czy są uzasadnione? Te powracające pytania spotkały się z nowym zainteresowaniem w czasie ostatniego okienka transferowego, w szczególności w odniesieniu do transferu Neymara z Barcelony do PSG.  

Neymar (CC BY-SA 2.0 Antoine Dellenbach)


Wart 222 mln euro transfer Neymara do PSG skłania do zastanowienia, czy gwiazdy piłki nożnej są dobrą inwestycją. Na podstawie danych finansowych dotyczących tego transferu twierdzę, że w stosunku do zapłaconej za niego ceny Neymar ma ujemną wartość bieżącą netto. Chociaż istnieją inne wyjaśnienia skłonności klubu PSG do zapłaty tak dużej sumy pieniędzy, w kategoriach czysto ekonomicznych kontrakt Neymara wydaje się być złą inwestycją. Ustawodawcy mogą wykorzystać tego typu obliczenia do uzasadnienia interwencji na rynku transferowym poprzez regulacje i opodatkowanie.

Aby podejść do tego zagadnienia z poważnej perspektywy ekonomicznej, musimy na wstępie zastanowić się nad bardziej ogólną kwestią: jaka jest zależność między wartością giełdową przedsiębiorstwa a wartością jego pracowników? W nowoczesnej gospodarce wydawałoby się, że wartość firmy – pomyślmy dla przykładu o wartości giełdowej Facebooka wynoszącej prawie 500 mld dol. – nie wynika w zasadniczej części z wartości jej budynków, komputerów, laptopów, kserokopiarek lub innych zasobów kapitałowych. Jest ona raczej generowana przez kapitał ludzki jej pracowników – ich wiedzę i umiejętności. Możemy myśleć o tej wartości pracowników jako o pewnego rodzaju niejawnym „kursie akcji kapitału ludzkiego”. Kurs akcji danej firmy będzie w takiej sytuacji funkcją „kursów akcji” pracowników. Należy zauważyć, że te kursy to nie tyle same płace pracowników, ale raczej ich wartość dla firmy.1

Takie podejście może się wydawać abstrakcyjne. W rzeczywistości pracownicy nie mają notowań. Ale jest jedna ważna branża, w której takie kursy występują – piłka nożna. Możemy uznać piłkarzy za aktywa, a wtedy cena zakupu piłkarza będzie kursem akcji. Ostatni transfer Neymara związany był z gigantycznym kursem akcji i dlatego jest szczególnie dobrym przykładem tej koncepcji.

Transfer Neymara wywołał wiele pytań, głównie natury etycznej. Wzbudził także wiele emocji, w tym niedowierzanie i złość. Podejmuję próbę przeanalizowania tego transferu ze wspomnianego wcześniej ekonomicznego punktu widzenia. Na końcu artykułu powracam do kwestii moralnych.

Skala inwestycji w Neymara

Spójrzmy na Neymara jako na projekt inwestycyjny. Firma (PSG) postanawia dokonać inwestycji w pracownika (Neymar). Robi to przez zapłacenie jego wartości obecnemu właścicielowi (Barcelona). Firma podejmuje decyzję o zatrudnieniu, tak jak postąpiłaby w przypadku innych projektów inwestycyjnych, takich jak np. budowa stadionu. Firma musi określić, ile zyskuje i ile wydaje, zatrudniając pracownika. Chociaż piłkarze tacy jak Neymar i stadiony to bardzo duże inwestycje, każde zatrudnienie pracownika może być analizowane według tej samej logiki.

Nietypowym aspektem tego rodzaju decyzji jest cena rynkowa, która jest w tym przypadku dobrze znana. W większości przypadków na rynku pracy nie mamy takich informacji, ponieważ pracownicy nie są przedmiotem obrotu. Jedynym innym istotnym przypadkiem, w którym znane są ceny pracowników, jest niewolnictwo (niektórzy komentatorzy zwrócili uwagę na tę analogię).

Jakie są więc szczegóły finansowe tego wartego 222 mln euro projektu inwestycyjnego? Cena Neymara stanowi prawie 5 proc. łącznych przychodów angielskiej Premier League, czyli krajowej ligi piłkarskiej z najwyższymi przychodami. Możemy myśleć o tej wielkości jako o 5 proc. PKB elitarnej angielskiej ligi piłkarskiej. Mający obecnie 25 lat piłkarz podpisał pięcioletni kontrakt. Według doniesień jego pensja wynosić będzie około 30 mln euro netto, czyli około 45 mln euro przed opodatkowaniem. Klub PSG zapłacił także prowizje agentów wynoszące 38 mln euro (Economist 2017).

W 2016 roku klub PSG uzyskał przychody wynoszące ponad 521 mln euro, z czego 296 mln euro pochodziło ze sprzedaży komercyjnej (Deloitte 2017). W momencie nabycia PSG przez Qatar Sports Investments w 2011 roku jego roczne przychody wynosiły tylko 100 mln euro, co oznacza, że wzrosły pięciokrotnie w ciągu sześciu lat.

Potencjalne zyski i koszty dla PSG trudno jest określić ilościowo. Neymar zwiększyłby przychody komercyjne PSG, nawet gdyby w ogóle nie grał. Gdyby zgodnie z oczekiwaniami przyczynił się do sukcesów piłkarskich, może to prowadzić do zwiększenia liczby meczów rozgrywanych przez PSG (zwiększenie przychodów z dnia meczowego) oraz zdobycia większej liczby trofeów (zwiększającego przychody komercyjne). Obie zmiany prowadzą do zwiększenia przychodów z transmisji telewizyjnych. Jednak ten wkład finansowy trudno jest  dokładnie oszacować. Występuje także pewne ryzyko. Neymar może doznać kontuzji albo stracić formę, albo też cała drużyna PSG może grać słabo (nawet z nim w składzie).

Bieżąca wartość netto Neymara

Możemy się zastanowić, jaką kwotę musiałby wygenerować Neymar, aby ta inwestycja była dochodowa, podstawiając znane nam kwoty do równania wartości bieżącej netto (net present value – NPV) i obliczając próg rentowności. Na tym poziomie Neymar nie przyniósłby PSG zysku ani straty. Musimy w tym miejscu zastrzec: wszystkie podane kwoty są trudne do potwierdzenia, ale nasze obliczenie mogą nam dać przybliżony obraz rzeczywistej sytuacji.

W bazowej kalkulacji po jednej stronie znajduje się zapłacona za piłkarza kwota, która wynosi 222 mln euro. Po drugiej stronie znajduje się suma oczekiwanych rocznych zysków, przychodów pomniejszonych o zarobki, zdyskontowanych, w okresie pięcioletniego kontraktu. Stosując realną stopę dyskontową 1 proc. i stawkę podatku od przedsiębiorstw 30 proc. przy 0-proc. ryzyku kontuzji i przyjmując jako niewiadomą przychody generowane przez Neymara – możemy obliczyć próg rentowności.

Zgodnie z takim scenariuszem bazowym Neymar musiałby wygenerować roczne przychody w wysokości 111 mln euro, aby PSG wyszedł na zero. Jeżeli stawka podatkowa powiększona o ryzyko kontuzji wzrośnie z 30 proc. do 50 proc., co jest bardziej realistycznym przypadkiem, biorąc pod uwagę inne opłaty i ryzyko związane z kontuzjami, oraz jeśli do zapłaconej kwoty dodamy prowizję – wielkość ta podskoczy do 151 mln euro rocznie. Kwoty te stanowią odpowiednio 38 proc. i 52 proc. komercyjnych przychodów klubu w 2016 roku.

Jest wysoce nieprawdopodobne, że umowa z Neymarem przyniesie takie przychody. W związku z tym PSG ma wszelkie szanse być stratnym.

Jedną z opcji byłoby zaoferowanie Neymarowi niższej płacy, ale sama płaca nie jest tutaj najważniejszym czynnikiem. Obniżenie zarobków Neymara o połowę wymagałoby od niego wygenerowania 92 mln euro rocznie, aby klub wyszedł na czysto, ale nawet przy obniżeniu zarobków o trzy czwarte piłkarz musiałby wygenerować dla PSG przychody w wysokości 80 mln euro rocznie. Są to ogromne (i nierealistyczne) kwoty.

Oznacza to, że PSG gotowy był zapłacić więcej, niż wynosi spodziewana wartość ekonomiczna Neymara. Można myśleć o tym jako o swego rodzaju bańce, choć bańki giełdowe zazwyczaj rozwijają się w inny sposób i w innych okolicznościach.

Transfer Cristiano Ronaldo z 2009 roku ma znacznie większy sens ekonomiczny. Także tym przypadku podawane kwoty nie są potwierdzone. Według doniesień Ronaldo został kupiony przez Real Madryt z Manchesteru United za 94 mln euro. Przez cztery lata zarabiał około 11 mln euro netto, a później blisko 20 mln rocznie netto.

Podstawiając te kwoty do bazowej kalkulacji i biorąc pod uwagę zarobki przed opodatkowaniem, Ronaldo musiałby wygenerować około 40 mln euro rocznie, aby Real Madryt wyszedł na czysto. Stanowi to około 20 proc. ówczesnych przychodów komercyjnych Realu, oraz mniej niż 10 proc. jego łącznych przychodów. Możliwe, że Real zyskał na tej inwestycji.

Nie wszystkie transfery są więc bańkami. Ale patrząc na te najdroższe – od transferu Neymara do wartego 75 mln euro transferu Kevina de Bruyne’a z Wolfsburga do Manchester City w 2015 roku – wydaje się, że większość z nich to bańki. Oznacza to, że zyski netto osiągnięte przez klub-nabywcę nie uzasadniły zapłaconej wcześniej ceny. Co było do przewidzenia już w chwili zakupu. Dlaczego więc do takich zakupów dochodzi?

Istnieje w tej sprawie kilka twardych hipotez. Jedna głosi, że właściciele klubów nie tyle inwestują w piłkarzy, co ich konsumują. Chcą, aby gwiazdy piłkarskie grały dla nich. Inna hipoteza mówi, że właściciele źle oceniają rzeczywistość, spodziewając się większych zysków i większych pozytywnych efektów zewnętrznych niż te rzeczywiście uzyskiwane. Trzecia hipoteza opisuje to zjawisko jako motywowaną psychologicznie konkurencję.

Społeczne implikacje transferu Neymara

Wydarzenie to ma szersze implikacje społeczne. Jak bardzo uzasadnione są tak wysokie płace i wartości piłkarzy? Wskazują one na ogromne nierówności, obnażając słabości wolnego rynku. Popyt i podaż, nieregulowane za pomocą górnych pułapów płac czy cen lub barier wejścia, windują te kwoty tak wysoko, bo popularność piłki nożnej spotyka się z ludzką chciwością. Nie ma wolnorynkowego mechanizmu umożliwiającego przekierowanie tych zasobów na bardziej społecznie wartościowe projekty.

Co więcej, racjonalne kalkulacje ekonomiczne nie zapobiegłyby takim zjawiskom. Interweniować mogliby tylko politycy, reprezentujący opinię publiczną, przez regulacje i opodatkowanie. Mogłoby to potencjalnie pozwolić na wykorzystanie środków przeznaczanych na przyszłych Neymarów piłki nożnej na bardziej właściwe cele społeczne.

Eran Yashiv – pracownik naukowy Eitan Berglas School of Economics na Uniwersytecie w Tel Awiwie.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły