Chińskie przejęcia niemile widziane w Europie

17.11.2016
Realizując rządowy plan Nowego Jedwabnego Szlaku, chińscy inwestorzy ruszyli na zakupy europejskich firm. Przekonali się, że nie zawsze są witani z otwartymi ramionami, bo rzeczywisty cel dokonywanych przez nich przejęć budzi obawy. O uregulowanie ich zasad przez UE zaczęli zabiegać Niemcy.


Według wyspecjalizowanej w zbieraniu danych o przejęciach, publicznych ofertach i emisjach obligacji firmy Dealogic przez pierwsze 10 miesięcy 2016 roku chińskie firmy ogłosiły w Niemczech 44 transakcje przejęć warte w sumie 11,3 mld dol. To więcej niż wynosi łączna wartość wszystkich chińskich przejęć w Niemczech w latach 2002–2015. Dotychczasowy rekord – 28 transakcji wartych 2,6 mld dol. – padł w 2014 r.

Zakupy na szlaku

Przejęcia mają pomóc w zrealizowaniu rządowego celu, jakim jest rozwój innowacyjności, co obrazowo określa się jako zastąpienie metki „wyprodukowane w Chinach” metką „zaprojektowane w Chinach”, oraz planu, który mówi, że do 2020 roku 40 proc. istotnych komponentów wykorzystywanych przez chiński przemysł ma być rodzimej produkcji. Do 2025 roku wskaźnik ten ma wzrosnąć do 70 proc.

Chińscy inwestorzy w Europie celują w spółki posiadające unikalne technologie. Dotyczy to nie tylko rynku niemieckiego. W Finlandii China National Silicon Industry Group za 170 mln euro kupił w tym roku Okmetic, producenta wykorzystywanych m.in. w produkcji mikroprocesorów i sensorów wafli krzemowych. Agic Capital, chińsko-europejska firma zarządzająca funduszami private equity, kupiła latem włoską firmę Gimatic, producenta chwytaków, czyli wykorzystywanych w robotyce urządzeń mających za zadanie podnosić i przenosić obiekty.

Skala chińskich inwestycji, a także firmy, które stały się celem przejęć, zaczęły niepokoić niemieckich polityków, a także niektórych ekspertów. Pierwszy wyraźny sygnał padł wiosną 2016 roku, gdy chiński producent sprzętu gospodarstwa domowego Midea Group ogłosił zamiar kupienia producenta robotów przemysłowych Kuka. Firma jest dumą niemieckiego przemysłu, co kanclerz Angela Merkel podkreśliła w kwietniu 2016 r. podczas targów w Hanowerze, gdy chwaliła się jej technologiami przed Barackiem Obamą, prezydentem USA.

Chiny są czwartym partnerem handlowym Niemiec, a Niemcy dla Chin piątym. Wzajemna wymiana handlowa w 2015 roku, po wzroście o 5,6 proc., osiągnęła wartość ponad 163 mld euro. Niemieckie firmy ciągle szukają w Chinach rynków zbytu i wszelkie zaostrzenie stosunków byłoby niemile widziane przez nastawiony na eksport niemiecki przemysł. Dlatego politycy starają się być niezwykle ostrożni.

Berlin formalnie nie starał się zablokować próby przejęcia Kuki, ale przedstawiciele rządu – zwłaszcza Sigmar Gabriel, wicekanclerz i minister gospodarki – dawali wyraźne sygnały, że złożona przez europejskich inwestorów kontroferta byłaby mile widziana. Liczono zwłaszcza na niemieckich producentów samochodów – wielkich klientów firmy. Takiej oferty nie udało się jednak skonstruować i Kuka przeszła w chińskie ręce za 4,6 mld euro.

Już wiosną było słychać głosy, że zarówno Niemcy, jak i Europa nie są w stanie obronić swego przemysłu przed zakusami zagranicznych firm. Owszem, w Niemczech transakcje mogą być blokowane, gdy zagrażają rynkowej konkurencji oraz w szczególnych pojedynczych sytuacjach (gdy zagrażają bezpieczeństwu energetycznemu, obronności lub stabilności finansowej). Na podstawie tych przepisów trudno jednak blokować przejęcia firm posiadających unikalne technologie.

Podobne mechanizmy blokowania przejęć istnieją w Polsce. Na mocy uchwalonej w lipcu 2015 r. ustawy o kontroli niektórych inwestycji powstaje lista objętych ochroną spółek ze ściśle określonych sektorów. Znalezienie się na niej oznacza, że firma może zostać przejęta tylko za zgodą rządu. W czerwcu 2016 r. znalazły się na niej KGHM i Grupa Azoty (w 2012 r. wrogiego przejęcia chciał dokonać rosyjski miliarder Wiaczesław Kantor, próba została zablokowana przez resort skarbu, który doprowadził do zmian w statucie firmy polegających na ograniczeniu liczby innych niż Skarbu Państwa głosów inwestorów posiadających 20 i więcej procent akcji spółki). W lipcu listę rozszerzono o EDF Polska, ENGIE Energia Polska, PKN Orlen, PKP Energetyka i Tauron Polska Energia.

Jesienią zamiar skorzystania z uprawnień, jakie rządowi daje ustawa o kontroli niektórych inwestycji, zasygnalizował Krzysztof Tchórzewski, minister energii, który ogłosił sprzeciw wobec planów sprzedaży przez francuski EDF polskich aktywów. Francuski koncern wybrał oferty czeskiej grupy  EPH i australijskiego funduszu IFM.

Słowa i działania

Gdy wiosną wicekanclerz Gabriel formułował swoje zastrzeżenia do chińskich zakupów niemieckich firm, robił to bardzo ostrożnie. Podkreślał, że nie jest to protekcjonizm, że chodzi o walkę z nieuczciwą konkurencją ze strony krajów o gospodarce sterowanej przez państwo. Zaznaczał, że na razie Niemcy nie planują dokonywać zmian w prawie, by móc blokować niektóre transakcje. Akcentował, że w Europie konieczna jest dyskusja na temat wetowania niepożądanych przejęć.

– Myślę, że nie możemy poświęcać niemieckich firm, miejsca pracy w Niemczech na ołtarzu wolnego rynku, gdy nie mamy równych szans i równych reguł działania – mówił w czerwcu, tuż przed wizytą kanclerz Merkel w Chinach.

Wiosenna burza wokół chińskich przejęć w Niemczech latem przycichła. We wrześniu rząd, a dokładniej ministerstwo gospodarki nie zgłosiło sprzeciwu wobec planu kupienia Axitron SE, producenta sprzętu do produkcji półprzewodników, przez Fujian Grand Chip Investment Fund. Ogłoszona w maju transakcja miała wartość 670 mln euro, a chiński fundusz przez swą niemiecką spółkę chciał w wezwaniu kupić minimum 50,1 proc. akcji niemieckiej firmy technologicznej. Potem ogłoszono, że konsorcjum chińskich inwestorów jest zainteresowane zakupem Ledvance, działu sprzętu oświetleniowego ogólnego zastosowania firmy Osram Light.

W końcu października niemieckie ministerstwo wycofało wrześniową zgodę na przejęcie Axitron, motywując to tym, że firma posiada technologie o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa, które mogą być wykorzystane także w sektorze obronnym. Informowano, że ministerstwo uzyskało nieznane wcześniej informacje, których analiza „doprowadziła do cofnięcia zaświadczenia o braku zastrzeżeń”. W mediach pojawiły się spekulacje, że zgoda została wycofana m.in. w wyniku przekazania Niemcom informacji przez rząd USA i tamtejsze służby. Kilka dni później tygodnik „Wirtschatswoche” poinformował, że rząd chce dokładnie przyjrzeć się planowanemu przejęciu Ledvance.

Wiadomość o blokowaniu transakcji zbiegła się w czasie z nową falą dyskusji o przejmowaniu niemieckich firm przez inwestorów spoza Unii Europejskiej i planowaną wizytą wicekanclerza Gabriela w Chinach.

Michael Machnig, wiceminister gospodarki, powiedział „Financial Times”, że Niemcy obawiają się przejęć sterowanych przez chiński rząd albo mających na celu transfer technologii. Podkreślił, że w wyjątkowych przypadkach rząd musi mieć prawo nie pozwolić na takie transakcje.

Na reakcję na działania niemieckiego rządu zdecydował się Pekin. Rzecznik ministerstwa handlu Shen Danyang oświadczył dziennikarzom w czasie wizyty wicekanclerza, że Chiny mają nadzieję, że „ostatnie decyzje rządu Niemiec o ponownej analizie ofert przejęć złożonych przez chińskie firmy są wyjątkiem i nie oznaczają zmiany polityki gospodarczej”. Konkretnych przykładów nie podał.

Amerykańskie wzory

Wiele wskazuje na to, że Niemcy chcą, aby nowe zasady przejmowania europejskich firm przez inwestorów spoza UE zostały uregulowane także na szczeblu unijnym. Według gazety „Welt am Sontag” kierowane przez Gabriela ministerstwo gospodarki chce zabezpieczyć niemieckie firmy technologiczne przed niechcianymi przejęciami zwłaszcza przez pochodzące spoza Unii firmy państwowe lub kontrolowane przez państwo. Z dokumentów, które przeciekły do mediów, wynika też, że szef resortu gospodarki proponuje, by rządy wszystkich krajów Unii mogły blokować zakupy pakietów akcji większych niż 25 proc. przez firmy z krajów, które ograniczają dostęp do własnego rynku, oraz gdy przejęcie odbywa się na polecenia lub za pieniądze rządu.

Pomysły wicekanclerza Gabriela i jego resortu poparł Günther Oettinger, unijny komisarz ds. gospodarki cyfrowej. Uznał, że debata na temat niechcianych przejęć na szczeblu unijnym jest dobrym pomysłem.

Pomysły Gabriela znalazły uznanie nie tylko u komisarza Oettingera.  Także niektórzy eksperci uważają, że chińskie firmy mogą w Europie inwestować o wiele łatwiej niż europejskie w Chinach. Padają sugestie, że Unii Europejskiej brakuje instytucji podobnej do amerykańskiego Committee on Foreign Investment in The United States, który autoryzuje przejęcia i ma prawo je blokować, jeśli uzna, że zagrażają one bezpieczeństwu narodowemu. Podobny mechanizm obowiązuje także w Kanadzie. Na mocy Investment Canada Act transakcje duże oraz te w branżach uznawanych za wrażliwe – jeśli przejmującym jest podmiot spoza Kanady – są poddawana analizie uprawnionych organów i minister przemysłu może je zablokować.

– W Europie nie ma strategicznego myślenia na temat inwestycji zagranicznych. Jeśli transakcja ma sens z rynkowego punktu widzenia, to jest realizowana – dodaje cytowany przez „Wall Street Journal” – twierdzi Markus Ferber, niemiecki deputowany do Parlamentu Europejskiego.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły