Chiny: W Roku Świni władze skupią się na zwiększaniu jakości gospodarki

06.03.2019
Zachowania Chińczyków w czasie świętowania Nowego Roku to według wielu mediów barometr dla gospodarki Kraju Środka. Tym razem wyniki nie były tak spektakularne jak w poprzednich latach, co wskazuje na ogólne spowolnienie i problemy w chińskiej gospodarce.


W okresie świątecznym nazywanym „złotym tygodniem” (4 – 10 lutego 2019 r.) sprzedaż cateringowa w Chinach zwiększyła się o 8,5 proc. w porównaniu z analogicznym tygodniem w 2018 r. JD.com (gigant e-commerce) sprzedał o prawie 43 proc. więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Liczba turystów wzrosła o 19 proc., liczba nabytych wycieczek zagranicznych zwiększyła się o 28 proc., natomiast przychody z turystyki krajowej zanotowały ponad 8-proc. wzrost. Statystyki te są jednak gorsze od osiąganych w minionych latach, gdy Chińczycy świętowali rozpoczęcie nowego roku. Wywołało to lawinę nagłówków w mediach światowych prognozujących spowolnienie w Chinach. Bloomberg ogłosił: „Najwolniejszy wzrost od co najmniej 2011 r.”, Reuters pisał o „osłabionym tempie wzrostu [sprzedaży], które stanowi dowód na spowolnienie gospodarki”, a Financial Times wskazywał na „najniższy wzrost wydatków od 2005 r.”. Takie stwierdzenia nie napawają optymizmem.

Skąd pesymizm

Jednym z głównych powodów pesymizmu przebijającego się w zachodnich mediach jest fakt, że podczas świąt Chińczycy wydali mniej pieniędzy na zakup produktów firm zagranicznych. Szczególnie omijali produkty pochodzenia amerykańskiego. Trudno się jednak dziwić zachowaniu Chińczyków, skoro od dobrych paru miesięcy gorąco dyskutuje się o ewentualnych efektach wojny handlowej z USA. Przecież od zawsze niepewność powoduje ograniczenie sprzedaży droższych dóbr konsumpcyjnych (np. samochodów, urządzeń, mebli), a z czasem uderza nawet w tańsze towary (np. odzież czy żywność). Także postępowanie Chińczyków nie odbiega od znanego schematu. Ponadto chińscy konsumenci (w dużej mierze dzięki dyskusjom na temat wojny handlowej z USA) są coraz bardziej świadomi swojej siły nabywczej i skrupulatniej wybierają nabywane towary, szczególnie te z wyższej półki.

Spadek chińskiego wzrostu jest przedstawiany jako spowolnienie, gdy tymczasem powinien być tłumaczony równoważeniem gospodarki i jej przejściem w bardziej zaawansowane stadium rozwoju.

Zachodnie media prognozują też spowolnienie gospodarki chińskiej na bazie danych napływających z tamtejszego rynku motoryzacyjnego. Nie ma wątpliwości, że na ograniczeniu sprzedaży samochodów w Chinach w pewnym stopniu zaważyły decyzje administracji prezydenta Donalda Trumpa i działania odwetowe Pekinu. Wprowadzane na rynek chiński przez koncerny z Europy i Azji bardziej ekonomiczne, przyjazne środowisku i niedrogie modele hybrydowe znalazły wielu odbiorców kosztem spadku sprzedaży pojazdów amerykańskich. Sprzedaż General Motors spadła o 10 proc., Forda – o 37 proc., a Tesla obniżyła ceny modelu 3. Natomiast zyskały japońskie, niemieckie, a nawet chińskie firmy samochodowe.

Niewiele też zmieni niedawne zawieszenie ceł na import samochodów z USA, bo prawda jest taka, że amerykańskie auta przegrały w konkurencji z firmami europejskimi i japońskimi już kilka dekad wcześniej.

Gdzie tkwi błąd

W formułowaniu prognoz dla gospodarki chińskiej część międzynarodowych mediów popełnia jednak zasadniczy błąd, polegający na myleniu długofalowych tendencji z cyklicznymi i krótkoterminowymi wahaniami. Stąd obecny spadek chińskiego wzrostu jest przedstawiany jako spowolnienie, gdy tymczasem powinien być tłumaczony równoważeniem gospodarki i jej przejściem w bardziej zaawansowane stadium rozwoju. Podobnie zachowywały się w XIX w. gospodarki angielska czy amerykańska.

Pozostaje jeszcze kwestia chińskiej konsumpcji, której kształtowanie wskazuje na znaczne zmiany zachodzące w gospodarce zza Wielkiego Muru. W 2018 r. konsumpcja przyczyniła się aż w 76 proc. do wzrostu PKB Kraju Środka. Chociaż sprzedaż detaliczna w Chinach nie jest już tak dynamiczna jak wcześniej (kluczowy składnik konsumpcji) to nadal przewyższa całkowity wzrost PKB i odpowiada za około 30 – 40 proc. wzrostu gospodarki globalnej. Pomimo wojny handlowej, składnik ten jest uważany za najważniejszą siłę napędową chińskiej i globalnej gospodarki w najbliższych latach.

Wzrost całkiem zadowalający

Na koniec warto spojrzeć na prognozy dotyczące chińskiej gospodarki w 2019 r. przygotowane przez znane instytucje. Zgodnie z oficjalnymi danymi Pekinu w minionym roku chiński wzrost gospodarczy wyniósł 6,6 proc. Faktycznie tempo wzrostu w 2018 r. było najniższe od prawie trzech dekad. Stąd też instytucje międzynarodowe zaprezentowały ostrożniejsze prognozy dla Chin. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) przewiduje w 2019 r. wzrost na poziomie 6,6 proc., co wciąż pozwala temu państwu stać się w 2030 r. największą gospodarką w świecie pod względem nominalnego PKB. W podobnym duchu chiński wzrost prognozują Bank Światowy, Reuters, Goldman Sachs, ONZ, czy Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, szacując wzrost w 2019 r. na poziomie 6,2 – 6,3 proc. Trochę ostrożniej do prognoz podszedł JP Morgan, który zakłada wzrost tylko 6-proc.

Nie można zatem zaprzeczać, że konflikt Chin z USA stanowi znaczący hamulec nie tylko dla wzrostu PKB tych pierwszych, ale i całej gospodarki światowej. Jednak już jakiś czas temu przestaliśmy tak bacznie przyglądać się chińskiemu wzrostowi, a skupiamy się bardziej na jakościowych zmianach zachodzących w tej gospodarce. Pekin przygotowuje prawdopodobnie kolejny pakiet stymulujący wzrost. Na takie rozwiązanie szczególnie liczą zachodni inwestorzy. Nawet jednak jeżeli taki pakiet zostanie wprowadzony, to w Roku Świni władze i tak bardziej niż na wzroście, będą koncentrować się na podnoszeniu jakości chińskiej gospodarki przez promowanie innowacyjności (np. „Made in China 2025”) i konsumpcji krajowej, uzdrawianie systemu finansowego czy konstruowanie stabilniejszych zabezpieczeń społecznych.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły