Crowdfunding demokratyzuje kapitalizm

07.06.2017
Crowdfunding umożliwia każdemu bycie inwestorem, angażuje kapitał społeczny, demokratyzuje kapitalizm. Jest najszybciej rosnącym dziś na świecie źródłem finansowania start-upów – mówi w rozmowie z Obserwatorem Arkadiusz Regiec, założyciel Beesfund, platformy crowdfundingu udziałowego.

(CC By SA Rocio Lara)


ObserwatorFinansowy.pl: Czy crowdfunding udziałowy ma sens? Start-upy mają do dyspozycji sporo innych, doświadczonych inwestorów.

Arkadiusz Regiec: Tak może się wydawać, ale na bardzo wczesnym etapie rozwoju większość młodych firm korzysta głownie ze wsparcia rodziny, przyjaciół lub niedoświadczonych inwestorów – tzw. grupy 3F (family, friends, fools). Przedsiębiorcy trudno jednak najbliższych prosić o duże jednorazowe wsparcie, natomiast dla naszych społecznościowych przyjaciół wyłożenie 100 czy 500 złotych nie musi się wiązać z dużym wyrzeczeniem i ryzykiem finansowym, nawet w przypadku utraty całej inwestycji.

Crowdfunding udziałowy, szczególnie zagranicą, wspiera start-upy również w kolejnych rundach finansowania. Jakie znaczenie dla nowej firmy mają dość przypadkowi udziałowcy? Co mogą dać, czego nie mają aniołowie biznesu albo fundusze venture capital?

Wcale nie są przypadkowi – to entuzjaści młodych firm i innowacyjnych rozwiązań! Dla wielu przedsiębiorców posiadanie inwestorów rozproszonych jest korzystną polityką. Mechanizm podobny jest do giełdy. Można mieć wielu drobnych akcjonariuszy lub kluczowych inwestorów typu private equity, którzy mają większy wpływ na spółkę lub wręcz ją kontrolują i stawiają warunki.

Można to postrzegać jako ograniczenie, ale przecież z drugiej strony fundusze venture to profesjonalni inwestorzy. Będą wpływać na spółkę, oferować wiedzę i doświadczenia, które mają zwiększając w ten sposób szansę jej sukcesu. Czy to nie wartość dodana?

To prawda, ale jednego i drugiego typu finansowania nie można jednak stawiać do siebie w opozycji. Finansowanie społecznościowe jest mniej restrykcyjne niż VC.

Paradoksalnie na Zachodzie fundusze venture też dokonują alokacji kapitału przez platformy crowdfundingowe. Jednocześnie nie zgadzam się z tezą, że drobni udziałowcy nie dostarczają start-upom żadnego know-how. Drobni inwestorzy to często prawnicy i menedżerowie zatrudnieni w dużych firmach, to także inni start-upowcy. Crowdfunding przywraca naturalną więź między inwestorem a spółką, która jest zaburzona na dużym rynku giełdowym. W crowdfundingu obserwujemy zaangażowanie inwestorów w życie spółki, to jak jej doradzają i promują, co nie ma miejsca w przypadku zakupu przez drobnego inwestora akcji Orlenu czy PKO BP.

Mamy na platformie Beesfund 8 tys. zarejestrowanych inwestorów, z czego ponad jedna czwarta dokonała już inwestycji – większość z nich aktywnie śledzi rozwój spółki, a część doradza jej, mimo, że wartość wyłożonych kwot z reguły nie przekracza kilkuset złotych. To z kolei sprawia, że mogą oni być gotowi do dalszych, znacznie wyższych inwestycji.

Jak szerokie jest zjawisko equity crowdfundingu w Polsce?

Używając określeń start-upowych mogę powiedzieć, że jesteśmy na etapie wstępnym. Na Beesfund przeprowadziliśmy w całym zeszłym roku sześć emisji, a w tym roku sześć tylko do maja. Zgodnie z podpisanymi umowami będziemy mieli w 2017 r. 20 inwestycji. Jak dotąd 20 projektów zrealizowano na całym polskim rynku. Wartość naszych emisji otwartych i zamkniętych to kwota ok. 18 mln złotych.

To bardzo niewielka kwota biorąc pod uwagę jakie środki mają wspierać start-upy w ramach różnych funduszy, np. venture capital. Jakie znaczenie ma tak zebrany kapitał?

Zależy z czym to porównywać. W tym roku na rynku New Connect odbyły się trzy emisje, my mieliśmy sześć. Z kolei na rynku venture capital jest posucha, a finansowanie Polskiego Funduszu Rozwoju nie zostało jeszcze uruchomione. Trzymam kciuki za PFR, aby te projekty ruszyły, ale większość inwestycji w Polsce na razie dobrze wygląda tylko na papierze.

W przypadku crowdfundingu wiele start-upów nie musi jednak spełniać kryteriów wymaganych przez innych inwestorów – np. dotyczących lokalizacji albo poziomu przychodów. W tym sensie crowdfunding jest więc najbardziej demokratyczną formą inwestowania.

Co więcej, crowdfunding udziałowy wypełnia pewną lukę kapitałową – przychodzi z pomocą, gdy fundusze czy publiczny inwestor stawia warunek zdobycia przez start-up części kapitału z innych źródeł. Na Zachodzie jeden z większych funduszy venture Balder Capital regularnie korzysta z platformy Crowdcube do uzupełnienia kapitału dla nowych spółek – emitentów.

Jak pan ocenia regulacje prawne dotyczące crowdfundingu udziałowego?

Co prawda ustawodawstwo nie odnosi się z nazwy do crowdfundingu udziałowego, jest jednak ustanowiony górny próg emisji dla spółki do 100 tys. euro. Na mocy unijnej dyrektywy w lutym 2019 roku ten limit zostanie podniesiony do 1 mln euro. Uczestniczę w pracach podgrupy roboczej ds. crowdfundingu w KNF i widzę że nasz regulator wykazuje dużo dobrej woli, aby dyrektywę unijną implementować wcześniej.

Milion euro to wystarczający limit, gdyż w Polsce istnieje luka kapitałowa dla środków do 5 mln zł, najtrudniejszych do zdobycia dla początkujących przedsiębiorców, a także naukowców z pomysłem – to jest właśnie start-upowa „dolina śmierci”.

Polskie start-upy rzadko szukają finansowania przez crowdfunding

Nie ma natomiast w Polsce ograniczeń kwotowych dla inwestorów, obrót udziałami jest jednak prawnie utrudniony. Koncepcja prostej spółki akcyjnej (PSA), którą zapowiedziało Ministerstwo Rozwoju może ten problem rozwiązać – umożliwi także rejestrację spółki w trybie uproszczonym i z minimalnymi wymogami kapitałowymi.

Dobrym rozwiązaniem byłaby też ulga podatkowa dla inwestorów jak w Szwecji czy w Wielkiej Brytanii. Taka drobna ulga dla każdego obywatela mogłaby zaktywizować rynek i przyciągać inwestorów, być może będąc narzędziem budowy polskiego kapitału dla nowych, technologicznych podmiotów.

Czy Pana firma też była, a może ciągle jest start-upem?

Jesteśmy na etapie tzw. proof of concept, czyli mamy sprawdzony, powtarzalny model biznesowy. Teraz wyzwaniem jest skalowanie czyli zwiększenie operacji i przychodów. Mieliśmy dotąd emisję np. dla fintechu zajmującego się płatnościami na bazie bitcoina, ale też browar, organizowaliśmy emisje dla Migam, firmy rozwijającej aplikację o znaczącej roli społecznej, bo umożliwiającej tłumaczenie języka migowego a więc aktywizację zawodową osób głuchych, których jest w Polsce 400 tysięcy. To chyba jeden z najbardziej znanych ostatnio polskich start-upów.

Pierwsi emitenci osiągnęli już zakładane cele biznesowe i być może wkrótce pojawią się propozycje wykupu lub dywidend. Sukcesem jest to, że żaden ze start-upów, dla których organizowaliśmy emisje nie upadł, a to już dużo, bo to biznes obciążony wysokim ryzykiem.

Na czym zarabiacie?

Na dostarczaniu narzędzi informatycznych i marketingowych do przeprowadzania emisji. Tym samym kreujemy społeczność inwestorów. Pomagamy też inwestorom od strony prawnej łącznie z przekształcaniem spółek. Uważam, że docelowe możliwe jest zwiększenie przez nas rocznych emisji tak, aby obsłużyć nawet 150 spółek.

Wyzwaniem jest zbudowanie paneuropejskiej platformy i konkurowanie nawet z Brytyjczykami, którzy są specjalistami w tej branży. Proszę spojrzeć na brytyjski rynek equity – w ubiegłym roku 21 proc. emisji przeprowadziły dwie platformy crowdfundingu udziałowego – Crowdcube i Seedrs.  Jestem przekonany, że w Polsce już za kilka lat 20 proc. kapitału do start-upów płynąć będzie tym kanałem.

Rozmawiając z Panem trudno nie zauważyć pańskiego emocjonalnego zaangażowania. To dla pana chyba nie tylko biznes?

To prawda, przeszedłem wszystkie nastroje, jakich może doświadczyć start-upowiec, łącznie z głębokim załamaniem po roku działalności. Bodźcem do działania nie są wcale perspektywy zarabiania wielkich pieniędzy, ale szansa wpływania na rzeczywistość. W moim przypadku jest to przekonanie, że crowdfunding odpowiada na problem naszych czasów polegający na  rosnącej różnicy między rentą z kapitału a dochodami z pracy. To prowadzi do powstania społeczeństw opartych o system redystrybucji, z tego wcześniej czy później powstają satrapie a crowdfunding umożliwia każdemu bez mała bycie inwestorem, angażuje kapitał społeczny, demokratyzuje kapitalizm.

Rozmawiał Mirosław Ciesielski

Rozmowa miała miejsce podczas majowych targów InfoShare w Gdańsku.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły