Davos: Centralni bankierzy są zadowoleni

24.01.2014
Alexandre Tombini, Haruhiko Kuroda, Thomas J. Jordan, trzech bankierów centralnych z Brazylii, Japonii i Szwajcarii, jeden niedoszły szef FED - Larry Summers oraz George Osborne, brytyjski kanclerz skarbu, który powołuje prezesa Banku Anglii. Niewątpliwie doskonałe to towarzystwo, by pogwarzyć, jaka jest przyszłość polityki monetarnej.

George Osborne: Zmiany strukturalne nie mogą być prowadzone kosztem wiarygodnej polityki fiskalnej CC BY-NC-SA World Economic Forum


Ciekawy panel w Davos, nawet jeżeli więcej było chwalenia się tym, co już zrobiono, niż zapowiedzi, co będzie zrobione. Ale też trzeba przyznać, że centralni bankierzy mają w ostatnich latach sporo sukcesów, choć nie jest jeszcze jasne, jakie będą konsekwencje ich polityki.

– W zeszłym roku nastrój był smętny, dziś jest lepszy – to znak sukcesu polityki monetarnej. Ona działa w USA, Wielkiej Brytanii, Japonii – zauważył na wstępie kanclerz Osborne, dyskretnie pomijając Europejski Bank Centralny. Faktycznie, sytuacja gospodarcza Wielkiej Brytanii bardzo się poprawiła, wzrost gospodarczy zapowiada się szybszy niż w strefie euro i błyskawicznie spada bezrobocie – aktualnie wynosi 7,1 procent. Wynik do pozazdroszczenia w całej Europie poza Niemcami. Kanclerz Osborne zwrócił uwagę, że było to możliwe, gdyż luźna polityka monetarna połączona była z konsolidacją fiskalną i taki mix okazał się wiarygodny dla rynków.

Szwajcaria dzięki jednoznacznemu przesłaniu dla rynków: 1,20 franka za euro i ani centyma   mniej, dała sobie radę z aprecjacją franka i utrzymuje rozsądny kurs do euro drukując zgodnie z popytem swoją bezpieczną jak w niebie walutę. Dzięki temu nadal jest na gospodarczym plusie. Brazylia zmniejsza inflację i nie przechodziła recesji, a Japonia cieszy się, bo w 9 miesięcy od wystrzelenia dwóch strzał premiera Shinzō Abe – monetarnej i fiskalnej – inflacja  sięga już 1 procenta, co budzi zrozumiały entuzjazm w kraju stałej  deflacji.

Larry Summers też zaczął od pochwał polityki amerykańskiej prezydenta Baracka Obamy (później pochwalił także FED), ale zaraz też wypalił, że ożywienie w Ameryce jest słabe. Czy jesteśmy zdolni do zdrowego wzrostu gospodarczego wolnego od bąbli? – pytał. Tak, i potrzebne są publiczne inwestycje w infrastrukturę. Od trzydziestu lat mówi się o remoncie lotniska Kennedy’ego w Nowym Jorku. – Kiedy miałby być zrobiony, jeśli nie teraz, gdy 30-letnie stopy procentowe są poniżej 3 procent, a bezrobocie w budownictwie przekracza 10 procent – westchnął Summers. – 5 lat temu wydawaliśmy więcej na badania naukowe w naukach przyrodniczych niż teraz – dał drugi przykład deficytu inwestycji.

Summers jesienią ubiegłego roku wygłosił wykład, a potem opublikował kilka tekstów o tym, że weszliśmy w epokę trwałej stagnacji. W Davos już nie lansował tego poglądu, być może dlatego, że świetnie rozprawił się z nim niedawno, korzystając z ustaleń austriackiej szkoły ekonomicznej, były główny ekonomista Deutsche Bank Thomas Mayer.

Summers konsekwentnie natomiast opowiadał o tym, że następnym pokoleniom Ameryka zostawia nie deficyt fiskalny, lecz deficyt inwestycji. (Larry Summers szerzej pisał o tym także w portalu Project Syndicate, opinię tę przytaczał w Obserwatorze Finansowym Kenneth Rogoff, przyp red. OF). Osborne mitygował go, że to świetny pomysł, tyle że jeśli chodzi o inwestycje publiczne, nie ma darmowego lunchu i trzeba wówczas ograniczać inne wydatki.

– Zmiany strukturalne nie mogą być prowadzone kosztem wiarygodnej polityki fiskalnej – dodał Osborne. Summers stwierdził, że Brytyjczycy za bardzo ograniczali wydatki, dlatego jeszcze długo nie osiągną poziomu PKB sprzed kryzysu. Osborne replikował, że trudno nazwać porażką politykę, która zmniejszyła bezrobocie do 7 procent, a wzrost gospodarczy generowany jest przez konsumpcję wynikającą z dochodów, a nie długu. Natomiast co do inwestycji, zgodził się, że są teraz potrzebne i trzeba do nich tworzyć odpowiednie warunki. Po czym przypomniał, jak bardzo jest otwarta Wielka Brytania na inwestycje, również chińskie, także w energetykę atomową i technologię frackingu (przy eksploatacji gazu łupkowego).

I tak sobie dyskutowali, tyle że nie bardzo posunęło to słuchaczy w odkrywaniu monetarnej przyszłości. Gdyby ktoś jednak zaparł się i chciał dowiedzieć się, jaka będzie polityka monetarna, to z wypowiedzi panelistów w sumie wynikało że: w Wielkiej Brytanii stopy procentowe mogą jeszcze długo pozostać bardzo niskie, nawet jeśli bezrobocie obniży się do 7 procent, bo „7 procent jest to próg (threshold), a nie spust (trigger) zmian w polityce monetarnej”.

W Japonii pan Kuroda, wyraźnie zafascynowany swoim pryncypałem panem Abe, stwierdził, że w ogóle się nie zajmują w tej chwili nową polityką monetarną, bo najpierw muszą skończyć starą, czyli doprowadzić do trwałej i przyzwoitej inflacji. Zaś aktualnym problemem  jest teraz konsolidacja fiskalna – nieunikniona w kraju tak zadłużonym – dodał, której elementem będzie wkrótce dwustopniowa podwyżka podatku od sprzedaży.

Pan Kuroda, którego bank drukuje jeny intensywnie stymulując gospodarkę monetarnie, nie widzi sprzeczności z konsolidacją fiskalną skoro wzrost utrzyma się – jak przewiduje – na poziomie 1,5 procent rocznie. Nie widzi poniekąd słusznie, bo owa konsolidacja nie jest dramatycznie energiczna – deficyt pierwotny ma zostać sprowadzony do zera (jest warunkiem, by dług publiczny przestał narastać) w roku…2020.

Szwajcarzy zaś nadal będą bronić sztywnego kursu franka 1,20 za euro, tak jak to czynią od 3 lat i ograniczać akcję kredytową nie stopami procentowymi, lecz za pomocą nadzoru ostrożnościowego i reguł kapitałowych. – U nas nie ma bańki na rynku nieruchomości,  bo kredyt hipoteczny jest droższy od innych kredytów – mówił Thomas Jordan.

Brazylijczyk niespecjalnie wyjawił co zrobi. Opowiadał natomiast, że agenda musi być propodażowa – 6 lotnisk w budowie, infrastruktura, edukacja, obniżenie jednostkowych kosztów pracy – wyliczał raczej rządowe niż własne plany. Ale też i Brazylia bardziej niż inne kraje w tym towarzystwie zależy od tego co zrobią Amerykanie i może jedynie starać się łagodzić skutki polityki FED. Co czyniła w ubiegłym roku zacieśniając politykę pieniężną, by przeciwdziałać odpływowi kapitału, gdy Ben Bernanke zapowiedział osławiony „tapering”,  czyli stopniowe ograniczenie luzowania ilościowego.

W czasie wieczornej sesji poświęconej krajom wschodzącym także pojawiła się kwestia polityki monetarnej  FED. Większość dyskutantów nad „taperingiem” przeszła do porządku dziennego, choć niektórzy widzieli w nim zagrożenie. Jednak Carlos Ghosn, szef Nissan- Renault znacznie więcej mówił z pasją o gigantycznym potencjale wzrostowym Nigerii. Pierre Moscovici, francuski minister gospodarki dostrzegł 2 mld obywateli klasy średniej w emerging markets w 2030 roku.

Inni podkreślali lepszą niż przy kryzysach lat 90. XX wieku politykę makroekonomiczną, większe rezerwy, zdrowszy bilans płatniczy czy niższe długi większości krajów wschodzących, mimo, że właśnie tego samego dnia przez waluty krajów wschodzących przeszło trzęsienie ziemi. Nouriel Roubini przestrzegał przed zagrożeniami zewnętrznymi (nie w tempo poprowadzona polityka FED, osłabienie Chin) i wewnętrznymi w niektórych krajach (nierównowagi bilansu płatniczego i finansów publicznych, wysoka inflacja), ale nawet „doktor Doom” był dość wyważony w swoich ocenach.

Wróćmy do porannej dyskusji. Kiedy słabła wyraźnie, prowadzący ją dziennikarz z telewizji CNBC powiedział, że w panelu brakuje przedstawicieli dwóch banków centralnych – EBC i z Chin. Dzięki czemu można swobodnie dyskutować o Chinach i strefie euro. Po czym zadał pytanie, co najbardziej w 2014 roku niepokoi zebranych.

Okazało się, że Osborna niepokoi strefa euro. Dla Jordana z banku Szwajcarii euro to klucz, co by to nie miało znaczyć. Dla Brazylijczyka Tombiniego nadchodzące nieskoordynowane zmiany w polityce monetarnej, ale też sam nie był przekonany, czy ten brak koordynacji polityki banków centralnych to dobrze czy źle. Dobrze, bo jak się wyraził, nie będzie wielkiego odkurzacza czyszczącego środki z  wszystkich rynków na raz. Niedobrze, bo brak koordynacji zwiększy zmienność kursów walutowych. Summersa też niepokoi Europa, ale i słabe regulacje ostrożnościowe w świecie finansów. – Potrzebny jest system wolny od ignorancji i błędów – powiedział, a zebrani pokiwali z aprobatą głowami.

Brakowało zatem szefa EBC, ale wieczorem odbyła się specjalna sesja z prezesem Mario Draghim.  Nie wzbudziła gwałtownych reakcji ani publiczności, ani mediów. Draghi jest dość przewidywalny, co zresztą dobrze o nim świadczy. Na koniec prowadzący spotkanie były szef Szwajcarskiego Banku Narodowego Philipp Hildebrand zadał pytanie: – Czy kiedy marzy pan o polityce monetarnej, to marzy pan po włosku czy po niemiecku? Draghi odparł:  – Naszym celem jest stabilność cen. Działamy zgodnie z naszym mandatem. Użyjemy wszystkich środków zgodnych z naszym mandatem, by nie dopuścić do … deflacji .

Czyli jednak po niemiecku – podsumował Hildebrand.

of


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test