Do kogo należy Rosja

21.03.2015
Stan posiadania połowy Rosjan nie przekracza, w przeliczeniu, 3,2 tys. zł na osobę. Najbiedniejsze 20 proc. obywateli w 2011 r. zarabiało niewiele ponad połowę tego, co 10 lat wcześniej. Jednocześnie 110 miliarderów ma w ręku 35 proc. bogactwa kraju - wylicza Karen Dawisha w „Kleptokracja Putina: Do kogo należy Rosja?”


W odpowiedzi na aneksję Krymu na początku 2014 r. rząd USA zareagował w niecodzienny sposób – pisze w książce „Putin’s Kleptocracy: Who Owns Russia?” („Kleptokracja Putina: Do kogo należy Rosja?”) Karen Dawisha, profesor nauk politycznych w Miami University. Nie nałożono sankcji na kraj, nie wstrzymano wymiany towarowej czy kulturalnej. Sankcjami uderzono w konkretne osoby, elity z otoczenia „wysokiej rangi przedstawiciela rosyjskiej władzy”, a mówiąc wprost – Władimira Putina. Zdaniem autorki to przełom w kontaktach z rosyjskim prezydentem, który przez ostatnie 14 lat był traktowany jak równorzędny partner: Zachód publiczne przyznał, że zbudował on „system grabieży na skalę niespotykaną od czasów carskich”.

Na początku był kryzys naftowy

Początki obowiązującego w Rosji systemu politycznego to lata 70. XX w. W tym okresie radziecka gospodarka zaczęła się otwierać na świat, głównie poprzez sprzedaż ropy. Wtedy też, szczególnie po gwałtownym wzroście cen ropy naftowej w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie, ZSRR zaczął gromadzić duże rezerwy w dewizach, także na zagranicznych kontach. Codzienną kontrolę nad tymi pieniędzmi miało KGB, które finansowało z nich m.in. operacje zagraniczne i wsparcie dla zaprzyjaźnionych partii z innych krajów. Najważniejsze decyzje o przeznaczeniu tych środków podejmowało kierownictwo partii komunistycznej, KGB odpowiadało za ich realizację. Wraz z dojściem do władzy Michaiła Gorbaczowa, któremu kierownictwo KGB nie ufało, zaczęło ono sabotować polecenia.

Kiedy w 1991 r., po nieudanym puczu, Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego została nagle zdelegalizowana przez Borysa Jelcyna, jej nadzór nad walutowymi rezerwami kraju nagle przestał istnieć. Agenci KGB, którzy mieli dostęp do zagranicznych kont, uzyskali też niekontrolowany dostęp do rezerw.

Przedsiębiorcy z KGB

Część z nich „zniknęła”, ale większość została wykorzystana na zakup państwowych przedsiębiorstw, które wtedy wystawiono na sprzedaż. Weterani KGB (wśród których był Władimir Putin) potrzebowali jednak współpracy ze strony rządzących polityków, którzy decydowali, kto mógł inwestować w Rosji, a kto nie. Wtedy właśnie narodziło się gros fortun dzisiejszych rosyjskich oligarchów, a ci nie zapomnieli o politykach, którzy im pomagali. Autorka opowiada, jak to na początku lat 90. na Konferencji Aspen w Petersburgu zapytała wysokiej rangi przedstawiciela amerykańskiego rządu, ilu rosyjskich ministrów ma za graniczne konta z przynajmniej 1 mln dol. Ten odpowiedział bez chwili wahania: „Wszyscy, co do jednego”.

Część rosyjskich urzędników próbowała się przeciwstawić temu procederowi, ale nie byli sobie w stanie poradzić ze zrozumieniem skomplikowanych transakcji. 18 lutego 1992 r. rząd Jegora Gajdara podpisał umowę z amerykańską firmą detektywistyczną Kroll, aby odnalazła państwowe pieniądze wyprowadzone nielegalnie za granicę (szacowano je na 50 mld ówczesnych dolarów). Przedstawiciele Krolla odnaleźli „tysiące kont i firm założonych w rajach podatkowych”, a także nieruchomości zakupionych po to, by wyprać rosyjskie pieniądze. Rząd Gajdara doprowadził do uchwalenia prawa, które pozwalało państwu skonfiskować te środki, nigdy jednak z niego nie skorzystano.

Autorka podaje ciekawe przykłady na skalę transferu środków, do którego doszło na przełomie lat 80. i 90. w Rosji. W 1989 r. KGB stworzyło odrębny oddział (początkowo było w nim 40 agentów), którego jedynym zdaniem było zakładanie firm joint venture z zachodnimi firmami. W 1991 r. magazyn „Stolica” podawał, że 2/3 pracowników giełdy papierów wartościowych to byli pracownicy KGB, którzy korzystają z tych posad, by wyprać pieniądze. Były premier Nikołaj Ryżkow podawał także, że w styczniu 1990 r. w państwowych skarbcach było 784 t złota. Jak ujawnił Grigorij Jawliński, doradca ekonomiczny Gorbaczowa, jesienią tego roku było go już tylko 240 t.

Dawisha zestawia te informacje z danymi z raportu Credit Suisse z 2013 r. Analitycy podają, że Rosja jest krajem o największych nierównościach majątkowych na świecie (nie licząc kilku karaibskich wysepek, których rezydentami są miliarderzy). Na świecie w rękach miliarderów jest średnio 1–2 proc. całkowitego bogactwa gospodarstw domowych. W Rosji miliarderzy (jest ich 110) mają 35 proc. bogactwa kraju. Jaki jest skutek takiej koncentracji bogactwa? Otóż mediana (poziom, powyżej i poniżej którego jest połowa obywateli) majątku przeciętnego obywatela Rosji to 871 dol. (około 3,2 tys. zł), mniej niż w Chile (11472 dol.), Brazylii (5117 dol.), Indonezji (2393 dol.) a nawet Indiach (1040 dol.).

Zasługują na więcej

Publikacji książki odmówiła oficyna uniwersytetu w Cambridge w Wielkiej Brytanii, obawiając się procesu sądowego, co jeszcze podgrzało atmosferę (jej recenzje ukazały się m.in. w „Forbes”, „The Wall Street Journal”, „The Economist”, „The Washington Post”). Tak naprawdę świadczy to gorzej o brytyjskim prawie, które pozwala zbyt łatwo nękać dziennikarzy procesami sądowymi, niż o wiarygodności zebranych przez autorkę materiałów. Książkę wydało ostatecznie duże renomowane wydawnictwo Simon&Schuster, choć z powyższych powodów tylko w USA (nie w Wielkiej Brytanii). Widać jednak, że autorka wzięła sobie do serca groźbę pozwu, ponieważ praktycznie każda podana książce informacja zawiera odnośnik do źródła (przypisy zajmują prawie połowę publikacji). Akademiczka zbierała materiały przez osiem lat. Opierała się m.in. na śledztwach dziennikarzy z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Finlandii, Francji, Włoch i Rosji, wywiadach z zachodnimi dyplomatami, którzy spędzili dłuższy czas w Rosji, a także na poufnych dokumentach ujawnionych przez portal WikiLeaks.

Dawisha nie szczędzi ostrych słów. „Po wygraniu przez Putina wyborów prezydenckich w 2012 r. represje zaczęły przypominać te z wczesnych lat 30.(…) Putin był skłonny użyć siły, by utrzymywać się u władzy w nieskończoność po to, by jego znajomi mogli grabić kraj bez ograniczeń” – to tylko próbka stylu, w którym napisana jest książka. Być może dlatego, że lata studiowania rosyjskiej historii sprawiły, iż autorka nie może podchodzić do tego, jak żyją Rosjanie, bez emocji. Ostatnie zdanie książki brzmi: „Oni zasługują na więcej”.

W publikacji przeszkadzała mnogość informacji, które nie wnoszą nic nowego do tezy książki. Czytanie momentami przypomina przeglądanie akt policyjnych i może nużyć, choć być może charakter publikacji wynika z tego, że miała być to książka akademicka, nieprzeznaczona dla „zwykłego czytelnika”. Książka zyskałaby, gdyby trochę większą jej część poświęcono analizie. Jej mocną stroną jest za to aktualność. Ukazała się 30 września 2014 r. i autorka zdążyła odnieść się w niej do ostatnich wydarzeń (aneksja Krymu). Przeczytanie tej książki z pewnością ułatwi zrozumienie tego, co się obecnie dzieje w Rosji.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test