Dualizm walutowy w Grecji pomoże Grekom i ucieszy turystów

28.05.2012
Rozwiązanie kryzysu Grecji polegać może na wprowadzeniu do obiegu w tym kraju drugiej obok euro waluty. Dualizm walutowy to nic nowego w historii gospodarczej świata. Decyzje zależą od wyników wyborów w Grecji – mówi Paweł Kowalewski, dyrektor Biura ds. Integracji ze Strefą Euro NBP.

(CC By quapan)


Obserwator Finansowy: Niemieccy ekonomiści, w tym główny ekonomista Deutsche Banku Thomas Mayer, twierdzą, że w Grecji z czasem pojawi się „geuro”, nowa forma słabszego euro lub też jakaś nowa forma drachmy. Czy zgadza się pan z przewidywaniem, że Grecja będzie wkrótce miała system dwuwalutowy?

Paweł Kowalewski: Koncepcja dwuwalutowości jest ostatnio z oczywistych powodów mocno dyskutowana przez niektórych ekspertów. Prezes NBP Marek Belka, czy dr Janusz Jankowiak, tłumacząc to zjawisko powoływali się na przykład wzięty żywcem z PRL. Były wtedy bony Pekao. Oczywiście porównywanie tego, co było 25 lat temu, do sytuacji dzisiejszej nie jest takie łatwe. No, ale musimy jakoś to objaśniać.

Gdy ja myślę o dwuwalutowości, przychodzi mi do głowy koncepcja hard Ecu, która była lansowana przez Brytyjczyków, a dokładniej premiera tego kraju w 1990 roku. Pisałem nawet o niej na łamach pewnego brytyjskiego miesięcznika OMFIF. Zasadniczo koncepcja Brytyjczyków, którzy sprzeciwiali się szybkiej integracji walutowej, polegała na tym, żeby Europa funkcjonowała właśnie w systemie dwuwalutowym: żeby do krajów, które mają swoje waluty narodowe, wprowadzić dodatkową walutę – owo hard Ecu, która miała funkcjonować równolegle. I być może z czasem miała zacząć dominować.

Koncepcja, jak wiemy upadła, a integracja przebiegała według życzeń Francji i Niemiec i w 1999 roku wprowadzone zostało euro. Od 2002 roku waluta weszła do obiegu gotówkowego. Czy mamy przed sobą rzeczywisty sprawdzian euro?

Grecja najprawdopodobniej dłużej nie wytrzyma w strefie euro i wszystko, co się dzieje wygląda jak próba przedłużania do 17 czerwca, czyli do kolejnych wyborów w Grecji, obecnego status quo, żeby odroczyć wyrok. Brytyjczycy mogą mieć dziś satysfakcję, że system, w który nie uwierzyli, zaczął się sypać.

Czyli zgadza się pan z tezą, że dwuwalutowość jest nieuchronna?

Tego nikt chyba nie potrafi w tej chwili stwierdzić na pewno. Jako osoba prywatna mogę twierdzić, że Grecja nie podoła wszystkim wymaganiom niezbędnym do pozostania w strefie euro. Czy to doprowadzi do dwuwalutowości? Prawdopodobnie tak. Jak spojrzymy z szerszej perspektywy zresztą, łatwo jest zauważyć, że pewne dwutorowe systemy działają całkiem nieźle.

Proszę się trzymać, bo podam przykład, który w przypadku dyskusji o walucie, może wydać się dziwny. To jest przykład piłki nożnej! W latach 80. Berlusconi, który kupił właśnie AC Milan, snuł wizję, że należy tworzyć ligę europejską, w której Milan będzie grywał z FC Barceloną, z Bayernem Monachium czy z jakąś utytułowaną angielską drużyną. Domyślano się, że jeśli taka liga powstanie, ligi krajowe stracą na popularności. A dziś – proszę! Istnieje Liga Mistrzów, gdzie drużyny hiszpańskie, włoskie czy angielskie rywalizują ze sobą, co nie przeszkadza, by rywalizowały dalej na szczeblu krajowym z rodzimymi zespołami. Dla wielu kibiców w Europie konfrontacja Manchesteru United z Liverpoolem jest zresztą ważniejsza niż Manchesteru United z jakąś drużyną belgijską czy francuską. Jeśli dwutorowość udała się w piłce, dlaczego miałaby się nie udać w przypadku waluty?

Pewnie dlatego, że wychodzenie ze strefy euro albo jakaś istotna zmiana jej kształtu, będzie dużo bardziej bolesna niż wszystko, co jest związane z piłką nożną.

Kiedy wprowadzano walutę europejską w końcu lat 90. obywatelom mówiono bardzo dużo o korzyściach płynących z unii walutowej, ale zupełnie pomijano kwestie kosztów i obciążeń. Przeciętny obywatel strefy euro mógł czuć się niedoinformowany, a jeżeli ktoś jest niedoinformowany to podejmuje niewłaściwe decyzje. Do dzisiaj wielu mieszkańców strefy euro nie umie właściwie rozszyfrować skrót EMU, twierdząc, że literka E oznacza europejską.

Śmiało można powiedzieć, że podczas integracji walutowej popełnione zostały pewne błędy, ale nie ma sensu w tej rozmowie ich wymieniać. Wracając do pani pytania, jeśli mogę pozwolić sobie na uprawianie przez chwilę futurologii, to myślę że skończymy pewnie w pewnym świecie dwuwalutowości: waluty twardej, krajów gotowych na wyrzeczenia, takich jak Niemcy i waluty krajów, które nie są gotowe na takie wyrzeczenia.

Jak to może wyglądać w praktyce? Grecy dostaną pensje w jakichś bonach, które później na rynku będą wymieniać na euro? Co to fizycznie będzie to „geuro”?

Myślę, że gdyby uznać, że greckie euro będzie walutą słabszą, wystarczy po prostu opieczętowanie pewnych banknotów jakimś stempelkiem. Tak na przykład robiono w Ameryce Łacińskiej w dobie hiperinflacji. Gdyby Grecja wyszła ze strefy euro (a zatem z Unii Europejskiej – przyp. red.) i wróciła do drachmy, musiałaby ponieść koszty produkcji nowych monet, banknotów itd. To wymaga czasu i pieniędzy.

Mówiąc o krajach Ameryki Łacińskiej ma pan na myśli na przykład Argentynę?

Przede wszystkim Brazylię. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat (zwłaszcza w okresie 1967-1994) było chyba siedem denominacji w tym kraju. I tak na skutek jednej pieczątki, banknot o nominale 1000 cruzados, stawał się banknotem o nominale 1 cruzado novo. Podobnie było w Argentynie, ale nie tylko. Przykłady takich operacji można mnożyć. Dzięki temu unikano kosztów związanych z drukowaniem nowych banknotów. Oczywiście mogą pojawić się przy tej okazji pewne kontrowersje. Bo jeśli na przykład gdzieś w Europie będziemy za jakiś czas wyjmować z bankomatu pieniądze, będziemy mieć trochę strachu, czy banknoty, które pobraliśmy nie są tymi „słabszymi”. Banki oczywiście będą dokładały pełnych starań, żeby waluty się nie myliły. Cóż, Grecy muszą teraz coś wymyślić. Nawarzyli piwa i muszą je wypić..

Stempelek na euro będzie oznaczał dla przeciętnego Greka mocne obniżenie poziomu życia. A jakie jeszcze inne konsekwencje to wywoła?

Dewaluuje się nie po to, żeby kogoś zdołować, tylko żeby stworzyć mu szansę na wyjście z ciężkiego położenia. Jeśli Grecy chcą sobie pomóc, muszą zacisnąć pasa. Wciąż istnieje przecież opcja, że Grecja pozostanie w strefie euro. Pytanie tylko, czy Grecja będzie chciała. Czy Grecy są gotowi na wyrzeczenia. Na razie widać, że nie bardzo. W związku z tym pojawia się opcja dewaluacji. Ona może być niebezpieczna z racji możliwości pojawienia się inflacji. Ale jednocześnie w oparciu o nową walutę może być Grekom łatwiej odbudować konkurencyjność. Być może nam też się to opłaci – być może wakacje w Grecji już nie będą takie drogie.

A jak to wpłynie na rynek kredytów? Przez ostatnie lata Grecy zawierali je w euro. Czy zawierane w ostatnich latach umowy będą traciły ważność? Pamiętamy przecież, jak ta kwestia była ważna w momencie wprowadzania euro w roku 1999 i jak przygotowywano system. W przypadku Grecji zdaje się, że nie ma czasu na żadne przygotowania.

To jest trudne pytanie. I jego adresatem raczej powinien być prawnik niż ekonomista. Argentyna, która w początkach lat dwutysięcznych zbankrutowała, przez 10 lat nie potrafiła rozwiązać tego kłopotu. Nie jestem znawcą tematyki argentyńskiej, ale wiem, że kraj ten jeszcze do 2010 roku prowadził rozmowy ze swoimi wierzycielami i nie zdziwiłoby mnie, gdyby wciąż nie doszedł do kompromisu z nimi. Zwłaszcza w świetle ostatnich poczynań rządu dowodzonego przez panią prezydent Cristinę Fernandez de Kirschner.

Powiem tak: w przypadku różnego rodzaju umów z inwestorami międzynarodowymi Grecy będą mieli albo raczej mogą mieć wolną rękę. I tak, jak sami potraktują podczas rozmów inwestorów zagranicznych, tak inwestorzy potraktują ich później, kiedy Grecy będą chcieli ponownie wejść na rynek kapitałowy.

Kiedy w 1999 roku wprowadzano euro, robiono to stopniowo. Walutę wprowadziło 11 krajów europejskich. Dopiero po trzech latach euro weszło do obrotu gotówkowego. Później zaczęto do strefy euro przyjmować inne kraje. Wszystko po to, by poszerzać wspólny obszar walutowy. To, co będzie działo się teraz w Grecji, będzie odwróconą integracją? Grecja nie może przecież, według Traktatu Lizbońskiego, wyjść ze strefy euro, nie opuszczając samej Unii Europejskiej. Czy ten wektor integracji w Europie się odwróci?

Rzeczywiście, nie ma możliwości wyjścia ze strefy euro bez opuszczenia Unii, rzeczywiście. Można wyjść z UE jako takiej… Pojawiają się zarazem pewnego rodzaju problemy czy trudności związane z takim scenariuszem. Sam fakt, że traktat nie przewiduje drogi wyjścia z obszaru wspólnej waluty, świadczy o jego słabości. Kiedy był on podpisywany, można było już przecież przewidzieć wariant, że Grecja może zmuszona do wyjścia ze strefy euro. Żeby jednak nie pogubić się w naszych wizjach futurologicznych, powiem tak: uważam, że wszystko zmierza w kierunku wyjścia ze strefy euro. Ponieważ jednak, bądź co bądź, jest to nieoczekiwane wydarzenie, to szczegóły tego wyjścia nakreślane będą z czasem. Będzie to precedens w dziejach Europy. Unie walutowe oczywiście już się wcześniej rozpadały, ale w trochę innych okolicznościach, dlatego tamte doświadczenia mają dla nas o znikomej wartości. Kwestie związane z logistyką będą omawiane w miarę, jak ten proces będzie postępować.

Czy doświadczenia Ameryki Łacińskiej będą tu przydatne?

W Ameryce Łacińskiej rozwiązań było kilka. Pierwsze jakie przychodzi mi do głowy to rozwiązanie argentyńskie, polegające między innymi na dewaluacji, ale tam sytuacja była inna – Argentyna nigdy nie zrzekła się przecież swojej waluty. Przed kryzysem kurs peso związany był z dolarem w relacji 1:1, ale waluta argentyńska istniałą. Nie było więc problemu logistyki. Są kraje, które prowadziły dolaryzację gospodarek. Na przykład Ekwador, który zrezygnował ze swojej waluty na rzecz dolara. Aczkolwiek z tego co wiem, i w tym kraju są tzw. ekwadorskie centy, które krążą w obiegu wraz z amerykańskimi odpowiednikami.

Ale to jest odwrotny kierunek. Łatwiej jest przecież wypełnić mały Ekwador dolarami, aniżeli w ogromnej ilości euro odróżnić banknoty greckie i wytłumaczyć społeczeństwu, że będą one od jutra mniej warte. Ponadto uważam, że problem wprowadzania do obiegu nowego pieniądza jest ważnym, ale wtórnym na tle innego zagadnienia sprowadzającego się do pytania jak należy ozdrowić Grecję, a także inne kraje strefy euro (które znajdują się w głębokiej recesji). I wysiłki ekonomistów powinny się przede wszystkim skupić na odpowiedzi na to pytanie.

Rozmawiała Katarzyna Kozłowska

Dr Paweł Kowalewski jest dyrektorem Biura ds. Integracji ze Strefą Euro NBP.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test