Duże inwestycje z niewielką pomocą państwa

24.03.2014
Budowa elektrociepłowni w Olsztynie, eksploatacja złoża ropy pod Bałtykiem, budowa sieci światłowodowych – to pierwsze trzy duże inwestycje realizowane z udziałem Polskich Inwestycji Rozwojowych i to w nietypowej w Polsce formule projektów publiczno-prywatnych. O praktyce opowiada Mariusz Grendowicz, prezes PIR.

Mariusz Grendowicz (Fot. PAP)


ObserwatorFinansowy.pl: Na czym polega specyfika finansowania waszych projektów?

Mariusz Grendowicz: Na dwóch rzeczach. To formuła, w której budżet projektu jest zamknięty. Nakłady inwestycyjne i źródła ich finansowania są ściśle określone i zbilansowane. Te drugie to przede wszystkim środki własne, pochodzące częściowo od sponsora projektu, a częściowo od PIR, a także kredyty bankowe. Jeżeli okazałoby się, że nakłady projektu przekraczają kwoty założone w budżecie, to pojawia się kłopot, bo dodatkowych źródeł finansowania po prostu nie ma. Po drugie – tworzy się spółkę celową, która na początku procesu nie dysponuje żadnymi aktywami, które mogłyby zabezpieczyć kredyt. Jest jedynie obietnica przyszłych przychodów, które pozwolą sfinansować inwestycję i uzyskać zakładany zwrot. W Polsce taki sposób finansowania projektów jest rzadki, natomiast poza Polską to standardowy sposób finansowania inwestycji w infrastrukturę.

Przy dużych projektach inwestycyjnych koszty są na ogół przekraczane. Nie ma tu podobnego ryzyka?

Model project finance nie powstał w ostatnim roku, lecz funkcjonuje od stuleci. Kanał Sueski i Kanał Panamski były budowane w formie spółek specjalnego przeznaczenia.

Ten drugi przykład może nie jest najbardziej szczęśliwy, bo doszło wówczas do dużej afery, po której upadł rząd francuski.

Od tego czasu ludzie wiele się nauczyli. Pojawiły się nowe instrumenty, takie jak EPC contracting, czyli realizowanie inwestycji pod klucz. W ten sposób na świecie finansowane są wielkie projekty – elektrownie, kompleksy petrochemiczne, drogi, itp. W projekt zaangażowane są pieniądze prywatnego inwestora, który pilnuje, by koszty nie były przestrzelone. Czasami robiąc kalkulację, co najwyżej dodaje się do kosztów 10-20 proc., na tzw. contingency (na nieprzewidziane sytuacje).

Proszę przedstawić konkretny projekt, finansowany przez PIR, by czytelnicy mogli zrozumieć, na czym polega wasza działalność.

Podam przykład budowy elektrociepłowni w Olsztynie, opalanej po części paliwem alternatywnym. Spółka celowa będzie miała trzech akcjonariuszy. Pierwszym będzie Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, które wniesie aport rzeczowy w postaci działki i wysłużonej ciepłowni Kortowo, który oczywiście zostanie wyceniony przez ekspertów. MPEC obejmie najmniejszą część akcji spółki. PIR obejmie 40 proc. spółki celowej, a resztę partner prywatny, wyłoniony w trakcie przetargu. Będzie on pełnić jednocześnie trzy role: inwestora kapitałowego, wykonawcy, który wybuduje inwestycję pod klucz i zarządzającego elektrociepłownią przez 25 lat.

Spółka celowa podpisze cały szereg umów – na odbiór paliwa alternatywnego o odpowiedniej kaloryczności, na dostawy ciepła, na sprzedaż energii elektrycznej, na zaprojektowanie i budowę elektrociepłowni, umowę serwisową, umowę operatorską, umowy kredytowe, plus cały szereg innych umów. Każda transakcja project finance jest tak mocna jak najsłabsza umowa, którą podpisze spółka celowa. Dlatego trzeba mieć niezwykle doświadczonych ludzi, którzy takie umowy wielokrotnie analizowali w swej karierze.

Budżet jest zamknięty i w przypadku przekroczenia kosztów nie ma możliwości jego sfinansowania. Partner prywatny, który będzie wykonawcą i będzie zarządzać elektrociepłownią bierze na siebie ryzyko, że koszty przekroczone nie będą.

Kto będzie wyłaniał partnera prywatnego?

Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, które jest tzw. sponsorem projektu. Profil ryzyka transakcji będzie zależał od tego, kim będzie ten partner. Dlatego PIR uczestniczył przy finalizacji krótkiej listy. Jest na niej 5 podmiotów zakwalifikowanych do złożenia ostatecznych ofert i każdy z nich jest dla nas do zaakceptowania, gdyż każdy ma duże doświadczenie w realizacji podobnych projektów.

Dlaczego PIR wybrał akurat ten projekt, a nie inny? Czy macie już wiele ofert by zainwestować pieniądze PIR?

W ciągu paru miesięcy od skompletowania zespołu inwestycyjnego przejrzeliśmy około 100 pomysłów. Od razu wyeliminowaliśmy takie, które były nie wystarczająco konkretne, bo na przykład nie zawierały elementu biznesowego. Niektóre samorządy przysłały sensownie nawet wyglądające pomysły, które jednak nie zawierały pomysłu zwrotu dla inwestora. 51 propozycji uznaliśmy wstępnie za interesujące i głębiej je analizowaliśmy. Wybraliśmy te, które wydają się najbardziej realne do dopięcia. 4 transakcje już zostały wstępnie zatwierdzone i są w fazie due diligence, czyli analizy szczegółowej. Trzy z nich pokazaliśmy rynkowi. Pierwszy projekt, który pokazaliśmy dotyczy złoża B-8 na Bałtyku, który realizujemy wspólnie z Lotos Petrobaltic.

Czy umowa z Lotosem jest już podpisana?

Jesteśmy na ostatniej prostej. Spodziewamy się, że umowa będzie sfinalizowana już na początku II kwartału. Niebawem potem powinny ruszyć prace przy złożu B-8 i pod koniec roku 2015 lub na początku 2016 pojawi się z tego złoża pierwsza ropa.

Czy w transakcji będzie uczestniczył tylko Lotos i PIR, czy będą jeszcze inni partnerzy?

To będzie transakcja trochę nietypowa. Jedynym właścicielem spółki celowej będzie Lotos Petrobaltic, a wkład PIR będzie miał formę długu podporządkowanego. Nie wchodząc w szczegóły – ta forma będzie prostsza i dla Lotosu i dla nas. Nasze zaangażowanie wyniesie od 250 do 350 mln zł, a cały projekt będzie kosztować 1,7 mld zł. Szczegółowe kwoty będą znane w momencie podpisywaniu umowy.  Początkowo planowaliśmy nieco więcej, ale jednym z głównych celów naszej spółki jest aktywizacja kapitału. Chodzi o to, by wydając, powiedzmy 10 mld zł – a są to pieniądze podatników – spowodować  jak największe wydatki inwestycyjne.

Bez PIR B-8 nie zostałoby zrealizowane?

Byłoby to znacznie trudniejsze i pewnie odłożone w czasie. Lotos Petrobaltic wniesie aport rzeczowy, zaś spółka celowa zaciągnie kredyt, zabezpieczony przyszłymi wpływami ze sprzedaży ropy. Ponieważ jednak ceny ropy się wahają, banki zwykle mają spory problem z udzieleniem kredytu bez dodatkowego wsparcia ze strony udziałowców, bądź podmiotów dostarczających dług podporządkowany, czyli w naszym przypadku PIR.

A inne projekty?

O dwóch projektach już wspomniałem, trzeci to realizowana wspólnie z giełdową spółką Hawe budowa dystrybucyjnych sieci światłowodowych. Hawe to prywatna spółka notowana na warszawskiej giełdzie. Bardzo intensywnie pracujemy nad trzema kolejnymi projektami i w ciągu dwóch miesięcy powinniśmy być w stanie również i je zaprezentować rynkowi. Jeden z tych projektów będziemy realizować z jednostką samorządu terytorialnego. Będzie to projekt inny niż ten w Olsztynie.

Jednostka samorządowa nie będzie bowiem zaangażowana kapitałowo w spółkę celową, lecz jedynie podpisze umowę, z której wynikać będzie przyszły dochód, pozwalający na sfinansowanie przedsięwzięcia. To zupełnie inny model prawny i gdy go zrealizujemy, on i ten wypracowany wspólnie z MPEC Olsztyn, będą służyć innym samorządom za szablony dla kolejnych transakcji. Roboczo nazywamy to Akademią PIR.

Kto podejmuje decyzje o zaangażowaniu PIR w konkretny projekt?

Podstawowym założeniem jest to, że działalność Polskich Inwestycji Rozwojowych nie będzie stanowiła pomocy publicznej i dług zaciągany na poziomie indywidualnych projektów nie powinien być konsolidowany z długiem publicznym. Aby osiągnąć ten cel proces podejmowania decyzji inwestycyjnych musi być apolityczny. Z drugiej strony naszą misją jest działanie prorozwojowe, zgodne ze strategią państwa. Mechanizmem, który pozwala te dwa cele – rynkowość i prorozwojowość – pogodzić jest nasza polityka inwestycyjna, która zawiera precyzyjne odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób i co będzie realizowane przez PIR. Politykę wkrótce zatwierdzi Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, a potem opublikujemy ją na naszej stronie internetowej.

Czy dobrze rozumiem – polityka inwestycyjna określi ogólne ramy waszej działalności, a nie będzie listą konkretnych projektów do sfinansowania?

No właśnie. Pierwszym poziomem, na którym wybierane są projekty do sfinansowania przez PIR są nasi fachowcy, którzy mają w danej dziedzinie doświadczenie i przygotowują wniosek inwestycyjny. Wniosek ten akceptowany jest przez zarząd, który obecnie składa się z Michała Lubienieckiego i mnie. Transakcja musi być następnie zatwierdzona przez Komitet Inwestycyjny, wyłoniony dla celów konkretnej transakcji. Składa się on z 3-4 osób, członków rady nadzorczej. Ich dobór wynika z dotychczasowego doświadczenia zawodowego.

Komitet konsultuje się z zarządem, pyta o szczegóły, gdy ma zastrzeżenia, projekt jest poprawiany. Po zatwierdzeniu przez Komitet projekt trafia na radę nadzorczą, która podejmuje ostateczną decyzję. Większość jej członków stanowią eksperci nie powiązani ze sferą polityczną, co było jednym z warunków jakie postawił Eurostat, żeby nie traktować naszej działalności jako pomocy publicznej.

Ile pracuje osób w spółce?

14 osób. 1 marca dołączyły kolejne dwie, 1 maja jeszcze jedna.

Ile projektów jesteście w stanie rocznie przeprowadzić?

Podobne podmioty jak PIR istnieją w Europie i mają podobny, co my, potencjał. Jeden funkcjonuje od 2008 roku i ma sporo większy niż my, 18-osobowy zespół inwestycyjny. Jak na razie zrealizował 9 transakcji. Drugi fundusz, mający 12-osobowy zespół inwestycyjny, a więc nieznacznie większy od naszego, niebawem 10-osobowego, też funkcjonuje od 2008 roku i zrealizował 18 projektów. Mam nadzieję, że do końca roku PIR zrealizuje przynajmniej 3 transakcje dotyczące inwestycji bezpośrednich i drugie tyle inwestycji pośrednich, czyli w fundusze infrastrukturalne. W przyszłości mamy nadzieję realizować do 5 transakcji rocznie.

Nie ma pan wrażenia, że dla części polityków ten sposób funkcjonowania PIR, który pan prezentuje jest mało atrakcyjny? W programie największej partii opozycyjnej jest wprost zapowiedź przekształcenia waszej spółki w inną, która będzie miała bardziej luźne kryteria finansowania projektów i stanie się instrumentem pompującym pieniądze do gospodarki?

Nie będę się odnosił do programów politycznych partii, bo nie taka jest moja rola. Działalność zagranicznych instytucji, o których wspomniałem i na których chcemy się wzorować jest uznawana za sukces. My wydajemy pieniądze podatników i musimy być potrójnie wyczuleni na to, by były one inwestowane rozważnie. Nieprzestrzeganie procedur przy wyborze projektów i nieprofesjonalne ich przygotowanie będzie prowadziło do utraty publicznych pieniędzy. Pamiętamy przypadek plajty Laboratorium Frakcjonowania Osocza, finansowanego z pieniędzy budżetowych. Takich przypadków chcielibyśmy uniknąć.

Rozmawiał Witold Gadomski


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test