Obserwator Finansowy logo

Efektywny altruizm może podnieść opłacalność darowizn

22.06.2018
Nowy ruch społeczny próbuje wprowadzić naukowy rygor do filantropii. Empirycznie nastawieni „naprawiacze świata” twierdzą, że możliwe jest zastosowanie w praktyce „fundamentalnego aksjomatu” utylitaryzmu według modelu: „Miarą dobra i zła jest jak największe szczęście największej liczby ludzi”.


Darczyńcy przekazujący wpłaty na cele charytatywne rzadko przeprowadzają obliczenia opłacalności, które na przykład inwestorzy uważają za obowiązkowe. Dlatego też organizacje charytatywne przyciągają darczyńców obrazkami uśmiechniętych szczerbatych dzieci zamiast przedstawiania arkuszy kalkulacyjnych pokazujących, w jaki sposób faktycznie zamierzają wydawać ich pieniądze.

Manipulowanie emocjami niewiele jednak pomaga w rozwianiu wątpliwości ekonomistów sceptycznie nastawionych do opłacalności działalności charytatywnej. Kto ma orzec, czy darowizny na schroniska dla bezdomnych stanowią lepsze wykorzystanie pieniędzy niż darowizny dla szkół?
Postęp w naukach społecznych, szczególnie w zakresie ekonomii rozwoju, powoduje, że darczyńcy mogą być teraz całkiem dobrze zorientowani, jak daleko sięga każdy dolar. Empirycznie nastawieni „naprawiacze świata”, członkowie rodzącego się ruchu „skutecznego altruizmu” twierdzą, że wreszcie możliwe jest zastosowanie w praktyce „fundamentalnego aksjomatu” utylitaryzmu, wywołanego po raz pierwszy w 1776 r. przez filozofa brytyjskiego Jeremy’ego Benthama: „Miarą dobra i zła jest jak największe szczęście największej liczby ludzi”.

Ogromna większość wpłat na cele charytatywne nie pochodzi z dużych fundacji, lecz od osób fizycznych

Ogromna większość wpłat na cele charytatywne nie pochodzi z dużych fundacji, lecz od osób fizycznych. Dane fundacji Giving USA – organizacji działającej non-profit – pokazują, że w kwocie 390 mld dol. przekazanej przez Amerykanów na cele charytatywne w 2016 r., 280 mld dol. pochodziło od darczyńców indywidualnych. Z tej kwoty około 120 mld dol. skierowano do organizacji religijnych, a 60 mld dol. do instytucji edukacyjnych (głównie uniwersytetów).

Nie wszystkie te pieniądze zostały przekazane z intencją zwiększenia dobrobytu człowieka. Weźmy, na przykład, fundację Make-A-Wish, która pomaga dzieciom cierpiącym na choroby zagrażające życiu poprzez spełnianie „życzeń”, takich jak spotkania z celebrytami lub wycieczki do parków tematycznych. Spełnienie typowego życzenia kosztuje fundację około 10 000 dolarów – sympatyczne zdarzenie dla odbiorcy, ale niewielka pomoc dla ogólnej poprawy stanu zdrowia. Jednakże niektóre instytucje charytatywne, w szczególności te, które działają w biednych krajach, potrafią generować duże korzyści społeczne za stosunkowo niewielkie pieniądze. Zgodnie z jednym z szacunków, operacja zapobiegająca ślepocie wywołanej przez jaglicę, chorobę zakaźną, kosztuje organizacje charytatywne zaledwie 100 dolarów za operację.

William MacAskill, filozof z Uniwersytetu w Oksfordzie, twierdzi, że promowanie nieefektywnych organizacji charytatywnych może przynieść więcej szkody niż korzyści. Konkurencja o darowizny jest ostra. Badania Centrum Efektywnego Altruizmu, think-tanku, który współtworzył, pokazują, że każdy dolar pozyskany przez jedną organizację charytatywną oznacza 50 centów mniej dla innych. MacAskill ma również obawy związane z „moralnym rozluźnieniem”. W jednym badaniu stwierdzono, że ludzie mają tendencję do traktowania datków na cele charytatywne, jak kupowanie odpustu w Średniowieczu – mogą wierzyć, że mają prawo do niemoralnego działania, jeśli zrobili coś, co uważają za zachowanie altruistyczne.

Konkurencja o darowizny jest ostra. Każdy dolar pozyskany przez jedną organizację charytatywną oznacza 50 centów mniej dla innych.

Efektywności działalności charytatywnej nie da się jednak prosto zmierzyć. Najczęściej cytowaną instytucją oceniającą efektywny altruizm jest GiveWell, grupa non-profit z siedzibą w San Francisco, utworzona w 2007 roku przez Holdena Karnofsky i Elie Hassenfeld, dwóch byłych analityków funduszy hedgingowych. Tradycyjnie instytucje charytatywne oceniano według ich kosztów ogólnych. Natomiast GiveWell oblicza ujednolicony zwrot z inwestycji w różnych instytucjach charytatywnych, mierzony takimi czynnikami, jak koszt uratowania życia (zob. wykres). Nie wszystkie instytucje charytatywne, które ocenia GiveWell najwyżej, należą  do najpopularniejszych organizacji.

Toby Ord, inny filozof z Oksfordu, twierdzi, że ludzie z bogatych krajów, którzy są zainteresowani zwiększeniem dobrobytu człowieka powinni skoncentrować swoją pomoc charytatywną za granicą. Darczyńca, który chce na przykład poprawić wyniki edukacji, powinien raczej przekazywać darowizny  na rzecz organizacji charytatywnych, które próbują poprawić jakość żywienia dzieci w biedniejszych krajach, zamiast dawać np. na szkoły amerykańskie. Pobieżna analiza metadanych przez GiveWell wykazuje, że zapewnienie dzieciom w biednym kraju wystarczającej ilości jodu w swojej diecie, może doprowadzić do wzrostu średniego ilorazu inteligencji o cztery punkty.

Jedną z organizacji charytatywnych najwyżej ocenianych przez GiveWell jest Fundacja Against Malaria (AMF), która rozprowadza moskitiery nasączone środkami owadobójczymi do łóżek w biednych krajach. Malaria nadal zabija około 400 000 osób rocznie, głównie w Afryce Subsaharyjskiej. Nadal nie istnieje lek na tę chorobę przenoszoną przez komary. Jednakże zapobieganie rozprzestrzenianiu się malarii jest stosunkowo łatwe. AMF szacuje, że koszt zakupu i dystrybucji moskitiery nasączonej środkiem owadobójczym kosztuje 5 dolarów. Według analizy GiveWell, wynikające z tego korzyści w Afryce Subsaharyjskiej odpowiadają uratowaniu życia jednego dziecka za każde wydane 2 000 dolarów.

Podejście GiveWell do oceny ma swoje ograniczenia. Trudno dokonywać porównań skuteczności różnych organizacji charytatywnych mających różne cele. Alternatywnym podejściem jest po prostu dawanie pieniędzy biednym. Rozprzestrzenienie aplikacji umożliwiających płatności z użyciem telefonu komórkowego spowodowało, że stało się to łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. GiveDirectly, organizacja charytatywna założona przez grupę ekonomistów rozwoju w 2008 r., ułatwia bezpośrednie przelewy do ludzi w Kenii i Ugandzie. Hassenfeld z GiveWell przyrównuje organizację do indeksu – służy on jako podstawa, w stosunku do której można oceniać inne organizacje charytatywne. GiveWell ocenia, że aby organizacja charytatywna była bardziej opłacalna niż GiveDirectly, musiałaby dostarczać towary i świadczyć usługi, których ludzie nie mogą z łatwością zakupić sami.

GiveWell jest stosunkowo ostrożna, jeśli chodzi o rekomendowanie organizacji charytatywnych i wymienia zaledwie dziewięć organizacji na swojej liście „najlepszych organizacji charytatywnych”. Projekt Open Philanthropy, grupa badawcza, która została wydzielona z GiveWell, chętnie popiera przedsięwzięcia o zaledwie niewielkiej szansie na sukces, pod warunkiem że potencjalne korzyści są wystarczająco duże. Ekstremalnym przykładem jest zalecenie, aby darczyńcy finansowali badania dotyczące bezpiecznego wykorzystania sztucznej inteligencji (AI). Rosnące znaczenie ekonomiczne AI oraz fakt, że jest ona tak słabo zrozumiana, doprowadziły wielu altruistów do wyrażania poglądu, że wkrótce sztuczna inteligencja może stać się jednym z największych zagrożeń dla społeczeństwa.

Rosnące znaczenie ekonomiczne sztucznej inteligencji (AI) oraz fakt, że jest ona tak słabo zrozumiana, doprowadziły wielu altruistów do wyrażania poglądu, że wkrótce AI może stać się jednym z największych zagrożeń dla społeczeństwa.

Trudno ocenić, jak duży stał się ruch efektywnego altruizmu. Jednakże ma on kilku poważnych zwolenników. Good Ventures, grupa nienastawiona na zysk, utworzona przez Dustina Moskovitza, współzałożyciela Facebooka i jego żonę, Cari Tuna, udziela darowizn prawie wyłącznie na podstawie zaleceń projektu Open Philanthropy. Nie przyjmuje darowizn zewnętrznych, lecz zajmuje się wydawaniem majątku państwa Moskovitz-Tuna, który Forbes ocenia na 15 mld dol. W ubiegłym roku Good Ventures przeznaczyła ponad 300 mln dol. na granty.

Efektywni altruiści obawiają się, że ich ruch może w rzeczywistości mieć bardzo ograniczony wpływ. Automaty nastawione na maksymalizację użyteczności mogą dostrzec sens w zakupie moskitier za pośrednictwem internetu dla dalekich nieznajomych. Ludzie mogą stwierdzić, że praca w charakterze woluntariusza w lokalnej kuchni może być bardziej satysfakcjonująca emocjonalnie.

Ari Kagan, pracownik naukowy Centre for Advanced Hindsight, think-tanku na Uniwersytecie Duke, wskazuje, że dla wielu ludzi pomysł zastosowania rozumowania ilościowego do altruizmu jest odrażający – jak pobieranie opłaty od członków rodziny za posiłek. Badania pokazują, że o ile ruch efektywnego altruizmu szybko się rozwija, dzieje się tak głównie w wąskiej grupie ludzi, czyli młodych białych mężczyzn posiadających stopnie naukowe z nauk ścisłych i filozofii.
Efektywny altruizm może ciężko się sprzedawać, nawet wśród osób racjonalnie myślących. Pracujący w Dolinie Krzemowej mogą na przykład chętniej przyjąć tę filozofię niż pracownicy Wall Street. Hassenfeld ocenia, że częściowo dzieje się tak, ponieważ programiści, którzy się bogacą, osiągają zamożność w młodym wieku, a zatem są bardziej otwarci na kwestie dobroczynności. W przeciwieństwie do nich bankierzy zaczynają zarabiać prawdziwe pieniądze dopiero po ukończeniu 40 lat i do tego czasu ich nawyki w działalności dobroczynnej mogły już się ukształtować. Potencjalnych darczyńców jest wielu, jednak „łatwo jest o porozumienie intelektualne, ale trudniej o działanie”, mówi Hassenfeld. „Najrzadszą ze wszystkich cech ludzkich jest konsekwencja”, co już dawno odkryli utylitaryści i nad czym ubolewał sam Bentham.

© [2018] The Economist Newspaper Limited

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się na stronie http://www.economist.com/

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły