Egipt wychodzi z pułapki subsydiów, Indie nie

22.08.2014
Rzadko się zdarza, żeby sprzeczność między polityką i ekonomią była tak wyraźna jak w przypadku subsydiów do żywności i energii. Dla prezydenta Egiptu, Indonezji oraz premiera Indii - trzech nowych przywódców - głównym problemem są właśnie subsydia, na które ich krajów nie stać.


Prezydent Egiptu Abdelq Fattah el-Sisi z koniecznością cięć subsydiów radzi sobie lepiej, niż można się było spodziewać. W przeciwieństwie do niego Narendra Modi, premier Indii, postępuje gorzej niż oczekiwano – torpeduje nawet długo oczekiwane porozumienie Światowej Organizacji Handlu (WTO). Co do Jokowiego, to jeszcze za wcześnie, żeby coś powiedzieć.

W lipcu Sisi dokonał czegoś, na co zdecydowało się niewielu przywódców w Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie: ostro ściął zadawnione subsydia do paliw i dopuścił do wzrostu ich cen o 41-78 proc. Zadziwiające, ale protesty były nieliczne.

Pilnej reformy wymaga także stosowany w Egipcie program subsydiów do żywności, który rocznie kosztuje ponad 5 miliardów dolarów. Cena chleba jest wciąż tak niska, że często karmi się nim zwierzęta. Podejmowanie wcześniej w Afryce Północnej próby obniżenia takich subsydiów doprowadziły do zamieszek, a nawet do obalenia rządów. Wydaje się jednak, że rząd Sisiego i w tej dziedzinie osiąga postęp. Subsydia do chleba ograniczono już o 13 proc.

Sisi miał zresztą niewielki wybór. Rząd przewiduje, że nawet przy uwzględnieniu cięć subsydiów deficyt w nadchodzącym roku budżetowym wyniesie 10 proc. PKB (inaczej wyniósłby 14 proc.). Mimo to mało kto się spodziewał, że Sisi, który objął urząd w bardzo niepewnej sytuacji politycznej, będzie działał szybciej niż Modi, demokratycznie wybrany przez ogromną większość i przy zapowiedziach rozległych reform gospodarczych.

Obejmujący w październiku urząd prezydenta Indonezji Joko Widodo odziedziczy długą historię subsydiów, które wynoszą obecnie 21 mld dol. rocznie (około 20 proc. wydatków rządowych) i na które kraj dłużej już nie stać. Pierwszy odważny krok zrobił ustępujący prezydent Susilo Bambang Yudhoyono, który rok temu podniósł ceny paliw. Doradcy Jokowiego opowiadają się za obcięciem pozostałych subsydiów, a on sam zapowiedział już otwarcie, że planuje dokonać tego stopniowo, w okresie czterech lat.

Ekonomiści z przekonaniem przeciwstawiają się subsydiowaniu żywności i energii gdyż rynki rolne i energetyczne – gdzie po stronie popytowej jest duża liczba konsumentów, a po stronie podażowej są liczni producenci – zbliżają się do ideału konkurencji doskonałej. Tam, gdzie konkurencja jest niedoskonała, przyczynę stanowi zwykle działanie rządu, a nie dużych, prywatnych monopoli.

Krytycy niewidzialnej ręki podkreślają natomiast, że zostawione samym sobie rynki prywatne mogą w różny sposób zawodzić. Do najbardziej istotnych usprawiedliwień interwencji państwa zalicza się na przykład nierówności dochodowe oraz niekorzystny wpływ na środowisko naturalne.

Uderzające jest jednak, że choć subsydia do żywności i do paliw kopalnych często propaguje się jako sprzyjające środowisku naturalnemu czy równości, to zwykle niezbyt przyczyniają się one do osiągnięcia tego celu, a często mają skutek przeciwny. W Egipcie biedni korzystają tylko z niespełna 20 proc. subsydiów do żywności. Na subsydiach do benzyny korzysta w większości krajów klasa średnia, bo biedni chodzą pieszo albo korzystają z transportu publicznego. W Indiach do najuboższego kwintyla (20 proc. zbiorowości, przyp. tłum.) ludności trafia niespełna 0,1 proc, subsydiów do gazu płynnego, a do najbogatszych – 52,6 proc. W skali świata najuboższe 20 proc. mieszkańców nie korzysta z 20 proc. subsydiów do paliw kopalnych; otrzymują znacznie mniejszą ich część.

Subsydia do żywności i energii mogą również powodować zniekształcenia polityki państwa – co widać na przykładzie Indii i rządu Modiego, który dąży do ochrony subsydiów rolnych. To przecież indyjskie weto wobec osiągniętego w WTO kompromisu unicestwiło najważniejszy w ciągu minionych dziesięciu lat postęp w wielostronnych rokowaniach handlowych.

Czasami – zwłaszcza w biednych krajach – celem subsydiów rolnych są korzyści dla konsumentów, które osiąga się kosztem producentów. Czasami natomiast, szczególnie w państwach zamożnych, chodzi o korzyści dla producentów kosztem konsumentów. Indie stosują obydwa te podejścia. W efekcie Indie dokonują niebywałego wyczynu – przydzielają ziarno konsumentom po sztucznie niskich cenach, a jednocześnie odczuwają nadmiar podaży, bo płacą rolnikom wysokie ceny. Rolników – nawiasem mówiąc – subsydiuje się również, ze szkodą dla środowiska, poprzez czynniki produkcji rolnej: prąd, wodę i nawozy sztuczne. Rząd skupuje ogromne zapasy ryżu i pszenicy, które butwieją, a dostępna konsumentom niewielka ich ilość rozdzielana jest metodami skażonymi korupcją i niespójnymi z deklarowanym celem pomocy biednym.

Rząd chciałby utrzymać te subsydia i zapasy. Wie jednak, że oznaczałoby to pogwałcenie przepisów WTO. A ponieważ Modi nie jest w stanie doprowadzić do trwałej zmiany przepisów, to ochoczo zawetował niecierpliwie wyczekiwane Porozumienie o Ułatwieniach w Handlu (Trade Facilitation Agreement) w ramach WTO.

Obowiązujące już subsydia nadzwyczaj trudno usunąć. Gdy światowe ceny surowców rosną – jak w minionej dekadzie często bywało – konsumenci przyzwyczajeni do ustalania cen krajowych przez rynek, łatwiej akceptują fakt, iż władze nie mogą ich uchronić przed wstrząsami. Ludzie przywykli do administracyjnego określania cen żywności i energii uważają natomiast, że rząd jest za to odpowiedzialny.

Jest to przede wszystkim uzasadniony powód do tego, żeby nie wprowadzać subsydiów. Ale nie oznacza bynajmniej, że skoro subsydia już są, to dla kierującego się zdrowym rozsądkiem polityka ich utrzymania stanowi najlepszą opcję. Jeśli alternatywą dla podwyżek cen są braki bądź racjonowanie, to i tak może dojść do ostrych protestów. Ale jeśli powiększająca się luka między podażą i popytem doprowadzi do sądnego dnia i wymusi jeszcze większe podwyżki cen detalicznych, to zwlekający ze zmianami przywódca też na tym nie zyska.

Rozwiązaniem idealnym będzie więc ustanowienie – w tym samym czasie, gdy obniża się subsydia do żywności i energii – innych środków wsparcia ludzi o najniższych dochodach. O skutecznych mechanizmach transferu dochodów kraje rozwijające się nauczyły się dużo z takich innowacyjnych rozwiązań jak transfery warunkowe, zawarte w meksykańskim programie Progresa-Oportunidades czy brazylijskim programie Bolsa Familia, a także z innowacji technicznych, jak indyjski system niepowtarzalnej identyfikacji. Jednak w krajach, które nie wprowadzają korekt dopóty, dopóki nie wymusi ich kryzys budżetowy, może nie być pieniędzy na transfery, zmniejszające dolegliwość zmian.

Nieprzyjemne korekty rozsądny polityk powinien chyba zapowiedzieć zaraz po objęciu urzędu. Jak się zdaje się, Jokowi i Sisi zdecydowali się na takie właśnie podejście. Modi tego nie zrobił – mimo ogromnego poparcia w wyborach i gadaniny o reformach rynkowych.

© Project Syndicate, 2014

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test