Ekologiczny alarm: powstrzymać degradację

05.06.2019
Na globalne zagrożenia w sferze ekologii wskazują liczne raporty ośrodków naukowych. Niezbędne stają się działania w zakresie zrównoważonego rozwoju w takich sferach, jak gospodarka wodna, ochrona lasów, zarządzanie urbanizacją i infrastrukturą oraz czysta żywność bez chemii i zanieczyszczeń.

Wspieranie odnawialnych źródeł energii może w znaczący sposób zmniejszyć zanieczyszczenie środowiska (fot. Envato)


Dawniej nasze bezpieczeństwo było tylko indywidualne, dotyczące jednostki oraz lokalne, obejmujące kraj czy region. Dziś pod tym względem niby nic się formalnie nie zmieniło, ale trzeba dodać jeszcze jeden wymiar, u nas zbyt rzadko dostrzegany, właśnie globalny.

Jak nigdy przedtem, zagrażając sobie, zagrażamy innym. Naczynia stają się coraz bardziej połączone. A wraz z tym trzeba zrozumieć, że klasyczne bezpieczeństwo, obejmujące wymiar strategiczny i wojskowy, nie gwarantuje nam już bezpiecznej przyszłości. Istota tego pojęcia uległa rozszerzeniu: mamy już na agendzie bezpieczeństwo gospodarcze, energetyczne, klimatyczne, cyberprzestrzeni czy ekologiczne.

Degradacja gatunków

Z punktu widzenia tego ostatniego – dziś zagrożeni jesteśmy wszyscy. Ten wniosek płynie z niedawnej publikacji obszernego (ponad 1 800 stron) raportu Programu Środowiskowego ONZ (IPBES, czyli Międzyrządowej Platformy na rzecz Biologicznego Zróżnicowania i Ekosystemów) dotyczącego bezprecedensowego zagrożenia życia i ekosystemów na Ziemi, który u nas przeszedł praktycznie bez echa, a nie powinien.

Mamy bowiem do czynienia z przedsięwzięciem pionierskim tak co do skali, jak zasięgu i głębi analizowanych zagadnień. Troje głównych autorów raportu: profesorzy Sandra Diaz z Argentyny, Józef Settele z Niemiec i Eduardo S. Brondizio z Brazylii i USA zadbało bowiem o to, by w projekcie wzięło udział aż 145 badaczy z 50 państw, sięgających do niezwykle obfitej literatury (ponad 15 tys. specjalistycznych portali rządowych i naukowych) oraz wspierających się opiniami dodatkowych 310 ekspertów z całego świata.

Jest to oczywiście największe przedsięwzięcie badawcze w historii funkcjonującego w Bonn IPBES (nie ma Polaków w jego gremiach), założonego niedawno, 21 kwietnia 2012 r., który jednak – z racji ostrych w swej wymowie – faktów, procesów i tendencji opisanych w raporcie, planuje już następne ważne przedsięwzięcia. Na 2020 rok zapowiedziano pod jego auspicjami pierwszy globalny szczyt ekologiczny, na wzór klimatycznego, który odbędzie się w Chinach. Jego podstawowym zadaniem ma być narysowanie mapy drogowej i celów mających zabezpieczyć nas przed dalszą degradacją gatunków i środowiska naturalnego.

Oko na gospodarkę: Miliardy w ekologicznej kieszeni fiskusa

Co więcej, kwestię tę po raz pierwszy włączyła do swej agendy grupa największych gospodarek świata G8, a działający z ramienia IPBES prof. Partha Dasgupta z Uniwersytetu Cambridge już rozpoczął prace nad przygotowaniem specjalnego raportu dla władz brytyjskich, który z założenia ma odegrać podobną rolę jak słynny niegdyś raport sir Nicholasa Sterna z 30 października 2006 r. Dotyczył on wstępnej oceny kosztów gospodarczych płynących ze zmian klimatycznych. Teraz Dasgupta ma przedstawić gospodarcze kalkulacje i rachunki w sferze ekologii.

Nadmierna eksploatacja

Na podstawie danych przedstawionych w raporcie IPBES można spodziewać się, że cena dokonujących się zmian środowiska naturalnego może być wysoka. Albowiem, ograniczając się tylko do niezbędnych i w sensie gospodarczym najważniejszych, wskazań raportu, sytuacja jest groźna, a dalsze zaniechania mogą być niewybaczalne, gdyż:

– trzy czwarte gruntów na globie i ok. 66 proc., akwenów morskich zostało „znacząco naruszone” przez działalność człowieka;

– ponad 23 proc. ziemi uprawnej zostało zdewastowanych (pustynnienie, erozja, skażenia, itd.), co daje roczne szacunkowe koszty rzędu 577 mld dolarów;

– już tylko 3 proc. zasobów wodnych i 7 proc. lasów można uznać za nietknięte ręką ludzką, a szczególnie groźne jest zanikanie i świadome wycinanie lasów tropikalnych – w efekcie ponad 0,5 mln żyjących gatunków ma problemy ze znalezieniem należytych warunków do życia;

– poziom urbanizacji na globie podwoił się od 1992 r., a to odbywa się przecież kosztem natury;

– poziom emisji gazów cieplarnianych podwoił się od 1980 r., a tzw. krzywa Keelinga właśnie doszła do poziomu 415 ppm (zanieczyszczonych cząsteczek na milion), podczas gdy konferencje klimatyczne od dawna wskazują, iż poza poziomem 450 ppm sprawy mogą wymknąć się ludzkości spod kontroli (przed epoką przemysłową ten wskaźnik był mniej więcej stały – 280 ppm, a ostatnio rośnie po 2-3 punkty w ciągu roku, stąd najcieplejsze ostatnio lata);

– nadmierna i stale przyspieszająca eksploatacja zasobów naturalnych Ziemi, przede wszystkim kopalnianych surowców energetycznych, ale też ziemi, kamienia czy żwiru pod budowy, rzędu 60 mld ton rocznie, podwoiła się od 1980 r., podczas gdy ludzkość w tym czasie zwiększyła się o 66 proc. Nacisk na ekosystemy bezustannie rośnie;

– zmiany klimatyczne, urbanizacja, ekstensywna i przemysłowa gospodarka rolna i używanie nawozów sztucznych oraz pestycydów, szybko rosnąca ilość odpadów (ok. 80 proc. ścieków na Ziemi trafia do rzek i akwenów bez oczyszczania!), w tym przede wszystkim plastiku (10-krotny wzrost od 1980 r.!) oraz inne, pomniejsze przyczyny sprawiają, iż około miliona gatunków żyjących na Ziemi jest zagrożonych zanikiem.

Zebrane dane oraz ich wymowa mówią same za siebie: „milion gatunków jest zagrożonych wyginięciem”. Tak jak dotychczas już dalej postępować nie możemy, bowiem nie tylko koszty będą coraz wyższe, ale też przyszłość ludzkości może stanąć pod znakiem zapytania. Mówią o tym otwarcie w raporcie przedstawiciele środowiska naukowego, a nie politycy czy „zieloni” aktywiści.

Co robić?

Trzeba przyznać rację współredaktorowi raportu prof. Settele, gdy mówi: „Sytuacja jest skomplikowana i trudna, ale nie poddawałbym się. Raport pokazuje, iż jest droga wyjścia. Wierzę, że damy radę zmienić tendencję. Ludzie nie powinni panikować, lecz zacząć dokonywać drastycznych zmian. Postępowanie na zasadzie jest jak jest, tylko z małymi korektami nie wystarczy”.

„Droga wyjścia”, o której wspomina prof. Settele, jest w przesłaniu dosyć prosta, choć niełatwa w wykonaniu: chronić dotychczasowe zasoby naturalne, szybko przechodzić na alternatywne rozwiązania, uciekać od kopalin i nadmiernej eksploatacji kurczących się zasobów.

Ma rację szef IPBES sir Robert Watson, mówiąc w o wiele bardziej dramatycznym tonie: „Jakość ekosystemów, od których zależy życie naszego i innych gatunków pogarsza się w tempie szybszym niż kiedykolwiek wcześniej. Na całym świecie podważamy same podstawy naszego gospodarowania, środków do życia, bezpieczeństwa żywności, zdrowia oraz jakości życia. Już straciliśmy swój czas, trzeba działać natychmiast”.

Watson uzupełnia słowa Settele i zaznacza, że przewidywana i ciągle możliwa jeszcze do wykonania „droga wyjścia” nie będzie jednak wcale taka łatwa, bowiem – według jego słów – „wymaga fundamentalnej, systemowej reorganizacji w sferze technologii, gospodarki i socjalnej, włączając w to zmiany paradygmatów, celów i wartości”.

Tylko gruntowne i szybkie przewartościowanie naszego dotychczasowego stylu życia i gospodarowania daje szanse odwrócenia groźnych tendencji niszczenia środowiska naturalnego.

Przesłanie stąd płynące jest proste w wymowie: tylko gruntowne – i szybkie – przewartościowanie naszego dotychczasowego stylu życia i gospodarowania daje szanse odwrócenia niepokojących i groźnych tendencji wskazanych w raporcie IPBES. Trzeba walczyć już nie tylko o klimat, ale także – w nie mniejszym stopniu – o ekologię, czyli czystą wodę, powietrze, lasy i całą naturę poddaną bezprecedensowej presji.

W sferze ekonomicznej trzeba zmienić paradygmat i mieć na uwadze nie tylko wzrost gospodarczy, jak dotychczas, lecz coraz bardziej jakość życia i naturalnego środowiska.

Zrównoważony rozwój

W świetle istniejących zagrożeń nowej wagi nabierają pojęcia zrównoważonego rozwoju. Niezbędne stają się skuteczne działania w takich sferach, jak gospodarka wodna, w tym dostęp do wody pitnej, ochrona lasów, zarządzanie urbanizacją i infrastrukturą, czy czysta żywność bez chemii i zanieczyszczeń. Takie założenia natomiast wymagają innych strumieni finansowych i innej niż dotąd filozofii układania budżetów.

Jak jednoznacznie wynika z omawianego tu raportu, świat został poddany bezprecedensowej presji gatunku ludzkiego, szczególnie po „obudzeniu się” tzw. wschodzących rynków, w ramach którego Chiny, Indie i Indonezja, najludniejsze państwa świata, a w ślad za nimi inne, pomniejsze państwa poprzednio nazywane Trzecim Światem „chcą żyć jak na Zachodzie”. Trudno im tego zabronić, ale presja na ekosystemy wyraźnie wzrosła, co widać na wszystkich wykazach i w statystykach.

Raport IPBES dzieli niepokojące zjawiska, wymagające naszego szybkiego przeciwdziałania, na pięć głównych kategorii. W kolejności zagrożeń są to: zmiany dokonujące się na lądach i morzach; bezpośrednia eksploatacja organizmów; zmiany klimatyczne; zanieczyszczenie środowiska oraz pojawianie się gatunków inwazyjnych, pasożytniczo żyjących z dokonujących się zmian.

Według prof. Brondizio, te niepokojące zmiany są efektem trzech podstawowych procesów: rosnącej liczby ludności, zwiększających się dochodów na głowę mieszkańca oraz innowacji technologicznych, które razem wzięte wzmagają presję na naturę.

Raport to jednoznaczny sygnał ostrzegawczy, zawierający jasne przesłanie dla wszystkich ludzi; to mocne ostrzeżenie: w naturze dokonywane są ręką człowieka zmiany prowadzące do bezprecedensowej dewastacji w dziejach ludzkości.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test