Ekonomia pączka: Więcej redystrybucji, mniej nierówności

09.09.2018
Wiele wskazuje, że w przyszłości wzrost gospodarczy będzie coraz niższy, a być może w ogóle go nie będzie. W tej sytuacji ważniejsze stanie się sprawiedliwe podzielenie generowanego dochodu - pisze Kate Raworth w książce „Doughnut Economics: Seven Ways to Think Like a 21st-Century Economist”.


„Financial Times” umieścił tę książkę (jej polski tytuł to „Ekonomia pączka: siedem sposobów, by myśleć jak ekonomista XXI w.”) na liście najlepszych ekonomicznych publikacji roku. Recenzent „Guardiana” ocenił, że emocję przy czytaniu tej książki są porównywalne do tych, jakie odczuwali pierwsi czytelnicy publikacji Johna Maynarda Keynesa. Książka znalazła się także na liście bestsellerów „The Sunday Times”. A w  największej internetowej księgarni amazon.com aż 82 proc. recenzujących dało jej ocenę pięciu gwiazdek na pięć możliwych. Czy zachwyty czytelników i dziennikarzy są uzasadnione?

Autorka opisuje w publikacji, jak w latach 50. XX w.nazywany ojcem teorii ekonomii Robert Solow próbował dowiedzieć się, co było przyczyną tego, że amerykańska gospodarka rosła przez poprzednie pół wieku. Podejrzewał, że wzrost PKB wynikał ze zwiększenia produktywności biorącego się z tego, że kapitał i pracownicy pracowali razem bardziej efektywnie. Stworzył model by sprawdzić tę hipotezę.

Kiedy jednak wprowadził do modelu dane z gospodarki amerykańskiej okazało się, że zainwestowany kapitał w przeliczeniu na liczbę pracujących wyjaśniał zaledwie 13 proc. amerykańskiego wzrostu gospodarczego w ostatnich 40 latach. Inny ekonomista, Moses Abramowitz, którego własne kalkulacje dawały podobne wyniki do tych Solowa oświadczył, iż „potwierdzają one naszą ignorancję jeżeli chodzi o przyczyny wzrostu gospodarczego”.

W 2009 r. fizyk Robert Ayres wraz z ekonomistą specjalizującym się w sprawach ekologii Benjaminem Warrem zdecydowali się skonstruować nowy model wzrostu gospodarczego. Do klasycznego duetu pracy i kapitału dołożyli oni trzeci czynnik – energię, a dokładnie część całkowitej energii, która może być wykorzystana do produktywnej pracy (zamiast zostać zmarnowana jako niewykorzystane ciepło).

Do modelu wykorzystali dane z XX w. dotyczące wzrostu gospodarczego USA, Wielkiej Brytanii, Japonii i Austrii. Okazało się, że taki model wyjaśniał przyczyny wzrostu PKB w powyższych krajach. A więc to, co Solow podejrzewał, że może być skutkiem postępu technologicznego, okazało się rosnącą efektywnością, z jaką energia zamieniana jest na użyteczną pracę. Co z tego wynika?

Otóż to, że ostatnie dwa wieki wyjątkowo szybkiego wzrostu PKB wynikają z dostępności tanich paliw kopalnych. Warto zdawać sobie bowiem sprawę, że energia zawarta w galonie (ok. czterech litrach) ropy naftowej to równowartość 47 dni ciężkiej, ludzkiej, fizycznej pracy. Inaczej mówiąc, praca wykonywana codziennie przez spalaną przez nas ropę naftową jest równoważna pracy wykonywanej przez rzesze robotników

Zdaniem autorki w przyszłości, przy znikomym wzroście gospodarczym, albo w ogóle bez niego, ważniejsza stanie się redystrybucja wytworzonego bogactwa. Przy okazji zauważa ona, iż w XX w. dominowały teorie, że duże nierówności są konieczne, by ci najzdolniejsi mieli motywacje do inwestowania i tworzenia, na której skorzystają wszyscy, także najbiedniejsi. Tymczasem teorie te nie zostały potwierdzone przez praktykę, bo jest wiele szybko rozwijających się krajów, w których nierówności są małe.

Przekonanie, by zwracać większą uwagę na redystrybucję, to tylko jedna z myśli przewodnich, jakie powinny prowadzić – zdaniem autorki – ekonomistów w XXI w. Wszystkich zasad jest siedem i przedstawia je ona w formie dwóch okręgów tworzących coś na kształt amerykańskiego pączka z dziurką w środku (tytułowy „doughnut”).

Siedem zasad ma zastąpić jednowymiarowe ekonomiczne myślenie jako sposób na osiągnięcie jak najwyższego wzrostu gospodarczego. Wewnątrz pączka są zjawiska niepożądane, które chcemy wyeliminować za pomocą polityki gospodarczej XXI w. (skrajna bieda, brak dostępu do wody itp.).

Z kolei na zewnątrz doughnuta mamy sferę, w której wzrost gospodarczy prowadzi do niszczenia środowiska naturalnego. Zadaniem ekonomistów jest więc prowadzenie polityki „na wierzchu pączka” czyli takiej, która dąży do zaspokojenia podstawowych potrzeb wszystkich mieszkańców ziemi, jednocześnie nie rujnując środowiska.

Największą słabością książki Raworth jest, moim zdaniem, brak treści nowych, odkrywczych. Największym atutem tej publikacji jest atrakcyjny, czyli graficzny, w formie tytułowego doughnuta, sposób przedstawienia i podsumowania tego, co napisano w wielu innych książkach.

Raworth nawiązuje bowiem do prawie każdej głośniejszej pracy ekonomicznej z ostatnich lat: od „Przedsiębiorczego państwa” Marianny Mazzucato po „Kapitał XXI” Thomas Pickiettego. Sama koncepcja ekonomii doughnutowej jest ciekawa i warta uwagi, ale na omówienie jej wystarczyłby kilkunastostronicowy esej.

Książka Raworth może być więc interesująca głównie dla tych, którzy nie są na bieżąco z najnowszymi dziełami z szeroko rozumianej ekonomii i chcą, poświęcając niewiele czasu, zyskać pobieżną wiedzę o najgłośniejszych tematach. Pozostali mogą ją sobie darować.

Warto też z dystansem podchodzić do cytowanych przeze mnie fragmentów recenzji, które wydawca umieścił na okładce. Z pewnością nie jest to książka tak ważna jak chociażby wspominany przez samą autorkę „Kapitał XXI wieku” Thomasa Pickettiego.

Natomiast daje do myślenia fakt, że „Doughnut Economics” to kolejna „uznana” książka ekonomiczna, która zaleca większą redystrybucję dochodów przez państwo i wzmożenie działań w kierunku zmniejszenia nierówności.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły