Obserwator Finansowy logo

„Ekonomia” Samuelsona: pożyteczna historia myśli ekonomicznej

01.11.2012
J. M. White pisze na amazon.com: „Weź ostatnie 5 czy 10 wydań tego podręcznika, a będziesz miał historię wycofywania się zwolenników Keynesa w miarę, jak rzeczywistość udowadnia, że Samuelson i spółka nie mają racji”. Natomiast Elijah Chingosho stwierdza: „To wyjątkowa książka o ekonomii, która przynosi pożytek setkom tysięcy ludzi z całego świata od 60 lat”. Kto ma rację?

Paul A. Samuelson, William D. Nordhaus, Ekonomia, wyd. Rebis


Polski czytelnik może sprawdzić sam. Wydawnictwo Rebis wprowadziło właśnie na rynek „Ekonomię” Paula A. Samuelsona i Williama D. Nordhausa – podręcznik makro i mikroekonomii, który miał przekłady na 41 języków i sprzedał się w 4 milionach egzemplarzy. Paul Samuelson (zm. 2009) napisał go w 1948 roku, kiedy był już profesorem w MIT (Massachussets Institute of Technology), po czym co trzy lata aktualizował, od 1985 roku razem z profesorem Nordhausem z Yale University (to już XIX wydanie).

Samuelson znany jest także z kilku powiedzeń jak „Rynek akcji przewidział 9 z ostatnich 5 recesji”, „Ekonomia nigdy nie była nauką, a teraz jest nawet jeszcze mniej niż kilka lat temu” czy też: „To co wiemy o globalnym kryzysie finansowym, to tyle, że nie wiemy zbyt dużo”. Ale to kokieteria profesora. W końcu sam przez całe życie starał się uczynić ekonomię nauką ścisłą, wprzęgając do swoich modeli matematykę i fizykę. A jeśli chodzi o kryzys, też miał swój udział, bo m.in. jego prace ułatwiły stworzenie teorii dotyczących m.in. instrumentów pochodnych, ze słynnym modelem Black-Scholesa wyceny opcji.

Jego opus magnum to oczywiście „Ekonomia”. I faktycznie, w kolejnych wydaniach Samuelson, kreatywny uczeń Keynesa, musiał weryfikować swoje poglądy dopuszczając myśl, że zwolennicy prawdziwego wolnego rynku i mniejszego państwa też mogą mieć swoje racje. Czasem czynił to zresztą w ogromnym opóźnieniem, co z upodobaniem wyciągają mu libertarianie – jeszcze w latach 70. I  80. podtrzymywał mit, że ustrój sowiecki może konkurować z kapitalizmem.

W tym wydaniu rzecz jasna już nic na temat nie ma. A co jest?

Przede wszystkim jest próba spozycjonowania podręcznika jako książki „centrystów”, bo „ku centryzmowi skłania szaleństwo prawicowego i lewicowego radykalizmu”. Tymczasem : „historia Europy dowodzi, że zarówno nieskrępowany kapitalizm, jak i ściśle regulowana gospodarka centralnie planowana, nie mogą stać się efektywnym sposobem organizacji współczesnego społeczeństwa”. Dlatego Samuelson i Nordhaus ogłaszają „wartość gospodarki mieszanej  – modelu gospodarczego, który łączy twarde zasady rynkowe z bezstronną kontrolą rządu”. „Gospodarka mieszana zaś zakłada zarówno rządy prawa, jak i ograniczenia wolności konkurencji”.

Ten krótki manifest centrystów otwiera podręcznik, który jednak więcej czerpie z Keynesa, niż innych nurtów współczesnej ekonomii, a roli państwa zdecydowanie nie ogranicza do „bezstronnej kontroli”.  Argumenty zwolenników wolnego rynku i konserwatystów niechętnych rozdętemu państwu, przedstawiane są na ogół dość skrótowo, zaś ewidentne słabości interwencji rządowej w gospodarkę, czy wręcz jej patologiczne skutki, nawet te widoczne okiem nieuzbrojonym – opisywane z pewną wstrzemięźliwością. Faktycznie jednak, w wielu miejscach pojawia się klasyczne „za a nawet przeciw”, co dowodzi starań o obiektywizm i edukacyjny charakter „Ekonomii”.

Ale i z nimi są problemy. Jak pisał kilka lat temu opozycyjnie usposobiony do Samuelsona miłośnik Friedmana i Hayeka z Uniwersytetu Santa Barbara, Alan Ebenstein, „Fundamentalny problem w podejściu Samuelsona – i całej uniwersyteckiej teorii ekonomii XX wieku – polega na tym, że zakłada, iż działalność ekonomiczna podlega takiemu precyzyjnemu opisowi, jaki oferują nauki ścisłe. Ale ekonomia nie jest, a przynajmniej nie jest jeszcze, nauką ścisłą. Zależy bardzo od tego, co ludzie myślą faktycznie i normatywnie. Co więcej, to co myślą podlega zmianom”. Najnowsze wydanie „Ekonomii” zawiera ramkę na temat ekonomii behawioralnej, bo trudno nie dostrzec jej osiągnięć po kilka nagrodach Nobla, ale utrzymuje konstrukcję opartą o modele i teorie abstrahujące od jej ustaleń.

Pomińmy mikroekonomię i sprawdźmy teraz, jaka jest „centrystyczna” ocena ostatnich lat, biorąc pod lupę kilka rozdziałów poświęconych relacjom państwo-gospodarka, kwestiom podatkowym, czy redystrybucji.

W sprawie deficytu budżetowego i długu publicznego Samuelson uważa, że stymulacja fiskalna ma oczywiste zalety i jest niezbędna w czasie recesji  przynosząc krótkoterminowo pozytywne skutki. Dostrzega jednak, że długoterminowo wysokie zadłużenie publiczne osłabia wzrost gospodarczy, bo m.in. zastępuje kapitał prywatny i zmusza do ograniczenia konsumpcji, by obsłużyć zadłużenie zagraniczne.

Po czym przyznaje, że powrót do równowagi finansów publicznych to bardzo trudne zadanie, a próba zlikwidowania deficytu budżetowego jest „syzyfową pracą” „bo polityka fiskalna znacznie lepiej funkcjonuje w teorii niż w praktyce”. Dlatego Samuelson wydaje się być (wydaje się, bo nie jest to pewne) zwolennikiem dość twardej polityki fiskalnej (poza koniecznym impulsem popytowym w recesji) i luźnej polityki monetarnej. Problem w tym, że luźna polityka monetarna dziś, to nie tylko obniżone do zera stopy procentowe, ale i masowy druk pieniądza oraz skup papierów wartościowych na wielką skalę.

Pisząc o podatkach i redystrybucji Samuelson ciekawie opisuje dylemat miedzy efektywnością, a sprawiedliwością. Jednak jego opcja jest jednoznaczna – choć stracimy na efektywności, redystrybucja jest potrzebna. To co można zrobić, to  znaleźć formuły zmniejszające straty, stąd Samuelson jest zwolennikiem zielonych podatków (np. podatku węglowego czy od zanieczyszczeń), bo stratę na efektywności rekompensują korzyści w postaci ochrony środowiska, czy przeciwdziałania efektowi cieplarnianemu. Nie wydaje się też, by podzielał poglądy zwolenników podatków od konsumpcji (jak podatek od sprzedaży czy VAT) podkreślając kilkakrotnie, że są to podatki regresywne, obciążające bardziej   niezamożnych obywateli, gdyż to oni konsumują większą część swoich dochodów. Wydaje się, że w tej sytuacji preferuje raczej progresywne podatki dochodowe.

Kontynuując wywody na temat redystrybucji i państwa dobrobytu Samuelson dostrzega, że państwowe programy pomocowe osłabiają motywację do poszukiwania pracy i opisuje pozytywne efekty zmian w programach socjalnych za czasów prezydenta Clintona, wiążące zasiłki z pracą i ograniczające beneficja w czasie.  Pisze też o teorii wyboru publicznego wskazującej przyczyny niedoskonałości państwa, czy o redystrybucji dochodów konsumentów do silnych grup nacisku, podkreśla także konieczność efektywnego wydawania środków publicznych, ale nie wyciąga z tego logicznego wniosku, że konserwatyści mają rację mówiąc o potrzebie mniejszego państwa.

Przeciwnie, podsumowuje tak: „Programy rządowe zmieniły naturę kapitalizmu. Własność prywatna jest już coraz mniej prywatna. Swoboda przedsiębiorczości jest coraz mniej swobodna. Nieodwracalna ewolucja to część historii”.  I nie jest z tego powodu zmartwiony, raczej przeciwnie.

Krytycy Samuelsona już wiele lat temu zwracali uwagę, że student w jego podręczniku otrzymuje gulasz  z tysiącami zagadnień podanych w niestrawny sposób, przez co wszystko co może zrobić, to „uczyć się na pamięć jak szalony”. To  krzywdząca przesada, zresztą podręcznik zmieniał się z wydania na wydanie. Ale faktem jest, że i dziś nieszczęsne układy AS/AD (zagregowanego popytu i podaży) są okropnie męczące, podobnie jak i wiele innych wykresów próbujących na osiach układu współrzędnych i przesuwających się krzywych wytłumaczyć wszystko, od cen monopolistystycznych, przez kombinacje czynników produkcji, równowagę podaży i popytu na kapitał, po wzrost gospodarczy, rolę zakupów rządowych, inflację i zachowania konsumentów zależnie od dochodu i ceny. Być może dlatego, mimo że kryzys finansowy sprzyja zwolennikom Keynesa, „Ekonomia” Samuelsona nie jest już bestsellerem; przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć patrząc na różne aktualne listy najpopularniejszych podręczników ekonomii.

Czy to wszystko oznacza, że nie warto kupić dzieła Samuelsona i Nordhausa? Wprost przeciwnie. Lewicowo (w ujęciu amerykańskim – liberalnie) usposobionych ekonomistów w dyskusjach na temat relacji państwo-gospodarka znajdą tu swoje poglądy i dodatkowe dla nich argumenty, a także owianego sławą intelektualnego patrona. Zaś zwolennicy małego państwa, wolnego rynku i ci okropni ekstremiści – libertarianie, cóż, poznają argumenty obozu, z którym prowadzą polemiki.

A studenci? Dostaną pożyteczną cegłę, w której szybko znajdą podstawowe informacje i interpretacje zjawisk ekonomicznych. Problem w tym, że jak zauważył ostatnio Alan Kirman (vox.eu), emerytowany profesor uniwersytetu Aix-en-Provence kryzys zakwestionował podstawowe założenia teorii na temat indywidualnych decyzji i równowagi makroekonomicznej „kiepsko odzwierciedlające rzeczywistość”. „Wszyscy powinniśmy pamiętać, że współczesna myśl ekonomiczna pewnego dnia stanie się historią myśli ekonomicznej”.

OF



Artykuły powiązane

Popularne artykuły