Energetyka: im większy boom, tym mniejsze zyski

09.05.2011
Żaden inny sektor polskiej gospodarki nie przeobraża się dziś tak bardzo, jak energetyka. W żadnym innym sektorze nie będzie się tyle inwestować, ile właśnie energetyce. Boom inwestycyjny w tej branży już się zaczyna. Paradoksalnie jednak, menedżerowie największych polskich spółek energetycznych, analitycy rynkowi, eksperci, inwestorzy i banki nie podchodzą do tego z entuzjazmem.

Elektrownia w Rybniku (CC BY-NC-SA hibnera23a)


Ów spodziewany boom jest w dużej mierze wymuszony administracyjnie, przez unijne regulacje i budzi dziś dużo obaw. Z jednej strony bowiem inwestycje w polskiej energetyce są i będą przez długi czas inwestycjami wysokiego ryzyka, a z drugiej najprawdopodobniej doprowadzą do dużych podwyżek cen energii, co boleśnie uderzy w wiele sektorów polskiej gospodarki.

Dlaczego nie inwestowali

Firmy produkujące i dostarczające w Polsce energię (prąd i ciepło) mogą mówić o pechu. Przez ostatnie kilkanaście lat inwestowały na tyle mało, że ich majątek się dekapitalizował. Inwestowały za mało głównie z trzech powodów.

Po pierwsze Urząd Regulacji Energetyki, który zatwierdzał ceny energii (i wciąż częściowo je zatwierdza), przez lata nie chciał w pełni uwzględniać potrzeb inwestycyjnych tego sektora. Opór URE przed podwyżkami cen miał uzasadnienie, urząd chronił kieszenie konsumentów, a jednocześnie chciał wymusić na koncernach energetycznych większe zainteresowanie obniżaniem kosztów. Na rynku energii nie ma konkurencji i firmy energetyczne zamiast obniżać koszty obcięły inwestycje, w efekcie czego stan elektrowni i sieci przesyłowych z roku na rok pogarsza się.

Po drugie w Polsce po 1989 r. zaostrzone zostały normy ekologiczne, przez co elektrownie musiały inwestować gigantyczne pieniądze w instalacje, zmniejszające emisję związków siarki i pyłów. Normy ekologiczne rozszerzyły skalę potrzebnych inwestycji w polskiej energetyce.

Po trzecie wreszcie inwestycje zostały opóźnione z powodu kiepskich procedur administracyjnych i prawnych. Załatwianie formalności potrzebnych do uzyskania pozwolenia na budowę nowego bloku energetycznego, elektrowni czy sieci przesyłowej często trwa latami.

Skutek? Większość bloków do produkcji prądu i ciepła w polskich elektrowniach oraz elektrociepłowniach jest bliska technicznego zużycia i trzeba je będzie w najbliższych latach wymienić na nowe lub gruntownie zmodernizować. To samo dotyczy większości linii przesyłowych. Szacuje się, że koszty tych inwestycji sięgną 50 mld euro.

Jakby tego było mało, władze Unii Europejskiej od kilku lat wprowadzają dalsze regulacje, które mają doprowadzić do jeszcze dalej idącego zmniejszenia – głównie w energetyce – emisji gazów cieplarnianych. Chodzi tu przede wszystkim o zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Unia dąży też do ograniczenia emisji tlenków azotu. Europejskim priorytetem jest także rozwój energetyki odnawialnej oraz bardziej oszczędne, racjonalne gospodarowanie energią, także w samym sektorze energetycznym. Sęk w tym, że wszystko to kosztuje. A największe koszty będą musiały ponieść takie kraje jak Polska, która większą część energii produkuje z węgla, emitując przy tym dwutlenek węgla i tlenki azotu.

Polska energetyka z powodu unijnej polityki energetyczno-klimatycznej tak bardzo jeszcze nie ucierpiała. Koszty regulacji, mających wesprzeć rozwój energetyki odnawialnej, udało się jej przerzucić na konsumentów energii, wliczając je w cenę prądu i ciepła. To samo można powiedzieć o karach za przekraczanie przyznanych polskim elektrowniom limitów emisji CO2 i kosztach inwestycji, mających zmniejszyć emisję tlenków azotu.

Unijne rygory wymuszają działanie

Sprostanie coraz większym rygorom unijnym i stan obiektów energetycznych wymagają szybkiego podjęcia inwestycji. Największe firmy energetyczne podjęły już decyzje i w całej polskiej branży energetycznej zaczyna się właśnie prawdziwy boom inwestycyjny. Z jednej strony ruszają bowiem wielkie inwestycje, związane z budową nowych bloków energetycznych w elektrowniach. Jeszcze w tym roku powinny zakończyć się przetargi na wykonawców bloków w elektrowniach w Opolu, Jaworznie, Stalowej Woli i Kozienicach. A sam tylko blok w Elektrowni Kozienice to inwestycja rzędu 5 mld zł. Z drugiej strony przyspiesza w Polsce rozwój energetyki odnawialnej. W elektrownie wiatrowe w naszym kraju inwestują już setki milionów euro firmy z całego świata, w tym tacy potentaci, jak niemiecki RWE, hiszpańska Iberdrola, japoński Mitsui i amerykański Invenergy.

W energetykę odnawialną zaczęły też już inwestować na dużą skalę największe polskie spółki energetyczne: PGE, Enea i Tauron, które dotąd bazowały na węglu. Na dodatek spółki te, jak wskazują analitycy, mają obecnie bardzo dobrą sytuację finansową: są mało zadłużone, generują pokaźne zyski, mają płynność finansową i sporo odłożonej gotówki. Tylko Enea nie wydała jeszcze 3 mld zł, które pozyskała z publicznej emisji akcji na warszawskiej giełdzie. – W najbliższych latach PGE, Enea czy Tauron nie będą musiały martwić się, skąd wziąć pieniądze na inwestycje – mówi Tomasz Krukowski, analityk Credit Suisse.

Z opinią, że firmy energetyczne mają kapitał na inwestycje zgadza się wielu innych analityków. – Prognozowany zysk EBIDTA dla PGE, Enei i Tauronu na przykład w 2013 roku to łącznie ponad 15 mld zł – wylicza Kamil Kliszcz z Domu Inwestycyjnego BRE Banku.

Wydatki nie cieszą

Mimo to menedżerowie największych polskich spółek energetycznych nie tryskają entuzjazmem z powodu rozpoczynającego się w branży boomu inwestycyjnego. Akcje tych spółek, notowane na warszawskiej giełdzie, nie są rozchwytywane przez inwestorów, co dobrze widać po ich kursach. W ostatnich miesiącach rosły one wolniej niż główne indeksy na warszawskiej giełdzie. Z Polski zamierza się wycofać szwedzki koncern Vattenfall, który zainwestował dotąd w naszą energetykę setki milionów euro. Inny gigant energetyczny, niemiecka firma RWE, zrezygnował z planowanej wcześniej wspólnie z Kompanią Węglową budowy dużej elektrowni węglowej na Śląsku. Fiaskiem zakończyła się próba sprzedaży przez Ministerstwo Skarbu Państwa większościowego pakietu akcji jednej z największych polskich spółek energetycznych, poznańskiej Enei.

Z czego bierze się ta rezerwa? Największe spółki energetyczne w Polsce doskonale wiedzą, że czekają je ciężkie, niepewne czasy. Wielkie inwestycje na długa metę będą dla nich opłacalne, ale na krótką metę ich sytuacja finansowa znacząco się pogorszy. Spodziewane zyski też mogą okazać się wątpliwe, co wynika z kilku czynników, a najważniejszym z nich są konsekwencje unijnej polityki energetyczno-klimatycznej.

Zgodnie z przyjętymi już regulacjami producenci prądu w UE zaczną od 2013 r. tracić darmowe limity emisji dwutlenku węgla. W Polsce, której sektor energetyczny jest i będzie jeszcze długo uzależniony do węgla, ma to odbywać się stopniowo. W 2013 r. polskie elektrownie stracą 30 proc. posiadanych limitów, ale już w 2020 r. będą musiały płacić za każdą wyemitowaną tonę dwutlenku węgla. Koszty będą ogromne, ale dziś trudno je jeszcze oszacować. Nie wiadomo bowiem, ile elektrownie będą płacić za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla. Ich cenę będzie ustalał rynek. Według prognoz cena może sięgnąć nawet 80 euro za tonę, a polskie elektrownie, elektrociepłownie i ciepłownie emitują ponad 150 mln ton CO2 rocznie.

Wiele niewiadomych

Brak pewności ile będą kosztować uprawnienia do emisji CO2, sprawia, że dla budowy nowych bloków węglowych, czy gazowych w polskich elektrowniach trudno zbudować dobry biznesplan. Nie wiadomo bowiem, ile będą wynosiły w przyszłości koszty ich eksploatacji. Takich niewiadomych w przypadku inwestycji energetycznych w Polsce jest znacznie więcej.

Po pierwsze nie wiadomo, ile będzie wynosić w przyszłości cena energii. Ma wzrosnąć, ale nie wiadomo, o ile.

Po drugie polski rząd już zaczął zmieniać system wspierania energetyki odnawialnej i także z tego powodu trudno dziś oszacować, na jakie wsparcie finansowe ten segment energetyki będzie mógł liczyć w następnych latach. W tym miejscu trzeba dodać, że bez wsparcia państwa – w postaci systemu tzw. kolorowych certyfikatów – inwestycje w energetykę odnawialną są w Polsce na razie mało opłacalne.

Po trzecie ceny energii w Polsce są wciąż częściowo regulowane, a regulator, czyli Urząd Regulacji Energetyki, zwykle nie zgadza się na takie podwyżki cen, jakie chcą wprowadzać firmy energetyczne.

Po czwarte dwie największe spółki energetyczne w Polsce – PGE i Tauron, są i mają być nadal kontrolowane przez państwo. Biorąc pod uwagę trudną sytuację finansów publicznych, można założyć, że państwo, jako główny udziałowiec, doprowadzi do tego, że większa część zysków tych spółek zostanie przeznaczona na dywidendę. To zaś utrudni im finansowanie inwestycji.

Na tym niestety lista poważnych znaków zapytania się nie kończy. Nie da się przewidzieć na przykład, jak będą kształtować się w Polsce w przyszłości ceny węgla i jak wpłynie na nie planowana prywatyzacja polskiego górnictwa węglowego.

Inwestorzy stracą na inwestycjach

Ryzyko pojawia się także w dystrybucji. Firma PSE Operator, zawiadująca w naszym kraju liniami wysokiego napięcia, zamierza w najbliższych latach dużo inwestować w linie transgraniczne, a w ślad za tym wielokrotnie zwiększyć możliwości eksportu i importu prądu do Polski. Prąd u naszych sąsiadów będzie prawdopodobnie tańszy niż w Polsce, co sprawi że będzie opłacało się go importować, co też uderzy w krajowych producentów energii.

Dla firm energetycznych kluczową kwestią jest jaką część kosztów inwestycji i zakupu uprawnień do emisji CO2 będą mogły one przerzucić na konsumentów energii. Według Pawła Puchalskiego, analityka Domu Maklerskiego BZ WBK, całkowite przerzucenie kosztów nie będzie możliwe, bo doprowadziłoby ono do szokujących wzrostów cen energii. A do tego rząd, który kontroluje i ma nadal kontrolować dwie największe spółki energetyczne nie będzie mógł dopuścić.

Wszystko razem wskazuje, że koncerny energetyczne znajdą się w przyszłości pod podwójnym ciśnieniem. Cztery największe, kontrolowane wciąż przez państwo spółki energetyczne (PGE, Tauron, Enea i Energa), mają jeszcze ogromne wewnętrzne rezerwy w postaci zbyt wysokich kosztów produkcji energii. Koszty są rozdęte m.in. przez przerost zatrudnienia, podtrzymywany przez wieloletnie gwarancje pracownicze. Trudno je jednak znacząco obniżyć z powodu przyjętych przez państwo zobowiązań. Wymogi unijne będą tymczasem nakazywać inwestowanie. Kosztów inwestycji nie da się jednak w całości przerzucić na konsumentów. Rysuje się więc perspektywa coraz gorszych wyników finansowych branży energetycznej. Gorzej na energetykę będą więc patrzyły banki.

Z czego w tej sytuacji mieliby się cieszyć menedżerowie firm energetycznych? Im większy boom inwestycyjny, tym niższe zyski, więc pewnie i premie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test