Francuska pomoc publiczna nie przeszkadza Brukseli

20.03.2017
Bruksela dała zielone światło na bezpośrednie dofinansowanie francuskiej elektrowni atomowej Areva kwotą 4,5 mld euro. Nie narusza to unijnej zasady konkurencyjności. Francuskie atomówki wymagają ogromnych nakładów finansowych. Największe spółki EDF i Areva są zadłużone od lat.


Oprócz 4,5 mld euro bezpośredniego zastrzyku finansowego z budżetu Francji, koncern energetyczny Areva, którego 86,5 proc. akcji kontroluje skarb państwa, otrzyma też 3,5 mld pożyczki na poprawę płynności finansowej. W sumie pomoc publiczna udzielona francuskiej energetyce atomowej w tym roku szacowana będzie na 10 mld euro. A to i tak tylko kropla w morzu potrzeb.

Wspomagana Areva jest zadłużona na około 13 mld euro. EDF (Electricite de France), drugi wiodący koncern z branży, ma około 37,4 mld długu. Potrzeby inwestycyjne na modernizację są ogromne, eksperci wyceniają je nawet 100 mld euro do 2030 r.

Areva przynosi straty od siedmiu lat. Rok 2016 zakończyła stratą w wysokości 665 mln euro. Według Margrethe Vestager, unijnej komisarz odpowiedzialnej za konkurencyjność, odpowiedzialność Komisji Europejskiej polega na sprawdzeniu, czy finansowanie publiczne nie zakłóci nadmiernie konkurencji na jednolitym rynku. W tym przypadku według KE tak się nie stanie. Vestager podkreśliła, że pozytywna decyzja Komisji Europejskiej zezwalająca na pomoc publiczną dla Arevy zapewni grupie możliwość restrukturyzacji.

W skrócie plan Arevy zakłada skonsolidowanie i odsprzedaż części aktywów przynoszących straty (np. reaktory atomowe w New Areva NP). W spółce mają zostać aktywa przynoszące zyski (handel paliwem, wydobycie uranu). Spółkę New Areva NP kupuje EDF, którego 85 proc. akcji także należy do skarbu państwa. Zanim transakcja dojdzie do skutku (warunkiem jest ukończenie testów w reaktorze elektrowni Flamanville III), budżet państwa udzieli Arevie 3,5 mld euro pożyczki.

Planu restrukturyzacji ma zostać wdrożony do 2019 r. Francuski rząd został zobowiązany do raportowania jego realizacji.

Trudno wyrokować, jak się potoczy program naprawczy zależny m.in. od transakcji z EDF, która ma własne kłopoty. Zysk netto EDF spadł o w 2016 r. o 15,3 proc. i wyniósł 4,1 mld euro (EBITDA: 16,4 mld euro, spadek o 4,8 proc.). Koncern wyprodukował 7,9 proc. energii mniej niż rok wcześniej. Prognoza zysku na ten rok jest jeszcze gorsza. Dopiero rok 2018 ma przynieść poprawę wyników finansowych – tak w każdym razie zapewnia szef koncernu.

– Rok 2017 będzie trudny, odbicie nastąpi dopiero w 2018 r. dzięki wyższym cenom energii i ponownemu uruchamianiu reaktorów odłączonych od sieci w 2016 roku – wyjaśnia Jean-Bernard Levy, prezes EDF.

Przekonuje, że plan restrukturyzacji grupy jest solidny i wdrażany w życie.

We Francji 3/4 energii pochodzi z elektrowni atomowych. Branża gwałtownie potrzebuje kapitału. Rząd szuka go także na rynku finansowym. W lutym po 5 proc. akcji spółki New Co., należącej do Arevy, zdecydowały się kupić japońskie korporacje Mitsubishi Heavy Industries (MHI) oraz Japan Nuclear Fuel Limited (JNFL) – wyłożą po 500 mln euro. Rynkowe pozyskanie kapitału jest uważane za sukces.

https://www.obserwatorfinansowy.pl/warto-wiedziec/warto-przeczytac/niemcy-dostrzegli-ze-kapital-ma-narodowosc/

Decydując się na sprzedaż części akcji Japończykom, Francja odrzuciła propozycję chińskich koncernów, które były gotowe zaoferować duże wsparcie finansowe pod warunkiem uzyskania większościowego pakietu akcji.

Rząd decyduje się również na sprzedaż części akcji innego giganta energetycznego, Engie (dawne GDF Suez). Biorąc pod uwagę, że akcje firmy spadły o ¼ w 2016 r. ta decyzja nie wydaje się dobra.

Nie da się jeden do jednego porównać sytuacji Francji i Polski (choćby dlatego, że atom to energia bezemisyjna), ale dla lepszego obrazu można przyjąć pewną analogię. My mamy kopalnie i węgiel, który jest niemal niezbywalną podstawą w procesie uzyskiwania energii. Francuzi podobnie traktują swoje zasoby atomowe.

Politycy francuscy zarówno lewicowi, jak i prawicowi zdecydowanie popierają energetykę nuklearną. Sektor zatrudnia 220 tys. osób, a jej głównym akcjonariuszem jest skarb państwa. We Francji, w przeciwieństwie do Niemiec, nie ma mowy o zamykaniu elektrowni atomowych, mimo że większości z nich właśnie kończy się okres gwarantowanej i bezpiecznej użyteczności. Mija 40 lat od ich budowy, co oznacza konieczność poniesienia gigantycznych nakładów finansowych na ich modernizację. Atom we Francji to nie tylko energia, ale również flota łodzi podwodnych oraz broń atomowa.

Francuski sen atomowy rozpoczął się w latach 50-tych i pozwolił uniezależnić się od szoków naftowych lat 70. oraz od zależności od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Atom był również przepustką do ekskluzywnego klubu państw – mocarstw atomowych.

– Jestem przekonany, że XXI wiek będzie potrzebował atomu. Dlatego też musimy wspierać ten sektor w czasach kryzysu – zadeklarował w swoim programie wyborczym François Fillon, konserwatywny kandydat na prezydenta.

Prowadząca w sondażach Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego, podkreślała wielokrotnie, że “tzw. zielona energia jest jeszcze nierealistyczna, a energetyka jądrowa jest niezbędna, aby utrzymać niezależność energetyczną Francji i zmniejszać emisje CO2 do atmosfery”. Le Pen jest gotowa wykorzystać do finansowania potrzeb energetyki jądrowej francuskie banki.

Kłopoty finansowe energetyki nuklearnej wynikają m.in. z kilku nieudanych i bardzo drogich inwestycji. Jedną z nich jest budowa przez Arevę elektrowni w Olkiluoto, w Finlandii, której koszt kilkakrotnie przewyższyły pierwotne założenia, a ukończenie inwestycji przeciągnęło się niemal o 10 lat. Inną, kosztowną i opóźnioną inwestycją jest budowa reaktora Flamanville III oraz brytyjska inwestycja EDF – Hinkley Point.  Problemy finansowe pogłębił spadek zamówień na uran po katastrofie japońskiej elektrowni w Fukushimie.

Niekończąca się opowieść o polskim atomie

Niemal wszystkie reaktory we Francji wymagają modernizacji, już teraz 13 należących do EDF jest wyłączonych. Podłączone do sieci w latach 80. i 90., kończą właśnie 40-letni okres gwarancyjny. Koszt odłączenia reaktora od sieci to strata rzędu około 1 mln euro dziennie. Dlatego też niektórzy politycy, w tym kandydat na prezydenta François Fillon, proponują wydłużenie okresu ich funkcjonowania do 60 lat, ale szczególnie po ostatnich awariach, decyzja taka wydaje się ryzykowna.

Jednym z rozwiązań popieranych przez organizacje ekologiczne jest stopniowe przestawianie francuskiej gospodarki na energie odnawialne i zamykanie części reaktorów na stałe.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test