Grecja jest bankrutem, ale lepiej niech nie bankrutuje

26.09.2011
Zapis greckiego kryzysu przypomina wykres elektrokardiogramu osoby chorej na serce, której lekarze aplikują cyklicznie lekarstwo. Co pewien czas nastrój na rynku gwałtownie się podnosi, osiągając poziom histerii. Potem histeria opada, a na rynku powraca przekonanie, że grecki kryzys uda się rozwiązać bez większych strat. A potem znów powraca histeria.

(CC BY-NC-SA Design Insane)


21 lipca wydawało się, że Grecja i Unia Europejska najgorsze mają za sobą. Przywódcy krajów strefy euro uzgodnili kolejny plan ratunkowy, który – po raz pierwszy – zakładał obciążenie wierzycieli częścią kosztów oddłużenia Grecji. Drugi pakiet pomocowy miał wynieść prawie 109 miliardów euro. Greckie obligacje miały być zamienione na nowe, o wydłużonym okresie spłaty, co oznaczało faktyczna redukcję długu, także będącego w rękach prywatnych wierzycieli. European Financial Stability Facility – specjalny fundusz powołany w maju 2010 roku miał skupować obligacje na rynku wtórnym.

Wcześniej – 30 czerwca parlament grecki zaaprobował rządowy plan – Średniookresowa Strategia Fiskalna – przewidujący osiągnięcie w roku 2012 pierwotnej nadwyżki budżetowej, w wysokości 3,9 mld euro, czyli 1,7 proc. PKB. Nadwyżka miała w kolejnych latach rosnąć, osiągając w 2014 roku 16,3 mld euro, czyli 6,7 proc. PKB. Przyspieszona prywatyzacja miała do roku 2015 r. przynieść wpływy w wysokości 50 mld euro. To oznaczałoby obniżenie długu publicznego o około 20 punktów procentowych.

W ciągu najbliższych lat Grecji wciąż nie byłoby stać na obsługę długu poprzez sprzedaż obligacji na rynku, ale obie strony – wierzyciele i dłużnik – spotkali się w pół drogi. Pierwsi mieli wydłużyć spłatę i obniżyć koszty pożyczek, Grecja zaś miała zintensyfikować wysiłki na rzecz zreformowania swej gospodarki i ustabilizowania finansów publicznych.

– Uważam, że problem grecki jako taki jest już rozwiązany i zrobiono kilka bardzo ważnych kroków w kierunku rozwiązania szerszego problemu strefy euro – mówił 22 lipca w radiowym wywiadzie minister Jacek Rostowski.

Niespełna 2 miesiące później okazało się, że nic nie zostało rozwiązane i kraje strefy euro lub szerzej Unii Europejskiej oraz rząd grecki stoją przed kolejnymi trudnymi decyzjami, które być może odroczą katastrofę na kilka kolejnych miesięcy.

Co poszło nie tak

Zarówno Średniookresowa Strategia Fiskalna, jak i plan prywatyzacyjny były przesadnie ambitne, a przez to nierealne. Stało się to jasne już 2 miesiące po ich zatwierdzeniu. Po ośmiu miesiącach 2011 roku wpływy budżetowe były niższe niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym, a wydatki większe. Deficyt był wyższy aż o 22 proc., a deficyt pierwotny (to znaczy deficyt bez uwzględniania kosztów odsetek) wyższy o 30 proc.

11 września grecki minister finansów i wicepremier Evangelos Venizelos przyznał w oświadczeniu, że po II kwartałach 2011 roku wpływy budżetowe były o 2 mld euro niższe od planowanych „Szczerze i otwarcie, z ręką na sercu, nie nadążamy z powodu braku kompleksowego i skutecznego aparatu państwowego, administracji podatkowej, która mogłaby uzyskać spodziewane wyniki” – oświadczył Venizelos.

Stworzenie takiego aparatu nie jest zadaniem, które można wykonać w ciągu kilku tygodni, czy nawet miesięcy. To zadanie na lata, o ile w ogóle da się je wykonać w kraju, którego mieszkańcy przywykli do unikania płacenia podatków. Wszystko to oznacza, że tegoroczny deficyt będzie znacznie wyższy od planowanego i Grecja może zapomnieć o pierwotnej nadwyżce budżetowej w roku przyszłym. Zgodnie z planem Grecja powinna pozyskać z prywatyzacji 1,7 mld euro do końca września, a 5 mld euro do końca roku. Dotąd pozyskała 400 mln euro ze sprzedaży udziału w państwowej firmie telekomunikacyjnej OTE.

Drugim powodem niższych wpływów jest głębsza od planowanej recesja. W  pierwszym kwartale grecki PKB spadł o 8,1 proc., a w drugim o 6,9 proc. Recesja jest znacznie głębsza od spodziewanej przez rząd, a także „trojkę”, czyli Unię Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jest wynikiem nie tyle zacieśniania fiskalnego, którego tak naprawdę nie ma, ile braku konkurencyjności greckiej gospodarki.

Skoro Grecja ma głęboką recesję, mimo fiskalnego poluzowania, to rodzą się poważne wątpliwości, czy kraj ten będzie w stanie uzyskać w najbliższych latach dynamikę, jeśli zacznie zacieśniać finanse nie „na papierze”, a realnie.

Grecki budżet po ośmiu miesiącach 2011 (w mln euro)

Wyszczególnienie 2010

8 miesięcy

2011

8 miesięcy

Dynamika w proc. (3/2) 2010 2011 według ŚSF Dynamika w proc. (6/5)
1 2 3 4 5 6 7
Wpływy netto 32397 30679 -5,3 51187 54042 +5,6
Wydatki 43845 47399 +8,1 66432 70225 +5,7
W tym:
Wydatki pierwotne 32598 34050 +4,5 51649 52009 +0,7
Spłata długów szpitali 230 434 88,7 375 450 19,9
Wydatki związane z NATO 7 5 -35,7 23 40 +73,9
Zakupy wojskowe 234 135 -42,2 1017 1500 47,5
Spłata gwarancji rządowych 94 26 -72,2 145 224 54,5
Spłata odsetek 10682 12749 +19,4 13223 16002 +21,0
Program inwestycji publicznych
Wpływy 1309 1877 +43,4 3072 3925 +27,8
Wydatki 4675 3259 -30,3 8447 7550 -10,6
Deficyt budżetowy 14813 18101 +22,2 20620 19808 -3,9

źródło: Ministerstwo Finansów Republiki Grecji

Powyższe pytanie zapewne zadają sobie wierzyciele, którzy w lipcu zgodzili się wstępnie obniżyć grecki dług. Skoro Grecja nie potrafi osiągnąć dwu celów: po pierwsze – osiągnąć pierwotną nadwyżkę budżetową, umożliwiającą spłatę, choćby w dłuższym czasie długów i – po drugie – zapewnić dynamikę gospodarki, dzięki której w perspektywie kilku lat ciężar długu wobec PKB będzie malał, to porozumienie z 21 lipca staje się nierealne.

Jeszcze w końcu sierpnia grecki minister finansów wyrażał nadzieję na rychłe sfinalizowanie umów swapowych z wierzycielami prywatnymi. Wprawdzie warunkiem powodzenia jest przystąpienie do umów 90 proc. posiadaczy obligacji, a dotychczas zgodę wyraziło 60-70 proc., ale  Venizelos oświadczył, że jest przekonany, że uda się zachęcić wystarczającą liczbę wierzycieli.

Greckie problemy budżetowe doprowadziły jednak do kolejnego przesilenia. W nocy z 1 na 2 września negocjacje z „trojką” zostały zawieszone. Najwięksi wierzyciele publiczni zażądali od greckiego rządu głębszych cięć wydatków i od tego uzależniają wypłatę kolejnej transzy pomocy w wysokości 8 mld euro. Bez tej pomocy Grecja już w październiku nie będzie w stanie spłacać swych zobowiązań, co spowoduje trudne do jednoznacznego przewidzenia konsekwencje.

Jest oczywiste, że nie będzie tego w stanie pozyskać potrzebnych środków poprzez sprzedaż kolejnej partii obligacji na rynku. Wprawdzie 20 września udało się sprzedać 182-dniowe bony o wartości 1,625 mld euro, których rentowność wyniosła 4,75 proc., ale na dłuższą metę kraj potrzebuje pieniędzy z funduszu pomocowych. A tymczasem kraje strefy euro nie są w stanie uzyskać porozumienia w tej sprawie.   Grecki kryzys był przedmiotem dyskusji podczas nieoficjalnego spotkania Ecofin we Wrocławiu. Żadne decyzje tam jednak nie zapadły. W weekend – 17 września –  ukazał się wywiad z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schaeuble w dzienniku „Bild”, w którym Schaeuble zakwestionował sens dalszego przekazywania pomocy dla Grecji, bez przyspieszenia reform.

Czy Grecja może się zreformować

O ile w lipcu wydawało się, że wierzyciele mogą spotkać się z dłużnikiem w pół drogi, to dziś jest jasne, że w tym punkcie do spotkania nie dojdzie. Albo posiadacze greckiego długu zgodzą się na większe ustępstwa, albo dojdzie do niewypłacalności. Grecja nie będzie w stanie zrealizować Średniookresowej Strategii Fiskalnej. Potrzebuje więcej czasu dla uzyskania nadwyżki pierwotnej, która jest warunkiem wstępnym rozpoczęcia spłaty długów. Nie jest zresztą wcale pewne, czy w ogóle potrafi ustabilizować swą gospodarkę, pozostając w strefie euro.

Rząd premiera Giorgosa Papandreu znajduje się pod presją związkowców i ulicznych demonstrantów oraz opozycyjnej partii Nowa Demokracja, która domaga się przyspieszonych wyborów. Sondaże pokazują, że opozycja wybory wygrałaby niewielką większością, lecz dzięki ordynacji uzyskałaby w parlamencie znaczną większość. Skądinąd to Nowa Demokracja jest odpowiedzialna za katastrofę budżetową i nie ma żadnej gwarancji, że prowadziłaby bardziej sensowną politykę gospodarczą niż obecny rząd. Opozycja krytykuje Papandreu za to, że próbuje zwiększyć podatki (między innymi podatki od nieruchomości), ale jej recepty na kryzys są niejasne.

W tej sytuacji coraz bardziej kusząca wydaje się opcja wyjścia Grecji ze strefy euro. Niezależnie od kosztów tej operacji i pogłębienia kryzysu, istniałaby możliwość ustabilizowania sytuacji, rzecz jasna na znacznie niższym poziomie PKB niż obecny. Ale ryzyko z tym związane jest tak wielkie, że obecny rząd na nie się nie decyduje. 20 września wicepremier Evangelos Venizelos określił uczestnictwo w strefie euro jako „nieodwołalną i podstawową opcję, której Grecy będą bronili ze wszelkich sił, wiedząc, jak jest ona cenna”. Zaprzeczył jakoby rząd rozważał przeprowadzenia referendum w sprawie uczestnictwa w Grecji w strefie euro.

O co gra Europa

Grecki kryzys podzielił kraje Unii Europejskiej. Słabsze kraje strefy, takie jak Włochy lub Hiszpania chciałyby, aby strefa euro emitowała wspólne euroobligacje, przy pomocy których można by finansować najbardziej zadłużonych członków strefy. Emitentem byłby European Financial Stability Facility – fundusz powołany dla pomocy Grecji. Euroobligacje mogłyby sfinansować dużą część długu greckiego, a tym samym problem zostałby zdjęty z barków tego niewielkiego kraju i kryzys w „cudowny” sposób byłby rozwiązany.

Innym sposobem może być znaczne zwiększenie zakupów obligacji Grecji (a być może także innych krajów strefy euro) przez Europejski Bank Centralny. Za tym drugim rozwiązaniem od dawna opowiada się polski minister finansów Jacek Rostowski, który przewodniczył szczytowi Ecofinu we Wrocławiu. Dla Polski byłoby to rozwiązanie bardzo korzystne z tego względu, że uspokoiłoby sytuację na rynkach finansowych i zapewne wzmocniło polską walutę. Osłabienie euro spowodowane zakupem śmieciowych obligacji przez EBC, nie miałoby dla nas większego znaczenia, gdyż płynny złoty przystosowałby się do nowej sytuacji.

Scenariusz alternatywny, czyli pogłębienie się kryzysu greckiego, spowoduje dalsze osłabienie złotego, a tym samym podniesienie poziomu polskiego długu (liczonego w złotych), który zapewne przekroczy 55 proc. PKB.

Inny jest punkt widzenia krajów, będących największymi płatnikami wspólnych funduszy unijnych, zwłaszcza Niemiec. Kanclerz Angela Merkel oświadczyła, że jej kraj jest przeciwny emisji obligacji strefy euro, które byłyby gwarantowane przez rządy, w tym głównie przez rząd niemiecki. Przeciwko takiemu rozwiązaniu jest partner koalicyjny FDP oraz duża część niemieckiej  opinii publicznej.

Pogłębienie kryzysu greckiego, a tym bardziej dramatyczne scenariusze, które mogą być jego wynikiem uderzyłyby także w gospodarkę niemiecką. Z drugiej jednak strony zgoda na dalsze finansowanie faktycznie zbankrutowanej gospodarki greckiej (a być może także innych krajów) jest politycznie bardzo trudna.

Dla  krajów nie partycypujących w akcji pomocowej (takich jak Polska) najlepszym wyjściem byłoby przerzucenie ciężaru kryzysy na podatników niemieckich, holenderskich, austriackich, czy francuskich. Z punktu widzenia płatników idealnym wyjściem byłoby obciążenie w jak największym stopniu kosztami dłużników, czyli Grecję. Oba rozwiązania są politycznie niemożliwe, a kompromis – na co wskazuje nie skonsumowane porozumienie z 21 lipca – również bardzo trudny. W tej sytuacji należy brać pod uwagę scenariusze pogłębienia kryzysu.

Dramatyczne scenariusze

Najbardziej dramatyczny scenariusz – rozpad strefy euro, Unii Europejskiej, a w przyszłości lokalne wojny w Europie – przedstawił w Parlamencie Europejskim minister Jacek Rostowski. Nie można oczywiście go wykluczać, tym bardziej, że od trzech lat sytuacja na rynkach finansowych, a także w światowej polityce zaskakuje nas negatywnie. Trzeba się też liczyć z rozszerzeniem kryzysu na inne kraje – na przykład na Włochy, którym agencja S&P obniżyła rating.

Z drugiej strony prawdopodobieństwo najgorszego scenariusza nie wydaje się wysokie. Koszty, jakie musiałby zapłacić podatnik niemiecki za dalsze ratowanie Grecji są policzalne, a koszty alternatywne (opportunity costs) trudne do oszacowania.

Jeśli w ciągu miesiąca „trojka” nie uwolni kolejnej transzy pomocy dla Grecji, a wierzyciele prywatni nie przystąpią do umowy restrukturyzacyjnej, rząd przestanie spłacać zobowiązania, co może choć nie musi uruchomić sądową procedurę upadłościową. Prywatni wierzyciele wystąpią na drogę sądową w celu zabezpieczenia swych roszczeń. Szanse na odzyskanie pieniędzy będą mieli niewielkie, gdyż pierwszeństwo będą miały rządy i fundusze międzynarodowe.

Banki muszą więc liczyć się ze stratami. W najgorszej sytuacji są banki francuskie. Niedawno agencja obniżyła rating dwu najbardziej zaangażowanych  w kredytowanie rządu greckiego banków: Credit Agricole został zdegradowany z Aa1 do Aa2, a Societe Generale z Aa2 do Aa3. BNP Paribas został wzięty pod lupę i możliwe jest także obniżenie jego ratingu. Francuskie banki mają w swym portfelu nie tylko obligacje rządu greckiego, ale też długi, zaciągane przez prywatne greckie przedsiębiorstwa i różne instytucje. Łącznie szacuje się, że jest to ponad 40 mld euro. Zaangażowanie banków niemieckich jest mniejsze i wynosi kilkanaście miliardów euro. Znacznie większe jest natomiast zaangażowanie niemieckich podatników, którzy już pożyczyli greckiemu rządowi (poprzez EBC i fundusze pomocowe) ponad 70 mld euro.

Niewypłacalność Grecji będzie oznaczała straty dla wierzycieli, ale koszty – jeśli kryzys nie rozszerzy się na inne kraje – będą ograniczone. Banki będą wymagały dokapitalizowania sumą kilkudziesięciu miliardów euro.

Groźniejszy byłby scenariusz wyschnięcia rynku pieniężnego na skutek wzajemnego braku zaufania. Byłaby to powtórka z sytuacji, jaka miała miejsce jesienią 2008 roku. Zapewne kryzys miałby łagodniejszy przebieg, gdyż nadzory bankowe i banki centralne – w tym EBC – nauczyły się radzić z tą sytuacją. Większość europejskich banków przeszła stres-testy.

Znacznie bardziej dramatyczny scenariusz polegałby na rozszerzeniu kryzysu na Hiszpanię i Włochy. Rentowność włoskich obligacji, która na początku sierpnia przekraczała 6 proc. wynosi obecnie około 5,5 proc. To oznacza ogromny ciężar dla kraju, którego dług przekracza 100 proc. PKB, ale nie jest on na razie nie do spłacenia. Trzeba się oczywiście liczyć z pogorszeniem nastrojów na rynku w przypadku bankructwa Grecji. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy doprowadziłoby to do tak poważnych kłopotów Włoch i Hiszpanii, że kraje te musiałyby prosić o pomoc międzynarodową.

Bankructwo Grecji w takiej czy innej formie jest nieuniknione. Byłoby dobrze, gdyby przebiegało w sposób planowy. To znaczy – konieczne jest zawarcie nowego kompromisu z wierzycielami. Otwarte pozostaje pytanie, czy Grecja ma szanse utrzymać się w strefie euro, czy nie. Wyjście ze strefy wiązałoby się z ogromnymi kosztami – zapewne zawieszeniem działania greckich banków, które same są wierzycielami rządu. Być może obecna pomoc dla greckiego rządu mogłaby być sensowniej wykorzystana dla odbudowy greckiego systemu bankowego.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test