Grecki kryzys wybuchnie na nowo

13.10.2013
Zdaniem premiera Antonisa Samarasa Grecja już w 2014 roku zacznie wydobywać się z recesji. To bardzo optymistyczna ocena biorąc pod uwagę, że dług publiczny sięga już prawie 180 proc. greckiego PKB. Wedle MFW Grecja potrzebować będzie dalszych funduszy by spłacać zaległe długi. Patrząc na efekty w reformowaniu gospodarki trudno uwierzyć, że kraj ten kiedykolwiek wyjdzie z kryzysu.

(CC By Aster-oid)


Najkrótszy opis „tragedii greckiej” z niezapomnianą premierą w początku drugiej dekady XXI wieku sprowadza się do pustki na rachunkach państwa, banków, firm i większości obywateli w wyniku wieloletniej nieodpowiedzialności w prowadzeniu najżywotniejszych spraw tego kraju. Nie dość, że w końcu zabrakło pieniędzy na bieżące wydatki, to wierzyciele podliczyli też w końcu niebotyczne długi.

Szczęście Grecji polega na tym, że leży w Europie i wprawdzie na peryferiach, to jednak w jej najlepszej – unijnej części. Do tej pory utrzymywanie Grecji na powierzchni kosztowało międzynarodowych „sanitariuszy” 240 mld euro – 200 miliardów z Unii Europejskiej w jej różnych postaciach i 40 miliardów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Według obowiązującego terminarza, pożyczki na specjalnych warunkach i pomoc ma przestać płynąć już całkiem niedługo. W połowie 2014 r. mija termin zakończenia programu europejskiego i do 2016 r. Grekom pomagałby tylko MFW. Od 2015 r. Grecja ma wrócić na międzynarodowe rynki finansowe i samodzielnie szukać na nich szczęścia.

Bieżące rachunki nie domykają się

Tymczasem, sprawy mają się dość marnie. Codzienne rachunki się nie domykają. Tamtejszy minister finansów Yannis Stournaras przyznał w końcu sierpnia, że kraj będzie potrzebował ok. 10 mld euro dodatkowej pomocy. MFW ocenia niedostatek bieżącego finansowania ostrożnie na 11,1 mld euro w ciągu dwóch najbliższych lat. Wsparcia mogą udzielić państwa majętne, a do zamożności przyznają się w Europie teraz wyłącznie Niemcy. Niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble dał do zrozumienia, że wsparcie w formie wydłużenia terminów spłacania greckich zobowiązań lub zmniejszenia ich oprocentowania może się pojawić, ale wykluczył jednak radykalne rozwiązania w formie darowania części długów, zwanego hair-cut, czyli postrzyżynami. Niemcy uparcie oferują Grekom wędki, zamiast gotowej ryby na talerzu, co nie podoba się w bardzo licznych i głośnych kręgach światowych ustawionych w centrum i na lewo.

Grecja i Grecy nadal tracą szanse, licząc stale bardziej na świat zewnętrzny, niż na samych siebie. Udaje im się, bo Europa czuje się za Grecję odpowiedzialna. Hellada to przecież kolebka naszej cywilizacji, a Unia chciałaby świecić światu przykładem. Europejski ból głowy to nieskuteczność dotychczasowej metody. Miarą niepowodzenia jest szacunek, że grecki dług publiczny wyniesie w 2013 roku 176 proc. tamtejszego PKB. Przypomnijmy w tym miejscu awantury nad Wisłą w sprawie przekroczenia przedziałów 55-60 proc. w relacjach długu publicznego do produktu krajowego.

W dokumentach MFW można znaleźć ogólne rozważania makroekonomiczne, że do wytrzymania jest w modelu ekonomicznym relacja w wysokości 120 proc. Taka perspektywa zarysowana jest w planach długookresowych dla Grecji, wartych wszakże jedynie tyle co papier, na których je rozpisano. Mowa w nich mianowicie o tym, że wskaźnik długu publicznego do PKB spadnie w kraju w wyniku podjętych „dalszych kroków” do 124 proc. w 2020 roku i do „znacznie” poniżej 110 proc. już w 2022 roku.

Trudno rozstać się z przywilejami

„Dalsze kroki” podjęte zostaną zapewne później, a tymczasem święte oburzenie Greków budzą kroczki jakimi próbują dreptać politycy w Atenach. Znamiennego 13 września w piątek świat obiegła sensacja, że rząd grecki podjął działania w celu zniesienia płatnego „urlopu komputerowego” w wymiarze 6 dni roboczych rocznie. Świadczenie zostało wprowadzone w 1989 r. w trosce o BHP. Obejmuje ludzi pracujących przynajmniej 5 godzin dziennie z komputerem, a więc w praktyce wszystkich urzędników. Oburzony bezczelnością rządu sekretarz generalny związku zawodowego pracowników administracji publicznej Ermolaes Kasses od razu zapowiedział, że pójdzie z tym do sądu. Przypomniał, że w Unii za każde 2 godziny spędzone przed monitorem należy się kwadrans przerwy, ale Grecy uznali swego czasu, że oczy lepiej wypoczywają gdy te kwadranse skomasować w 6 dni dodatkowego urlopu.

W opublikowanej 31 lipca przez MFW cokwartalnej ocenie spraw greckich odnotowano np. istotną rolę samozatrudnienia w tamtejszej gospodarce. Wśród prowadzących tamtejsze odpowiedniki jednoosobowych działalności gospodarczych jest z pewnością sporo biedaków, ale też tyle samo, a może nawet więcej bardzo dobrze sytuowanych adwokatów, lekarzy, inżynierów, doradców. Z danych MFW wyłania się wszakże obraz wszechogarniającej biedy w tamtejszych warstwach średnich i wyższych zarabiających na własny rachunek, bowiem z zeznań podatkowych wynika, że 75 proc. samozatrudnionych osiąga dochody poniżej progu od którego zaczyna się płacenie podatków.

Danin na wspólne gospodarstwo nie płacą swoi, to może zapłacą obcy. Gazeta Kathimerini poinformowała 23 września, że ok. 20 cudzoziemców spoza Unii Europejskiej otrzymało pięcioletnie prawo stałego pobytu w Grecji w uznaniu poczynionych przez nich inwestycji o wartości ponad 250 tys. euro każda. Tamtejszy MSZ informuje, że podań w tej sprawie złożono znacznie więcej, a pytania o szczegóły liczone są w setki. Nowi rezydenci to głównie Rosjanie i Ukraińcy, ale znalazł się też Amerykanin, Kanadyjczyk i Chińczyk.

Powszechne unikanie płacenia podatków

W październiku 2011 r. na podstawie danych ze spisu powszechnego wyszło na jaw, że tamtejszy odpowiednik ZUS wypłacał emerytury 110 tys. osób, których nie dawało się odszukać w spisach mieszkańców. Ku radości ich bliskich te duchy emeryckie otrzymały łączne świadczenia w wysokości 1,5 mld euro. W Grecji można nadal wypłacać pensje urzędnikom, choć ci przebywają w więzieniach na mocy prawomocnych wyroków, bo komu chciałoby się zajmować takimi szczegółami.

W artykule “The Crisis and Tax Evasion in Greece: What are the Distributional Implications?” opublikowanym przez monachijską grupę badawczą CESIfo, ale przygotowanym przez trójkę badaczy z Grecji oceniono, że w okresie 1999-2007 rozmiary unikania podatków w Grecji mogły tam wynieść równowartość 27,5 proc. PKB. Jeden z poprzednich ministrów finansów Evangelos Venizelos skarżył się w 2011 r., że w państwie zamieszkałym przez prawie 11 mln ludzi i legitymującym się PKB per capita w wysokości ok. 22 tys. dolarów (w Polsce według Banku Światowego w tym samym czasie 12,7 tys. dol. – obie wielkości w bieżących dolarach), znalazło się jedynie 25 tys. osób z dochodem rocznym w wysokości 100 tys. euro i więcej oraz 160 tys. osób deklarujących dochód powyżej 50 tys. euro. Takich „kwiatków” są tam dziesiątki i setki.

W poszukiwaniu przyczyn współczesnej „tragedii greckiej” warto jak najszerzej uwzględniać wnioski tamtejszych znawców problemu. Głównych przyczyn szczegółowych jest oczywiście na tuziny. Wszystkie łączą się wszakże w nieumiejętność, partykularną interesowność oraz myślenie w kategoriach jedynie bieżącego dnia w prowadzeniu spraw państwa, gospodarki i społeczeństwa.

Tryphon Kollintzas, Dimitris Papageorgiou i Vangelis Vassilatos opierają swoje wyjaśnienia na podziale Greków na outsiderów pozbawionych przywilejów i na insiderów czerpiących z nich garściami („An Explanation of the Greek Crisis: The Insiders – Outsiders Society”, maj 2012). Insiderzy to głównie członkowie sektora publicznego, pracownicy przedsiębiorstw państwowych, a także firm prywatnych współpracujących z państwem oraz ludzie mediów, szczęśliwcy wykonujący zawody zamknięte i regulowane, tudzież bardzo liczne osoby fizyczne i prawne biegłe w omijaniu podatków i danin.

Outsiderów jest znacznie więcej. Typowi przedstawiciele większości pozbawionej formalnych i nieformalnych wpływów to pracownicy firm i emeryci z sektora prywatnego nieobjętego „ochroną”, osoby wkraczające po raz pierwszy na rynek pracy, bezrobotni, imigranci, ale również eksporterzy konkurujący na rynkach międzynarodowych i firmy, które nie są w stanie unikać podatków.

Taki model stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych musi prowadzić do narastania długów i do spowalniania, albo wręcz hamowania rozwoju rozpatrywanego nie tylko w kategoriach ilościowych (PKB), ale również jakościowych, tworzących podwaliny dobrej na długo przyszłości.

Życie na tani kredyt

Zadłużenie publiczne ogółem mierzone jego udziałem w PKB wzrosło z ok. 20 proc. we wczesnych latach 70. ubiegłego stulecia do niemal 180 proc. obecnie. W tym samym przedziale czasowym wydatki państwa mierzone ich udziałem w PKB wzrosły z 24 proc. do ok. 50 proc. Im kraj bogatszy tym większy stopień redystrybucji, więc większa aktywność państwa nie powinna budzić zdziwienia, jednak w przypadku greckim odbywało się to bez pokrycia w realnych możliwościach zapewnianych przez pobór podatków. Udział całkowitych przychodów podatkowych w PKB wzrósł przez ostatnie 50 lat z ok. 20 proc. do ok 33 proc. obecnie.

Nieodpowiedzialności, rozrzutności i życiu na coraz większy kredyt sprzyjały okoliczności zewnętrzne. Na szczyt obciążenia kraju płatnościami odsetek od długu Grecja wspięła się niecałe 20 lat temu. W 1994 r. koszty obsługi zadłużenia publicznego wyniosły aż 12 proc. PKB, podczas gdy w strefie euro wskaźnik ten wynosił wówczas poniżej 6 proc. Wejście do strefy euro i przejście gospodarki globalnej do ery niskich stóp procentowych zredukowało ten ciężar w bardzo zauważalny sposób. W świetle tych i setek innych informacji przyjęcie Grecji do strefy euro było zatem ze strony Unii czynem skrajnie nieodpowiedzialnym.

Mnożenie danych i przykładów nie ma większego sensu. W kontekście przywołanej pracy można się wszakże zastanowić nad mizerią życia publicznego, którego motorem jest bardziej chęć dołączenia do grona insiderów niż dążenie do naprawy i zmiany chorej rzeczywistości. Postępy w doprowadzaniu Grecji do jako takiego użytku są bardzo mizerne, więc coraz częściej słyszeć będziemy o kolejnym, trzecim już pakiecie pomocowym dla Grecji. Postulaty w tej sprawie będą tym silniejsze, im większe stawały się będą nadzieje na wydobycie zachodu Europy z postkryzysowej stagnacji, bo jakiekolwiek ogniska zapalne psują przecież atmosferę i nastroje rynków. Po zakończonych właśnie wyborach Niemcy nie będą zapewne zanadto stanowczy. Skończy się zapewne na „zgniłym” kompromisie, który uspokoi niepokoje Unii i sumienia społeczeństw bogatych państw północy Europy, lecz utrwali w Grecji status quo i – co gorsze – status quo ante.

Gdybyśmy mieli takie pieniądze

Grecja ostatnich kilku lat przypomina w pewnym stopniu Polskę z lat 1989-91. My też mieliśmy na głowie wielkie długi, upadłą gospodarkę i zero – jak się wydawało – widoków na znośniejszą przyszłość. Zamiast pieniędzy międzynarodowych w nieprzebranych ilościach, o których się nam nawet nie śniło zaordynowaliśmy sobie niezwykle odważną transformację, dzięki której próbujemy mierzyć dziś do czołówki rozwiniętego świata.

Gdyby Polska miała otrzymać w 1989 r. pomoc porównywalną z dzisiejszymi ratunkiem dla Grecji, to uwzględniając liczbę ludności musiałoby to być ok. 3,5 razy 240 mld euro, czyli jakieś 850 mld euro, a nawet więcej. Otrzymaliśmy ogryzki (porozumienia z Klubem Londyński i Klubem Paryskim w sprawie redukcji pogierkowskich długów) i to dopiero po kilku latach usilnych zabiegów, gdy najgorsze trudności były już za nami. Ze względu na nieprzystawalność obu sytuacji porównania tego rodzaju nie mają oczywiście istotniejszej wartości poznawczej, ale mimo to warto poświęcić im chwilę refleksji, w momentach gdy nasila się w światowych mediach hurgot w sprawie tzw. greckich cierpień.

Grecji i Greków nie wolno rzecz jasna zostawiać samym sobie, ponieważ samodzielnie nie są w stanie wydobyć się z matni, a cokolwiek by nie mówić, to podstawą Unii Europejskiej jest zasada solidarności. Nie wolno też jednak dawać się wodzić za nos pod hasłami niesamowitych udręczeń jakich doznają podobno Grecy, ciągle dwa razy statystycznie bogatsi od Polaków. Grecja, podobnie zresztą jak inne państwa członkowskie, powinna stać się modelowym dla świata przykładem naprawy instytucji i mechanizmów państwa oraz dostosowania jego szczodrobliwości do zasobów w dyspozycji. Nie jest to zadanie na dekady, a na kilka lat, z których parę już niestety minęło.

Ewentualny brak zgody Greków  na kompromisowe w gruncie rzeczy wymagania tzw. Trojki jak najbardziej mieści się w głowie. Pamiętać wszakże należy, że zasadę niezależności i suwerenności należy i można kultywować ile wlezie, ale za własne pieniądze. Pomoc tak, ale w zamian za rzeczywiste, mierzalne postępy w naprawie zepsutego państwa i gospodarki. Tego powinniśmy się domagać w dyskusji, która rozgorzeje na nowo za parę miesięcy, bo w Unii i Europie krążą także nasze pieniądze, a przykład z Polski pokazuje, że można zdziałać nawet cuda, choć chciałoby się bardzo, żeby były to cuda jeszcze okazalsze.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test