Grek maluje ponury obraz europejskich elit

20.08.2017
„Świerzbiło mnie, by stanąć na dachu w Atenach i wykrzyczeć, co w prywatnych rozmowach mówili przywódcy europejskich mocarstw sprzecznego z tym, co mówili oficjalnie” - pisze były minister finansów Grecji Yanis Varoufakis w książce „Adults In The Room: My Battle With Europe’s Deep Establishment”.


„Chyba że zaadaptujecie polską strategię” – oświadczył ekonomista i wysokiej rangi pracownik Międzynarodowego Funduszu Walutowego David Lipton w czasie negocjacji z Yanisem Varoufakisem, głównym odpowiedzialnym za negocjacje Grecji z wierzycielami w szczycie kryzysu zadłużeniowego tego kraju w 2015 roku Jak pisze Varoufakis w publikacji (jej polski tytuł to „Dorośli w pokoju: moja bitwa z europejskimi elitami”), następnie Amerykanin wytłumaczył Grekowi na czym polega „polska strategia”.

Otóż na początku lat 90. XX wieku Polska prowadziła negocjacje w sprawie swojego zadłużenia z czasów PRL-u. Międzynarodowy Fundusz Walutowy chciał nam narzucić radykalny program zaciskania pasa (ang. austerity) połączony z redukcją długów, podobny jak Grecji w 2015 roku. Polacy jednak – jak opowiadał Varoufakisowi Lipton – nie zgodzili się na to i zaproponowali własny plan spłaty długu połączony z zaprojektowanymi przez naszych polityków reformami.

„To był jedyny przypadek, o którym wiem, że MFW został zmuszony do porzucenia swojego planu i zaakceptowania jako podstawy negocjacji planu zaproponowanego przez władze kraju” – oświadczył Amerykanin. Lipton spojrzał na sufit i oświadczył: „Dlaczego nie spróbujecie polskiego planu?”. „To najlepsza rada, jaką dostałem, David” – odpowiedział Varoufakis, potrząsając ręką Amerykanina na pożegnanie.

Polski wątek to jednak tylko mało znaczący fragment książki Varoufakisa. „Są dwa rodzaje polityków: insiderzy i outsiderzy. Dla outsiderów priorytetem jest wolność mówienia swojej wersji prawdy. Ceną za tę wolność jest to, że są oni ignorowani przez insiderów, którzy podejmują ważne decyzję. Insiderzy z kolei trzymają się świętej zasady: nigdy nie zwracaj się przeciwko innym insiderom i nigdy nie rozmawiaj z outsiderami o tym, co insiderzy mówią albo robią. Ich nagroda? Dostęp do cennych informacji oraz szansa (choć nie gwarancja) na to, że będziesz miał wpływ na potężnych ludzi i ich decyzje. A więc Yanis, kim z tych dwóch rodzajów polityków ty jesteś?” – zapytał Varoufakisa Larry Summers, amerykański ekonomista, były główny ekonomista Banku Światowego i sekretarz skarbu w gabinecie Billa Clintona.

„Z charakteru jestem naturalnym outsiderem, ale jestem gotowy stłumić mój charakter, jeżeli pomoże to Grecji podpisać umowę, która uwolni nasz naród z więzienia długów. Nie miej co do tego wątpliwości Larry, będę się zachowywał jak naturalny insider tak długo, jak to będzie potrzebne, by uzyskać korzystną umowę dla naszego kraju. Ale jeżeli insiderzy, z którymi mam do czynienia, nie będą chcieli uwolnić Grecji z wiecznej niewoli długów, to bez wahania ujawnię wszystko, co o nich wiem, i powrócę do bycia outsiderem, który to stan jest zgodny z moją naturą” – odpowiedział Grek.

Te cytaty przytoczone na samym początku książki pokazują, dlaczego jest ona unikatowa. Otóż Varoufakis w 2015 roku przez cztery miesiące brał udział w najważniejszych poufnych negocjacjach, które toczyły się na kontynencie. I zdradza szczegóły tych rozmów, często stawiające europejskich polityków w mało korzystnym świetle. Jak zauważył, jeszcze w czasie pełnienia swojej funkcji świerzbiło go, by stanąć na dachu jakiegoś budynku w Atenach i wykrzyczeć to, co mówili mu w prywatnych rozmowach przywódcy najważniejszych europejskich mocarstw, pokazując, że stoi to w kompletnej sprzeczności z tym, co przedstawiali w swoich oficjalnych stanowiskach.

Autor pozwala sobie przypomnieć źródła ostatniego kryzysu i cofa się aż do początków Unii Europejskiego, która rozpoczęła swoją działalność jako kartel wielkich firm z przemysłu ciężkiego. Zadaniem tego kartelu było ograniczenie konkurencji i zapewnienie rynków zbytu w peryferyjnych krajach takich jak Grecja i Włochy. W efekcie deficyty w tych krajach był odbiciem nadwyżki, którą wykazywały kraje takie jak Niemcy. Dopóki drachma (grecka waluta przed wprowadzeniem euro) mogła być dewaluowana, deficyty te były utrzymywane w ryzach. Kiedy jednak drachmę zastąpiło euro, pożyczki od niemieckich i francuskich banków doprowadziły do tego, że deficyt wystrzeliły w górę.

Kiedy jednak kryzys bankowy z 2009 roku sprawił, że Grecja przestała móc zaciągać nowe pożyczki na spłatę starych, kraj stanął na krawędzi bankructwa. Pożyczki trzech banków z Francji dla rządów Hiszpanii, Portugalii i Włoch stanowiły 34 proc. PKB Francji – 627 mld euro. Banki te pożyczyły też 102 mld euro Grecji. Jeżeli Grecja przestałaby spłacać dług, wierzyciele przestaliby także pożyczać Portugalii, Hiszpanii i Włochom. Z dnia na dzień francuskie banki stanęły wiec przed możliwością straty 19 proc. swoich aktywów, podczas gdy do tego, żeby stały się niewypłacalne, wystarczą straty w wysokości 3 proc. Francuski rząd potrzebowałby 562 mld dol., by ratować te banki, ale wchodząc do strefy euro, zrezygnował z własnego banku centralnego i otrzymanie takich pieniędzy zależało od dobrej woli władz Europejskiego Banku Centralnego. Niestety, zapowiedziały one wcześniej, że nie pozwolą na przejmowanie przez ten bank złych długów udzielonym krajom południa Europy.

W tym czasie kanclerz Niemiec Angela Merkel, która pouczała wszystkich o odpowiedzialności finansowej, otrzymała wiadomość, że niemiecki sektor bankowy potrzebuje 406 mld euro wsparcia od rządu, by pokryć straty z inwestycje w toksyczne amerykańskie instrumenty finansowe. Dostał te pieniądze, ale kilka miesięcy później niemieccy bankowcy zażądali kolejnego wsparcia. Okazało się bowiem, że pożyczyli rządom Włoch, Irlandii, Portugalii, Hiszpanii i Grecji 477 mld euro (z tego 102 mld euro Grecji). I jeżeli Grecja przestanie spłacać długi, będą potrzebowali kolejnego zastrzyku finansowego w wysokości między 340 mld euro a 406 mld euro.

Liderzy Francji i Niemiec mieli zatem do stracenia bilion euro, gdyby rząd Grecji przyznał otwarcie, że zbankrutował. Ciągle jednak musieli przekazać pieniądze swoim sektorom bankowym w taki sposób, by nie wyglądało to na oficjalne wsparcie finansowe. Jak to ujął Jean-Claude Juncker, wówczas premier Luksemburga, a potem prezydent Komisji Europejskiej: ”Kiedy robi się poważnie, musisz kłamać”. Po kilku miesiącach liderzy Francji i Niemiec znaleźli rozwiązanie. Druga fala wsparcia podatników dla ich sektorów bankowych została przedstawiona opinii publicznej jako akt solidarności z „rozrzutnymi i leniwymi Grekami”.

Grecja miała dostać pieniądze, którymi następnie spłaci długi niemieckim i francuskim bankom. Problem polegał na tym, że traktat założycielski euro zabraniał finansowania rządowego długu przez UE. Na to jednak też znaleziono sposób. Nowe pożyczki nie miały być udzielane przez UE, ale przez „międzynarodową społeczność”. W tym celu do planu włączono Międzynarodowy Fundusz Walutowy, którego ówczesny szef Dominic Strauss-Kahn planował startować w wyborach na prezydenta Francji, a więc miał silną motywację, by nie dopuścić do upadku sektora bankowego tego kraju.

By zaciemnić obraz i przekonać wszystkich, żeto nie UE przekazuje pieniądze, pakiet ratunkowy skonstruowano tak, że była to seria bilateralnych pożyczek – na przykład z Niemiec dla Grecji, z Irlandii dla Grecji, ze Słowenii dla Grecji itd. Z każdego tysiąca euro przekazanego do Aten, a następnie do francuskich i niemieckich banków Niemcy gwarantowały tylko 270 euro, Francja 200 euro, a 530 euro mniejsze i znacznie biedniejsze kraje UE.

„Niemcy i Francja zrzuciły większość rachunku za ratowanie niemieckich i francuskich banków m.in. na podatników krajów biedniejszych niż Grecja, takich jak Portugalia i Słowacja. I to oni wraz z podatnikami członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, takich jak Brazylia czy Indonezja, zostali zmuszeni do wysłania przelewu do bankierów z Paryża i Frankfurtu” – podsumowuje Varoufakis.

Książka Varoufakisa na prawdziwa skarbnica wiedzy o kulisach funkcjonowania polityki Unii Europejskiej. Jest dobrze napisana, ale długa (ma 530 stron) i może być momentami nużąca dla osób, które nie są mocno zainteresowane tematem. Mimo wszystko warto ją przeczytać. Przede wszystkim powinni ją przeczytać polscy politycy (w szczególności ci, którzy zajmują się kontaktami z władzami UE), by potrafili nas obronić, kiedy za jakiś czas władze europejskich mocarstw znowu będą szukały kozła ofiarnego, który zapłaci rachunek za ich błędy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły