Handel to wojna

08.09.2019
„Zachodnie kraje do dzisiaj używają handlu jako broni, za pomocą której wzbogacają się kosztem reszty świata” - pisze Yash Tandon w książce „Trade is War: The West's War Against the World”.


W 2007 r. doszło do nagłej i „brutalnej” zmiany polityki Unii Europejskiej wobec 76 krajów tzw. grupy ACP (ang. Africa, Caribbean and Pacific). Jak opisuje autor w publikacji, której polski tytuł to: „Handel to wojna. Wojna zachodu z resztą świata”, wszystkie te kraje były koloniami krajów europejskich i ze względu na te historyczne zaszłości miały ustalone specjalne warunki wymiany handlowej. Tymczasem w 2007 r. władze UE unieważniły wszystkie istniejące porozumienia handlowe i spróbowały narzucić krajom ACP konwencje nazywane EPA, czyli „Economic Partnership Agreements” („Europejskie Partnerstwa Współpracy”).

Te porozumienia narzucały krajom EPA nieograniczony wolny handel, likwidując wszystkie rodzaje ochrony lokalnych rynków przed napływem towarów z zagranicy. Zsumowane PKB 28 krajów UE to 18 bilionów dolarów. Tymczasem 50 z 76 krajów grupy ACP należy do najbiedniejszych na świecie.
35 proc. obywateli krajów Afryki jest stale niedożywiona. Tylko w 2014 r. 54 afrykańskie kraje musiały importować żywność o wartości 24 mld dolarów, bo nie były w stanie wyprodukować jej u siebie. Pozbawienie tych krajów możliwości nakładania własnych ceł, jest – zdaniem autora książki – redukowaniem ich statusu do wasala. A taktykę negocjacyjną Brukseli w tych negocjacjach określa mianem „szantażu”: „albo podpiszecie umowę na takich warunkach jakie podaliśmy, albo odetniemy was od pomocy, w szczególności tej z Europejskiego Funduszu Rozwoju”.

System globalnego handlu to „wojna”, gdyż bogate, zachodnie kraje, które kontrolują WTO, stawiają ultimatum krajom biednym.

Autor publikacji pochodzi z Ugandy i był jedną z osób, która uczestniczyła w tych rozmowach w imieniu państw afrykańskich. I nie tylko w tych – ma 30 lat doświadczenia w międzynarodowych negocjacjach. Te doświadczenia natchnęły go do nazwania systemu globalnego handlu mianem „wojny”. „Wojny” dlatego, że – w jego ocenie – polega on na tym, że bogate, zachodnie kraje, które kontrolują Międzynarodową Organizację Handlu (WTO), stawiają krajom biednym i średniozamożnym ultimatum.

O ile nie będą przestrzegały reguł dyktowanych przez bogate państwa, zostaną poddane sankcjom. Autor powołuje się na przykłady krajów z Afryki, ale twierdzi, że podobnie traktowane są także kraje z grupy BRICS, czyli Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Południowa Afryka. Tandon określa Międzynarodową Organizację Handlu mianem „konspiracyjnej”. A to dlatego, że decyzje podejmowane są w wąskim kręgu mocarstw i przedstawicieli kilku biedniejszych krajów wybranych przez Zachód w tzw. „zielonych pokojach”. Te decyzje są wiążące dla państw, które nie miały żadnego udziału w ich podejmowaniu.

Dlatego Tandon określa WTO mianem „organizacji niedemokratycznej”. I podaje zaskakujący fakt. Otóż w 1997 r. odkrył, że przedstawiciele prawie wszystkich afrykańskich krajów podpisali tzw. Porozumienia Urugwajskie, nie tylko nie poddając ich głosowaniu w lokalnych parlamentach, ale nawet nie czytając ich. Zdaniem autora wynika to z „naiwnego przekonania”, że byli kolonialni panowie tych krajów zrozumieli swoje błędy z przeszłości i teraz można już im zaufać, że będą postępować uczciwie i sprawiedliwie. I tego podejścia autor nie może zrozumieć. Choć podejrzewa, iż może ono pochodzić z poczucia niższości wynikającego z niższego poziomu rozwoju gospodarczego krajów Afryki.

Tandon opisuje, jak w 2004 r. Międzynarodowa Organizacja Handlu zaprosiła go do Sztokholmu na swego rodzaju sesję treningową dla przedstawicieli krajów Afryki o międzynarodowych negocjacjach handlowych. W jej trakcie autor przedstawił surową krytykę działań WTO. Uczestnicy konferencji byli zdziwieni, że ktokolwiek może w taki sposób postrzegać tę organizację. Ale autor atakuje nie tylko Unię Europejską. Dostało się także USA. W kolejnych rozdziałach opisuje kwestie amerykańskich dotacji dla produkcji bawełny w tym kraju. W ich wyniku światowe ceny bawełny są obniżone o nie mniej niż 10 proc.

To ma duże znaczenie dla gospodarek tzw. bawełnianej czwórki, czyli Beninu, Burkina Faso, Chadu i Mali. W tych krajach to przemysł produkcji bawełny jest drugim największym pracodawcą, zaraz po państwie. Daje bezpośrednio pracę 7-8 mln ludzi. Kraje „bawełnianej czwórki” złożyły skargę na postępowanie USA do WTO w 2004 r. W 2009 r. przedstawicieli WTO przyjęli w Waszyngtonie niskiej rangi urzędnicy. Wysłuchali ich zarzutów, po czym nic nie zrobili.

Na książkę „Trade is war” możemy spojrzeć z dwóch stron. Z jednej, jako oskarżeni. Jesteśmy w końcu krajem UE, choć tylko jednym z wielu i nasz wpływ na politykę całej unii jest mocno ograniczony. Z drugiej być może jako oskarżający. Bo jeszcze niedawno to my siedzieliśmy po drugiej stronie stołu w negocjacjach z UE. I można przypuszczać, że tak samo jak w przypadku krajów Afryki, bogate kraje unii chciały wynegocjować takie warunki (wejścia Polski do wspólnoty), które będą dla nich korzystne.

Książka Yasha Tandona spodobała się lewicowym działaczom na całym świecie.

Oba punkty widzenia są interesujące i dają do myślenia. Trzeba jednak także pamiętać, że „Trade is war” to nie jest obiektywna analiza, tylko punkt widzenia osoby będącej stroną w negocjacjach. Być może mającej wiele racji, ale także broniącej interesów konkretnych krajów. Jak można się było spodziewać książka o takiej tezie spodobała się lewicowym działaczom na całym świecie, o czym świadczy chociażby chwalący autora cytat Noama Chomskiego, który wydawca umieścił na okładce („Argumenty Yasha Tandona są mocne”).

Autor używa nawet nieco wyświechtanego słowa „imperializm”, które ma scharakteryzować działania zachodnich państw i zarzuca im to, że kraje takie jak Chiny, Iran czy Kuba muszą współpracować, by skutecznie bronić swoich interesów. Z książki wynika, że – zdaniem Tandona – do tych antagonizmów nie dochodziłoby, gdyby nie agresywna i dbająca tylko o własny interes polityka Unii Europejskiej i USA. Podsumowując: „Trade is war” daje inny punkt widzenia na działania Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej, niż ten do którego przywykliśmy. Warto go poznać, nawet jeżeli po przeczytaniu publikacji uznamy, że się z nim nie zgadzamy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test