Japoński biznes krytykuje, ale inwestuje

11.01.2013
Rozbudowa istniejących zakładów, wysyp nowych projektów i oziębienie relacji z Chinami dobrze wróżą nad Wisłą firmom z Japonii. A japońscy przedsiębiorcy przychylnym okiem spoglądają na Polskę. Polska jest drugim domem dla 264 japońskich firm, z których 77 nad Wisłą produkuje.

(graf. Darek Gąszczyk/CC BY-NC by musigny)


Pod względem liczby fabryk daje to Polsce czwarte miejsce w Europie (Zachodniej, Wschodniej i Południowej). Z danych JETRO, Japońskiej Organizacji Handlu Zagranicznego, wynika, że na koniec 2010 r. najwięcej firm produkcyjnych z co najmniej 10-proc. udziałem japońskiego kapitału było w Europie w Niemczech – 146, we Francji – 133 i w Czechach – 94.

Sypnęli projektami

Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ) uważa Japończyków za bardzo ważnych inwestorów. Wśród projektów obsługiwanych przez agencję przez ostatnie dziesięć lat było aż 50 japońskich (drugie miejsce, po USA). Były warte 1,8 mld euro (pierwsze miejsce).

W 2011 roku PAIIZ zakończyła sześć japońskich projektów o łącznej wartości 330 mln euroo, dzięki którym powstanie 815 miejsc pracy. Większość dotyczyła sektora motoryzacyjnego. Japońskie firmy stanowiły 11 proc. wszystkich obsłużonych przez agencję projektów i 28 proc. pod względem wartości kapitału.

Nie można dać dziś jednoznacznej odpowiedzi, czy w 2011 r. – bo za ten rok dostępne są najświeższe dane banków centralnych obu krajów – japońskie firmy zainwestowały w Polsce dodatkowy kapitał,  czy raczej go wycofały. Z danych NBP wynika, że całkowita wartość japońskich inwestycji w Polsce spadła na koniec 2011 r. do 1,067 mld euro z 1,256 mld euro na koniec 2010 r. Z kolei Bank Japonii podaje, że w 2011 r. japońskie firmy zainwestowały w Polsce 11300 mln jenów, czyli ok. 100 mln euro. Nie jest to tyle, co w 2009 r., gdy inwestycje sięgnęły aż 176,5 mln euro, ale wynik i tak jest lepszy niż w kryzysowym 2008 r., gdy – wg danych NBP – Japończycy wycofali z Polski 28,5 mln euro.

(grafiki Darek Gąszczyk)

Większość japońskich inwestycji z 2011 r. trafiła do sektora produkcyjnego: 9800 mln JPY (85,6 mln euro, przy przeliczniku 1 euro = 114,4 JPY), w tym 2300 mln JPY (20,1 mln euro) przypadło na sektor gumowy i skórzany, 3100 mln JPY (27,1 mln euro) na sektor żelaza i metali, 3700 mln JPY (32,3 mln euro) na urządzenia elektryczne, a 200 mln JPY (1,7 mln euro) na maszyny transportowe.

Bez względu na to, czy na koniec 2011 r. wartość japońskich inwestycji w Polsce spadła, jak szacuje NBP, czy wzrosła, jak ocenia Bank Japonii, to zniechęcenia u Japończyków naprawdę nie było widać.

W czerwcu 2011 r. Yamazaki Mazak, producent obrabiarek, zdecydował się otworzyć w Katowicach Centrum Technologiczne. Także w 2011 r. na budowę fabryki za 450 mln zł zdecydował się Pilkington Automotive z grupy NSG (zakład już działa). Sumika Ceramics Poland postanowiła we Wrocławiu zainwestować 200 mln zł w fabrykę filtrów cząstek stałych. W latach 2009-10 firma z tej samej grupy, Sumitomo Electric Wiring Systems, zamknęła zakłady w Rawiczu i Lesznie.

Toyota Boshoku Aishin Ai zdecydowała się zbudować zakład siedzeń do nowego modelu Toyoty Yaris. Bridgestone ogłosił zwiększenie mocy w fabryce opon w Poznaniu i otwarcie tu centrum księgowego. Meiji Yasuda zainwestowała w dwie grupy ubezpieczeniowe: Europa i Warta.

Lotte, właściciel Wedla, zapowiedział budowę dwóch fabryk w Świdnicy za 250 mln zł, ale potem firma wstrzymała się z decyzją o losie tych projektów; ma ją ogłosić w tym roku. Nad inwestycją w FSO zastanawiał się Nissan.

W 2012 r. na kolejną rozbudowę zakładów zdecydowały się Bridgestone (w Stargardzie Szczecińskim) i Sanden (jest szansa na jeszcze jeden projekt), a nowy zakład wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych dla przemysłu motoryzacyjnego wybuduje za 10,8 mln euro w Mieleckiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej TRI (Poland).

Polski prymus

2013 r. zapowiada się nieźle. Pod koniec ubiegłego roku ukazały się dwa raporty, w których japońscy inwestorzy oceniają Polskę. W obu wypadamy nieźle, choć nie zabrakło i słów krytyki. W raporcie KPMG Transaction Services przeprowadzonym we współpracy z Ambasadą Japonii, Ministerstwem Gospodarki i PAIIZ, opartym na wywiadach przeprowadzonych z 14 działającymi w Polsce japońskimi firmami, przedstawiono zestawienie problemów, z którymi borykają się japońskie firmy produkcyjne w sześciu krajach: Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Czechach, na Węgrzech i w Polsce. Aż przyjemnie popatrzeć, bo nad Wisłą dla japońskich inwestorów problemów jest najmniej.

(graf. DG/CC BY-NC musigny)

– Japońskie firmy podkreślają, że zalety prowadzenia biznesu w Polsce to wysokiej klasy siła robocza, niska przestępczość i względne bezpieczeństwo oraz strategiczna lokalizacja w Europie. Do tego dodałbym wysoki poziom japonistyki i duże zainteresowanie japońską kulturą, co w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne w prowadzeniu biznesu. Jeśli w 2013 r. ruszą bezpośrednie połączenia między Tokio a Warszawą, nasze kraje staną się jeszcze bliższe – mówi cytowany w raporcie Makoto Yamanaka, ambasador Japonii w Polsce.

Wszyscy ankietowani zainwestowaliby znowu w Polsce i polecają ją innym. Japońscy inwestorzy chwalą polskich pracowników za duże umiejętności (porównują ich zdolności do pracowników niemieckich). Podkreślają też konkurencyjne koszty pracy, choć niektórzy mają kłopot ze znalezieniem inżynierów z biegłym angielskim. Cenią chęć kształcenia się i ciągłego doskonalenia, co koresponduje z japońskim etosem pracy. Opinie na temat systemu podatkowego oraz prawnego są zróżnicowane. Wielu menedżerów chwali względnie niskie podatki i przyjazny inwestorom system podatkowy.

Do poprawy

Część atutów Polska traci jednak przez słabo rozwiniętą infrastrukturę, zwłaszcza autostrady i porty morskie w Gdańsku i Gdyni, aczkolwiek inwestorzy widzą tu ostatnio poprawę. Przedsiębiorcy często narzekają na wahania kursów. Niektórzy uważają, że Polska mogłaby zezwalać na raportowanie np. w euro.

Menedżerowie bardzo pozytywnie mówią o zainteresowaniu Polaków japońską kulturą. Niektórzy wskazują na różnice w stylu komunikacji, ale przyznają, że kontakty ułatwiają otwartość i entuzjazm polskich pracowników. Cenią jakość życia, dostępność do edukacji i rozrywki. Ale widzą dużą różnicę między standardem życia w Warszawie i mniejszymi miejscowościami.

Raport KPMG sporo uwagi poświęca słabej promocji gospodarczej Polski. Przedsiębiorcy radzą, by Polska wyróżniła się od innych krajów Europy wychodząc ze specjalnymi propozycjami skierowanymi do obywateli i przedsiębiorców japońskich. Proponują też akcję promocyjną w Japonii polegającą na wydarzeniach kulturalnych, jak festiwal szopenowski czy prezentację ofert inwestycyjnych np. dotyczących budowy elektrowni atomowej czy sieci szybkiej kolei.

– Informacje o prowadzeniu biznesu w Polsce nie są łatwo dostępne. Niewiele osób wie, że Facebook otworzył oddział na Europę Środkową i Wschodnią w Warszawie, że sektor BPO gwałtowne rośnie i zatrudnia 40 proc. wszystkich pracowników z regionu Europy Środkowej i Wschodniej, albo że istnieje polska firma produkująca znane na całym świecie gry komputerowe – wymienia Makoto Yamanaka.

Co się liczy

Z podobnego raportu przeprowadzonego przez Związek Pracodawców Shokokai, JETRO i Ambasadę Japonii wynika, że dla japońskich inwestorów najbardziej liczą się w Polsce koszty pracy, duży rynek i bliskość zarówno rynków Europy Zachodniej, jak i Wschodniej.

(graf. DG)

Z odpowiedzi udzielonych przez 54 firmy wynika, że japońscy inwestorzy są zadowoleni z polskich pracowników. W skali od 1 do 5 (1 oznacza niezadowalający, 2 raczej niezadowalający, 3 ani taki, ani taki, 4 w miarę zadowalający, a 5 – zadowalający) ponad połowa pozytywnie wyraża się o polskich menedżerach oraz pracownikach fizycznych, a prawie połowa dobrze mówi o inżynierach i specjalistach. Wielu ankietowanych uważa polskich pracowników za kompetentnych, odpowiedzialnych i rzetelnych. Martwią się rosnącymi trudnościami ze znalezieniem menedżerów, inżynierów i specjalistów, zbyt szybko rosnącymi pensjami w porównaniu z innymi krajami Europy, nadmiernym wykorzystywaniem zwolnień lekarskich i nieelastycznym systemem prawa pracy.

(graf. DG)

Gorszą ocenę dostały administracja publiczna i system podatkowy, czyli te dziedziny, które zawsze są przez inwestorów krytykowane. Z naszych władz zadowolonych jest 20 proc. japońskich inwestorów, ale i tyle samo jest niezadowolonych. Proponują m.in. uproszczenie procedur, możliwość komunikowania się z urzędami po angielsku, poprawę wsparcia dla obecnych, nie tylko potencjalnych inwestorów.

W przypadku podatków jeden na czterech ankietowanych jest niezadowolony. Trudności z podatkami powodują skomplikowane i nieprzejrzyste przepisy, częste zmiany, przedłużające się inspekcje czy system niespójny ze standardami UE. Według japońskich firm trzeba zmienić okres zwrotu VAT. Przedsiębiorcy korzystający ze zwolnień podatkowych w specjalnych strefach ekonomicznych twierdzą, że ulgi zależą od lokalnych władz i różnią się nawet w przypadku firm działających w tej samej strefie.

(graf. Darek Gąszczyk)

Japońskie firmy dają mocną trójkę za jakość i dostępność energii, gazu i wody, ale nie podoba im się w Polsce transport publiczny czy opieka medyczna. Zadowolone są natomiast z poziomu bezpieczeństwa.

(DG)

Odwrót z Chin

Przychylne oceny dla Polski powinny pomóc w ściągnięciu japońskich inwestycji.

Po serii antyjapońskich demonstracjach w Chinach ( związku z japońsko-chińskim sporem o wyspy Senkaku) jedna czwarta z 267 firm z Kraju Kwitnącej Wiśni, które wzięły udział w ankiecie agencji Reutersa w październiku 2012 roku, zapowiedziała, że przemyśli plany inwestycyjne lub rozważy przeniesienie produkcji gdzie indziej. W Chinach zainwestowało ponad 20 tys. japońskich firm. W 2011 r. ich inwestycje wzrosły o 74 proc. do 12,6 mld dol., a Japonia była największym zagranicznym inwestorem w Chinach.

Polska naturalnie nie jest krajem pierwszego wyboru. Japońscy inwestorzy myślą o przenoszeniu produkcji z Chin do krajów południowo-wschodniej Azji, w tym Birmy (koszty pracy stanowią 1/5 stawek w Chinach), Malezji czy na Filipiny. Wśród niezadowolonych z chińskich inwestycji pojawiają się jednak już znane w Polsce firmy.

– Nasz zarząd zastanawiał się, czy w przyszłości przenieść produkcję z Chin, potem protesty przyspieszyły plany wyprowadzki – powiedział cytowany przez agencję Bloomberg Masayoshi Matsumoto, prezes Sumitomo Electric.

Ponieważ chińscy kierowcy wprowadzili bojkot japońskich aut, prognozę sprzedaży w tym kraju – i plany inwestycyjne – obciął m.in. Nissan.

– Będziemy ostrożni z przyszłymi inwestycjami w Chinach – przyznał w tym samym artykule Toshiyuki Shiga, dyrektor zarządzający Nissana.

(graf. DG/ CC BY-NC musigny)

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test