Kto jedzenie marnuje, ten świat rujnuje

16.10.2018
Im więcej żywności wytwarzamy, tym więcej jej marnotrawimy. Straty w świecie sięgają już setek miliardów dolarów rocznie. Wyrzucane jedzenie szkodzi też środowisku.

Według FAO w świecie marnuje się rocznie ok. 1,6 mld ton żywności wartej ok. 750 mld dolarów (John Schilling, CC BY-NC-ND)


Ten film wstrząsnął Amerykanami.

Bohaterka dokumentu Granta Baldiwna „Just eat it – A food waste story” – pracownica pewnej firmy cateringowej – postanowiła z mężem przeprowadzić doświadczenie. Przez pół roku nie kupowali jedzenia i żywili się wyłącznie wyrobami, które zwykle trafiłyby albo już trafiły na śmietnik. Wynik eksperymentu poruszył społeczeństwo, w którym ok. 70 proc. osób jest uznawanych za otyłych (co kosztuje ok. 150 mld dol. rocznie dodatkowych wydatków na leczenie), a jednocześnie ok. 15 proc. doświadcza głodu z przyczyn finansowych. Film pokazał bowiem proces marnotrawstwa żywności na ogromną skalę zarówno na farmach produkujących żywność, jak i w gospodarstwach domowych.

Większość utylizowana

Nie tylko w USA co roku wyrzuca się do kosza wyroby spożywcze warte miliardy dolarów. Zgodnie z danymi Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) w świecie marnuje się rocznie ok. 1,6 mld ton żywności wartej ok. 750 mld dolarów (na Unię Europejską przypada ponad 140 mld euro strat). Codziennie marnotrawi się 35-40 proc. wytwarzanego pożywienia, a jednocześnie na uprawy rolne zużywa 71 proc. zużycia wody.

Walka z otyłością sprawą wagi państwowej

Za 60 proc. tych strat odpowiadają Stany Zjednoczone i Europę.

Dane statystyczne mogą budzić grozę, zwłaszcza że kiedy mówi się o wpływie produkcji żywności na gospodarkę, z reguły dotyczy to bezpieczeństwa żywności i żywienia czy kosztów związanych z rosnącą otyłością. A ostatnio – z koniecznością zwiększania wydajności rolnictwa w związku z rosnącą liczbą ludności. Problem dostępu do żywności to jedno z największych współczesnych wyzwań. Postępy w ograniczaniu głodu i ubóstwa są znaczące, a zyski w zakresie wydajności i postępu technologicznego przyczyniły się do bardziej efektywnego wykorzystania zasobów i poprawy bezpieczeństwa żywności. Jednak wciąż ponad 2 miliardy ludzi na całym świecie w dalszym ciągu cierpią z powodu niedożywienia, z czego prawie 800 milionów z powodu głodu.

W Polsce mieszka ok. 2,5 mln osób o dochodach poniżej poziomu egzystencji. Jednocześnie Polacy do kosza wyrzucają ok. 30 proc. zakupów żywnościowych. Indywidualni konsumenci odpowiadają za 22 proc. marnotrawstwa. Tylko niewielka część wyrobów spożywczych, które nie zostały wykorzystane, trafia do potrzebujących. Z raportu FUSIONS zleconego przez Komisję Europejską wynika, że co najwyżej 0,5 proc. jest dystrybuowane przez wspomagające ubogich banki żywności. Do ich polskich placówek żywność trafia więc głównie z Agencji Rynku Rolnego (w 2015 r. trafiło do nich łącznie ponad 92,6 tys. ton żywności, z czego 90 proc. stanowi żywność współfinansowana ze środków unijnych). Równocześnie, w całej Unii co roku niemal 6 proc. żywności przetwarza się na pasze dla zwierząt, a zdecydowana większość jest po prostu utylizowana.

Miliony ton gazów

Świadomość, że na świecie marnuje się co roku aż jedna trzecia całej produkcji żywności (w Europie – ok. 89 mln ton, czyli połowa tego, co faktycznie zjadają Europejczycy), przygnębia. Oznacza bowiem, że im więcej jedzenia wytwarzamy, tym większe powodujemy straty.

Żywność marnuje się na każdym etapie łańcucha dostaw – od wytwarzania i przetwórstwa (u rolników, hodowców czy w zakładach przetwórczych) poprzez dystrybucję (hurtową i detaliczną) po konsumpcję w domach. Ogromna ilość produktów spożywczych marnuje się podczas transportu i przechowywania. To dotyczy przeważnie krajów słabiej rozwiniętych, gdzie zanim produkty dotrą od rolnika do konsumenta, zepsuciu ulega 50-70 proc. produkcji. Bo brakuje przechowalni, chłodni, nie ma przetwórstwa. Jak wynika z najnowszego Światowego Indeksu Bezpieczeństwa Żywnościowego, opracowywanego przez Economist Intelligence Unit, w ten sposób najwięcej jedzenia (niemal 19 proc.) marnuje się w ogarniętej głodem Ghanie czy Malawi. Według FAO w krajach biednych marnotrawstwo na etapie produkcji wynika z niskiej wydajności rolnictwa i hodowli, ograniczonych możliwości przechowywania i braku infrastruktury do transportu. Im bogatszy kraj, tym większy odsetek przypada na dalsze etapy łańcucha dostaw. W najbogatszych krajach ponad 50 proc. jedzenia marnuje się w domach.

Dane dotyczące zjawiska są szacunkowe, ponieważ brakuje wspólnej jego definicji i metodologii pomiarów. Wiadomo jednak, że marnotrawstwo – oprócz strat dla producentów czy dystrybutorów – niesie również bardzo negatywne skutki dla środowiska. To przede wszystkim straty energii zużytej w procesie produkcji żywności i emisja gazów w trakcie jej utylizacji. Komisja Europejska w 2010 r. wydała raport, z którego wynikało, że utylizowana żywność przyczyniła się w ciągu roku do emisji 170 mln ton dwutlenku węgla. Marnowanie żywności to również zmarnowana woda zużyta przy jej produkcji przez rolników i hodowców.

Rośnie apetyt na mięso

Negatywne skutki marnotrawstwa dotyczą szczególnie mięsa. Dlaczego? Z opublikowanego niedawno raportu organizacji CIWF (Compassion in World Farming) każdego roku hodowanych jest na potrzeby żywnościowe około 70 miliardów zwierząt (nie uwzględniając ryb). W Europie ponad 80 proc. zwierząt pochodzi z hodowli, której celem jest takie genetyczne dobieranie osobników, aby jak najbardziej podnieść ich wydajność. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa określiła wzmożoną hodowlę zwierząt jako „jeden z decydujących czynników powodujących obecnie najpoważniejsze problemy środowiskowe, zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej”.

Masowa hodowla zwierząt stanowi bowiem główne źródło metanu (37 proc. światowej produkcji) i podtlenku azotu (65 proc.). Gazy te powstają z procesu trawienia zwierząt, z odchodów i pestycydów, a także wskutek wycinania lasów pod uprawę roślin przeznaczonych na pasze. Uwalnia to gazy zmagazynowane wcześniej w glebie i roślinności oraz przyczynia się do erozji. Na potrzeby masowej hodowli, z powodu produkcji pasz, zużywa się dwa razy więcej energii, niż byłoby to potrzebne w odniesieniu do tradycyjnych sposobów hodowli. Wzmożona hodowla zwierząt wiąże się również z olbrzymią ilością odchodów. W tradycyjnym chowie mogłyby one zostać wykorzystane jako naturalny nawóz, jednak na fermach przemysłowych ilość ta jest zbyt duża. Stwarza to zagrożenie dla środowiska i wód gruntowych. Niektóre duże gospodarstwa wytwarzają więcej odchodów, niż mieszkańcy sporego miasta. Co więcej, zwierzęta, które kiedyś żywiły się tym, co dla człowieka niejadalne (trawą, odpadkami kuchennymi) i przetwarzały na żywność (mleko, jajka, mięso), dziś stają się dla człowieka „konkurencją” – zjadają wysokobiałkową soję, ryby, z których wytwarza się dodawaną do pasz mączkę (nie mówiąc już o tym, że są faszerowane antybiotykami, które dostają się wraz z mięsem do organizmu człowieka), by dać mięso o większej objętości, ale o wartości odżywczej kilkakrotnie niższej od zwierząt hodowanych w sposób tradycyjny.

Tymczasem na świecie rośnie apetyt na mięso. Jego średnie globalne spożycie na początku lat 60. XX wieku wynosiło ok. 23 kg na osobę rocznie, a obecnie jest to ponad 44 kg. W krajach UE średnie spożycie mięsa to już ok. ponad 80 kg rocznie na osobę, a w USA – ponad 120 kilogramów. Polacy pięćdziesiąt lat temu jedli około 46 kilogramów mięsa, dziś spożywają 86 kg, a więc niemal dwa razy więcej.

To właśnie mięso, a zwłaszcza wędliny, oprócz chleba najczęściej wyrzuca się u nas na śmietnik.

Technologia w służbie gospodarności

Jak twierdzi Adam Anders z funduszu Anterra Capital, który inwestuje w technologie żywności i rozwiązania dla rolnictwa, aby zmniejszyć marnotrawstwo, a jednocześnie zwiększyć wydajność rolnictwa potrzebujemy nowych technologii. Od prostych rozwiązań związanych z prognozą pogody dostępnych na smartfonach w krajach rozwijających się po analizę big data dla rolnictwa w krajach rozwiniętych. Anders przekonuje, że chodzi o jakościową zmianę w rolnictwie, które dotąd opierało się na intuicji rolników z jednej strony, oraz na wykorzystywaniu niszczących środowisko naturalne pestycydów z drugiej. Jak tłumaczy, dziś otrzymujemy plony tylko z 60 proc. upraw. Resztę tracimy w wyniku ich niedostosowania do zmian pogodowych, zmiennych warunków glebowych itp.

Innowacje technologiczne mają się również przyczynić do zmniejszenia innych skutków marnowania jedzenia, jak nadmierne zużycie energii i wody. Rozwiązaniem jest syntetyczna produkcja żywności – twierdzi Perumal Gandhi, założyciel firmy, która opracowała proces syntetycznej produkcji mleka niezawierającego laktozy i cholesterolu. Inne, bardziej pragmatyczne na razie rozwiązania oferuje m.in. polska firma projektująca oprogramowanie Future Processing. Wykonała ona zadanie dla FareShare, organizacji z Wielkiej Brytanii, która zajmuje się redystrybucją artykułów spożywczych. Gliwicka spółka stworzyła układ do zarządzania zaopatrzeniem i łańcuchem dostaw w magazynach FareShare. Rozwiązanie zostało zaprojektowane w taki sposób, aby jak najbardziej oszczędzać czas pracy i zwiększać wykorzystanie magazynów, a tym samym zmniejszać straty świeżej żywności.

Przede wszystkim umiar

Jak podsumowuje w raporcie „Zgubione kalorie” Polityka Insight, o ile poszczególne kraje podejmują pewne działania (choćby edukacyjne) na rzecz minimalizowania marnotrawstwa żywności, o tyle na poziomie unijnym nie powstały dotychczas żadne wiążące akty prawne, zmuszające np. supermarkety do oddawania żywności bliskiej przeterminowania. W 2014 r. w Komisji Europejskiej powołano grupę roboczą, a w 2016 r. Europejską Platformę ds. Strat Żywności i Marnowania Żywności. W 2017 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaapelował o redukcję skali marnotrawstwa o 30 proc. do 2025 i o 50 proc. do 2030 roku i zobowiązał Komisję Europejską do przyjęcia do 2020 r. prawnie wiążących wytycznych dotyczących marnowania żywności. W rezolucji jest też wezwanie do jednoznacznego zwolnienia z VAT żywności przekazywanej na cele charytatywne. Przeciwdziałanie marnotrawstwu jest obecnie częścią pakietu na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym. Zgodnie z jego kluczową dyrektywą nowelizującą przepisy o gospodarowaniu odpadami, państwa członkowskie powinny wprowadzić zachęty do przekazywania niesprzedanej żywności organizacjom charytatywnym.

To właśnie mięso, a zwłaszcza wędliny, oprócz chleba najczęściej wyrzuca się u nas na śmietnik.

Polska w 2013 r. wprowadziła zwolnienie z VAT darowizn żywności dokonywanych przez jej dystrybutorów i producentów oraz możliwość wliczenia jej wartości w koszty. Jednak takie same możliwości daje utylizacja żywności, łatwiejsza niż jej przekazywanie potrzebującym.

Polski parlament pracuje obecnie nad projektem ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Z inicjatywą legislacyjną wyszedł Senat, a obecnie dokument jest przedmiotem prac Sejmu. Projekt przewiduje wprowadzenie prawnych definicji takich pojęć jak: „marnowanie żywności”, „żywność na cele społeczne” czy „sprzedawca żywności”. Ponadto – jeśli ustawa zostanie przyjęta – sprzedawcy żywności w placówkach o powierzchni sprzedaży powyżej 250 m kw. będą musieli zawierać z organizacjami pozarządowymi umowy o nieodpłatnym przekazywaniu żywności na cele społeczne. Gdyby taka umowa nie została zawarta, na sprzedawca mógłby zostać ukarany.

Jak jednak podaje Eurostat, duże sklepy i hurtownie odpowiadają jedynie za 5 proc. marnowanej żywności. Prawo nie reguluje też w żaden sposób wykorzystania produktów, dla których minęła już data minimalnej trwałości.

Ani przepisy, ani innowacje technologiczne nie zastąpią jednak umiaru i zdrowego rozsądku konsumentów. Jeśli przestaniemy kupować bez opamiętania i wyrzucać wciąż zdatną do spożycia żywność, koszty marnotrawstwa, przynajmniej w Europie, zmniejszą się o połowę.

16 października przypada Światowy Dzień Żywności, którego obchody w tym roku przebiegają pod hasłem „Marnując żywność, marnujesz planetę”. 

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test