Kto ma wiedzę będzie bogaty i sfrustruje sąsiada

11.04.2011
Globalna gospodarka rozwija się szybko, ale coraz częściej dochodzi do transferu części dochodu z krajów rozwiniętych na rynki wschodzące. To zaś prowadzi do wyższego bezrobocia i większych różnic społecznych na Zachodzie. Kryzys stanowił tu punkt przełomowy. Taką tezę rozwija m.in. noblista Michael Spence.

Wzrost gospodarczy po kryzysie przyspiesza, ale bezrobocie, które prowadzi do rozwarstwienia społecznego pozostaje relatywnie wysokie. (CC BY-NC-SA kargig)


Aleksander nigdy nie był naukowym prymusem, ale posiada kilka miękkich zdolności, które czynią go dobrym menedżerem. Pracuje w reklamie i zarabia trzykrotność średniej krajowej. Roman ukończył dwa fakultety, ale nie dały mu one konkretnych umiejętności, zarabia więc niecałe dwie trzecie średniej krajowej i jest sfrustrowany brakiem perspektyw na rynku pracy. Może należeć do grupy młodych bezrobotnych lub słabozarabiających, których „Gazeta Wyborcza“ określiła niedawno w głośnym artykule mianem straconego pokolenia.

Te dwie historie pokazują problem, z jakim już zaczyna się mierzyć Zachód, w tym Polska, choć nasz kraj – wbrew pozorom – może to dotykać w nieco mniejszym stopniu. Chodzi o rosnące nierówności społeczne, wywołane polepszającymi się perspektywami dla ludzi o wysokich predyspozycjach umysłowych i zawężającymi się perspektywami dla wszystkich innych, „przeciętnych“ obywateli.

Zachodnia gospodarka w coraz większym stopniu będzie opierała się na wiedzy, technologiach i usługach o wysokiej wartości dodanej, co daje ogromne możliwości rozwoju ludziom o wysokich kwalifikacjach, ale jednocześnie zawęża szanse awansu wszystkich pozostałych. Prostsze prace jeszcze przez długie lata będą absorbowane przez rynki wschodzące. Nierówności w skali globalnej z tego powodu maleją, ale w poszczególnych krajach Zachodu mogą rosnąć.

Noblista Michael Spence poświęcił tej kwestii swoją ostatnią publikację i kilka wystąpień. Pokazuje on na przykładzie Stanów Zjednoczonych, że przez ostatnie 20 lat utrata miejsc pracy wywołana przenoszeniem produkcji do krajów o niskich kosztach była z nawiązką rekompensowana przez przyrost miejsc pracy w sektorze usług. Od 1990 r. na 27 mln miejsc pracy, które przybyły w USA, ponad 90 proc. przypada na tzw. sektor non-tradables (głównie usługi). Ale ten trend, zdaniem Spence’a, odwróci się – sektor usług straci możliwości absorpcji siły roboczej, a jeżeli ktoś na tym będzie tracił, to ci najsłabiej uzdolnieni i wykształceni.

Ekonomista twierdzi, że kryzys finansowy był tu punktem przełomowym. Zachód już widzi, że wzrost gospodarczy po kryzysie przyspiesza, ale bezrobocie pozostaje relatywnie wysokie. To jedno z największych wyzwań politycznych dla krajów rozwiniętych.

Stary problem, nowe wyzwanie

Problem nierówności nie jest – bynajmniej – nowy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Wiele badań wskazuje na trwający od lat 70. XX wieku trend powiększania się różnicy między najbogatszymi, a najuboższymi obywatelami. Chodzi głównie o ucieczkę najzamożniejszych w górę drabiny zarobkowej. Analiza Thomasa Piketty z Paris School of Economics i Emmanuela Saeza z Uniwersytetu Berkeley wskazuje, że od 1970 do 2008 r.10 proc. najlepiej zarabiających Amerykanów zwiększyło swój udział w ogólnym dochodzie z 31 do 45 proc. Oznacza to, że niemal połowa dochodu z pracy w USA przypada na 10 proc. najbogatszych osób. Co ciekawe, odpowiadają za to głównie zmiany na samym szczycie, czyli wśród 0,5 proc. najzamożniejszych obywateli. Oni zwiększyli swój udział niemal trzykrotnie.

Rys 1: Udział dochodów 10 proc. najzamożniejszych obywateli w dochodach z pracy w USA, w procentach. Na kolorowo zaznaczone są kolejne percentyle, np. 99.9-100 oznacza udział dochodów 0,1 proc. najzamożniejszych obywateli. Na rysunku widać, że udział dochodów najbogatszych Amerykanów zwiększa się, a odpowiadają za to zmiany na samym szczycie, wśród 0,5 proc. najzamożniejszych obywateli. Źródło danych: Piketty, Saez (2008).

Dane z innych krajów również wskazują na rosnące nierówności społeczne. Wskaźnik Gini, który obrazuje poziom nierówności [przyjmuje wartość od 0 do 1] w ostatnich 20 latach wzrósł niemal we wszystkich państwach rozwniętych, choć wzrost nie był znaczący.

Istnieje kilka interpretacji, dlaczego w ostatnich dekadach w krajach rozwiniętych rosły nierówności społeczne.

Po pierwsze, może być to wynik słabnącej siły związków zawodowych, połączonej z liberalizacją przepływów towarów i kapitału. W okresie globalizacji siła przetargowa pracowników w negocjacjach z pracodawcami niewątpliwie spadła, co mogło przełożyć się na spowolnienie wzrostu ich płac realnych.

Po drugie, rozwój technologii sprawił, że większa część dochodu jest wypracowywana przez ludzi z wyższym wykształceniem. Rola menedżerów, specjalistów, analityków itp. wzrosła w ostatnich kilku dekadach.

Po trzecie, wieloletnia hossa na giełdach sprawiła, że akcjonariusze spółek otrzymywali coraz wyższe dywidendy, a prezesi – dochody z opcji.

Wśród ekonomistów od lat trwa spór, który z owych czynników ma kluczowe znaczenie. Każdy z nich zapewne odgrywa pewną rolę, choć zdecydowanie najwięcej argumentów przemawia za rosnącą rolą edukacji w wynagrodzeniach. Pozostałe dwa czynniki mogły mieć pewne znaczenie w określonych przedziałach czasowych – na przykład słabnąca rola związków zawodowych mogła wpływać na zwiększenie nierówności społecznych w latach 80., a giełdowa hossa w latach 2000.

Skoro zatem problem nierówności narasta od 30 lat, co może się zmienić i co nowego zaobserwował Michael Spence? Można powiedzieć, że istnieje ryzyko, iż stary problem nabierze nowego wymiaru i nowej dynamiki.

Rosnąca nierówność będzie nie tylko efektem bogacenia się najbogatszych, ale coraz wyraźniej będzie przenosiła się na nieco niższe szczeble drabiny zarobkowej – dotyczyć będzie nie 1 proc. najzamożniejszych, ale już nawet 30 lub nawet 40 proc. najlepiej zarabiających. A to może mieć jeszcze większe konsekwencje polityczne niż dotychczas. Jeżeli ludzie będą widzieli, że bogacą się nie tyle mieszkańcy najlepszej dzielnicy, ale również ich lepiej wykształceni sąsiedzi, tęsknota za silniejszą rolą redystrybucyjną państwa będzie narastała.

Ponadto, problem narastających nierówności może być w coraz mniejszym stopniu łagodzony przez szybki wzrost gospodarczy i niskie bezrobocie. Ostatni kryzys finansowy spowodował gwałtowny wzrost bezrobocia w USA i Europie (z wyjątkiem np. Niemiec), a najbliższe lata niekoniecznie muszą przynieść poprawę sytuacji na rynku pracy. Analitycy amerykańskiego banku centralnego (Fed) oceniają, że powrót bezrobocia do poziomów widzianych przed kryzysem może zająć nawet pięć lat. Spence twierdzi, że bez odpowiedniej polityki gospodarczej, w ogóle może się to nie udać.

Wyzwanie cywilizacyjne

Jeżeli wzrost dochodu w tzw. rynkach wschodzących będzie związany z silniejszym transferem dochodów z krajów rozwiniętych, rosnące napięcia polityczne są niemal gwarantowane. Protesty tzw. alterglobalistów w Seatlle w 1999 r. czy Genui w 2001 r. mogły być tylko wstępem do konfliktów, które czekają rozwinięty świat w najbliższych latach i dekadach.

Nie chodzi zresztą tylko o wymiar czysto polityczny problemu. Już tylko najbardziej zagorzali ideolodzy mogą podtrzymywać zdanie, że nierówność niesie ze sobą głównie pozytywne efekty (np. większą mobilizację do pracy). Wielu autorów, nawet liberalnych – jak Raghuram Rajan z Uniwersytetu Chicago – ostrzega, że duże nierówności mają negatywne konsekwencje makroekonomiczne. Mogą prowadzić np. do nadmiernego zadłużenia gospodarstw domowych, jeżeli politycy chcą ułatwić mniej zamożnym obywatelom dostęp do kredytów.

Michael Spence ostrzega, że Zachód musi uważać, aby wzrost niechęci do globalizacji nie prowadził do wzrostu tendencji protekcjonistycznych. To rykoszetem uderzyłoby we wszystkich – zamożniejszych i biedniejszych. Z drugiej strony, dość jasne staje się, że rynek potrzebuje wsparcia ze strony państwa w radzeniu sobie z rosnącymi nierównościami. Spence wymienia kilka obszarów, w których państwo powinno wykazać swoją aktywność. Wprawdzie pisze o Stanach Zjednoczonych, jednak jego recepty można odnieść również do niektórych innych krajów. Oto one:

–         rozwój edukacji;

–         wyższe nakłady na badania i nowe technologie w sektorze przemysłowym;

–         rozwój projektów infrastrukturalnych w oparciu o partnerstwo publiczno-prywatne;

–         polityka podatkowa wspierająca inwestycje w kapitał ludzki.

To dość standardowa lista priorytetów. Ale w najbliższych latach, ze względu na problemy fiskalne, będzie ją trudno wprowadzić w życie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test