Kupowanie paliwa jądrowego jest znów w modzie

04.02.2019
Ograniczenia w produkcji uranu po katastrofie nuklearnej w Fukushimie podniosły ceny tego surowca. Wraz ze wzrostem światowego zapotrzebowania na energię jądrową tendencja wzrostowa cen uranu powinna utrzymać się w dłuższej perspektywie.


W grudniu 2018 r. działający w Nowym Jorku fundusz hedgingowy McIntyre Partnerships, zwykle kupujący akcje i papiery dłużne, ogłosił swoim inwestorom, że dokona zakupu surowca: uranu. Jak powiedział założyciel funduszu Chris McIntyre, ta „drobna anomalia” uzasadniona była imponującym wzrostem cen tego metalu. W wyniku przeprowadzonej z opóźnieniem redukcji podaży, w ub.r. cena uranu na rynku spot istotnie wzrosła, osiągając poziom bliski dwuletniemu maksimum.

Uran popadł w niełaskę po katastrofie nuklearnej w Fukushimie w 2011 roku, w której wyniku zamknięte zostały elektrownie w Japonii i Niemczech oraz spowolniona została budowa nowych elektrowni w innych miejscach. (Uran, lub wytwarzany z niego pluton, jest podstawowym paliwem jądrowym). Według firmy konsultingowej UxC, pomimo niedawnego wzrostu, cena tego metalu jest wciąż niższa od szczytowego poziomu z 2011 roku.

Producentom uranu sporo czasu zajęło ograniczenie podaży w odpowiedzi na spadek cen. Większość sprzedaży prowadzona była na postawie długoterminowych kontraktów zawartych przed 2011 rokiem, więc cena spot nie miała dla nich większego znaczenia. Teraz jednak umowy te zaczynają wygasać. Niewiele z nich obowiązywać będzie po roku 2020. Jak mówi dyrektor jednej z największych firm wydobywczych, producenci „w końcu zaczynają wykazywać odrobinę odpowiedzialności”.

W grudniu 2018 r. największy producent, Kazatomprom, zobowiązał się do obniżenia produkcji o 20 proc. Jego kanadyjski konkurent Cameco ogłosił następnie, że czasowo zamknie największą na świecie kopalnię uranu w Saskatchewan, ograniczając globalną podaż o 11 proc. Firma kupuje obecnie surowiec na rynku spot, aby wypełnić wcześniejsze kontrakty. Natomiast australijska firma Paladin Energy splajtowała. Tymczasem konsumpcja powoli rośnie: w ub.r. globalna produkcja energii atomowej wreszcie wróciła do poziomu sprzed katastrofy w Fukushimie. Podaż i popyt ponownie są blisko równowagi.

Ceny są również wzmacniane przez wehikuły inwestycyjne, realizujące strategię „kup i trzymaj” (buy-and-hold), takie jak Uranium Trading z Nowego Jorku i Yellow Cake z Londynu, które skupują znaczne ilości surowca. Wartość początkowych zapasów firmy Yellow Cake, która zaczęła być notowana na giełdzie pięć miesięcy temu, wzrosła o ponad jedną trzecią. Na rynek powracają również fundusze hedgingowe. Ogólnie rzecz biorąc, do końca 2018 r. fundusze odpowiadały za 16 proc. transakcji na rynku spot. Scott Melbye z amerykańskiej firmy Uranium Energy stwierdził, że fundusze „dolewają oliwy do ognia”.

Fundusze hedgingowe są kapryśne. W 2007 roku ich wejście na rynek doprowadziło do wzrostu cen uranu do 136 dol. za funt – mówi Jonathan Hinze z UxC. Ich odwrót po kryzysie finansowym przyczynił się do załamania cen tego surowca.

Jednak tendencja długoterminowa wydaje się jasna. Oczekuje się, że globalny popyt na uran wzrośnie do 2035 roku o 44 proc. Chiny mają w budowie 19 reaktorów jądrowych i planują budowę 41 kolejnych. Indie budują obecnie 6 reaktorów i rozważają budowę kolejnych 15. Arabia Saudyjska chce wybrać wykonawców do pierwszych dwóch projektów. Swoje programy ogłosiły także Egipt, Jordania, Turcja i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Wszystko to oznacza, że potrzebne będą nowe kopalnie. Jeśli mają one być opłacalne, cena na rynku spot musi ostatecznie wzrosnąć do 50-60 dol. – uważa Andre Liebenberg, szef firmy Yellow Cake.

Wyższa cena uranu nie stanowi zbyt dużego zmartwienia dla klientów. W elektrowniach jądrowych paliwo ma znacznie mniejszy udział w kosztach operacyjnych niż w elektrowniach węglowych lub gazowych. W krajach importujących uran większe obawy budzi kwestia bezpieczeństwa dostaw. W dniu 26 listopada 2018 r., na potwierdzenie, że rząd chiński poważnie podchodzi do problemu, wspierana przez państwo firma China National Uranium Corporation kupiła kopalnię w Namibii, gwarantując sobie 3 proc. produkcji światowej. Z kolei administracja amerykańska może powołać się na względy bezpieczeństwa narodowego w celu ograniczenia importu i wspierania krajowej produkcji.

Wielcy eksporterzy, tacy jak Kazachstan, który dostarcza dwie piąte światowej produkcji uranu, są jednak optymistyczni. Popyt na uran jest w dużej mierze niezależny od cen. Jako że uranowe „żółte ciasto” drożeje, powinno zapewnić producentom sowite zyski.

Niniejszy artykuł ukazał się w dziale „Finanse i ekonomia” papierowego wydania The Economist.

© [2018] The Economist Intelligence Unit Limited

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się w bazie http://viewswire.eiu.com.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły