• Obserwator Finansowy

Łańcuchy wartości zazgrzytały, ale nie pękły

02.11.2019
Silnik z Niemiec, koła i hamulce z Chin, bateria i pedały z Tajwanu, siodełko z Włoch, opony z Indonezji, łańcuch z Wielkiej Brytanii, a sensory z Czech – to tylko część składników modnego w USA roweru elektrycznego z Wietnamu. Ograniczenia w handlu hamują rozwój takich światowych łańcuchów wartości.

Rozkooperowanie produkcji to nic w świecie nowego. Kupcy asyryjscy zajmowali się handlem tkaninami i miedzią z odległymi nawet krainami już 19 wieków przed narodzinami Chrystusa. Gwałtowny światowy rozwój łańcuchów wartości prowadzących od wydobycia surowców, poprzez różne fazy ich przetworzenia, aż po finalną produkcję i związane często z nią usługi, nastąpił jednak dopiero na początku lat 90. XX wieku.

Od wybuchu kryzysu finansowego w świecie w 2008 r. rozwój ich wyraźnie przyhamował, ale ekonomiczne, a także społeczne korzyści przemawiają za kontynuacją tego modelu biznesowego. Opowiadają się za tym eksperci Banku Światowego w najnowszej edycji swojego flagowego, właśnie opublikowanego raportu World Development Report 2020: Trading for Development in the Age of Global Value Chains.

Rowerowy szlak

Łańcuchy wartości w produkcji mają bardzo różny charakter. W klasycznej postaci ich początek bierze się w kopalni surowców, często gdzieś w egzotycznym świecie. Po wstępnym przetworzeniu, na ogół na miejscu, wytworzone z nich półprodukty trafiają do kolejnych fabryk, aby na końcu wejść w skład finalnego wyrobu powstającego najczęściej tam, gdzie został on wymyślony, czyli zazwyczaj w Europie, USA, albo w Japonii.

Obecnie wygląda to często inaczej. Projekt nadal pochodzi na ogół z rozwiniętego świata, ale poszczególne części powstają w innych krajach, a finalny i zwykle pracochłonny montaż – jak w przypadku wspomnianego na początku roweru elektrycznego – odbywa się tam, gdzie praca jest tańsza.

W ten sposób np. rowery zaprojektowane przez włoską firmę Bianchi, mają części pochodzące od wyspecjalizowanych dostawców z różnych miejsc w Europie i w Azji, ale ostateczny ich montaż odbywa się w Wietnamie. A potem rowery te sprzedawane są np. w USA, gdzie ich cena detaliczna sięga bez mała 5 tys. dolarów. 60 proc. tej wartości tworzy się poza Wietnamem.

Wietnam jest drugim w świecie eksporterem smartfonów.

Rowery to tylko jeden z prostszych montowanych w tym kraju produktów rodem z wcześniej rozwiniętego świata. W ciągu ostatniej dekady – jak to zauważają eksperci Banku Światowego – wietnamską specjalizacją produkcyjną stały się m.in. smartfony, których kraj ten jest obecnie drugim co do wielkości eksporterem w świecie.

Stało się tak głównie za sprawą koreańskiego Samsunga, który w dwóch wietnamskich prowincjach Thai Nguyen and Bac Ninh (dwa najbogatsze obecnie miejsca w kraju) umieścił 40 proc. swojej produkcji telefonów komórkowych. Zatrudnia tam obecnie co trzeciego swojego pracownika. Na miejscu wytwarzanych jest już wiele komponentów do produkcji telefonów, bo inwestycja Samsunga przyciągnęła tam innych inwestorów m.in. z Chin i Japonii.

Ciuchy z Bangladeszu

Podobny charakter powiązań łączy ze sobą różnych finalnych producentów, ich dostawców i poddostawców nie tylko w przypadku tak finezyjnych, czy złożonych produktów jak smartfon czy rower elektryczny, ale także w znacznie prostszych branżach jak np. szycie odzieży.

Bangladesz ma 7-proc. udział w światowym eksporcie odzieży.

W tym wypadku największym światowym beneficjentem jest Bangladesz. Jeszcze w 1988 r. kraj ten miał 1-procentowy udział w świecie w produkcji butów i odzieży. Od tego czasu produkcja ta rozwijała się w tym kraju w tempie 18 proc. rocznie i dziś Bangladesz ma 7-proc. udział w eksporcie w tej dziedzinie w świecie, ustępując pod względem wielkości jedynie Chinom i Wietnamowi.

Globalne łańcuchy wartości powstały w ostatnich latach także w rolnictwie i w przemyśle spożywczym. W tym wypadku największym beneficjentem okazała się Etiopia. Gospodarstwa rolne i firmy spożywcze w tym kraju, dzięki eksportowi głównie do Europy, mają o wiele wyższą wydajność i tworzą lepsze warunki do pracy niż istnieją w krajach sąsiednich.

Na globalnych łańcuchach wartości korzystają nie tylko znajdujące się w orbicie szczególnego zainteresowania Banku Światowego kraje rozwijające się. Dzięki specjalizacji i możliwości przesuwania produkcji w inne miejsca świata najsilniej skorzystały te kraje, których firmy są obecnie liderami łańcuchów wartości, m.in. z Austrii, Kanady, Finlandii, Izraela, Singapuru.

Czech potrafi

W ocenie ekspertów Banku Światowego dołączyły do nich także Czechy, przeskakując w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci z poziomu ograniczonej produkcji od razu do poziomu gospodarki innowacyjnej. Polska też w tym czasie pokonała już etap prostej produkcji i osiągnęła poziom produkcji zaawansowanej i towarzyszących im usług.

U progu lat 90. ok. 37 proc. międzynarodowego handlu dotyczyło sprzedaży produktów, które powstały w zorganizowanych łańcuchach wartości. W latach 90. i na początku XXI wieku udział ten wzrósł do mniej więcej 55 proc. Wzrost ten wynikał z bardzo wielu przyczyn, od technicznych poczynając na geopolitycznych kończąc.

Z technicznego i ekonomicznego punktu widzenia najistotniejszy był rozwój (i jednocześnie spadek ceny) usług telekomunikacyjnych, pozwalający szybko i tanio kontaktować się z każdym miejscem w świecie. Można dzięki temu łatwo znaleźć poddostawców w innych krajach. Równie ważny był następujący w tym samym czasie spadek cen transportu, w tym zwłaszcza lotniczego, dzięki czemu każdą najdrobniejszą część finalnego produktu opłaca się dostarczyć nawet z innego kontynentu.

Geopolitycznym czynnikiem szybkiego rozwoju łańcuchów wartości było włączenie w tych latach do międzynarodowej wymiany handlowej całych wyłączonych przedtem z niej połaci kontynentów europejskiego i azjatyckiego, w tym zwłaszcza Europy Środkowej i Wschodniej oraz Chin. Miało to też związek ze światową liberalizacją obrotów handlowych i z odwrotem dzięki wielostronnym traktatom, takim jak np., z Doha, od powszechnego wcześniej protekcjonizmu.

Kryzys zaszkodził

Wybuch światowego kryzysu finansowego wyraźnie jednak zahamował dalsze wydłużanie łańcuchów wartości, na co także złożył się splot wiele różnych czynników – od społecznych po techniczne, ekonomiczne, a nawet geopolityczne. Kryzys i spadek produkcji w krajach rozwiniętych spowodował w nich wzrost bezrobocia, co wywołało społeczny opór wobec przenoszenia produkcji do krajów z tańszą siłą roboczą.

Producenci, dla których liczą się przede wszystkim względy ekonomiczne, nie zwiększają jednak zatrudnienia w drogich pod tym względem krajach rozwiniętych, ale przyspieszają automatyzację produkcji czy rozwój technologii druku przestrzennego (3D), dzięki czemu możliwe jest przenoszenie produkcji podzespołów bliżej konsumenta.

Skłania to polityków do ponownego nakładania na sfery biznesu protekcjonistycznych barier, a przynajmniej do nasilania retoryki przeciwko globalizacji. W największym stopniu dotyczy to obecnie relacji USA – Chiny. Ze względu na rozkooperowanie – vide przykład roweru elektrycznego – produkcji właściwie wszystkiego co się dziś w świecie produkuje, wojna handlowa pomiędzy tymi dwoma krajami dotyczy jednak tak naprawdę całego świata.

Budowa łańcuchów wartości ma sens; przyspieszają wzrost, tworzą miejsca pracy, zmniejszają biedę.

Dla ekspertów Banku Światowego, szerzej patrzących na gospodarkę niż perspektywa jednego tylko kraju, budowa łańcuchów wartości ma nadal sens. Przyspieszają one wzrost gospodarczy, prowadzą do tworzenia lepszych miejsc pracy, przyczyniają się do zmniejszania obszarów biedy.

Mają one wpływ na podniesienie poziomu wykształcenia. Bank Światowy szacuje, że wzrost udziału łańcuchów wartości w światowym handlu o 1 proc. przyczynia się do zwiększenia dochodów na głowę w świecie o ponad 1 proc. Sprawą rządów jest raczej zadbanie aby producenci nie lekceważyli skutków społecznych i ekologicznych rozwoju gospodarczego.

>>> Bank Światowy o łańcuchach wartości


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test