Lata praktyki w pracy słabo przekładają się na umiejętności

12.05.2019
Lekarze po 30 latach pracy nie są lepsi od tych, którzy pracują kilka lat. Podobnie jest w większości zawodów. A to dlatego, że wiele profesji nie ma warunków do uczenia się i stawania się lepszym - piszą Anders Ericsson i Robert Pool w książce „Peak: Secrets from the New Science of Expertise”.


„Wyobraźmy sobie świat w którym doktorzy, lekarze, programiści i przedstawiciele wielu innych profesji doskonalą swoje umiejętności według tych samych metod, które stosują pianiści czy szachiści. Wyobraźmy sobie świat w którym 50 proc. pracujących osób jest tak dobra w swoich profesjach, jak obecnie 5 proc. najlepszych” – piszą autorzy pod koniec książki. Ale znacznie wcześniej w publikacji pokazują, jak daleka jest obecna rzeczywistość od tej wizji.

Ericsson i Pool powołują się w publikacji, której polski tytuł to „Szczyt osiągnięć: Sekrety najnowszych naukowych odkryć dotyczących biegłości”, na przykład badania opublikowanego w 2005 r. przez Harvard Medical School. Była to tzw. metaanaliza, czyli przegląd większej liczby badań na dany temat. W tym przypadku chodziło o zależność między doświadczeniem lekarzy a efektami ich pracy. Okazuje się, wbrew powszechnemu przekonaniu, że lekarze z dłuższym stażem nie stawiali lepszych diagnoz, niż ci z mniejszym doświadczeniem – tzn. kilka lat po zakończeniu edukacji – a nawet często stawiali gorsze. Podobny brak postępu zanotowano u pielęgniarek.

Najlepsze efekty w nauce daje analizowanie konkretnych przypadków, wskazywanie błędów itp.

Jak to możliwe, że lata praktykowania medycyny nie sprawiły, iż stali się oni lepszymi lekarzami i pielęgniarkami? Nie można im zarzucić, że się nie starają, bo większość lekarzy regularnie bywa na sympozjach, na których przekazuje im się nową wiedzę. Ale okazuje się, że ten sposób uczenia się – skądinąd doskonale znany ze szkół i uniwersytetów – jest bardzo mało efektywny. Najlepsze efekty za to daje analizowanie konkretnych przypadków, wskazywanie błędów, pokazywanie jak diagnoza powinna być postawiona.

Zdaniem autorów, skuteczna nauka według wzorców stosowanych przez tych, którzy osiągnęli światowe mistrzostwo w swojej dziedzinie, składa się z trzech elementów: Koncentracja – Informacja Zwrotna – Poprawa; po angielsku 3 x F od „Focus – Feedback – Fix. Autorzy pokazują jakie efekty daje zastosowanie tej metody w praktyce na przykładzie amerykańskiej armii.

Otóż w 1968 r., w trakcie wojny w Wietnamie, wojsko USA miało poważne problemy w czasie pojedynków między amerykańskimi pilotami myśliwców a tymi z armii Wietnamu Północnego, wytrenowanymi przez radzieckich ekspertów. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 1968 r. na każdy strącony wietnamski samolot przypadał jeden stracony przez USA.

Dowództwo armii zadecydowało o stworzeniu szkoły szkolenia pilotów myśliwców Top Gun. Najpierw wybrano najlepszych pilotów na nauczycieli, którzy mieli w czasie ćwiczeń udawać wietnamskich przeciwników. Latali oni w czasie pozorowanych walk samolotami podobnymi do MIG-ów i stosowali taktykę wroga. Oczywiście nie strzelano prawdziwymi rakietami, ale wszystkie pojedynki były nagrywane kamerami i zapisywano położenie samolotów według radarów.

Później każdy z uczących się był dokładnie przepytywany: dlaczego zachował się tak, a nie inaczej, jakie błędy popełnił, co mógł zrobić inaczej. Wnioski z tych konstruktywnych dyskusji uczący się mogli zastosować już kolejnego dnia, po którym następowała kolejna analiza tego, co można było zrobić lepiej. Jakie były skutki zastosowania metody Koncentracja – Informacja Zwrotna – Poprawa w praktyce?

Otóż od 1970 r. do 1973 r. amerykańscy piloci strącili 12,5 wietnamskiego samolotu na każdy, który stracili (poprzednio ten stosunek wynosił 1 do 1). A więc kilka miesięcy efektywnego treningu według zasad metody propagowanej przez autorów książki sprawiło, że skuteczność amerykańskich pilotów wzrosła o ponad 1000 proc. Powstaje zatem pytanie: skoro to takie proste, to dlaczego wszyscy nie stosują tych metod?

Otóż tak na prawdę nie jest to takie proste, ponieważ wypracowanie metod tego typu wymaga olbrzymiego wysiłku ze strony nauczycieli i wysiłek ten musi być bardzo zindywidualizowany tzn. nauczyciel ciągle musi monitorować ucznia, sprawdzać jak ten sobie radzi, a następnie wymyślać ćwiczenia, które doprowadzą do poprawy w obszarze, w którym jego umiejętności kuleją.

Czyli, by osiągnąć taki postęp, uczący się potrzebują indywidualnych trenerów, których usługi są drogie. Dlatego wielu sportowców, którzy osiągnęli światowy sukces – chociażby siostry Polgar w szachach – było na początku trenowanych przez swoich ojców, którzy mieli motywacje by poświęcać czas na edukację dzieci.

Co więcej, taki trener ciągle musi pilnować by nie wpaść w pułapkę ćwiczenia tego, co uczący się już umie. A łatwo w nią wpaść, ponieważ zarówno dla uczącego, jak i nauczyciela jest to znacznie łatwiejsza droga, bo sprawie wrażenie, że jest się kompetentnym, bo wszystko co robimy to się nam udaje. Tymczasem powodem dlaczego nam się udaje jest to, że nie rozwijamy się, nie uczymy się nowych rzeczy, nie stajemy się lepsi w swojej dziedzinie.

To jest właśnie złudzenie, które ma większość osób pracujących, podobnie jak wspomniani wcześniej lekarze i pielęgniarki, w tym samym zawodzie i wykonujących ciągle to samo. Zauważmy, że większość z nas ma spędzone tysiące godzin, a nawet dziesiątki tysięcy godzin za kierownicą samochodu, co mogłoby sugerować, iż jesteśmy wybitnymi kierowcami. Ale praktycznie nikt z nas nie miałby szans w pojedynku z Robertem Kubicą. Dlaczego?

Integralną częścią skutecznej nauki jest ciągłe wychodzenie poza naszą tzw. strefę komfortu.

Bo jeździmy ciągle w ten sam sposób, po tych samych trasach, nie ucząc się niczego nowego, nie rozwijając swoich umiejętności jako kierowcy. Dlatego Ericsson i Pool zwracają uwagą, że integralną częścią skutecznej nauki jest ciągłe wychodzenie poza naszą „strefę komfortu”. I na tym polega paradoks skutecznego uczenia. Jeżeli nauka sprawia nam przyjemność to najprawdopodobniej nie uczymy się, a jedynie powtarzamy to, co już umiemy, stąd poczucie przyjemności i bycia kompetentnym.

Autorzy cytują badania, które ponad dekadę temu przeprowadziła grupa szwedzkich naukowców. Obserwowali oni dwie grupy osób uczęszczających na lekcje śpiewania. W jednej byli amatorzy, w drugiej zawodowcy. I jedni i drudzy brali udział w kursie od przynajmniej sześciu miesięcy. I zarówno jedni, jak i drudzy czuli się bardziej zrelaksowani i mieli poczucie przypływu energii po zajęciach.

Ale tylko amatorzy mieli po śpiewaniu poczucie upojenia. Inaczej mówiąc, nauka śpiewania uszczęśliwiała amatorów, ale nie zawodowców. Dlaczego? Różnica wynika z podejścia. Dla amatorów, lekcja była okazją by poczuć radość śpiewania. Zawodowcy koncentrowali się natomiast na nauce, by poprawić swoją technikę i stać się lepszymi śpiewakami.

Anders Ericsson – współautor książki – jest szwedzkim profesorem, specjalizującym się w badaniu metod uczenia się światowych mistrzów w swoich dziedzinach. Robert Pool – drugi współautor – jest z kolei dziennikarzem, którego rola przy pisaniu tej książki polegała na przełożeniu wiedzy Ericssona na język atrakcyjny dla przeciętnego czytelnika. Czy to się udało? W mojej ocenie tak. Książkę zacząłem czytać rano i czytałem ją aż do późnego wieczora, gdy obróciłem ostatnią kartkę i nie pamiętam kiedy ostatnio publikacja tak mnie wciągnęła – choć zapewne w części wynika to z tego, że prywatnie bardzo interesuję się metodami efektywnego uczenia się.

Książka ma charakter popularnonaukowy, jest pełna anegdot i opisów ciekawych przypadków. Jednak jej największą zaletą jest jej praktyczność, ponieważ wiele z wniosków w niej zawartych czytelnik będzie mógł od razu zastosować i wypróbować w praktyce, na przykład zmieniając sposób uczenia swoich podwładnych – gdy jest szefem – czy też, modyfikując złe nawyki edukacyjne swoje czy swoich dzieci. Gorąco polecam!


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test