• Beata Guziejewska

Lepiej żeby mieszkańcy decydowali niż krytykowali

06.06.2012
Budżet partycypacyjny może być sposobem na wciągnięcie lokalnych społeczności do większej aktywności obywatelskiej. Nie można nadmiernie przeceniać znaczenia tego mało znanego u nas instrumentu podejmowania decyzji. Może on jednak pomóc w wyborze kierunków rozwoju miasta. Do takiej inicjatywy odwołały się już władze Sopotu. Być może śladem tym pójdzie także Łódź.

Łódź, Pałac Poznańskiego (CC BY-NC-ND jaime.silva)


Łódź, jedno z największych miast w Polsce, ma od lat kłopoty z dobrym zarządzaniem. Zespół obecnej prezydent miasta Hanny Zdanowskiej postawił sobie za cel bardziej efektywne, zbliżone do zarządzania podmiotem prywatnym, menedżerskie zarządzanie miastem.

W sytuacji braku odpowiedniej komunikacji społecznej skończyło się to jednak niestety kilkoma głośnymi „awanturami”. Wystarczy wspomnieć o planach odzyskania należności miasta z tytułu zaległych czynszów w drodze ich sprzedaży firmie windykacyjnej i planach budowy lokali socjalnych ochrzczonych szybko kontenerami. Wiele miesięcy władze miasta przekonywały też do zasadności prywatyzacji Zakładów Wodociągów i Kanalizacji. Zrezygnowano z niej w obliczu niebezpieczeństwa złożenia wniosku o referendum w sprawie odwołania prezydent miasta. Okoliczności tych zdarzeń odbyły się ze sporymi stratami dla demokracji lokalnej.

Budżet partycypacyjny

W debacie publicznej podkreśla się obecnie zagrożenia dla współczesnej demokracji, takie jak: małe zainteresowanie sprawami publicznymi wśród obywateli, spadek zaufania do polityków i instytucji państwa, niska frekwencja wyborcza, niewiara w możliwości rzeczywistego wpływu na decyzje władz i to co dzieje się w najbliższym otoczeniu.

W tym kontekście od pewnego czasu dyskutuje się w Łodzi o budżecie partycypacyjnym. To obok referendum i inicjatywy obywatelskiej jeden z podstawowych instrumentów demokracji bezpośredniej. Pod pojęciem tym kryje się bezpośredni proces podejmowania decyzji dotyczących pewnej niewielkiej części budżetu lokalnego, przez każdego z członków wspólnoty lokalnej. Mieszkańcy wskazują które projekty i inwestycje powinny być realizowane w ich gminie, mieście czy osiedlu. Zainteresowani bezpośrednio określają więc priorytety w wydatkowaniu środków publicznych. Jest to niezmiernie istotne, gdyż dostępne środki finansowe i rzeczowe są zwykle niewystarczające w stosunku do potrzeb.

Za kolebkę budżetu partycypacyjnego uważane jest brazylijskie miasto Porto Alegre, skąd pomysł rozprzestrzenił się na inne miasta Ameryki Południowej. Podobne projekty realizowano później w krajach Europy Zachodniej. Należy zwrócić uwagę, iż pomysły takiej partycypacji obywatelskiej pojawiły się początkowo w krajach słabo rozwiniętych, o stosunkowo słabym zapleczu instytucjonalnym państwa i samorządu terytorialnego.

Pojawia się wobec tego pytanie czy forma ta nie będzie konkurencją dla organów samorządowych, czy powinna rozwijać się równolegle, czy powinna być ich uzupełnieniem? Dotychczasowe badania w tym zakresie nie są jednoznaczne, wskazują jednak na zauważalne, inne preferencje w kierunkach wydatków.

W dużym mieście trudniej

W Łodzi projekt Centrum Promocji i Inicjatyw Obywatelskich OPUS zatytułowany „Głos łodzian się liczy” polegał na próbie wdrożenia takiego budżetu w czterech osiedlach. Inicjatywa wzorowana była między innymi na doświadczeniach Sopotu, który jest jednak miastem dużo mniejszym. Wątpliwość dotyczy więc przenoszenia podobnych rozwiązań do dużego miasta, w którym funkcjonują rady osiedlowe. Słusznie zwracali na to uwagę łódzcy radni podkreślający konieczność wykorzystania istniejących doświadczeń funkcjonujących jednostek pomocniczych, które mają już zagwarantowane w budżecie miasta odrębne środki finansowe.

Wybór projektów i inwestycji do realizacji w ramach budżetu partycypacyjnego oznacza wiążącą decyzję w odróżnieniu od konsultacji społecznych, które nie mają charakteru wiążącego, a ich jakość jest powszechnie krytykowana. Szczególnie krytykowane są konsultacje budżetowe. Tymczasem w sytuacji tzw. uspołecznienia budżetu poczucie sprawstwa jest duże. Jeśli brak jest takiego poczucia, spada drastycznie aktywność społeczna, ze wszelkimi tego negatywnymi konsekwencjami.

Nie można jednak zapominać, iż dotychczasowe doświadczenia we wdrażaniu budżetu partycypacyjnego ujawniły wiele nieprawidłowości. Szczególnie niepokojący może być wpływ mikro grup interesów, brak przejrzystych, jasnych kryteriów przyjmowania lub odrzucania poszczególnych decyzji i  projektów, nieprawidłowości w przebiegu głosowania.

Konieczność czy naiwność?

Samorządność lokalna i budżet partycypacyjny to zdobycze cywilizacyjne, elementy państwa dobrobytu i jego zdecentralizowanej struktury. Daleko posunięta decentralizacja może jednak pociągać za sobą znaczne koszty. W Polsce jest ona nieco fetyszyzowana, gdyż zbiegła się równolegle i intensywnie z procesem budowy państwa demokratycznego oraz gospodarki rynkowej.

Tendencje do nadmiernych, nieracjonalnych wydatków czy nieodpowiedzialność lokalnych polityków mogą być ograniczone przez bardziej bezpośrednie włączenie lokalnych wyborców w sprawy publiczne. Prowadzić to będzie do ograniczania zjawiska iluzji fiskalnych (ukrywania rzeczywistego poziomu opodatkowania) oraz politycznych cykli budżetowych. Znaczenie budżetu partycypacyjnego to kwestia faktycznego, bezpośredniego uwzględnienia preferencji lokalnych społeczności. Problem sprowadza się wiec do pogodzenia potrzeb publicznych, które mają charakter nieograniczony i ograniczonych zasobów finansowych, mogących być wykorzystanych do ich pokrycia.

Nie przeceniałabym znaczenia budżetu partycypacyjnego, zwłaszcza z czysto finansowego punktu widzenia. Najczęściej jest to jedynie 1-2 proc. ogółu wydatków budżetowych. Krytycy obywatelskich budżetów wskazują, że należałoby raczej skoncentrować się na racjonalizacji wydatków w całym, tradycyjnym budżecie. Z kolei zastąpienie tradycyjnej procedury budżetowej metodą bezpośrednią nie wydaje się z wielu powodów możliwe i sensowne. Jak pogodzić chociażby konieczność realizacji i finansowania zadań publicznych nałożonych ustawowo z preferencjami mieszkańców?

Budżet partycypacyjny może być w dzisiejszej zglobalizowanej rzeczywistości instrumentem ważnym, wzmacniającym demokrację bezpośrednią oraz motywującym do zainteresowania najbliższym otoczeniem. Może również znacząco przyczynić się do wzmocnienia tożsamości i więzi lokalnych. O strategicznym znaczeniu podnoszonych problemów świadczy dyskusja o programie „otwartego rządu” jako formie dialogu publicznego, współpracy obywatelskiej, wzmacniania demokracji oraz zwiększania sprawności instytucji państwa, w czasie Forum Ekonomicznego w Krynicy w 2010 r.

Afirmacja budżetu partycypacyjnego, w tym kontekście, wydaje się jak najbardziej uprawniona. Po przegłosowaniu wprowadzenia takiego budżetu w Sopocie ogłoszono nawet nowy etap w historii rozwoju demokracji w Polsce. Wykorzystanie budżetu partycypacyjnego jest koniecznością w nowoczesnej demokracji i finansach lokalnych, naiwnością byłoby jednak sądzić, iż zastąpi on niezbędne reformy finansów publicznych i racjonalizację całości wydatków samorządowych.

Dr hab. Beata Guziejewska jest profesorem nadzwyczajnym  Uniwersytetu Łódzkiego. Kieruje Katedrą  Finansów Publicznych, Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test