Mińsk doczekał się własnego China Town

02.03.2012
Prezydent Białorusi wyrzuca unijnych dyplomatów, bokiem ustawia się do Rosji za to szeroko uśmiecha się do władz Chin. Szybko się okaże, czy chińskie pieniądze i inwestorzy są tylko metodą zaszantażowania rosyjskiego sąsiada, czy może Białoruś chce z ich udziałem prywatyzować majątek. Faktem jest, że Chińczycy już zaangażowali się w kilka ważnych projektów.

Aleksandr Łukaszenka (CC By NC ND socialism expo)


Chiny, to dla prezydenta Aleksandra Łukaszenki jeśli nie strategiczny partner, to na pewno niedościgniony wzór. Podczas konferencji dla rosyjskich mediów w październiku 2011 r. prezydent Białorusi stwierdził, że stanowisko Chin „jest bardziej radykalne niż Rosjan” w kwestii pomocy Białorusi. Jego zdaniem chińskie władze podjęły decyzję, że Białoruś to kraj, „z którym będziemy  współpracować  nie zważając na nic i będziemy ich wspierać wszędzie i zawsze”.

Nie wiadomo do końca czy to prawda, czy są to pobożne życzenia białoruskiego prezydenta. Pewne jest jednak, że Białoruś potrzebuje zagranicznego kapitału inwestycyjnego w celu zrównoważenia rynku walutowego i zlikwidowania deficytu na rachunku bieżącym kraju oraz, że chińskich inwestycji już ma więcej niż kilka krajów Europy razem wziętych.

Rosja gotowa jest nadal inwestować w białoruską gospodarkę, ale inaczej niż Łukaszenka sobie to wyobraża. Tymczasem czasem, gdy Rosja dawała Białorusi kredyty „za darmo”, skończyły się. Od 2011 roku Rosja stawia Białorusi konkretne warunki. Na przykład warunkiem otrzymania 10 mld dol. kredytu stabilizacyjnego od sterowanej przez Rosję Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej była sprzedaż w ramach prywatyzacji majątku za 7,5 mld dol.

Białoruś godząc się na takie warunki, chcąc nie chcąc, zmuszona jest sprzedać największe przedsiębiorstwa Rosji właśnie. Na pierwszy ogień poszło 50 proc. akcji Biełtransgazu zajmującego się przesyłem do Europy i dystrybucją na terenie Białorusi rosyjskiego gazu ziemnego. W kolejce czekają rafinerie i przemysł mleczarski. Inną formą zaangażowania rosyjskiego kapitału państwowego jest  kredyt na 10 mld dol. na budowę elektrowni atomowej – która zostanie zbudowana przez rosyjskie firmy i będzie wykorzystywać rosyjską technologię i paliwo. Wszystko to ma na celu maksymalne uzależnienie Białorusi od swojego wschodniego sąsiada.

Łukaszenka stara się przed tym zabezpieczyć. W sytuacji, gdy nie może liczyć (ze względów politycznych) na europejskie lub amerykańskie inwestycje (choć są niewielkie wyjątki) zwraca się w kierunku Chin.

We wrześniu 2011 roku podczas wizyty szefa Chińskiego Parlamentu Wu Bangguo w Mińsku, podpisano międzyrządową umowę „O finansowaniu i współpracy w prywatyzacji i przyciągnięciu chińskich inwestycji na Białorusi w latach 2011-2013.” Dokument tworzy bazę prawną dla chińskich inwestorów chcących uczestniczyć w prywatyzacji na Białorusi.

Rosyjska prasa uderzyła w ton alarmowy. Zdaniem gazety Kommiersant był to bezprecedensowy sukces chińskich władz. Jak podkreślił wtedy rzecznik prasowy rosyjskiego premiera Dymitr Pieskow – takiego dokumentu Białoruś nie podpisała nawet z Rosją, choć obydwa kraje należą do Unii Celnej.

Oficjalnie dane dotyczące chińsko-białoruskiej współpracy inwestycyjnej są bardzo zachęcające. Według władz w Mińsku, Chiny otworzyły dla Białorusi linie kredytowe na łączną sumę 16 mld dol., co pozwoliło na rozpoczęcie 20 dużych projektów. Zdaniem białoruskiego  wicepremiera Anatola Tozika do 2020 roku, Chiny zainwestują  bilion dolarów, a na Białoruś zacznie przenosić się chiński przemysł  – powstaną chińskie fabryki np. montownie samochodów.

Białoruscy politycy podkreślają, że chińskie kredyty są atrakcyjniejsze od rosyjskich. Ich oprocentowanie wynosi ok. 3 proc. w sytuacji, gdy Rosjanie żądają ponad 4 proc. Obsługą kredytów zajmuje się w 100 proc. państwowy The Import Export Bank Of China.

Białoruskie władze przy każdej okazji chwalą się rosnącą liczbą chińskich inwestycji. W latach 2003 – 2009 Chiny zainwestowały na Białorusi około 232 mln dol. Suma niewielka lecz w rosnąca w kolejnych latach. W 2007 roku zapadła decyzja o modernizację Mińskiej Elektrociepłowni przy wsparciu – także finansowym – Chińczyków (260 mln dol. kredytu na ten cel miało być wypłacone w 2010 r.). Chińska grupa CITIC realizuje też modernizację trzech białoruskich cementowni przeznaczając na ten cel 500 mln dol.

Według rządowych statystyków, prawdziwy przełom miał miejsce pod koniec 2010 roku. Białoruś i Chiny podpisały jesienią pakiet dokumentów dotyczących realizacji wspólnych projektów na sumę 3,5 mld dol. Chińczycy oprócz energetyki postanowili zainwestować w przemysł papierniczy, oraz infrastrukturę kolejową i drogową. Rozpoczęto budowę  nowych bloków energetycznych w elektrowniach Bierezowskiej i Łukimskiej. Z pomocą Chińczyków powstaje przedsiębiorstwo produkujące celulozę. Za chińskie pieniądze wyremontowana zostanie droga Mińsk – Homel oraz zelektryfikowanych kilka odcinków tras kolejowych.

W wrześniu 2011 roku Chiny zgodziły się udzielić Białorusi kolejny kredyt – 1 mld dol., za który powstaną: elektrownia w Witebsku, fabryki sody w obwodzie homelskim, hotel „Pekin” w Mińsku. Zmodernizowana też będzie papiernia w Dobryszewie oraz system łączności satelitarnej. Pod Mińskiem ma powstać białorusko-chiński park technologiczny. Chiny przekazały również Białorusi pomoc w postaci bezzwrotnego grantu na sumę 70 mln dol. Chińskie przedsiębiorstwa państwowe, np. Bejing Uni Construction Group, zaktywizowały się również w sektorze budownictwa. Trwa budowa mińskiego osiedla Lebjażnoje i prace nad kompleksem hotelowo-rozrywkowym Pekin.

Zdaniem doradcy inwestycyjnego i analityka Michaiła Barazdzina, na razie w większości przypadków bardziej mamy do czynienia z zapowiedziami projektów niż z realnymi inwestycjami.

– Każdy inwestor chce widzieć albo perspektywy zysku albo możliwości strategiczne. Szansa na zysk pojawia się w sytuacji, gdy rynek daje gwarancje wzrostu. Ubiegłoroczne wydarzenia na Białorusi – a przede wszystkim ogromna inflacja, każe mi wątpić w pozytywne prognozy – podkreśla Michaił Barazdzin.

Trudno również jednoznacznie ocenić efektywność wielu projektów.

– Budowa parku technologicznego może przynieść pewne efekty dla Chińczyków, jeżeli zdecydują się tu przenieść własną produkcję z zamiarem eksportu towarów na rynek krajów Unii Celnej. Jednak gdy mówimy o inwestycjach typu centrum hotelowo-rozrywkowe, to można mieć wątpliwości, bo ceny nieruchomości na Białorusi spadają – komentuje Barazdzin.

Zdaniem Alekseja Pikulika, politologa z Białoruskiego Instytutu Studiów Strategicznych, zachęcającym argumentem dla Chińczyków jest perspektywa integracji gospodarczej Białorusi z Rosją i Kazachstanem oraz bliskość do rynków UE.

Nic jednak nie ma za darmo. Za pomoc finansową Białoruś musi się otworzyć na chińskich eksporterów. W ostatnich latach Białoruś importuje dwa razy więcej niż eksportuje do Chin. Ujemne saldo handlowe wyniosło w 2011 r. ponad 1,5 mld dol. Co więcej, Chińczycy wypłacając Białorusi kredyty stosują umowy wiązane tak, by w modernizowanych czy nowo powstałych przedsiębiorstwach wykorzystywano głownie chińskie technologie a niekiedy także siłę roboczą.

Nie zawsze jest to korzystne dla projektów. Poprzedni premier Białorusi, Siarhej Sidorski, wyrażał nawet niezadowolenie z  wyposażenia dla zakładów cementowych dostarczonych przez Chiny, które jego zdaniem nie spełniały norm jakości. Michaił Barazdzin przypomina, że taki  sposób kredytowania jest powszechnie stosowany przez Chińczyków. Jego zdaniem na Białorusi już pojawiają się  chińscy robotnicy i ten trend będzie się pogłębiać. Jednak w opinii Pikulika, nie jest to jeszcze zjawisko powszechne, choć wywołujące pewne obawy.

Niewiele się mówi o rentowności projektów finansowanych przez Chińczyków. Teoretycznie kredyty powinny być spłacane z dochodu wypracowanego przez nowe przedsiębiorstwa. Jednak Barazdzin uważa, że w wielu przypadkach Chińczycy zainwestowali, bo spłata kredytów jest gwarantowana przez białoruski rząd.

– Projekty są pilotowane przez biurokratów z poszczególnych ministerstw i obawiam się, że w wielu przypadkach to białoruski budżet będzie pokrywać straty – mówi Barazdzin.

W białoruskich mediach pojawiają się co jakiś czas informacje, że część Mińska zamienia się w prawdziwą Chinatown. Sąsiedzi powstającego hotelu Pekin protestują przeciwko przekazaniu na budowę parku miejskiego. Właściciele działek w okolicach powstającego pod Mińskiem parku technologicznego boją się zaś, że Chińczycy po prostu odbiorą im ziemię. Te plotki są dementowane nawet na szczeblu rządowym, co pokazuje skalę obaw.

Gazety rosyjskie piszą, że Białoruś zbyt silnie dąży do współpracy z Chinami. Łukaszenka w wywiadzie z „Rosyjską Służbą Nowosti”, chcąc uspokoić rosyjskich partnerów, podkreślał jednak, że Chiny chcą budować stosunki z Białorusią „tylko do określonego poziomu”, i że ich polityka jest w tym względzie bardzo ostrożna.

„Nasze dobre stosunki z Rosją tylko polepszają relacje z Chinami”, podkreślił.

Ten rok będzie okazją do potwierdzenia słów prezydenta. Białoruś zamierza bowiem wystawić na sprzedaż 190 przedsiębiorstw. Jeżeli tym razem dojdzie do prawdziwej prywatyzacji, pod koniec 2012 roku zobaczymy, jakie przedsiębiorstwa przeszły w chińskie ręce. To będzie prawdziwy wskaźnik chińskiej siły.

Barazdzin przewiduje, że właściciela zmieni w tym roku mała część akcji potasowego potentata Biełaruśkalij, oraz  51 proc. akcji operatora komórkowego MTS – za sumę 1 mld dol.

– Kto będzie kupcem, będzie zależeć od kuluarowych rozmów na najwyższym szczeblu. W ubiegłym roku kupowali Rosjanie. W tym roku wśród członków administracji prezydenta rozwinęło się przekonanie, że nie powinno sprzedawać się wszystkiego w jedne ręce. I tu mogą się przydać Chińczycy – mówi Barazdzin.

Zdaniem Alekseja Pikulika, eksperta BISS, potencjalnie zainteresowani inwestorzy zagraniczni – głównie Rosjanie – po prostu się boją, bo na Białorusi nie ma ochrony inwestorów.

– Niesprzyjający klimat inwestycyjny dotyczy zarówno Rosjan jak i Chińczyków. Rosjanie, bardziej obeznani z rynkiem, obecnie kupują przedsiębiorstwa najwyżej do sumy 10 mln dol. Zakup średnich przedsiębiorstw to zbyt dla nich wielkie ryzyko – mówi Pikulik.

Przypomina przypadek zatrzymania znanego białoruskiego biznesmena Wiktara Szewcowa.

– Wielu Rosjan kupowało przedsiębiorstwa niebezpośrednio, ale przekazując pieniądze miejscowym biznesmenom. Po zatrzymaniu Szewcowa zrozumieli, że nie istnieją tu mechanizmy obrony inwestorów. I Chińczycy też to muszą rozumieć – dodaje.

Według danych Białoruskiego Komitetu Statystycznego z 18,9 mld dol. zainwestowanych w ubiegłym roku przez zagraniczne firmy, ponad połowa należała do Rosji. Chiński udział wyniósł jedynie 1,7 proc.

Utworzenie Unii Celnej oraz dalsze zacieśnianie współpracy z Rosją i Kazachstanem w ramach Jednej Przestrzeni Ekonomicznej i Unii Euroazjatyckiej, miało na celu ekspansję inwestycyjną rosyjskiego kapitału, który oprócz najbardziej intratnych przedsiębiorstw miał zająć się również np. masowym wykupem nieruchomości. Zmuszany do przeprowadzenia prywatyzacji Aleksandr Łukaszenka chce jednak znaleźć konkurenta dla Rosjan. Chiny, jeżeli nawet ostatecznie nie wezmą udziału w prywatyzacji, mogą odgrywać rolę straszaka na sąsiada.

Nie jest to nowa taktyka, podobnie Białoruski prezydent zachowywał się, gdy Rosja wprowadziła cła eksportowe na ropę naftową. Białoruś rozpoczęła wtedy projekt sprowadzania ropy z Wenezueli. Gdy po podpisaniu umowy o stworzeniu Unii Celnej Rosja wycofała się z ceł, Łukaszenka porzucił plany, które miały tylko udowodnić, że nie poddał się rosyjskiemu dyktatowi.

Autor jest dziennikarzem  TV Biełsat

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test