Można mieć satysfakcję z pracy, która nie jest pasjonująca

24.12.2017
Podążanie za pasją w pracy to zła rada dla większości ludzi – twierdzi Cal Newport w książce „So Good They Can`t Ignore You”. Do satysfakcji z pracy nie potrzebna jest pasja. Mało kto ma pasję, za której wykonywanie inni ludzie chcą przyzwoicie płacić.


W publikacji „So Good They Can`t Ignore You. Why Skills Trump Passion in the Quest for Work You Love” (jej polski tytuł to „Tak dobry, że nie mogą cię zignorować. Dlaczego umiejętności wygrywają z pasją w poszukiwaniu pracy, którą pokochasz”) autor postanowił sprawdzić powszechne przekonanie, że wszyscy albo większość z nas ma pasję, która tylko czeka na to, by zostać odkryta. W tym celu powołuje się na następujące badanie. W 2002 r. grupa naukowców pod przewodnictwem kanadyjskiego psychologa Roberta J. Valleranda przeprowadziła ankietę wśród 539 studentów uniwersytetu w tym kraju.

Pytano ich czy mają jakąś pasję, i jeżeli tak – co to za pasja. 84 proc. studentów potwierdziło, że ma pasję. Z tym, że pięć najpopularniejszych pasji to: taniec, hokej, jazda na nartach, czytanie i pływanie. Jedynie 4 proc. pasji miało związek z ich edukacją albo pracą. Pozostałe 96 proc. to były zwyczajne hobby, które nie dawały dużych nadziei na znalezienie powiązanej z nim roboty.

Prof. Amy Wrzesniewski z Yale University opublikowała na łamach „Journal of Research in Personality” analizę. Zajęła się w niej tym, od czego zależy to czy ludzie traktują to co robią za pieniądze jako zwykłą pracę, karierę czy powołanie. Pracę zdefiniowaną jako sposób na płacenie rachunków, karierę jako ścieżkę do coraz lepszej pracy a powołanie jako pracę, która jest ważną częścią życia i tożsamości.

Prof. Wrześniewski podejrzewała, że to czy ludzie będą traktowali swoją pracę jako powołanie, będzie zależało od tego, co robią tzn. że w niektórych zawodach – na przykład lekarze – łatwiej jest znaleźć pracę będącą powołaniem. Aby przetestować tę hipotezę przeprowadziła ankietę wśród ludzi, którzy mieli taką samą posadę i prawie identyczne obowiązki: asystent w dziale administracji uniwersytetu.

Ku swojemu zdziwieniu okazało się, że prawie taka sama część osób pracujących na tym stanowisku identyfikowała to co robili jako pracę, karierę i powołanie. Wniosek: to co robimy nie musi koniecznie wpływać na to jak postrzegamy własną pracę i jak dużo radości nam sprawia.

Ale prof. Wrzesniewski nie poprzestała na tym. Przeprowadziła wśród asystentów w dziale administracji uniwersytetu kolejną ankietę i okazało, że czynnikiem, który najbardziej wpływał na to, czy postrzegali oni swoją pracę jak powołanie była ilość przepracowanych lat w zawodzie. Inaczej mówiąc: im bardziej doświadczony asystent, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie kochał swoją pracę.

A zatem ci, którzy kochają swoją pracę to nie ci, którzy znaleźli pracę zgodną ze swoją pasją, tylko ci, którzy wykonują ją tak długo, że stali się w niej naprawdę dobrzy. Autor powołuje się także na książkę Daniela Pinka „Drive”, w której autor spędził kilka lat badając ludzką motywację.

W toku badań ustalił, że są trzy czynniki, które sprawiają, iż ludzie mają silną wewnętrzną motywację do wykonywania swojej pracy: autonomia rozumiana, jako poczucie tego, że mamy kontrolę nad organizowaniem sobie pracy i, że uważamy, iż nasza praca jest ważna, kompetencja czyli przekonanie, że jesteśmy dobrzy w tym co robimy oraz poczucie więzi z innymi ludźmi.

Ustalenia Pinka potwierdzają wnioski prof. Wrzesniewski. By mieć poczucie, że jest się dobrym w swojej pracy trzeba mieć dużo doświadczenia, a jak jest się dobrym to ma się pozycję negocjacyjną, by ustalić ze swoim pracodawcą warunki pracy gwarantujące autonomię. Do nawiązania trwałych związków z innymi ludźmi także potrzeba czasu.

Najistotniejsze jest jednak to, czego Pink nie odnalazł po latach badania motywacji do pracy. Otóż nie znalazł dowodów, by do czucia się zmotywowanym do pracy trzeba było mieć pracę związaną z pasją. Inaczej mówiąc, droga do satysfakcji z pracy prowadzi poprzez dążenie do mistrzostwa w pracy, którą mamy, a nie ulegania mirażom, iż istnieje w nas jakaś nieodkryta pasja, którą za wszelką cenę musimy odnaleźć.

Jeżeli zatem nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że do satysfakcji z pracy potrzebna jest pasja, to dlaczego ten mit jest tak bardzo rozpowszechniony? Autor poświęca cały rozdział książki (dokładnie rozdział trzeci: „Narodziny hipotezy pasji”) analizie genezy tego mitu. Jego początki odnalazł w wydanej w 1970 r. w USA książce „What Color is Your Parachute”(Jaki jest kolor twojego spadochronu) Richarda Bollesa.

Bolles pracował wówczas dla jednego z kościołów i zajmował się doradzaniem duchownym zatrudnionym na uniwersyteckich kampusach odnośnie ich kariery zawodowej. Pierwszy nakład publikacji wynosił sto egzemplarzy, a później popularność tej książki przekroczyła najśmielsze oczekiwania autora – do tej pory sprzedano 10 mln egzemplarzy.

Jedną z rad Bollesa jest podążanie w pracy za tym, co się lubi. Autor zauważa jednak, że wzrost popularności tej książki wiązał się ze spadającą satysfakcją z wykonywanej pracy przez Amerykanów: w 1987 r. 61 proc. było zadowolonych ze swojej pracy, w 2010 r. już tylko 45 proc.

Newport twierdzi, że Bolles rozpowszechniając przekonanie, iż jedyną drogą do satysfakcji w pracy jest szukanie pracy zgodnej ze swoją pasją paradoksalnie unieszczęśliwił całe pokolenia swoich rodaków.

Zamiast dążyć do satysfakcjonującego mistrzostwa w pracy, którą mieli, próbowali za wszelką cenę „podążać za pasją”, co dla większości ludzi nie jest dobrą radą, bo mało kto ma pasję, za której wykonywanie inni ludzie chcą przyzwoicie płacić.

Do rozpowszechnienia mitu pasji przyczynił się także sam legendarny współtwórca Apple Steve Jobs. Postrzegany jest on jako ikona biznesu, człowiek który wymyślił produkty, za które ludzie chcą dużo płacić i które bez wątpienia zmieniły świat. Wiele osób marzy o pracy tak satysfakcjonującej i dobrze płatnej jak praca Steve`a Jobsa. Kiedy więc on otwierał usta i udział rad, to mnóstwo osób słuchało.

W czerwcu 2005 r. Jobs wygłosił wykład dla 23 tys. studentów Uniwersytetu Stanforda. Mówił: ”Musicie znaleźć pracę, którą będziecie kochać. Jedynym sposobem na wspaniałą pracę jest kochanie tego, co się robi. Jeżeli jeszcze jej nie znaleźliście, to nie przestawajcie szukać”. Odpowiedzią była owacja na stojąco. W internecie tę mowę obejrzało 28 mln osób.

Sam Steve Jobs doszedł jednak do swojej pozycji nie stosując się do tych rad. Kiedy był studentem Reed College w Oregon nie interesował się specjalnie biznesem i komputerami. Studiował historię, taniec i zajmował się wschodnim mistycyzmem. Po roku rzucił studia i wrócił do Kalifornii do domu swoich rodziców. Tam przeglądając gazetę „San Jose Mercury News” zauważył ogłoszenie zatytułowane „Dobrze się baw i zarób pieniądze” opublikowane na zlecenie firmy komputerowej Atari.

Tak więc jego pierwsze zetknięcie z komputerami nie wynikało z pasji do komputerów a raczej było wynikiem konieczności zarobienia pieniędzy na własne utrzymanie. Nawet, gdy już zaczął pracować w Atari komputery długo nie były jego pasją. Równolegle pracował na All-One Farm farmie prowadzonej przez komunę na północy San Francisco. W pewnym momencie rzucił pracę w Atari, by przez kilka miesięcy podróżować po Indiach w poszukiwaniu „duchowego odrodzenia”.

Po powrocie poważnie rozważał, czy nie zostać mnichem w Centrum Los Altos Zen. W 1974 r. zgłosił się do niego stary kolega Steve Wozniak, który faktycznie był pasjonatem komputerów i zaproponował Jobsowi współpracę. Wozniak miał wówczas zlecenie na stworzenie urządzenia, za pomocą którego jego klienci mogliby mieć dostęp do jego głównego komputera.

Wozniak potrzebował Jobsa by zajął się stroną biznesową przedsięwzięcia, bo on sam nie miał na to czasu. Jobs początkowo przyjął ofertę, ale jesienią 1975 r., nie mówiąc nic kontrahentom, zniknął zaszywając się w jednej z komun. Kiedy powrócił na jego miejsce zatrudniono już kogoś innego.

Komputery wręcz odciągały Jobsa od jego prawdziwych pasji. Zajął się nimi tylko dlatego, że oferowały szansę na zarobienie dobrych pieniędzy, co – słysząc jego późniejsze wypowiedzi – mogłoby się wydawać najniższą z możliwych motywacji.

A jednak, kiedy już nabrał doświadczenia w projektowaniu komputerów osiągną gigantyczny sukces. Znalazł pracę, którą pokochał nie dzięki podążaniu za pasją, ale poprzez osiągnięcie mistrzostwa w dziedzinie, która na początku kompletnie go nie interesowała. Szkoda tylko, że na końcu nie potrafił wyciągnąć właściwych wniosków ze swoich doświadczeń i zapewne niechcący udzielał milionom studentów rad, które prawie na pewno nie pomogą im osiągnąć tego, co on.

Na szczęście są takie książki jak „So Good Thay Can`t Ignore You. Why Skills Trump Passion in the Quest for Work You Love” Cala Newporta. Uwielbiam publikacje, których autorzy mają odwagę podważać utarte przekonania i ta książka właśnie to właśnie robi. Robi to dodatkowo w sposób wyjątkowo interesujący – przeczytałem ją jednym tchem. To jedna z najciekawszych książek z szeroko rozumianej ekonomii, jakie kiedykolwiek trafiły w moje ręce.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły