Największe kraje powinny zająć się problemem zadłużenia

02.06.2016
Wspólnym problemem dla przywódców wszystkich krajów G7 jest niemożliwy do utrzymania na wodzy wzrost zadłużenia publicznego państw rozwiniętych. Jeśli nie uda się zaradzić tej eksplozji zadłużania się rządów, będzie to miało szkodliwy wpływ na gospodarkę globalną i na obciążone długiem kraje.

Martin Feldstein


Problem jest poważny, i niemal wszędzie jeszcze się pogarsza. Amerykańskie Biuro Budżetowe Kongresu szacuje, że w minionej dekadzie dług federalny USA podwoił się (z 36 do 74 proc. PKB). Przewiduje ono również, że za dziesięć lat dług ten wzrośnie do 86 proc. PKB – i to przy założeniu, że warunki ekonomiczne będą korzystne i że nie pojawią się żadne nowe programy zwiększające wydatki czy obniżające dochody. Jeszcze bardziej niepokojące jest, iż BBK przewiduje, że w następnej dekadzie podwoi się relacja deficytu budżetowego do PKB. Sięgnie on 4,9 proc. PKB rocznie, co oznacza, że dług znajdzie się na ścieżce, prowadzącej do przekroczenia 100 proc, PKB.

Jeszcze gorsza jest sytuacja w Japonii, gdzie zadłużenie brutto wynosi ponad 200 proc. PKB. Obecny poziom deficytu budżetowego (6 proc. PKB) sugeruje, że jeśli nie zacznie się działać, wskaźnik zadłużenia będzie nadal gwałtownie rósł.

W krajach strefy euro warunki są zróżnicowane. Jednak trzy (z czterech) największych gospodarek Unii Europejskiej – Francja, Włochy i Wielka Brytania – mają duże zadłużenie i duży deficyt roczny, co sugeruje, że w przyszłości ich wskaźnik zadłużenia będzie jeszcze wyższy.

Rosnący poziom zadłużenia publicznego pochłania środki, które w innej sytuacji byłyby dostępne na finansowanie podnoszących wydajność inwestycji biznesowych. Teraz firmy się boją, że rosnący w kolejnych latach deficyt doprowadzi do podwyżek podatków, to zaś jeszcze bardziej zniechęci do inwestowania.

To perspektywa niepokojąca dla wszystkich. Gdy rosną stopy procentowe – co na pewno musi nastąpić – koszt obsługi długu będzie wymagać podwyższenia podatków, co zaszkodzi motywacjom ekonomicznym i osłabi aktywność gospodarczą. Poza tym utrzymywanie dużego deficytu ogranicza zdolność rządu do zwiększania wydatków wówczas, gdy pojawia się spowolnienie gospodarcze czy zagrożenie bezpieczeństwa narodowego.

Obniżenie deficytu to oczywiście zadanie organów odpowiedzialnych za wpływy podatkowe i wydatki publiczne: rządów i prawodawców. Pewną rolę odgrywają tu również banki centralne, które wpływają na tę kwestę w dwojaki sposób. Prowadzona w krajach rozwiniętych polityka niskich stóp procentowych obniża bieżącą wielkość deficytu budżetowego,. Dzieje się to jednak kosztem zmniejszania nacisku na przywódców politycznych, żeby zajęli się przyszłym deficytem oraz zachęcaniem wyborców, by opowiadali się za kolejnymi programami wydatkowymi i większymi cięciami podatków. Banki centralne mogą tu pomóc poprzez wyraźną deklarację, że stopy procentowe w przyszłości znacznie wzrosną, co oznacza, że zaciąganie długów – i rolowanie dotychczasowych – będzie dla rządów kosztowniejsze.

Obniżenie deficytu rocznego wymaga albo zwiększenia wpływów podatkowych albo zmniejszenia wydatków. Podnoszenie krańcowych stawek podatkowych jest zarówno niepopularne politycznie jak i szkodliwe gospodarczo. W Stanach Zjednoczonych jest możliwość zwiększenia wpływów bez podwyższania stawek podatkowych. Może to się odbywać za pomocą ograniczenia tak zwanych preferencji podatkowych – czyli pewnych rodzajów wydatków, które są wbudowane w system podatkowy i nie podlegają zatwierdzaniu co roku przez Kongres. Na przykład Amerykanin, który kupuje samochód elektryczny, otrzymuje 7 tys. dol. ulgi podatkowej. Preferencje podatkowe na większą skalę obejmują w USA odliczenie rat kredytu mieszkaniowego oraz wyłączanie z dochodu do opodatkowania płaconych przez pracodawcę składek na ubezpieczenie zdrowotne.

Zlikwidowanie jakiejkolwiek z tych głównych preferencji podatkowych mogłoby być politycznie niemożliwe. Ograniczenie kwoty, o jaką podatnik może zmniejszyć swoje zobowiązanie z tytułu preferencji podatkowych, mogłoby jednak przynieść znaczne wpływy. Robię więc co mogę, żeby moich republikańskich przyjaciół w Kongresie przekonać, że ograniczenie strat z tytułu preferencji podatkowych to tak naprawdę sposób obniżenia wydatków rządowych – mimo, że to zmniejszenie deficytu pojawia się po dochodowej stronie budżetu.

Dobra wiadomość jest taka, że stosunkowo niewielkie zmniejszenie deficytu rocznego może wprowadzić gospodarkę na ścieżkę wiodącą do znacznie mniejszego wskaźnika długu w relacji do PKB. W przypadku Stanów Zjednoczonych obniżenie deficytu z przewidywanych 4,9 do 3 proc. PKB spowodowałoby spadek wskaźnika zadłużenia w pobliże 60 proc.

Ta sama prawidłowość działa wszędzie. Stosunek długu do PKB odpowiada w długim okresie relacji wskaźnika deficytu budżetowego do tempa wzrostu nominalnego PKB. Przy wzroście nominalnego PKB o 4 proc. rocznie deficyt na poziomie 2 proc. PKB oznaczałby, że długookresowy wskaźnik zadłużenia spada do 50 proc. I taki właśnie powinien być cel, do którego zmierzają wszystkie kraje G7.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test