Na agresywnym rynku można grać etycznie

01.03.2011
Polacy zaczęli rozumieć, że trzeba inwestować pieniądze i to nie tylko na lokatach bankowych. Chcą mieć wpływ na to, co się dzieje z ich pieniędzmi. Rynek amerykański wciąż jest wzorcem, z którego warto czerpać - ich umiejętność odbicia się od kryzysu jest fenomenalna – mówi w wywiadzie Jana Chudzik, prezes Instytutu Rynku Kapitałowego powołanego przy GPW.

(CC By-RoGB77)


Obserwator Finansowy: W ubiegłym roku powstało ponad 400 tysięcy nowych rachunków inwestycyjnych. Jak Pani sądzi, dlaczego aż tyle?

Jana Chudzik: Polacy zaczęli rozumieć, że trzeba inwestować pieniądze i to nie tylko na lokatach bankowych. Po pierwsze chcą mieć wpływ na to, co się dzieje z ich pieniędzmi. Po drugie – rośnie zaufanie do osób i organizacji, które pieniędzmi zajmują się profesjonalnie.

W 2008 roku, według danych Giełdy Papierów Wartościowych, załamała się struktura inwestorów – inwestorzy indywidualni stanowili zaledwie 18 procent wobec ponad 30-proc. reprezentacji w latach 2006 – 2007. W ubiegłym roku ponownie rynek zanotował ich przypływ. Przestaliśmy się bać kryzysu?

Myślę, że dla większości Polaków kryzys był jednak czymś odległym. A nawet jeśli go dostrzegają – to jasne jest, że w trudniejszych czasach bardziej trzeba polegać na kompetentnych osobach, zwłaszcza w temacie tak ważnym jak inwestowania pieniądze. Nie zgodzę się, że odnotowaliśmy w Polsce załamanie zaufania do giełdy, do instytucji działających na polskim rynku kapitałowym.

To jak to nazwać?

Tym charakteryzuje się pieniądz, że jest płynny. W przypadku utraty zaufania ze strony inwestorów, pieniądz płynie tam, gdzie rynki są bardziej stabilne.

NBP w swojej strategii edukacyjnej przyjętej na lata 2010-2012 podaje, że wiedza ekonomiczna Polaków, w tym środowisk opiniotwórczych, jest niska. Podziela Pani ten pogląd?

Wszystko zależy od punktu odniesienia. Jeśli porównamy dzień dzisiejszy z punktem startowym Polski po przemianach 1989 roku, to dokonaliśmy ogromnego postępu. Porównując naszą świadomość do świadomości ludzi z rynków o kilkudziesięcioletniej i dłuższej tradycji, widać potrzebę edukacji społecznej. Ważne, iż mamy w Polsce ekspertów nieustępujących wiedzą najlepszym ekspertom światowym. Polscy inwestorzy to w rosnącym stopniu ludzie świadomi, a przede wszystkim – edukujący się. IRK ma konkretną wizję. Myślałam o trzech filarach: projekty rozwojowe, konferencje dedykowane tematom ważnym dla rozwoju rynku kapitałowego oraz badania naukowe, w tym badania rynku, realizowane samodzielnie bądź w projektach partnerskich.

Przez wiele lat mieszkała pani w Kanadzie, obserwowała pani tamten rynek i inne. Czy jest jakaś instytucja, na której się pani wzorowała, kiedy w 2010 roku tworzyła pani Instytut Rynku Kapitałowego (IRK)?

To, co było dla mnie interesujące, to modele działania. Nauczyłam się, że należy bacznie obserwować trendy i zwracać uwagę na to, jak tworzy się standardy. W Polsce nie ma jak dotąd wyspecjalizowanej instytucji, która badałaby rynek kapitałowy.

IRK przypomina mi CISI, czyli brytyjski the Chartered Institute for Securities and Investment, a więc instytucję certyfikującą. Z tym, że CISI to jest taka wersja międzynarodowa, światowa.

My również z czasem wejdziemy na rynki międzynarodowe. Wiele sobie obiecywaliśmy po współpracy z CISI. Na etapie tworzenia IRK myśleliśmy, że będziemy realizowali projekty partnerskie. Że to, co wcześniej wypracowano, będzie przy naszym aktywnym zaangażowaniu modyfikowane do naszych potrzeb; np. w obszarze prawa czy rachunkowości będziemy do kursów dopisywali nasze moduły, itd. Wreszcie, że wspólnie będziemy certyfikować.  Poziom rozpoznawalności CISI w Polsce jest jednak tak niski, że to my uwiarygadnialibyśmy ich na polskim rynku. Budujemy własną markę, także w obszarze certyfikacji zawodowej. W tym kontekście – CISI jawi się raczej jako potencjalna konkurencja. CISI to w istocie firma, która specjalizuje się od jakiegoś czasu wyłącznie w certyfikowaniu. Odeszli od realizacji projektów szkoleniowych. Gdy chcieliśmy w Polsce pokazać program „wealth management” CISI okazało się, że na obecnym etapie rozwoju nie mają wykładowców. Z nami na stałe współpracuje grono ekspertów. Są to praktycy z rynku kapitałowego, prawnicy, renomowani pracownicy uczelni i instytucji badawczych, trenerzy i mentorzy świata biznesu. I nie chodzimy na kompromisy.

To znaczy?

Że jeśli uczymy młodych ludzi, jak być maklerem papierów wartościowych, to robimy to kompleksowo. Na przykład mówiąc o metodach efektywnego budowania relacji z klientem i o etyce, mamy na myśli etykę przez duże „E”.

Czy definicja etyki pozwala odróżnić spekulanta od gracza?

To w istocie płynna granica. Rozróżnienie gracz i spekulant zależy chyba od tego, czy ktoś robi to dla siebie, na własny rachunek czy dla kogoś. Słowo „spekulant” kojarzy się negatywnie.

Chciwość pojawia się w pewnych okolicznościach. A w Polsce takie okoliczności właśnie występują – jest coraz więcej instrumentów, pozwalających ugrać coraz więcej. W ubiegłym roku pojawiła się np. krótka sprzedaż.

Ale też coraz więcej osób się sparzyło, zwłaszcza, jeśli chodzi o ryzykowne instrumenty. Krótka sprzedaż jest wyjątkowo trudna i nie dla spekulantów, zwłaszcza bez „poduszki bezpieczeństwa”. Raczej dla dobrych graczy.

Ludzie przychodzą do IRK z takimi właśnie problemami: „słabo mi idzie krótka sprzedaż, chciałbym się podszkolić”?

Również. Ale więcej osób przyszło do nas, bo trafili na nierzetelnego doradcę lub chcą poznać mechanizmy funkcjonowania rynku i zasad pracy maklera, aby móc więcej wymagać od pracownika instytucji finansowych lub swobodniej samodzielnie poruszać się po rynku.

Jak się uczy młodego maklera zasad etyki?

Mówimy między innymi o odpowiedzialności za swoje życie i życie innych osób. Za budowanie wiarygodności własnej i firmy. O konieczności przestrzegania prawa i zasad. O tym, że warto budować swoje dobre imię.

A uczą państwo jak konkretnie zaprojektować sobie poduszkę finansową?

Tak. I tego, żeby traktować inwestowanie w instrumenty finansowe jako jeden ze sposobów myślenia o budowaniu przyszłości. Mówimy też żeby współpracować z osobami etycznymi. Bo samemu można być uczciwym, ale wpaść w złe towarzystwo. Wiedza, umiejętność zadawania odpowiednich pytań i nabrania dystansu przed tym chronią. Jedna z zasad życiowych, w które wierzę: każdy człowiek ma prawo do popełniania błędu, ale niedopuszczalne jest popełnianie tych samych błędów dwukrotnie. Trzeba również ważyć ryzyko.

Rozumiem, że to ma zmieniać nasz rynkowy krajobraz?

Czy dzięki nam rozkwitną w Polsce fundusze private equity – tego nie wiem. To zależy nie tylko od edukacji społecznej, ale i od infrastruktury, która by to umożliwiała. Na giełdzie niedługo będzie „Akademia Private Equity”. Jest to prawdopodobnie przyszłość tego segmentu rynku. Ale sama wiedza to nie wszystko. Potrzebne są środki, finanse, odpowiedni rozwój gospodarki.

Który rynek kapitałowy jest dla pani wzorcowy. Amerykański?

Tak. Proszę spojrzeć na ich umiejętność odbicia się od kryzysu – to fenomenalne.

Ale to na tamtym rynku doszło do największego tąpnięcia od 60 lat.

Tak, ale wiemy już dlaczego tak się stało. Dziś podziwiamy tempo, w jakim z kryzysu ten rynek się dźwignął.

Ta dynamika jest kwestią kompetencji, czy może niespotykanej nigdzie indziej brawury i agresywności?

Sądzę, że to jest bardziej złożone… To jest też kwestia przedsiębiorczości, tradycji demokracji. Kultura amerykańska jest inna od europejskiej, jeśli chodzi o dynamikę. My jesteśmy bardziej zachowawczy.

A państwo uczą w trybie zachowawczym, czy uczycie agresywności i drapieżności?

W moim rozumieniu nie ma agresywności giełdowej. Raczej agresja ludzi, którzy grają. Na wszystko jest w życiu miejsce. Chodzi o to, żeby umieć zachować balans i działać myśląc o skutkach podejmowanych decyzji w horyzoncie dłuższym niż „tu i teraz”…

Jakich kursów szuka rynek korporacyjny? Z czego chce się szkolić?

Tematy, z którymi zgłaszają się do nas podmioty to: derywaty, relacje z inwestorami, wycena przedsiębiorstwa, zarządzanie zmianą oraz wsparcie domów maklerskich, np. na etapie ich tworzenia. Doradzamy w konstruowaniu procesów, które tam się toczą, kształceniu osób na określone stanowiska i itd.

Na rynku jest wiele podmiotów, świadczących takie „projekty rozwojowe” jak kursy maklerskie itd. Czym się te projekty różnią od waszych?

Chcemy być twórcą i współtwórcą standardów zawodowych. To, że zostaliśmy powołani przez GPW i Izbę Domów Maklerskich jest jednym z naszych wyróżników. Daje nam pozycję uprzywilejowaną, ale też wymaga poczucia szczególnej odpowiedzialności za produkty, które tworzymy i oferujemy rynkowi. Europejskie ramy są dla nas pewnym benchmarkiem. Nasz kurs na maklera papierów wartościowych został wpisany w Europejskie Ramy Kwalifikacji w trzech obszarach: wiedza, umiejętności i kompetencje. Tak samo jest opisana Akademia Rynku Kapitałowego. Ale też jesteśmy – jako ekspert – włączeni przez Instytut Badań Edukacyjnych w międzysektorowe konsultacje dotyczące zbudowania Krajowych Ram Kwalifikacji, polskiego odpowiednika dla Europejskich Ram Kwalifikacji.

Dlaczego Europejskie Ramy Kwalifikacyjne są takim istotnym punktem odniesienia?

To pozwala nam na wystandaryzowanie kursów zgodnie z przyjętymi w ramach Unii Europejskiej standardami opisu poziomów kwalifikacji. To holistyczne podejście do procesu nauczania; to rozumienie, iż liczą się efekty. Ale też oczywiście nie zapominamy o tym, że uczestnicy naszego kursu mają zdać egzamin w KNF. Nie ukrywam, że w przyszłości, gdy licencje maklerskie czy doradcy inwestycyjnego, nie będą musiały być przeprowadzane przez instytucje państwowe, będziemy chcieli być podmiotem, który samodzielnie będzie ich udzielał. Od początku budujemy kompetencje i umacniamy naszą wiarygodność, aby uczestnicy i interesariusze rynku kapitałowego mogli nam zaufać.

Rozmawiała Katarzyna Kozłowska


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test