NBP: Inflacja wzrośnie, ale nie gwałtownie

13.11.2017
Inflacja CPI w 2019 roku ma osiągnąć 2,7 proc. według najnowszej projekcji Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP. Pierwszy raz od lat będzie zatem wypełniony 2,5-proc. cel inflacyjny. Ekonomiści rynkowi dodają, że może to nastąpić nawet w 2018 roku, ale wiele będzie zależało od sytuacji na rynku pracy.


– Jeżeli będą narastać problemy z podażą pracy, będą się one przekładać raczej na ograniczenia produkcji niż na zbyt dynamiczny wzrost płac – mówił podczas prezentacji najnowszej projekcji Piotr Szpunar, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.

Wyjaśnił przy tym, że na razie takich problemów nie ma. Niewielka część firm wskazuje niezapełnione wakaty jako twardą barierę rozwoju, a wzrost aktywności zaobserwowany w ostatnich badaniach BAEL z nawiązką równoważy pogarszającą się demografię.

– Często porównujemy się z krajami regionu, ale w każdym z nich sytuacja jest trochę inna i automatyczne przenoszenie informacji, że np. Narodowy Bank Czech przewiduje dynamikę płac na poziomie 8 proc. nie oznacza, że tak samo musi być w Polsce, bo struktura naszych gospodarek jest odmienna – podsumował Piotr Szpunar.

Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych, dodawał, że w wielu rozwiniętych gospodarkach zagadką pozostaje, dlaczego zacieśnianie sytuacji na rynku pracy nie przekłada się na wyraźny wzrost płac.

Hipotez jest wiele – może chodzić o słaby wzrost produktywności pracy, niskie oczekiwania inflacyjne, wzrost aktywności zawodowej kobiet i osób starszych przy wzroście znaczenia umów czasowych. Może chodzić wreszcie o osłabienie pozycji negocjacyjnej pracowników oraz wzrost preferencji dla bezpieczeństwa zatrudnienia.

W Polsce dochodzi do tego specyficzny czynnik, jakim jest imigracja z Ukrainy. Ekonomiści NBP szacują, że obniżyła ona wzrost płac o 0,3 pkt. proc. Ukraińcy stanowią już 4 proc. siły roboczej w Polsce i choć coraz częściej pracują w usługach, a nie w rolnictwie, to nadal ich płace i wydajność są niższe od średniej. W liczbach bezwzględnych mieliśmy około 800 tys. Ukraińców w Polsce na koniec 2016 roku i prawdopodobnie będziemy mieli ok. 1,2 mln na koniec 2017 roku.

Presja inflacyjna nie pojawi się ani ze strony rynku pracy, ani ze strony rynku surowców. Ekonomiści NBP zakładają, że cena ropy naftowej, która w marcu 2016 roku kształtowała się na poziomie 35 dolarów za baryłkę Brent, a teraz przekroczyła 55 dolarów za baryłkę, w średnim i długim terminie powinna być niższa. Wskazują na to notowania instrumentów rynkowych, ale również obserwacja, że uruchomienie nowych odwiertów w Stanach Zjednoczonych w odpowiedzi na rosnące ceny ropy zajmuje około pół roku.

Ostatecznie inflacja CPI według centralnej ścieżki listopadowej projekcji wyniesie 2,3 proc. w 2018 roku i 2,7 proc. w 2019 roku. W projekcji z założenia nie przewiduje się ruchu stóp procentowych. W rzeczywistości o potrzebie podwyżek w przyszłym roku mówi już część członków Rady Polityki Pieniężnej i 18 z 21 ekonomistów biorących udział w listopadowej ankiecie PAP.

– Rynek pracy jest podstawowym czynnikiem przy rozważaniach o podwyżce stóp. Nie wykluczałbym scenariusza, w którym rosnąca presja płacowa zmusza firmy do podniesienia cen swoich produktów, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na inflację. Drugim czynnikiem mogą być ceny żywności. Do kolejnej wiosny będziemy widzieć efekty niższej podaży owoców z tej wiosny. Od przyszłego roku w górę idą też ceny energii, a niewykluczone, że i ceny paliw oraz ceny administracyjne – ocenia Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

To wszystko skłania go do prognozy, że w drugiej połowie 2018 roku nastąpią dwie podwyżki po 25 punktów bazowych. Pod warunkiem, że w odpowiednim tempie zaczną rosnąć inwestycje i zbierze się wówczas odpowiednia większość w RPP.

Trochę inaczej na przyszłą inflację patrzy Marcin Mazurek, analityk makroekonomiczny mBanku.

– Jeśli projekcja zakłada, że inflacja osiągnie cel dopiero w 2019 roku i to przy poziomie 2,7 proc., a nie np. przy górnym 3,5 proc. ograniczeniu, to nie jest to silny sygnał, żeby szybko podnosić stopy. Szczególnie, że w następnej projekcji spodziewamy się korekty ścieżki inflacji w dół. Początek 2018 roku jest bowiem w projekcji banku centralnego dość wysoko w porównaniu z naszą prognozą. Zrewidowaliśmy ostatnio w dół i ścieżkę cen żywności i cen ropy.

Analityk podkreśla, że w tym drugim przypadku NBP ze względów metodologicznych nie może od razu pokazać, jak rosnąca podaż ropy przełoży się na ceny, ale instrumenty rynkowe, które bierze pod uwagę, powinny pokazać niższą cenę ropy i trochę niższą inflację już przy kolejnej projekcji.

Mniej emocji niż inflacja budzi w tej rundzie prognoza PKB. W tym roku polska gospodarka powinna urosnąć o 4,2 proc., w 2018 roku o 3,6 proc., a w 2019 roku o 3,3 proc. Ekonomiści NBP podkreślają, że nie tyle wzrost w nadchodzących latach będzie słaby (wciąż powyżej wzrostu potencjalnego szacowanego na 3 proc.), co 2017 rok był wyjątkowo dobry.

W porównaniu z projekcją lipcową wyższa okazała się dynamika spożycia indywidualnego, wyższy był też wkład do wzrostu eksportu netto. Jeśli chodzi o ten pierwszy czynnik, sam program Rodzina 500+ dodał do wzrostu PKB w 2017 roku ok. 0,5 pkt. proc. Program był wdrożony w kwietniu 2016 roku, ale największe efekty dla konsumpcji miał do pierwszego kwartału 2017 roku.

Niemniej jednak sama konsumpcja pozostanie w horyzoncie projekcji głównym czynnikiem wzrostu PKB. Rola transferów z tytułu świadczeń rodzinnych i wychowawczych co prawda się zmniejszy, ale sytuacja na rynku pracy pozostanie korzystna.

Na wzrost gospodarczy będą wpływać także dodatnia dynamika inwestycji związana głównie z intensywniejszym napływem środków UE z perspektywy 2014-2020. W drugą stronę będzie jednak działać spodziewane spowolnienie dynamiki PKB w strefie euro, a w 2019 roku także zmniejszona dynamika popytu krajowego.

>>Raport na stronie NBP


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły