• Dominik Hejj

NGO na Węgrzech tylko państwowe

24.04.2017
Na Węgrzech tzw. trzeci sektor, czyli organizacje pozarządowe, będzie działał bez problemów, jeśli spełnia wymagania władzy: nie jest polityczny, nie jest obywatelski, za to jest utworzony i w pełni kontrolowany przez państwo.

Viktor Orbán jestem stypendystą fundacji Georga Sorosa (na zdjęciu z prawej, w czasie spotkania na uniwersytecie CEU w Budapeszcie). W rządzącej partii Fidesz jest wiele osób wyedukowanych dzięki działalności Sorosa na Węgrzech. (CC BY NC ND CEU)


Non government organization (NGO), to organizacje pozarządowe (niedawno było o nich głośno w Polsce), przynajmniej w teorii funkcjonujące w oderwaniu od aparatu państwowego, ale podlegające rzecz jasna ustawodawstwu państwowemu. NGO są immanentną częścią państw demokratycznych, pełnią istotne funkcje w organizmie państwowym. Na Węgrzech funkcjonuje jednak dość specyficzna interpretacja ich charakteru, którą spokojnie moglibyśmy traktować jako oddzielną kategorię. To mocno reglamentowana „obywatelskość”.

Przypominanie, że Viktor Orbán wywodzi się z partii, która na sztandarach niosła hasła społeczeństwa obywatelskiego jest dziś równie nieskuteczne, co przytaczanie wypowiedzi z początku lat 90., w których premier mówi: „Jestem stypendystą Fundacji Sorosa”. To wyklęty fragment historii. Zresztą stypendystów Sorosa w partii Fidesz jest bardzo wielu. To prominentni działacze, m.in. europosłowie: Tamás Deutsch, József Szájer, który dodatkowo był współtwórcą konstytucji z 2011 roku, Mária Schmidt, dyrektor Domu Terroru, pełnomocnik rządu ds. obchodów 1956 roku, czy obecny rzecznik rządu Zoltán Kovács.

NGO nasze albo żadne

Przegłosowana w ubiegłbym tygodniu ustawa o szkolnictwie wyższym, a także projekt ustawy zmieniającej zasady funkcjonowania NGO na Węgrzech, w oczywisty sposób uderzają głównie w podmioty finansowane przez Georga Sorosa, jednego z najbardziej zaciekłych krytyków rządów Orbana. Organizacje, które są finansowane spoza granic Węgier będą musiały zarejestrować się jako „wspierane z zagranicy”. Roczne dotacje dla nich to ok. 23 000 euro rocznie. Spod jurysdykcji wyłączone są naturalnie fundusze unijne. O zagranicznym finansowaniu NGO musi informować nie tylko na stronie internetowej, ale także we wszystkich publikowanych przez siebie materiałach.

Spod nowego prawa wyłączone będą te organizacje, które otrzymują największe dotacje w kraju, czyli głównie z budżetu centralnego.

Nowe prawodawstwo jest kontynuacją retoryki zaproponowanej na początku roku, kiedy to szef frakcji Fideszu mówił o konieczności wymiecenia z Węgier „pseudopozarządowych” organizacji imperium Sorosa. Przedstawiciele rządu Węgier oskarżyli NGO o rosnącą falę migrantów, przypisując im zachęcanie do przyjazdu na Węgry. Warto wskazać, że zarzut ten nie znajduje potwierdzenia w oficjalnych statystykach.

Temat NGO jest jedną z kwestii poruszanych w ramach Konsultacji Narodowych, które odbywają się na Węgrzech od 31 marca, a potrwają do 10 maja. Jedno z pytań dotyczy coraz większej liczby organizacji wspieranych spoza granic, a funkcjonujących na Węgrzech, których celem jest niepostrzeżone mieszanie się w sprawy wewnętrzne. Taka działalność stanowi zagrożenie dla niepodległości – napisano w dokumencie.

Niemoc NGO

Widać wyraźnie, że rząd Węgier ma duży problem z organizacjami pozarządowymi. Posługuje się doskonale znaną kliszą retoryczną, określając je mianem „lewicowo-liberalnych”. Dla wyborców partii koalicyjnych to jasny sygnał.

Celem działań Viktora Orbána nie jest upodabnianie Węgier do Rosji Władimira Putina. To realizacja planu budowy całkowicie nowych Węgier, w pełni zależnych od administracji centralnej. Viktor Orbán jest wielkim politykiem, jednak obywatelska aktywność spędza mu sen z powiek. To pod wpływem deklaracji przeprowadzenia referendów całkowicie wycofał się z zakazu handlu w niedzielę czy organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2024 roku. Pod naporem gigantycznych protestów odesłał ustawę o podatku internetowym do konsultacji społecznych.

Pomimo ogromnej mobilizacji społecznej, podmioty obywatelskie nie są jednak w stanie w żaden sposób zbudować przeciwwagi wobec profesjonalnych machin aparatu administracji rządowej. Są protesty i nic więcej. Na ulice Budapesztu nie raz wychodziło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale to niczego nie zmieniło i nie zmieni.

Ruchy obywatelskie nie potrafią przekształcić się w partie polityczne, zaś ich instytucjonalizacja powoduje wytracenie świeżości i wiary w możliwość zmiany. Po części z tego procesu wyłamuje się Ruch Momentum, który w jednym z sondaży zdobył przeszło 5 proc. poparcia, a zatem wszedłby do parlamentu. To raczej jednorazowy wyjątek.

Dr Dominik Héjj – politolog, redaktor naczelny portalu www.kropka.hu poświęconego węgierskiej polityce.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test