Nie da się wyjść ze strefy euro i nikt tego Grecji nie życzy

03.07.2015
Zakładam, że po referendum Grecja i jej wierzyciele wrócą do negocjacji, bo zależy im na rozwiązaniu impasu w rozsądnym czasie. Nie można całkiem wykluczyć zaskarżenia przez Ateny instytucji europejskich przed Trybunałem Sprawiedliwości, ale to otworzyłoby tylko prawdziwą puszkę Pandory – mówi Agata Gostyńska-Jakubowska, analityk Centre for European Reform.

Agata Gostyńska-Jakubowska Fot. CER


Obserwator Finansowy: Zewsząd słyszymy o potencjalnym Grexicie, ale czy w traktatach w ogóle przewidziana jest możliwość wyjścia ze strefy euro?

Agata Gostyńska-Jakubowska: Nie ma możliwości wyjścia ze strefy euro. Budowanie unii gospodarczo-walutowej z euro jest projektem nieodwracalnym. Powinny go realizować wszystkie państwa członkowskie, poza tymi, które mają stałą derogację, czyli zwolnienie z obowiązku przyjęcia euro, jak Wielka Brytania czy Dania. O ile nie mamy żadnego postanowienia w traktatach, który by mówiło o wyjściu ze strefy euro, to w traktacie lizbońskim wprowadzono artykuł 50, który umożliwia wyjście z Unii Europejskiej. Teoretycznie wiec, Grexit powinien pociągnąć za sobą wyjście Grecji z Unii. Na to wskazywały też analizy, które wykonywały instytucje UE w czasie pierwszej fali kryzysu greckiego. Wątpię jednak żebyśmy w ogóle musieli rozważać taki scenariusz, bo nie widzę chęci wypchnięcia Grecji z Unii Europejskiej.

Gdyby jednak doszło do całkowitego impasu i ta chęć się jednak pojawiła to rozumiem, że aby wyjść z euro Grecja najpierw musi wyjść z Unii?

Gdyby doszło do całkowitego impasu w rozmowach pomiędzy rządem greckim a wierzycielami myślę, że państwa członkowskie i instytucje będą jednak próbowały wypracować rozwiązanie, które pozwoli na pozostanie Grecji w Unii Europejskiej, a może nawet na peryferiach strefy euro.

Skoro nikt nie chce Grecji wypychać to dlaczego grecki minister finansów zapowiada, że Grecja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, aby powstrzymać „wyrzucenie ze strefy euro oraz zduszenie jej systemu bankowego”?

Minister Warufakis na pewno zdaje sobie sprawę, ze traktaty nie przewidziały wyjścia państwa ze strefy euro, a sam projekt Unii Gospodarczej i Walutowej nazywany jest przez nie „nieodwracalnym”. Grecja sygnalizuje wierzycielom, że tak łatwo nie ustąpi pola. Być może chce też zyskać na czasie, ale pamiętajmy, że zbytnia zwłoka nie jest na rękę również dla niej.

Grecja nie mogłaby zaskarżyć instytucji unijnych do Trybunału Sprawiedliwości?

Teoretycznie mogłaby znaleźć podstawy prawne na mocy których wniosłaby sprawę do Trybunału Sprawiedliwości. Moim zdaniem w praktyce byłoby jej jednak bardzo ciężko uargumentować np. naruszenie przez państwa strefy euro artykułu 259 o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który mówi o tym, że każde państwo członkowskie może wnieść sprawę przeciwko innemu państwu członkowskiemu za uchybienie zobowiązań traktatowych. Argumentem Greków mogłoby być to, że państwa strefy euro uchybiły zasadzie lojalnej współpracy, ale to słaby argument, który – gdyby w ogóle był rozpatrywany przez Trybunał – mógłby otworzyć puszkę Pandory i wzajemne oskarżenia, o to kto tak naprawdę pierwszy tę zasadę złamał.

Silniejsze argumenty Grecja ma chyba przeciwko Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Charles Wyplosz w publikowanym u nas tekście argumentował, że nie zachował się on w stosunku do Grecji jak pożyczkodawca ostatniej szansy, ale jak instytucja polityczna, która chce Grecję ukarać.

Rzeczywiście Grecja korzysta z pomocy Europejskiego Banku Centralnego, który dostarcza środków Narodowemu Bankowi Grecji w ramach programu awaryjnego wsparcia płynności. Z kolei grecki bank centralny pożycza je komercyjnym bankom. Kontrowersyjny jest fakt, że EBC utrzymał to wsparcie na dotychczasowym poziomie, mimo że greckie banki potrzebowały jego zwiększenia. Zaskarżając taką decyzje przed Trybunałem w Luksemburgu Grecja musiałaby udowodnić, że EBC nie wywiązał się ze swoich traktatowych zobowiązań i uniemożliwił jej realizowanie jednego z najważniejszych celów traktatu, czyli tworzenia i funkcjonowania unii gospodarczej i walutowej, której walutą jest euro. Argument ten może być jednak trudny do obrony.

Niemniej fani greckiego serialu negocjacyjnego nie muszą tracić nadziei – niewykluczone, że będzie w nim długi epizod prawniczy?

Wykluczyć tego nie można, ale zakładam, że po referendum obie strony wrócą jednak do negocjacji, bo zależy im na rozwiązaniu tego impasu w rozsądnym czasie. Całkowite fiasko rozmów oznaczałoby zbyt duże ryzyko dla całego projektu europejskiego. Skoro Grecja balansuje na krawędzi strefy euro, skoro w Wielkiej Brytanii nasila się debata na temat wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej, to wszystko jednak bardzo osłabia globalną pozycję Europy wobec innych potęg światowych.

Jakie konsekwencje dla przyszłej współpracy w ramach strefy euro będą miały greckie negocjacje? Podobno niepodpisanie przez greckiego przedstawiciela komunikatu z posiedzenia eurogrupy z 27 czerwca było precedensem.

Rzeczywiście widać, że ujawniają się bardzo głębokie podziały w strefie euro. Od początku kryzysu obserwowaliśmy jak rysuje się podział na Północ – Południe, czyli bogatsze państwa- zwolennicy zaciskania pasa i biedniejsze kraje – zwolennicy większej stymulacji gospodarki. Teraz doszło jednak do różnicy zdań między samymi wierzycielami. Angela Merkel jasno wskazała, że negocjacje należy przerwać dopóki Grecy nie zagłosują w referendum, François Hollande z kolei, zapewne pod presją kolegów z partii socjalistycznej, chciał te rozmowy toczyć. Skoro nie ma zgody co do takiej kwestii, to trudno sobie wyobrazić konsensus co do środków, które strefa euro powinna podjąć, zęby wyjść z kryzysu.

Upada zatem argument, który często słychać w polskiej debacie o euro – „musimy tam wejść, bo rdzeniem Unii Europejskiej jest eurostrefa i ona się tak zintegruje, że jej nie dogonimy”?

Argument ten może staje się trochę słabszy, ale nadal jest aktualny. Zresztą wydaje mi się, że bardzo słusznie nasza polityka europejska była i jest zorientowana na próbę otworzenia mechanizmów zarządzania gospodarczego strefy euro na takie państwa jak Polska, które są zobowiązane do przystąpienia do strefy euro w przyszłości. Pozwala nam to obserwować z bliska dalsze procesy integracyjne strefy, a nawet mieć do pewnego stopnia wpływ na ich kształtowanie. Powinniśmy kontynuować taką politykę i choć strefa euro obecnie nie jest w najlepszej formie, to jednak błędem byłoby jej całkowite przekreślanie i porzucenie wszelkich debat o wejściu Polski do unii walutowej.

Rozmawiał Marek Pielach

Agata Gostyńska-Jakubowska – analityk w londyńskim Centre for European Reform, gdzie zajmuje się architekturą instytucjonalną i procesem decyzyjnym w UE. Poprzednio analityk w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Absolwentka prawa oraz stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test