Nowe źródła danych szansą i ryzykiem dla rynku ubezpieczeń

16.08.2019
Internet Rzeczy, sztuczna inteligencja czy dane satelitarne pomogą ubezpieczycielom pozyskiwać nowe informacje przydatne do oceny ryzyka. Nowe technologie to jednak także nowe szanse dla oszustów.

(Envato)


Ubezpieczyciele obawiali się, czy po wejściu w życie RODO polisy życiowe czy turystyczne nadal będą mogły być oferowane na dotychczasowych zasadach. Chodziło o to, że do szacowania składki zbiera się dane o stanie zdrowia klienta czy charakterze pracy. Dopiero w maju 2019 r. weszły w życie przepisy, które rozwiązały ten problem i ubezpieczyciele otrzymali zamknięty katalog danych do oceny ryzyka. Dotyczą one m.in. stanu zdrowia, stanu cywilnego, charakteru wykonywanej pracy czy sytuacji finansowej. Przepisy nie pozwalają na dowolność w wykorzystywaniu danych, ale bez tej regulacji użycie nowych źródeł danych do oceny ryzyka byłoby utrudnione.

Samo gromadzenie informacji z różnych źródeł przez ubezpieczycieli jednak nie wystarczy, dane powinny mieć znaczenie predykcyjne. Podczas VII Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń Grzegorz Bielec, wiceprezes Grupy Warta, powiedział, że ubezpieczyciele już teraz nie wykorzystują wszystkich danych, a zbyt duża ilość nowych zmiennych może wręcz skomplikować im pracę. Przykładowo aż 700 – 800 zmiennych jest wykorzystywanych przy ocenie ryzyka przy składce OC, kolejne nie pomogą już lepiej oceniać zagrożenia, przeciwnie, rezultat może być coraz gorszy.

W dodatku wiele pozornie przydatnych do wykorzystania przez ubezpieczycieli danych nie znajduje zastosowania z przyczyn regulacyjnych czy barier psychologicznych. Ogromnym źródłem informacji są serwisy społecznościowe, ale użycie zgromadzonych tam informacji nie jest proste. Z jednej strony wymaga szeregu zgód użytkowników, którzy nie są chętni do ich udzielania, z drugiej dla ubezpieczycieli powoduje ogromne ryzyko nadużyć i oszustw.

Zdarza się też, że wprowadzane z dużą nadzieją i sporym rozgłosem rozwiązania wykorzystujące nowe technologie nie osiągają spodziewanego sukcesu. Tak było z telematyką, gdy monitorowanie stylu jazdy kierowcy miało przyczyniać się do obniżenia składki w ubezpieczeniach komunikacyjnych dla bezpiecznie jeżdżących kierowców. Okazało się, że zainteresowanie klientów nie było duże, a ubezpieczyciele, którzy je wprowadzili, nie chwalą się zyskami odniesionymi dzięki temu rozwiązaniu.

Ubezpieczyciele chętnie natomiast wykorzystują sztuczną inteligencję, która przydaje się przy underwritingu, czyli przy ocenie klasyfikacji ryzyka ubezpieczeniowego, a także przy likwidacji szkód, np. komunikacyjnych, kiedy algorytmy pozwalają na analizę zdjęć uszkodzonego pojazdu, ocenę zakresu szkody i szybkie wyliczenie odszkodowania. To nie tylko skraca czas jej likwidacji, ale też pozwala zmniejszyć zatrudnienie ubezpieczycielom, co oznacza oszczędności. Algorytmy sztucznej inteligencji mają także zastosowanie w walce z wyłudzeniami, analiza zgromadzonych danych pozwala bowiem na wykrywanie nadużyć.

Monitoring zdrowia

Stan zdrowia wpływa na wysokość składki i możliwość ubezpieczenia w polisach na życie. Im większe ryzyko, tym trudniej taką osobę ubezpieczyć, a jeśli już – płaci ona wyższe składki. Dlaczego zatem nie pójść krok dalej i nie wykorzystać trybu życia, prowadzonego przez klienta, do oceny ryzyka?

Przecież im zdrowsza dieta i więcej ruchu, tym niższe ryzyko zapadnięcia na choroby cywilizacyjne. W obecnym stanie prawnym nie jest możliwe monitorowanie wszelkich aktywności klienta w celu dopasowania do niego oferty, ale w przyszłości zapewne trudno będzie od tego uciec. Tym bardziej, że sposobów monitorowania jest wiele. Nietrudno wyobrazić sobie śledzenie aktywności użytkownika na Facebooku, gdzie dużo osób chwali się zjedzonymi posiłkami czy przebiegniętymi kilometrami.

Do dyspozycji są też przydatne aplikacje na smartfony, np. do mierzenia kroków, które przechodzimy w ciągu dnia. Od strony technicznej możliwy jest też monitoring spożywanych posiłków czy aplikacje pokazujące wszelką aktywność ruchową. Jednak każde z tych rozwiązań rodzi nowe możliwości fraudów ubezpieczeniowych. Choćby zegarek wykorzystywany do mierzenia różnorakich aktywności sprytny oszust mógłby podłączyć do wiertarki. A kreatywność oszustów jest dla ubezpieczycieli coraz większym problemem.

Oczywiście są też źródła danych, co do których nie ma problemów prawnych i które wpłyną na branżę ubezpieczeniową. W debacie podczas Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń pojawił się wątek wearables (ubrania oraz akcesoria zawierające w sobie komputer oraz zaawansowane technologie elektroniczne) i urządzeń smart home, wykorzystujących Internet Rzeczy.

Przykładem takiego rozwiązania jest opaska do teleopieki, która wykonuje podstawowe pomiary medyczne i przekazuje je za pomocą smartfona do systemu operacyjno-ratunkowego, pozwalając na natychmiastowe zorganizowanie pomocy medycznej w razie potrzeby. Takie urządzenie połączone z ubezpieczeniami zdrowotnymi miałoby podobne działanie, jak rozwiązania telematyczne w samochodach, informujące odpowiednie służby o wypadku. Tu też z jednej strony urządzenie pomogłoby ubezpieczycielom przy ocenie ryzyka (dzięki opasce można sprawdzić, czy osoba jest aktywna, czy wykonuje zalecenia lekarskie, jak długo śpi), a z drugiej stanowiłoby dla ubezpieczonego dodatkową wartość, gdyż mogłoby uratować mu życie czy zdrowie.

Obserwacje z powietrza

Instytucje ochrony bezpieczeństwa publicznego wykorzystują dane satelitarne oraz lotnicze, które są pozyskiwane oraz analizowane przez Centrum Informacji Kryzysowej Polskiej Akademii Nauk. Dane te pozwalają oszacować częstotliwość zdarzeń typu powodzie, susze czy pożary oraz zidentyfikować obszary, które są nimi najbardziej zagrożone. Dzięki danym satelitarnym można obserwować, jak rozwija się np. susza czy rozprzestrzenia pożar, co nie tylko pozwala walczyć z tymi zjawiskami, ale na bieżąco szacować szkody czy decydować o rozmieszczeniu mobilnych biur likwidacji szkód. Dane pozyskane dzięki satelicie w ciągu kilku lat pozwalają na obserwowanie zmieniającego się zagrożenia na danym obszarze.

Takie informacje mają też znaczenie dla ubezpieczycieli, którzy mogą je wykorzystać do oceny ryzyka w ubezpieczeniach rolnych czy nieruchomości. Ich znaczenie widać szczególnie przy reasekuracji, gdy ocenia się ryzyko szkód na większym obszarze. Np. wykorzystanie zdjęć satelitarnych do oceny pokryć dachowych pozwala oszacować ryzyko szkód, które mogą być wyrządzone przez anomalie pogodowe. W Hiszpanii dane satelitarne pozwoliły zweryfikować prawdziwość informacji podawanych przy ubezpieczaniu nieruchomości i sprawdzić, czy właściciele domów nie zataili informacji o posiadaniu basenów.

O ile dane satelitarne pozwalają na ocenę ryzyka dla całych obszarów, to drony pozwalają na identyfikowanie konkretnych zagrożeń związanych z przedmiotem ubezpieczenia, np. pozwalają obejrzeć gospodarstwo rolne. Drony w przeciwieństwie do satelity są rozwiązaniem niedrogim. Mogą też znaleźć zastosowanie przy szacowaniu rozmiarów szkód dzięki temu, że pozwalają na obejrzenie zniszczeń jeszcze zanim opadnie woda po powodzi, czy też dlatego, że uszkodzony budynek pozwalają obejrzeć pod wieloma kątami.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test