Obrona zuchwałego Varoufakisa

01.08.2015
Modne stało się ubliżanie byłemu greckiemu ministrowi finansów, Yanisowi Variufakisowi, którego obwinia się o ponowne załamanie gospodarki kraju i oskarża o spiskowanie w celu wyprowadzenia Grecji ze strefy euro. Choć nigdy go nie spotkałem i nigdy z nim nie rozmawiałem, jestem przekonany, że to coraz bardziej nieuzasadniona krytyka.


Atak ten odwraca uwagę od kwestii, które z punktu widzenia zdolności Grecji do osiągnięcia ożywienia i pomyślności są najważniejsze – niezależnie od tego, czy zostanie ona w strefie euro, czy postanowi ją opuścić.

Właśnie dlatego konieczne jest wzięcie pod uwagę pomysłów, za jakimi nadal opowiada się Varoufakis. Zarówno Grecy, jak i inni mogą winić go za to, że sprawując urząd, w sposób niezbyt kurtuazyjny zabiegał o realizację swojego planu. Istota tego planu była jednak – i jest nadal – w większości słuszna.

Po imponującym zwycięstwie wyborczym partii Syriza w styczniu tego roku premier Grecji, Alexis Tsipras, wyznaczył Variufakisa do prowadzenia delikatnych negocjacji z wierzycielami kraju. Jego mandat obejmował przekształcenie stosunków z nimi pod dwoma ważnymi względami: chodziło o zmianę warunków na bardziej sprzyjające wzrostowi gospodarczemu i tworzeniu miejsc pracy; a także o przywrócenie równowagi – oraz godności – w traktowaniu Grecji przez jej europejskich partnerów i MFW.

Cele te odzwierciedlają zniechęcające i rozczarowujące doświadczenia Grecji związane z dwoma poprzednimi pakietami pomocowymi, zarządzanymi przez „instytucje” (Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny oraz MFW). Z uwagi na skalę zwycięstwa wyborczego Syrizy Varoufakis czuł się uprawniony do wcielania tych celów w życie. Ekonomiczna logika skłaniała go natomiast do położenia nacisku na trzy kwestie, które – jak uważają liczni ekonomiści – trzeba rozwiązać, żeby przywrócić trwały wzrost. Te trzy problemy to: mniej oszczędności, które powinny być bardziej rozumne; reformy strukturalne, które lepiej spełniają cele społeczne; a także redukcja zadłużenia.

Choć dzisiaj Varaoufakisa nie ma już w rządzie, trzy wymienione kwestie są równie aktualne jak wtedy, gdy niestrudzenie zabiegał o nie podczas odwiedzin stolic europejskich i w trakcie ciągnących się do późnej nocy nerwowych negocjacji w Brukseli. Wielu obserwatorów uważa zresztą porozumienie w sprawie trzeciego programu ratunkowego dla Grecji – osiągnięte zaledwie tydzień po rezygnacji Varoufakisa – po prostu za takie samo, jak dwa poprzednie. W najlepszym razie da ono krajowi okres oddechu, który zapewne okaże się i za krótki, i za płytki.

Część krytyki pod adresem Varoufakisa odnosi się nie tyle do treści jego propozycji, co do sposobu, w jaki podchodził on do rozmówców. Unikając tradycyjnego dualizmu – szczerości w dyskusjach prywatnych i wstrzemięźliwości w wypowiedziach publicznych – energicznie zabiegał o swoje, czyniąc to otwarcie, bez ogródek i to w sposób coraz bardziej osobisty.

Taką postawę można było wprawdzie uznawać za naiwną albo za wojowniczą, ale niezaprzeczalnie zdenerwowała i rozgniewała ona europejskich polityków. Zamiast jednak zmodyfikować zestaw rozwiązań, które przez pięć lat nie przynosiły założonych wyników, zapierali się oni przy swoim, uciekając się w końcu do ekonomicznego odpowiednika dyplomacji kanonierek. Najwidoczniej zresztą Tsiprasowi, szefowi Varoufakisa, europejscy politycy wyraźnie wskazali, że przyszłość negocjacji zależy od tego, czy pozbędzie się swego niekonwencjonalnego ministra. Tsiprasis to zrobił, najpierw wyznaczając kogoś innego do prowadzenia rokowań, a później powołując nowego ministra finansów.

Teraz, gdy Varoufakis nie pełni już tej funkcji, zarzuca mu się znacznie więcej niż tylko niedostosowanie własnego postępowania do realiów politycznych. Niektórzy uważają, iż jest on odpowiedzialny za ponowne załamanie gospodarki greckiej, za bezprecedensowe zawieszenie działalności systemu bankowego i za nałożenie krępującej kontroli przepływu kapitałów. Inni uważają, że prowadzone przez niego prace nad „Planem B” (według którego Grecja mogłaby wprowadzić nowy system płatniczy – równolegle do euro lub zamiast niego) są równoznaczne ze zdradą i nawołują do dochodzenia karnego.

  • Powiązane tematy:

Czy się jednak Varoifakisa kocha, czy też nienawidzi (a wydaje się, że w zetknięciu z nim mało kto zachowuje obojętność), to nigdy nie decydował on o losie Grecji. Rzeczywiście powinien przyjąć bardziej pojednawczy styl postępowania i okazywać większe poszanowanie europejskich reguł negocjacji. No i naprawdę przeceniał pozycję przetargową Grecji, błędnie zakładając, że przez podkreślanie zagrożenia, jakie stanowi Grexit, skłoni europejskich partnerów do ponownego rozważenia ich od dawna ugruntowanych poglądów. W zestawieniu z sytuacją makroekonomiczną są to jednak drugorzędne kwestie.

Varoufakis nie miał żadnego wpływu na gospodarczy bałagan, jaki odziedziczyła Syriza, dochodząc do władzy. A była to m.in. stopa bezrobocia oscylująca wokół 25 proc. oraz bezrobocie wśród młodzieży, którego wskaźnik przez znaczny okres wynosił ponad 50 proc. Nie mógł w żaden istotny sposób wpływać na narracje, jakie głęboko zakorzeniły się w innych państwach europejskich, osłabiając tym samym ich zdolność dostosowywania się do sytuacji. Nie mógł też przeciwdziałać panującemu wśród niektórych polityków regionu poglądowi, że sukces Syrizy ośmieli i wzmocni inne nietradycyjne partie w całej Europie.

Gdyby prace nad „Planem B” nie były prowadzone w tajemnicy, byłoby to ze strony Varoufakisa nieodpowiedzialne. W końcu przyszłość Grecji jako członka strefy euro leżała – i leży nadal – w rękach innych (zwłaszcza Niemiec, EBC i MFW). No i należałoby dopiero ustalić, czy sposób w jaki Varoifakis i jego koledzy prowadzili prace nad planem działań awaryjnych, oznaczał złamanie prawa.

Gdy przyszło co do czego, Varoufakis stanął wobec trudnego wyboru między kontynuowaniem mniej więcej tego samego – przy świadomości, że to się nie uda – a próbą ustalenia nowego podejścia. Odważnie wybrał drugą możliwość. Choć zuchwały styl działania osłabił osiągane przezeń wyniki, stracenie z oczu jego argumentów (wysuwanych także przez wiele innych osób) byłoby prawdziwą tragedią.

Jeśli Grecja ma mieć w ogóle szansę na długofalowe ożywienie i zaspokojenia uprawnionych aspiracji obywateli, twórcy polityki muszą przeorientować krajowy program oszczędności, połączyć prowzrostowe reformy z większą sprawiedliwością społeczną i zapewnić dodatkową ulgę w zadłużeniu. A jeśli Grecja ma pozostać w strefie euro (nawet po ostatnim porozumieniu to „jeśli” jest nadal duże), to nie tylko musi zaskarbić sobie szacunek innych jej członków. Również przez nich musi być ona traktowana z większym szacunkiem.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test