• Mohamed A. El-Erian

Szansa wzmocnienia MFW została opóźniona

09.02.2014
Kongres USA odmówił zajęcia się długo odwlekaną propozycją zwiększenia finansowania MFW, a choć zostało to podane w elegancki sposób, to w istocie nie obejmowało żadnych zobowiązań. Postępując tak, Kongres zakłócił wypracowane w 2010 roku międzynarodowe porozumienie, Jak na ironię, reszta świata uważa, że czołową rolę w jego przygotowaniu odegrała administracja Baracka Obamy.


Kongres postąpił tak w momencie, gdy finansowy zamęt na rynkach wschodzących przypomina światu o znaczeniu silnej kotwicy stabilizacyjnej, stanowiącej sam rdzeń międzynarodowego systemu walutowego.

Mimo początkowego rozczarowania tą decyzją wiele osób oczekuje, że po krótkiej przerwie Kongres ponownie zajmie się wnioskiem administracji Obamy w sprawie MFW. Będzie miał do tego wiele okazji podczas prac nad innymi przepisami finansowymi. Ponieważ jednak w dalszej części tego roku przypadają wybory do Kongresu, mało kto jest przekonany, że nastrój do zmiany kursu może prawodawców ogarnąć wcześniej niż na początku 2015 roku.

Zarówno dla MFW, jak i dla społeczności międzynarodowej jako całości taki obrót wydarzeń jest nieszczęśliwy i godny ubolewania. Upór Kongresu zmusza Fundusz do pominięcia szans wzmocnienia swoich finansów i to akurat wtedy, gdy większość krajów zatwierdziła już tę inicjatywę. Wstrzymuje go to również od zajęcia się, nawet w sposób umiarkowany, niedostatkami w zakresie zarządzania i reprezentatywności, które stale osłabiają spójność, wiarygodność i skuteczność tej ważnej instytucji wielonarodowej.

Rozwój wydarzeń globalnych potwierdza ponadto, że ostatni okres finansowego uspokojenia jest niepewny. Nie opiera się on bowiem na zasadniczych i trwałych reformach; ten spokój – zwłaszcza w USA, w Europie i w Japonii – zapewnia przeciągająca się zależność od eksperymentalnej polityki pieniężnej banków centralnych.

Polityka ta poprawiła wewnętrzne perspektywy krajów rozwiniętych, ale też uwypukliła dylematy, przed jakimi staje wiele krajów wschodzących. W niektórych przypadkach przeważający w tych krajach politycy doprowadzili do zwiększenia wewnętrznej niestabilności polityki gospodarczej – i to w okresie, gdy nikt nie zna w pełni zasięgu efektów ubocznych oraz niezamierzonych skutków stosowanych na Zachodzie niekonwencjonalnych posunięć.

Dla wszystkich doceniających wagę wzrostu i stabilności finansowej w skali globalnej oznacza to rzeczywiście utratę ważnej szansy. Jest to więc bez wątpienia zła wiadomość. Ale jest w niej również iskierka nadziei, gdyż to rozczarowanie z ubiegłego miesiąca można przekuć w nową szansę.

Porozumienie z 2010 roku było w końcu kompromisem – i to ciężko wywalczonym –  który sprawę długo odwlekanych reform MFW posuwał do przodu tylko nieznacznie. Co więcej, nie było wystarczającej pewności, że te ograniczone zmiany staną się odskocznią do późniejszych, bardziej znaczących reform. W efekcie ten ostateczny, częściowy kompromis zamiast ulepszać multilateralizm gospodarczy – choć w stopniu często uważanym za niezadowalający – może działać na korzyść lansujących porozumienia regionalne, traktowane nie jako uzupełnienie multirateralizmu, lecz jego substytut.

Nowej, zrodzonej z rozczarowania szansy nie da się jednak wykorzystać, jeśli podejście społeczności międzynarodowej sprowadzi się po prostu do oczekiwań, że prezydent USA co i raz będzie przedkładał Kongresowi ten sam zestaw ograniczonych reform. Powinno nastąpić spotkanie przywódców, którzy poprą zapoczątkowanie dyskusji o zestawie bardziej wszechstronnych reform.

Reformy takie mogłyby się zacząć od nastawienia się na bardziej zdecydowane – i bardzo potrzebne – urealnienie prawa głosu oraz reprezentacji w MFW, które odzwierciedlałoby obecny i przyszły kształt świata, a nie ten sprzed dziesiątków lat.

Można by to osiągnąć poprzez podjęcie trzech konkretnych inicjatyw:

• Po pierwsze: jeśli idzie o prawa głosu, reprezentację w Zarządzie MFW i finansowanie zobowiązań, przywódcy powinni nastawić się na większe zmiany na korzyść krajów wschodzących i umniejszenie roli Europy;

• Po drugie: raz na zawsze powinno się zlikwidować ten relikt dawnego systemu, który de facto stanowisko dyrektora zarządzającego rezerwuje dla obywateli Europy;

• Po trzecie: politycy powinni wykorzystać niedawne osiągnięcia do zapewnienia lepszych pod względem operacyjnym warunków do wprowadzenia nadzoru ze strony Funduszu.

Nie będzie lepszej niż teraz pory do rozpoczęcia prac nad tymi trzema inicjatywami. Dwie ostatnie – dalsze ulepszenie procedur rządzących wyborem następnego dyrektora zarządzającego oraz bardziej bezstronny nadzór – można wprowadzić raczej szybko i bez konieczności zapewnienia im aprobaty ze strony parlamentów. Potrzeba tu tylko silnej woli politycznej ze strony rządów, a w przypadku Europy – także większej pokory.

Pierwsza inicjatywa, odnosząca się do siły głosu i reprezentacji, wymaga niewątpliwie więcej czasu, a jej wprowadzenie będzie bardziej skomplikowane. W wielu krajach rząd musiał będzie uzyskać aprobatę parlamentu. Tymczasem w każdej sprawie proces uzyskiwania takiej zgody wiąże się trudnymi negocjacjami oraz bolesnymi kompromisami. Jeśli posłużyć się koncepcją, jaką w odniesieniu do Bliskiego Wschodu przedstawił komentator Thomas Friedman, to kluczowe jest uznanie na poziomie narodowym, że w sprawie tej nie ma „zwycięzców ani zwyciężonych”. Nie chodzi w niej bowiem o poszczególne kraje, lecz raczej o dobrostan systemu międzynarodowego, który w długim okresie mógłby lepiej chronić interesy tych krajów.

Społeczność międzynarodowa, działająca poprzez swoich 24 przedstawicieli w zarządzie MFW, byłaby na tyle rozsądna, żeby szybko upoważnić dyrektora zarządzającego do wyznaczenia niezależnego komitetu zewnętrznych ekspertów, który opracowałby szczegółowe propozycje w każdej dziedzinie, wykorzystując do tego zapoczątkowane już prace. Niedawne fale niestabilności w krajach wschodzących oraz ryzyko rozlania się ich na kraje rozwinięte, gdzie wzrost gospodarczy nie osiągnął jeszcze „drugiej prędkości kosmicznej” stanowią pojawiające się we właściwym czasie przypomnienie o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą paraliż reform.

Każdy, kto chciałby w centrum działającego płynnie międzynarodowego systemu walutowego widzieć silny MFW – a większość ekonomistów dostrzega w nim wielką wartość – zgodzi się, że ten osiągnięty za pomocą działań o wielu prędkościach efekt znacznie przewyższa wynik, jaki można osiągnąć za pomocą większej liczby działań, prowadzonych z tą samą ograniczoną szybkością.

© Project Syndicate, 2014.

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test