Oszczędności na jakości kosztują miliardy

15.04.2014
Od połowy 2005 roku na stronach internetowych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pojawiło się ponad 750 komunikatów o niebezpiecznych produktach, które trafiły na nasz rynek. Na całym świecie wielkie akcje serwisowe oraz wycofywanie wadliwych czy niebezpiecznych produktów z rynku przestały być wydarzeniem wyjątkowym.

(CC By GM Bus logo)


Od 13 lutego 2014 r. z powodu różnych usterek amerykański GM objął akcją serwisową w Ameryce Północnej ponad 6 mln samochodów wyprodukowanych od połowy 2004 r. To tyle, ile w ciągu poprzednich czterech lat łącznie. Dodatkowo na świecie włączono w nią 1,5 mln samochodów.

Przyczyny tegorocznych akcji serwisowych były różne. Wadliwą stacyjkę – mogła spowodować zatrzymanie pracy silnika i jest potencjalnie najniebezpieczniejszą usterką w autach GM – zainstalowano w 2,6 mln aut sprzedanych na rynku północnoamerykańskim. Kolejne 1,3 mln ma problemy ze wspomaganiem kierownicy. Użytkownicy 1,2 mln aut mogą mieć kłopoty z poduszką powietrzną. Do tego dochodzą m.in. z hamulce, osie i skrzynie biegów. W sumie akcje serwisowe objęły 29 modeli aut sprzedawanych na rynku amerykańskim.

Świat jest pełen wad

Akcja serwisowa GM jest jedną z najgłośniejszych w ostatnich latach, ale nie jedyną która ma miejsce w tym roku. W kwietniu Toyota wezwała do serwisu blisko 6,4 mln aut. Chodzi w sumie o 27 modeli. Powodem akcji jest pięć wad, w tym m.in. dotyczącej poduszki powietrznej (3,5 mln samochodów) i prowadnicy przedniego siedzenia (2,5 mln aut). Na początku kwietnia Chinach BMW wezwało do serwisu ponad 232 tys. aut, w tym ponad 138,5 tys. importowanych. Powód – wadliwe śruby wykorzystywane w silnikach.

W tym samym czasie Mitsubishi rozpoczął w Europie akcję serwisową modelu Outlander z silnikiem 4N14. W tych autach „występuje możliwość poluzowania się nieprawidłowo wykonanego koła pasowego alternatora. W konsekwencji może zmniejszyć się siła wspomagania w układzie kierowniczym oraz zanik ładowania akumulatora, sygnalizowany przez kontrolkę ostrzegawczą”.

Z informacji przekazanych do UOKiK wynika, że w tym roku wady, z których część może zagrażać życiu, wykryto też m.in. w wyprodukowanych w Korei Południowej chevroletach Spark RM 2013, w wyprodukowanych w USA jeepach Liberty model KJ (roczniki 2002–2003) oraz Grand Cherokee model WJ/WG (roczniki 2002–2004), w wyprodukowanych w Australii, Nowej Zelandii i Europie KIA Soul (AM), a także w wyprodukowanych na przełomie 2012 i 2013 roku w Wielkiej Brytanii hondach CR-V 2,2 diesel. Akcje serwisowe nie omijają samochodów luksusowych. W ostatnich latach objęto nimi m.in. niektóre modele jaguara, mercedesów, a także BMW.

Wady zagrażające życiu są nie tylko w autach. Ze sprzedaży wycofywane są m.in. łatwopalne zabawki, ubrania zawierające szkodliwe barwniki, baldachimy do dziecięcych łóżeczek, oprawy oświetleniowe czy czajniki elektryczne.

Z drugiej strony głośna była akcja serwisowa samolotów Boeing 787 Dreamliner, którą podjęto na wezwanie amerykańskich władz lotnictwa cywilnego. Na początku 2013 roku decyzją Federal Aviation Administration przez długie tygodnie nie mogły one latać, a producent wraz z dostawcami szukał w tym czasie przyczyn i sposobu rozwiązania problemu samozapalenia się wykorzystywanych w samolotach akumulatorów litowo-jonowych.

Kosztuje pieniądze i opinię

W ocenie ekspertów gigantyczna akcja serwisowa GM kosztowała firmę w I kwartale 2014 r. co najmniej 1,3 mld dol. Łączne koszty związane z bieżącym kryzysem analitycy Barclays Capital szacują nawet na 3,5 mld dol. W tę kwotę wliczona jest ewentualna ugoda koncernu z Departamentem Sprawiedliwości podobna do tej, którą zawarła wiosną Toyota w związku z awariami aut sprzedawanych w USA. Toyota zgodziła się zapłacić 1,2 mld dol. kary.

Akcje GM, które w 2013 r. zdrożały o 42 proc., między 7 marca, gdy nastąpiła eskalacja problemów firmy, a 4 kwietnia 2014 r. straciły 7,6 proc. W tym samym czasie papiery Forda podrożały o 3,3 proc.

Koszty finansowe, choć wysokie, są jednak niczym w porównaniu z niebezpieczeństwem utraty zaufania klientów do firmy i jej produktów, a w konsekwencji z ryzykiem spadku sprzedaży samochodów produkowanych przez koncern z Detroit. Toyota, która z powodu wad pedału gazu wezwała w 2010 r. do serwisu 2,6 mln aut sprzedanych w USA, przez pierwsze miesiące od ogłoszenia informacji odnotowywała kilkunastoprocentowe spadki sprzedaży na rosnącym rynku.

Działaniom serwisowym towarzyszy więc akcja PR mająca przywrócić zaufanie do firmy. Uczestniczy w niej Mary Barra, prezes GM, która w publicznym wystąpieniu przeprosiła klientów i oświadczyła, że dla koncernu najważniejsze jest bezpieczeństwo produkowanych pojazdów i nie będzie ono ograniczane poprzez poszukiwanie oszczędności przy produkcji samochodów.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że to właśnie oszczędności rzędu 1 dol. na każdej stacyjce produkowanej przez Delphi Automotive i montowanej w samochodach GM doprowadziły do śmierci 13 osób w USA i Kanadzie i konieczności wezwania do serwisu 2,6 mln aut.

Co gorsza, firma wiedziała o problemie od kilkunastu lat i nie podejmowała jakichkolwiek kroków. Już w 2002 r. producent informował GM o tym, że stacyjka nie spełnia wymagań. W 2005 r. GM zrezygnowała ze zmian w budowie stacyjki, które podniosły by jej cenę o około 90 centów i wymagałyby zainwestowania około 400 tys. dol. w odpowiednie oprzyrządowanie linii produkcyjnej. Stacyjkę ostatecznie przeprojektowano w 2006 roku, ale oznaczono ją tym samym numerem części co wadliwą, co sprawia, że trudno określić, które z zamontowanych później stacyjek mogą być przyczyną zagrażających życiu problemów z samochodem. Na dodatek pogrążający się wówczas w stratach i zmierzający do bankructwa GM nie zdecydował się wtedy na wezwanie do serwisu aut z wadliwą częścią.

Poza dochodzeniem w samej firmie sprawą interesują się amerykański Kongres, nadzór transportu i resort sprawiedliwości. National Highway Traffic Safety Administration zadała firmie 107 pytań. W odpowiedzi dostała 200 tys. stron dokumentów, a Greg Martin, rzecznik GM, oświadczył, że przesłany pakiet dotyczy odpowiedzi na około 65 proc. zadanych pytań.

Zainteresowanie rządu i amerykańskich polityków wynika nie tylko ze skali zjawiska. GM został w 2009 r. uratowany dzięki zastrzykowi 49,5 mld dol. publicznych pieniędzy. Szykując się do kontrolowanego bankructwa, które odbywało się przy asyście rządu, firma nie ujawniła, że wie o problemach związanych z wadami wzywanych dziś do serwisu samochodów.

Fachowcy od kryzysów

Firma wynajęła trzech zewnętrznych ekspertów, z których dwóch ma pomóc jej przejść przez kryzys, a jeden ma wyjaśnić jego przyczyny.

Jeff Eller, który współpracował w 2000 r. z Bridgestone przy akcji serwisowej produkowanych przez tę firmę opon, ma wspomagać zarząd w działaniach związanych z akcją serwisową. Wymiana stacyjek już się zaczęła, potrwa kilka miesięcy. Meksykańska fabryka Delphi produkuje je na trzy zmiany i do sierpnia ma zostać wymienionych około 1 mln stacyjek. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, proces powinien zakończyć się w tym roku. GM musi się też liczyć z koniecznością dostarczenia pojazdów zastępczych tym, którzy obawiają się jazdy samochodami z potencjalnie wadliwą stacyjką. Na razie korzysta z nich około 13 tys. osób.

Z kolei Kenneth Feinberg zajmować się będzie sprawami związanymi z ewentualnymi odszkodowaniami dla poszkodowanych w wypadkach zawinionych przez samochody GM i z oczekiwanymi pozwami zbiorowymi. Feinberg zajmował się m.in. sprawą odszkodowań dla ofiar zamachu z 11 września 2001 r., a także pracował dla BP, gdy firma borykała się z odszkodowaniami za wyciek ropy.

Trzecim ekspertem jest Anton Valukas, były prokurator, który ma poprowadzić w firmie wewnętrzne dochodzenie dotyczące ukrywania wad stacyjki. Valukas sporządził w 2010 r. na zlecenie sądu raport o przyczynach upadku banku Lehman Brothers.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test