OZE vs węgiel – kooperacja, starcie czy nokaut?

16.01.2014
Z wnioskiem o pilne zajęcie się resort gospodarki wysłał niemal 2 tygodnie temu do stałego Komitetu Rady Ministrów projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Ustawa ma wspierać rozwój OZE i ich udział w produkcji energii. A co z węglem – niechcianym lecz dziś niezbędnym?

(infografika D.Gąszczyk/ CC by Idaho National Laboratory)


Pod koniec  2013 r. Ministerstwo Gospodarki zakończyło prace nad projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Jakie będą jej skutki? Jak rozwijać OZE jednocześnie ograniczając koszty wsparcia na jego rozwój? I wreszcie rzecz kompletnie przemilczana – co nowe prawo będzie oznaczać dla energetyki węglowej w Polsce? Czy nasze górnictwo się wybroni, biorąc pod uwagę politykę klimatyczną UE? Czy w ogóle powinno się bronić?

Trzeba zacząć od tego, że w Polsce energetykę odnawialną często się krytykuje. Mówi się o niej u nas, że jest nieopłacalna i za droga, że jej rozwój to idee fixe władz UE i jej polityki klimatycznej. Ten segment energetyki szybko rozwija się jednak nie tylko w krajach unijnych, ale i w wielu innych państwach – w USA, Japonii, Indiach, Brazylii, a także już w Chinach. Przeliczając łączną moc elektrowni OZE na jednego mieszkańca tych pięć krajów ma lepiej rozwiniętą energetykę odnawialną niż Polska.

Czy się to podoba, czy nie – rośnie

Według raportu United Nations Environment Programme (UNEP) „Renewable 2013 – Global Status Report” pod względem łącznej mocy wszystkich elektrowni wykorzystujących OZE pierwsze miejsce na świecie zajmują Chiny, drugie – Stany Zjednoczone, trzecie – Brazylia, czwarte – Kanada i dopiero piąte Niemcy. Kolejność krajów zmienia się, gdy chodzi tylko o wiatraki lub tylko o fotowoltaikę, ale nazwy krajów się powtarzają: Chiny, USA, Niemcy, Hiszpania i Indie, Japonia, Włochy, Brazylia, Kanada, a nawet Rosja i Turcja.

W energetyce odnawialnej na świecie wciąż trwa boom inwestycyjny, który zaczął się dobre kilka lat temu. Według wyżej wspomnianego raportu UNEP łączna moc wszystkich elektrowni na świecie, które bazują na odnawialnych źródłach energii, wzrosła w 2012 r. o 8,5 proc. W tym samym roku przypadła na nie ponad połowa nowych mocy w sektorze produkcji prądu na świecie, a globalne inwestycje w OZE pochłonęły 244 mld dolarów. To wprawdzie mniej niż w rekordowym 2011 r., ale i tak był to drugi najwyższy wynik w historii. Pod względem przyrostu nowych mocy w elektrowniach, bazujących na odnawialnych źródłach energii w 2012 r. najlepszy rezultat zanotowały kolejno: Chiny, USA, Niemcy, Japonia i Włochy.

W całej branży największą furorę robią ostatnio elektrownie fotowoltaiczne (słoneczne) i wiatrowe. Łączna moc tych pierwszych wzrosła na świecie w 2012 r. o 40 proc. W przypadku wiatraków było to 18,9 proc. Moc elektrowni wiatrowych na świecie rosła w ostatniej dekadzie średnio o 25 proc. rocznie. Najwięcej i najszybciej przybywa ich w Chinach i Stanach Zjednoczonych, ale w ostatnich pięciu latach także Indie notowały w tej kategorii wyższe tempo wzrostu niż Europa.

Według raportu „BP Stastical World Energy Rewiew 2013” globalna produkcja prądu z odnawialnych źródeł energii zwiększyła się w 2012 r. o 15,2 proc. W podobnym tempie rosła w poprzednich latach. Owe źródła mają już 21,7 proc. udziału w globalnej produkcji prądu.

Szczególnie warto pochylić się nad przypadkiem Chin, USA czy Indii – krajów, które niespecjalnie przejmowały się przecież dotąd walką z ociepleniem klimatu. Na Państwo Środka przypada obecnie aż 20 proc. wszystkich elektrowni OZE na świecie. W przypadku samych wiatraków jego udział jest jeszcze większy, sięgając 25 proc. W 2012 r. energetyka odnawialna wyprodukowała w Chinach więcej prądu niż tamtejsze elektrownie atomowe, a moc chińskich elektrowni wodnych wzrosła o 24 proc. (przebiły one pod tym względem elektrownie węglowe).

W tym samym okresie w Stanach Zjednoczonych na odnawialne źródła energii przypadła aż połowa nowych inwestycji w sektorze produkcji prądu. W Indiach przypada na nie już 31 proc. łącznej mocy tamtejszych elektrowni.

Prawo wyboru zwiększa chęci

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii (MAE) na świecie wciąż rośnie, głównie właśnie za sprawą krajów rozwijających się, popyt na energię i paliwa, co podbija ceny surowców energetycznych. Ten trend, zdaniem analityków MAE, utrzyma się w najbliższych dekadach. Z tego powodu wiele krajów, szczególnie tych, które muszą takie surowce importować, szuka alternatywy. Głównie przez rozwój właśnie energetyki odnawialnej i wdrażanie energooszczędnych technologii. Ale produkcja energii ze źródeł odnawialnych rozwija się dziś szybko nawet w tych krajach, które dysponują obfitymi złożami surowców energetycznych” w Brazylii, USA, Norwegii – w kraju bardzo zasobnym w ropę i gaz, niemal całość wytwarzanego prądu produkują elektrownie wodne.

MAE przewiduje, że do 2035 r. odnawialne źródła energii będą odpowiadać prawie za połowę globalnego przyrostu produkcji prądu, a najwięcej energii z tychże źródeł będą wytwarzać Chiny. Udział energetyki odnawialnej w produkcji energii elektrycznej na świecie ma przekroczyć za dwie dekady 30 proc., wyprzedzając pod tym względem elektrownie gazowe i zrównując się z węglowymi.

Wszystkie kraje poza UE rozwijają energetykę odnawialną dobrowolnie, widząc w tym ekonomiczny interes ale – co ważne – w takim stopniu, jaki odpowiada ich możliwościom oraz kondycji ich gospodarki. W Unii Europejskiej państwom członkowskim ta możliwość została narzucona (według pakietu klimatycznego do 2020 r. co najmniej 20 proc. energii w UE ma pochodzić ze źródeł odnawialnych). Bruksela nie uwzględnia w wystarczającym stopniu specyfiki każdego z krajów i dyskryminuje węgiel, czego poza UE w zasadzie się nie robi. Żadne z państw UE nie traci na tym bardziej niż Polska. Dziś udział węgla w produkcji energii wciąż sięga u nas 89 proc. To najwięcej nie tylko w całej UE, ale – poza RPA – na całym świecie. To nie oznacza, że inne kraje UE z niego już zrezygnowały – np. od wielu lat Niemcy zwiększają jego zużycie. W interesie polskiej gospodarki jest utrzymanie górnictwa węglowego, m.in. dlatego, że produkcja energii z węgla jest wciąż najtańsza.

Poza tym u nas to podwójny problem – produkcja energii z węgla to jedno, ale kopalnie to także ogromna gałąź gospodarki zatrudniająca tysiące ludzi. Rzeczą oczywistą jest, że żaden rząd nie zrezygnuje tak po prostu z wydobycia i wykorzystania węgla. Dla innych krajów, to po prostu surowiec – kupują ten lub inny, więc wybierają rozwiązania korzystniejsze dla nich długoterminowo.

Ze względu na spadające ceny węgla na świecie, spowodowane m.in. rozwojem energetyki odnawialnej i wypieraniem przez nią elektrowni węglowych, kopalnie mają jednak problemy. Kompania Węglowa, największa firma z tej branży w Polsce, straciła w 2013 r. na sprzedaży węgla ponad 1 mld zł. Tak złego wyniku nie miała od 10 lat (zapasy niesprzedanego węgla sięgają w KW aż 4 mln ton, lekka zima w kraju pogłębia trudności). Na światowy rynek trafiła też masa węgla ze Stanów Zjednoczonych, który zastąpiły go tanim gazem łupkowym.

Międzynarodowa Agencja Energii przewiduje, że niskie ceny węgla utrzymają się przez najbliższe pięć lat. MAE prognozuje wprawdzie dalszy wzrost zużycia węgla w Chinach, które odpowiadają za zużycie ponad połowy wydobywanego na świecie węgla kamiennego, ale i tam sytuacja także zaczyna się zmieniać. Władze Chin chcą bowiem, żeby udział węgla w produkcji energii – głównie ze względu na chęć zmniejszenia smogu w dużych chińskich miastach – zmniejszał się. Służyć mają temu odnawialne źródła energii i budowa elektrowni gazowych oraz atomowych.

Ogień z wodą

Projekt ustawy o OZE budzi wiele kontrowersji, ale jego cel wydaje się być dość wyraźny: pogodzić zobowiązania Polski wobec UE względem energetyki odnawialnej z interesem polskiego górnictwa węglowego. Rząd chce to osiągnąć wprowadzając tzw. aukcyjny system, w którym wsparcie do produkcji energii ze źródeł odnawialnych dostaną ci, którzy będą ją wytwarzać najtaniej. Do aukcji zostaną dopuszczone firmy, produkujące prąd z biomasy, a wśród nich takie, które stosują jej współspalanie z węglem. System jest tak skonstruowany, że największą pulę powinny zebrać w nim duże krajowe grupy energetyczne (m.in. dzięki efektowi skali), które są jednocześnie głównymi w Polsce wytwórcami energii z węgla. Czyli przede wszystkim spółki państwowe.

Wygląda to tak, jakby rząd chciał jeszcze bardziej poprawić ich pozycję w sektorze energetyki odnawialnej, aby zyskami z tej branży mogły sobie rekompensować gorszy niż dotychczas wynik na węglu i dzięki temu nie odwracały się od tego surowca. Jednym z dowodów na to jest decyzja Polskiej Grupy Energetycznej z ostatnich dni, żeby w lutym tego roku rozpocząć wstrzymaną wcześniej budowę dwóch bloków na węgiel kamienny w Elektrowni Opole.

Trzeba się jednak liczyć z tym – i przygotować na ten czas – że wraz z rozwojem energetyki odnawialnej w Polsce udział węgla w produkcji energii będzie się kurczył. Na razie plan Ministerstwa Gospodarki zakłada, że zatrudnienie w polskim górnictwie węglowym ma spaść do 2020 r. o 20 tys. osób – do 100 tys. Resort pociesza, że ten ubytek zrekompensują z nawiązką nowe miejsca pracy, które pojawią się w energetyce odnawialnej – do 2020 r. ma przybyć ich u nas 60 tys.

Władze UE prą do tego, żeby w latach 2020-2030 Wspólnota kolejny raz radykalnie zwiększyła udział OZE w produkcji energii. Ma być to znów dla krajów członkowskich obowiązkowe. Według danych ONZ na świecie już trzy lata z rzędu (2010-2012) więcej zainwestowano w odnawialne źródła energii niż w górnictwo węglowe. W Europie w 2012 r. inwestycje w OZE spadły jednak aż o 36 proc., w USA o 35 proc., a we wszystkich krajach OECD o 29 proc. (globalny spadek był dużo mniejszy, dzięki dużo lepszym wynikom w krajach rozwijających się). To skutek m.in. malejących w wielu krajach publicznych subsydiów do energetyki odnawialnej. Zachód, w tym Europa Zachodnia, zaczyna się coraz bardziej pragmatycznie podchodzić do tzw. polityki klimatycznej oraz do wspierania rozwoju energetyki odnawialnej.

Wielu ekspertów uważa, że węgiel będzie jeszcze miał swój złoty czas, bo stanowi ponad połowę globalnych – udokumentowanych i wydobywalnych – złóż surowców energetycznych, a w samej UE – aż 80 proc. Unia Europejska ma zasoby węgla, które starczą jej – przy obecnym zużyciu tego surowca – na 130 lat. Specjaliści szansę dla sektora wydobywczego widzą tez w nowych technologiach, takich jak odzyskiwanie metanu czy zgazowanie węgla, co pozwoliłoby konkurować z tańszym węglem z zagranicy. Przekonują, że to nie są mrzonki.

Pierwszy w Polsce eksperyment z podziemnym zgazowywaniem węgla powiódł się, teraz trwa kolejny – na dużo większą skalę, w śląskiej kopalni „Wieczorek”. Jeśli i on zakończy się sukcesem, znacząco przybliżymy się do produkcji gazu z węgla na przemysłową skalę. W tę technologię bardzo dużo inwestują Chiny, które za pięć lat – według przewidywań Międzynarodowej Agencji Energetycznej – mają uzyskiwać z węgla więcej gazu niż ze złóż łupkowych. Chińczycy dysponują dużo lepiej nadającymi się do zgazowywania złożami węgla niż Polska, ale wraz z rozwojem technologicznym to może stać się opłacalne również i u nas.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test