Pekin ściąga cugle firmom, które chciały ruszyć na Zachód

07.04.2017
Chiny niespodziewanie postanowiły zahamować zagraniczne inwestycje. To zaskakujące, bo dotąd z dumą pisano o kolejnych koncernach przejmowanych przez chiński kapitał, a władze lubiły myśleć, że Chiny są postrzegane nie tylko jako fabryka świata i tani eksporter, ale też znaczący gracz na rynku przejęć.


Pojawiające się komentarze w chińskich mediach nie pozostawiają złudzeń, że Chiny nakładają kaganiec rodzimym firmom, które ruszyły w świat. Mamy do czynienia z zasadniczą zmianą tonu. Nie przypadkiem słowem kluczem, które pojawia się w większości wypowiedzi chińskich ekspertów i oficjeli, jest określenie „irracjonalne” w odniesieniu do wielu wychodzących inwestycji.

Szybko rosnąca skala inwestycji zagranicznych zaniepokoiła chińskich decydentów, bo – argumentowano – osłabia juana i powoduje niekontrolowany odpływ kapitału, gdyż w przypadku wielu przejęć bez ekonomicznego uzasadnienia chodzi wyłącznie o wytransferowanie pieniędzy. Chiny obecnie są eksporterem kapitału netto i drugim państwem pod względem bezpośrednich inwestycji wychodzących.

Pekin ściąga cugle

Nowe rozporządzenie opracowane przez Ministerstwo Handlu ChRL oraz Narodową Komisję ds. Rozwoju i Reform określa ogólną strukturę państwowych inwestycji wychodzących, procedury odwoławcze, politykę podatkową, dozwolone kwoty przepływu kapitału oraz wyznacza obszary inwestowania poza krajem, na których Pekinowi zależy i te, które są zabronione.

Jak informują rządowe media, regulacje będą dotyczyły przejęć zagranicznych podmiotów, których wartość przekracza 10 mld dol., z ewentualnym wyłączeniem tych traktowanych jako strategiczne. Ograniczone będą zagraniczne inwestycje państwowych firm w nieruchomości warte co najmniej 1 mld dol. Możliwe będzie też nakładanie kar na inwestujących w podmioty poza krajem więcej niż 1 mld dol., jeśli nie ma to związku z główną działalnością firmy. Kolejne obostrzenia dotyczą zakupu akcji zagranicznych spółek notowanych na giełdzie. Rząd zakłada, że te regulacje będą obowiązywać przynajmniej do końca września.

Władze szczególnie zaniepokoił szybki (o 53 proc.) wzrost inwestycji zagranicznych na rynku nieruchomości. Chodzi głównie o biurowce, sieci hoteli oraz inne nieruchomości komercyjne (nie dotyczy to zakupu mieszkań za granicą przez chińskich obywateli). Chiny stały się w zeszłym roku największym światowym inwestorem w nieruchomości, wyprzedzając Stany Zjednoczone. Według danych Ministerstwa Handlu ChRL niefinansowe zagraniczne inwestycje bezpośrednie Chin ogółem wzrosły w ubiegłym roku o 44,1 proc., do 170 mld dol.

Jak ocenia na łamach hongkońskiego „South China Morning Post” Joe Zhou – główny analityk JLL China, międzynarodowej firmy specjalizującej się w usługach w branży nieruchomości – w związku z planowaną w Chinach zaostrzoną kontrolą walutową odnośnie do inwestycji wychodzących, w tym roku „nastąpi ich znaczący spadek”. Najwięcej inwestycji w nieruchomości Chińczycy poczynili w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Hongkongu oraz Australii, i to te rynki odczują w pierwszej kolejności skutki regulacji wprowadzonych przez Pekin.

Właśnie ta branża znalazła się przede wszystkim na celowniku chińskich regulatorów. Po niej jest branża rozrywkowa, w której Chińczycy poczynili w ostatnich latach (Hollywood) spektakularne inwestycje oraz biznes sportowy (tu kupują za dziesiątki mln dol. udziały w znanych piłkarskich klubach jak AC Milan czy Aston Villa, a gwiazdom futbolu oferują bajońskie kontrakty za grę w chińskich klubach).

Koniec nieracjonalnej rozrzutności

Pekin uważa to za rozrzutność i chce skierować strumień kapitału do innych, bardziej z jego punktu widzenia potrzebnych branż, obawiając się niekontrolowanego odpływu pieniędzy z kontynentalnych Chin. Nie jest tajemnicą, że dla wielu chińskich milionerów i miliarderów, których przybywa z każdym rokiem, inwestycje zagraniczne (nawet jeśli nie do końca racjonalne ekonomicznie) stały się przykrywką do wyprowadzania pieniędzy z kraju w celu ich zabezpieczenia. Przy okazji zabezpieczają też siebie i rodziny, bo niektóre państwa znaczącym inwestorom zagranicznym oferują jako bonus prawo stałego pobytu.

Efekty zapowiedzianych regulacji są już widoczne. Tylko w dwóch pierwszych miesiącach tego roku zagraniczne inwestycje chińskie zmalały o blisko 53 proc. w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku. W przypadku nieruchomości spadek wyniósł aż 80 proc.

Jak tłumaczy chiński minister handlu Zhong Shan, niektóre z firm zainwestowały za granicą „ślepo i irracjonalnie”, co zmusiło jego resort do zatrzymania wielu kontraktów. Dotyczy to zarówno biznesu kontrolowanego przez państwo, jak i prywatnego, który musi mieć zgodę na zagraniczne przejęcia.

Wątpliwości co do zamiarów władz nie pozostawia sam szef chińskiego rządu Li Keqiang, który oświadczył przed tygodniem, że celem wprowadzanych ograniczeń jest „zapewnienie bezpiecznej eksploatacji aktywów państwowych będących wspólnym bogactwem i utrzymanie ich wartości”.

Li Wei, ekspert z Uniwersytetu Ludowego cytowany przez rządowy portal china.org.cn, powiedział, że część państwowych firm „zaniżało ryzyko zagranicznych inwestycji, co doprowadziło do finansowych strat”. Profesor Jing Tong z Uniwersytetu Nankai w Tianjinie potwierdził w wypowiedzi dla „Economic Information Daily”, że nowe ograniczenia mają „powstrzymać” niektóre krajowe firmy od zagranicznych przejęć w związku z ich złą sytuacją finansową oraz „zapewnić, że transakcje są prawdziwe”.

To, na jakiego rodzaju inwestycjach (oprócz zaawansowanych technologii) zależy władzom, wyjaśnił w wypowiedzi dla agencji Xinhua Zhou Liujin, szef departamentu inwestycji zewnętrznych i współpracy gospodarczej resortu handlu, mówiąc: „Rząd będzie zachęcać do działań mających pomóc w rozwoju inicjatywy Jednego pasa i jednej drogi (chodzi o tzw. nowy Jedwabny Szlak, czyli kluczową strategiczną inicjatywę gospodarczo-polityczną Pekinu – red.) i zapobiegać inwestycjom irracjonalnym”.

Przepychanki

Nałożenie tych ograniczeń na krajowy biznes Pekin tłumaczy jeszcze w inny sposób, a mianowicie rosnącym ryzykiem inwestycyjnym za granicą związanym z blokadami wprowadzanymi przez państwa rozwinięte na inwestycje z Chin.

Pekin bardzo krytycznie odnosi się do coraz częstszych prób powstrzymania przez państwa zachodnie przejęć przez chiński kapitał zwłaszcza w sektorach, na których mu szczególnie zależy – najnowszych technologii. Gdy Chińczycy wbrew woli rządu Angeli Merkel przejęli niemieckiego lidera w branży robotyki – firmę Kuka – za blisko 5 mld dolarów, w niemiecko-chińskich (dotąd świetnych) relacjach powiało chłodem.

Berlin zweryfikował kolejne wnioski inwestorów z Państwa Środka o przejęcie niemieckich firm posiadających zaawansowane technologie, gdyż Niemcy doszli do wniosku, że scenariusz tych transakcji polega na przejmowaniu przez chiński kapitał firm mających cenne patenty, wykorzystując ich niską wycenę rynkową, z czego – dodajmy – z biznesowego punktu widzenia trudno czynić Chińczykom zarzut.

Niemcy dostrzegli, że kapitał ma narodowość

Rząd Niemiec uznał jednak przejęcie Kuki za zagrożenie dla interesów państwa i wprowadził przepisy blokujące nabycie ¼ udziału w firmach ważnych z punktu widzenia narodowego interesu. Ponieważ Chiny odpowiedziały retorsjami uderzającymi w niemieckie firmy produkujące samochody w Chinach, Niemcy chcą, aby to cała Unia implementowała przepisy ułatwiające kontrolę przejęć przez kapitał pochodzący z państw spoza UE, czyli – głównie Chin. W ten sposób liczą, że odium takich regulacji nie będzie spadał wyłącznie na Berlin.

Chińskie władze, widząc kolejne bariery, coraz częściej oskarżają Zachód o protekcjonizm, choć nie dostrzegają go zupełnie we własnych działaniach wobec zagranicznego biznesu. Teraz też sięgnęły m.in. po ten argument, wprowadzając wobec własnych firm inwestujących za granicą administracyjne ograniczenia i tłumacząc to troską o ich finansową kondycję, choć w pierwszej kolejności przyświeca temu raczej troska o wypływające coraz szerszym strumień z kraju pieniądze, tak potrzebne teraz na miejscu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test