• Aleksander Zawisza

PGNiG chce z Gazpromem arbitrażu, który może nie mieć podstaw

05.12.2011
Od kilku miesięcy byliśmy informowani o nowych rundach negocjacyjnych pomiędzy Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem a Gazprom Exportem. Spotkań odbyło się chyba sporo (licząc według enuncjacji prasowych), ale bez skutku. Zarząd PGNiG,  jak zapowiadał, podał rosyjskiego dostawcę do trybunału arbitrażowego w Sztokholmie.

(CC BY-NC-ND rickz)


W zasadzie, czy już podał, pewności nie ma. Wiemy, że oficjalnie zawiadomił stronę rosyjska, że taki krok podejmie i tym samym rozpoczęła się stosowna procedura prawna.

Polski monopolista walczy z rosyjskim dostawcą o obniżenie cen surowca. Jako osoba indywidualna korzystająca z usług PGNiG, dzięki którym mam w domu odpowiednią temperaturę i ciepłą wodę gorąco kibicuję w naszemu monopoliście w tej nierównej walce. Moje serce zdecydowanie jest po jego stronie, problem w tym, że rozum niekoniecznie chce podążać w tym samym kierunku. Istnieje kilka „ale”, które budzą wątpliwości, a że wiele rzeczy jest nieznanych i okrytych nimbem „tajemnicy spółki” a także „tajemnicy państwowej” – pozostają domysły.

Po pierwsze nie mamy żadnej pewności, że to co odbywało się przez kilka miesięcy między PGNiG, a Gazpromem, to były naprawdę negocjacje, a nie konsultacje, jak tego chcą Rosjanie. Umowa jamalska mówi, że renegocjacji warunków dostaw zażądać można po 3 latach od zakończania ostatniej rundy, a jeżeli się nie wykorzysta okazji, to należy czekać kolejne 3 lata. PGNiG został przymuszony do zmiany formuły cenowej (zgodzenia się na wzrost ceny gazu) pod koniec 2006 r., 3 lata później wypadło w 2009 r. Wtedy też Rzeczpospolita Polska (jako państwo) i PGNiG (jako odbiorca gazu) rozpoczęły negocjacje z Federacją Rosyjską i Gazprom Exportem dotyczące dostaw gazu ziemnego.

Strona polska kilkakrotnie deklarowała w tamtym czasie – w prasie, ale także w czasie otwartych posiedzeń komisji sejmowych – że cen gazu negocjować nie chce. Na negocjacje cenowe miał przyjść czas później. Takie oświadczenia będą bardzo poważnie brane pod uwagę przez sztokholmskim trybunałem. Zapewne któryś z sędziów zapyta: Jak to, mogliście negocjować ceny, sytuacja na rynku międzynarodowym była dla Was sprzyjająca (kryzys i spadek popytu na rosyjski gaz w państwach UE-15) a wy nie chcieliście?

Po drugie w ramach podpisanych w 2010 r. porozumień gazowych PGNiG otrzymało rabat na pewną część gazu (przy odbiorze powyżej 85 proc. zakontraktowanego gazu na to, co jest pomiędzy 85, a 100 proc. PGNiG otrzyma rabat). W zamian EuroPolGaz zrzekł się roszczeń od GazpromExportu za tranzyt gazu.

Ten rabat i te negocjacje także mogą być potraktowane jako element już odbytych negocjacji cenowych. Mogą, a czy będą – nie wiemy, bo nie znamy wszystkich dokumentów jakie zostały w 2010 r. podpisane.  W każdym razie taka możliwość istnieje i dlatego Rosjanie przez ostatnie miesiące mogą twierdzić, że oni nie toczą żadnych negocjacji lecz, że „ze stroną polską odbywają się konsultacje”. I dlatego kolejne stwierdzenie jakie może paść ze strony składu sędziowskiego może brzmieć: „przecież już PGNiG rabat otrzymał i go sobie wynegocjował”.

Oczywiście, Rosjanie mogli rozpocząć rozmowy /negocjacje/konsultacje, gdyż wychodzili z założenia, że ich to nic nie kosztuje, a chcieli się podczas tych rozmów zorientować ile strona polska jest im w stanie zaoferować za określoną zniżkę ceny za gaz. A że strona polska zaoferowała nie tak dużo, jak oczekiwała strona rosyjska więc nic z tego dalej nie wyszło.

Po trzecie, klauzula pozwalająca na renegocjacje warunków dostaw nie jest – według różnych wypowiedzi z ostatnich 10 lat przedstawicieli władz polskich i PGNiG – „twarda”. Chodzi o to, że jeżeli, na przykład, nie odbiera się minimalnych zapisanych w kontrakcie wolumenów gazu na skutek kryzysu lub działań innych dostawców gazu i podpada się jako odbiorca pod take-or-pay (tak jak miało to miejsce w przypadku niemieckich, włoskich czy francuskich koncernów), to można starać się o negocjacje warunków dostaw. W przeciwnym przypadku jest mocno pod górkę. Zauważyć należy, że PGNiG nie tylko nie ma ale i nie miało problemów ze zbytem kupionego za wschodnią granicą gazu. Co więcej, jeszcze na początku tego roku polska firma dodatkowo dokupywała od Gazpromu za te same ceny – ponad kontrakt – i nawet nie próbowała kupić gdzie indziej.

Po czwarte pojawiające się w mediach porównania PGNiG do RWE czy E.ON. są nietrafione. Skuteczne renegocjacje E.ON. i RWE nie są do porównania, gdyż w tamtych przypadkach nie ma umów rządowych (a trybunał arbitrażowy weźmie wszystko pod uwagę). Jest za to wiele umów handlowych, co zdecydowanie ułatwia rozmowy – zawsze można uzgodnić jakieś zmiany w jednej z kilku umów i ogłosić sukces obustronny.

Strona polska może mieć co najmniej jeszcze jeden problem, a mianowicie dający słyszeć się dwugłos w sprawie kontraktu zawartego pod koniec 2010 r. i cen gazu. PGNiG jest spółką w 70 proc. należącą do Skarbu Państwa, faktyczne decyzje  zależą od osób wybranych przez tego właśnie akcjonariusza.

Przedstawiciele tego akcjonariusza – od najwyższych przedstawicieli w państwie rozpoczynając – wielokroć wypowiadali się, że umowy gazowe zostały zawarte „po umiarkowanej cenie” czy „po cenach na średnim europejskim poziomie”. Wypowiedzi te nie będą raczej służyły stronie polskiej jako oręż w walce.

Może nawet dojść do ciekawej sytuacji, kiedy to strona rosyjska wezwie na świadków wysokich urzędników państwa polskiego, którzy mówili o umiarkowanych cenach i poprosi ich o odpowiedź na kilka pytań…

Trzymając się za własną kieszeń, trzymam kciuki za działania PGNiG w Sztokholmie, bo zdaje się, że szczęście bardzo mu się przyda.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test