Pieniądz papierowy stracił kotwicę

25.06.2014
Informacje o wielkości długu publicznego a to w USA, Japonii, w Grecji, a nawet w tak wydawałoby się uporządkowanych i bezpiecznych krajach jak np. Dania wskazują na niewyobrażalną już jego wielkość. Informacje na ten temat są jednocześnie tak częste, że przestały już niestety elektryzować. Nie powinno to jednak demobilizować w piętnowaniu nadmiernego zadłużenia.

(CC BY-NC-SA Johnny Vulcan)


Warto zwrócić uwagę na amerykański portal internetowy The Economic Collapse, który chce wytrącić nas z błogiego poczucia normalności (wszak gospodarki wyszły już z kryzysu) i w ostatnim okresie zestawia zbiorcze dane o skali długu na świecie. Oto kilka ważnych tekstów z tego portalu:

The Sovereign Debt Bubble Will Continue To Expand Until-Bang-The System Implodes,

Why Is The World Economy Doomed? The Global Financial Pyramid Scheme By The Numbers,

The Size Of Derivatives Bubble Hanging Over The Global Economy Hits A Record High,

12 Numbers About The Global Financial Ponzi Scheme That Schould Be Burned into Your Brain,

Komentatorzy podkreślający jak świat wychodzi, choć powoli, z kryzysu, mogą zarzucić tym tekstom uporczywą koncentrację na jednym tylko aspekcie współczesnych gospodarek. Nie mniej jednak takie zbiorcze dane mają wartość informacyjną. Postanowiłem je zebrać w jednym miejscu zanim przejdę do wniosków.

Infografika DG

Dane te trzeba ciągle uaktualniać. Np. już obecnie średnie zadłużenie w strefie euro to 92 proc., Francja zbliża się do 90 proc. podobnie Hiszpania, która wkrótce dostosuje do czołówki (ponad 100 proc.). Zadłużenie USA to już 17,5 bln. dolarów, a łączny dług USA (publiczny i prywatny) wynosi obecnie prawie 60 bln. dol. w stosunku do 16 bln. dol. PKB w USA. Ale nie o dane na wczoraj chodzi.

Z powyższego zestawienia wynika że:

– dług w wielu krajach w ciągu zaledwie kilku lat wyszedł z zupełnie bezpiecznego poziomu do stanu alarmującego – i stale nadal rośnie.

– dług ten jest praktycznie nie do spłacenia przy obecnym bardzo niskim tempie wzrostu gospodarczego, który np. w strefie euro dopiero się zaczął w ostatnim kwartale.

Uwzględniając przy tym wiszący ciągle miecz deflacji i bezskuteczne na razie próby pobudzania gospodarki nietypowymi narzędziami polityki monetarnej trzeba liczyć się z tym, że przez najbliższych kilka lat tempo wzrostu będzie niskie.

Dotarliśmy jednocześnie już do granic restrykcyjnej polityki fiskalnej w społeczeństwach demokratycznych. Postawmy sprawę wprost: nie da się klasycznie „wyrosnąć z długu” przez rozwój gospodarczy. Konieczne w końcu okaże się zaprzęgnięcie do pomocy inflacji, by zmniejszyć dług realny. Robi to już rząd USA, na duża skalę Japonii, a EBC coraz bardziej znajduje się pod presją żeby przyłączyć się do tej „czołówki”.

Wszyscy oczywiście wszyscy zastrzegają – chodzi o inflację jedynie „umiarkowaną” i „kontrolowaną”, ot takie 4 proc. W USA dyskutuje się wręcz nad zmianą celu FED-u na pozom inflacji nominalnej. Nawiasem mówiąc – bieg ku inflacji nie będzie solidarny, zawsze znajdą się szybsi zawodnicy w tej konkurencji promujący swój eksport. Grozi to rozpętaniem „wojny walutowej”. O nadciągającej już III wojnie walutowej pisze James Rickards w wydanej w 2012 r. książce „Wojny walutowe. Nadejście kolejnego globalnego kryzysu”.

Pomijając toczącą się dyskusję czy można ot tak najpierw uruchomić inflację (a więc zbudować oczekiwania inflacyjne), a potem nią zarządzać, to nawet jeśli się to uda, trzeba liczyć się z rosnącym brakiem zaufania do współczesnego pieniądza, banków i z wszystkimi tego konsekwencjami na rynku pieniądza. Kiedy świadomość, że banki centralne celowo dążą do zwiększenia inflacji stanie się powszechna, wywoła to masową ucieczkę kapitału do „safe haven” jak po 2008 r. w tym do złota, surowców oraz nasilenie spekulacji. Wątpliwe jest aby taką bezpieczną przystanią stał się tym razem dolar.

Są już pomysły, ostatnio np. Kenneth Rogoff zaproponował, żeby zrezygnować całkowicie z pieniądza gotówkowego i przejść na pieniądz wirtualny. Można byłoby wtedy spokojnie wprowadzić ujemną stopę procentową w stosunku do zwykłych depozytów w banku, a nie tylko do funduszy rezerwowych w banku centralnym, jak ostatnio EBC.

Nawiasem mówiąc tenże Rogoff razem z Carmen Reinhart zwracali uwagę, że bez redukcji długów się nie obejdzie. Z tak dużego długu kraje zadłużone normalnie nie wyjdą, bez bólu się nie obejdzie. Problem tylko czy wyjście to (jak w okresie międzywojennym) dokona się w sposób uporządkowany, czy podczas następnego kryzysu.

Wielkie banki i derywaty

Pomimo wszystkich regulacji, ustawy Dodda-Franka, Bazylei III itp. wielkie banki, owe too big too fail, nadal posługują się na olbrzymią skalę derywatami i gigantyczną dźwignią. W artykule The Size Of Derivatives Bubble Hanging Over The Global Economy Hits A Record High, Michel Snyder zestawia bilanse kilku największych banków na Wall Street i ich zaangażowanie w operacje derywatami.

Infografika DG

Jak pisze Snyder całkowita ekspozycja na derywaty 25 największych banków w USA wynosi 236 bln. dolarów, ale aktywa tych banków to tylko 9,4 bln. dol. Dźwignia wynosi zatem jak 1 do 25. Biorąc pod uwagę, że derywaty oparte są głownie na stopie procentowej oraz niepewność jej stabilizacji w czasie, ryzyko bankowe jest niewątpliwie bardzo duże.

Wystarczy małe zakłócenie i płynność nastrojów by wywołać podobne lub dużo większe trzęsienie ziemi niż w 2008 r. Warto zwrócić uwagę, że całkowita wielkość derywatów na świecie (nominalna) jest szacowana od 710 bln. do nawet 1500 bln. dolarów. Znaczna przy tym część kontraktów pochodnych nie znajduje się na rynku publicznym i nie jest oficjalnie notowana.

Dług w skali świata

Problemowi rosnącego zadłużenia poświeciłem książkę („Świat na długu”, KUL 2012). Wówczas raport o długu w skali świata i jego strukturze przygotowany przez McKinsey Global podawał dane na 2010 r. :

Infografika DG

Dane podane przez Snydera w: 12 Numbers About The Global Financial Ponzi Scheme That Schould Be Burned into Your Brain, są dużo bardziej aktualne.

Otóż tylko dług publiczny wynosi obecnie w skali świata 100 bln. dol. Od 2007 r. wzrósł on o 30 bln. dol. Dla porównania szacowany PKB świata to 70 bln. dol. Dług jest więc o połowę większy niż PKB.

Łączny dług (publiczny i prywatny) to w skali świata 223,3 bln. dol. Łączny dług wynosi więc ponad trzy razy więcej niż wielkość światowego PKB. Tak złej proporcji nigdy przedtem nie było w dziejach ludzkości. Dług ten nigdy nie będzie spłacony.

Nie ma żadnego „żelaznego prawa” mówiącego jaka może być maksymalna wielkość długu publicznego i prywatnego w relacji do PKB kraju (w USA zbliża się on do 400 proc.) i jaki może być stosunek długu na świecie do światowego PKB. Można jednak zadać pytanie: czy nie może to być zatem np. 600 proc.? A może 700 czy 800 proc.? A skoro stosunek bilansu FED-u (4,2 bln. dol.) do PKB wynosi dziś 25 proc., to może – tak jak w Japonii – wynosić 40 proc., skoro głównym środkiem pobudzania jest kreacja pieniądza? A dlaczego nie może wynosić 60 proc?

Prosta intuicja i doświadczenie mówi nam, że przekroczone zostały jakieś zdrowe proporcje. Łatwość kreacji pieniądza współczesnego – fiat money – i zatem długu zrodził system kreacji aktywów finansowych, w którym zaciągnięty już dług jest podstawą i zabezpieczeniem zaciągania kolejnego piętrowego długu. To jest świat, w którym sfera finansowa oderwała się już od sfery realnej i w którym rezerwa cząstkowa i praktyczna nieodpowiedzialność współczesnych banków i kierujących nimi bankierów umożliwia kreację pieniądza, długu i jeszcze zarabiania na tym. Współczesny pieniądz papierowy stracił kotwicę, która kiedyś wiązała go ze sfera realną.

Światowa gospodarka funkcjonuje tymczasem niemrawo i banki centralne zastanawiają się nad narzędziami dalszego pobudzania akcji kredytowej. Samonapędzający długi mechanizm działa. Pytanie jak długo. Economic Collapse, a także wiele innych portali (np. Zero Hedge) maluje ostrzegawczy, a czasem katastroficzny obraz. Nie chodzi jednak o przepowiadanie daty kryzysu, ale o świadomość, że system gospodarki opartej na ustawicznej kreacji długu jest nie do utrzymania. To wszystko kiedyś pęknie, większość aktywów finansowych na świecie jest już teraz bez realnego pokrycia, znaczna część bogactwa (aktywów finansowych) wyparuje, jak to stało się z wartością domów w USA, Irlandii i Hiszpanii.

Kolejny kryzys finansowy jest nieunikniony. Można jednak przygotowywać się by przeszedł w sposób zorganizowany, tak jak już obecnie przygotowujemy się do resolution, czyli do uporządkowanej upadłości banków. Wtedy jednak trzeba byłoby publicznie i otwarcie mówić o „bombie długu”, a to stałoby się niebezpieczne dla świata finansowego i dla polityków, którzy wolą nie mówić o tym głośno w obawie utraty elektoratu i zajmują się jedynie działaniami doraźnymi.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test