Pieniądze z Unii wydajemy za mało ambitnie

28.02.2012
Kończą się proste rezerwy naszej gospodarki, jak tania siła robocza i łatwe pieniądze z UE. Nie znajdujemy przy tym nowych, które pozwoliłyby wejść na wyższy etap rozwoju. Po wygaśnięciu kryzysu ten doraźny rozwój może obrócić się przeciwko nam – ostrzegają eksperci Fundacji Gospodarki i Administracji Publicznej.

(źródło: Prezentacja prof. Jerzego Hausnera na debacie w pałacu prezydenckim


– W ciągu 30 lat Grecja stała się beneficjentem środków unijnych na poziomie zbliżonym do tego jaki ma obecnie Polska. Grecja rodziła sobie nominalnie, ale strukturalnie oddalała się od najsilniejszych gospodarek i traciła swoją zdolność do konkurowania. Nikt z nas nie próbuje twierdzić, że jesteśmy na ścieżce greckiej, ale po ośmiu latach w Unii warto się zastanowić czy rzeczywiście budujemy strukturalną konkurencyjność – mówił prof. Jerzy Hausner, jeden z autorów raportu Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu.

– Nasz rozwój jest ciągle rozwojem zależnym i niepewnym. Montujemy coś co zostało wymyślone gdzie indziej i sprzedajmy to na bogatsze rynki. Tańszy od nas producent czeka już jednak za rogiem: Ukraina, Indie, Chiny. Nie wystarczy być tańszym. Musimy zdać sobie sprawę, że jeśli chcemy być zamożni to musimy być drodzy. Jeśli chcemy tworzyć wysokopłatne nowoczesne miejsca pracy to musimy zacząć być innowacyjni –  dodawał prof. Grzegorz Gorzelak, współautor raportu.

Jak podkreślali eksperci innowacyjność nie jest zadaniem państwa, lecz prywatnych firm, którym państwo tworzy tylko odpowiednie warunki do działania. Problem w tym, że owe warunki są fatalne i zarówno sektor publiczny, jak i prywatny nie potrafią wygenerować odpowiednich środków na rozwój. Najwyraźniej widać to w dysponowaniu środkami z Unii Europejskiej. W raporcie używa się nawet określenia „opium absorpcji”.

„Preferowane są projekty szybkie, z reguły małe lub średnie (ze względu na czas realizacji) i o niskim ryzyku opóźnień w realizacji. Zazwyczaj są to też projekty, które absorbują względnie duże alokacje środków w stosunku do uzyskiwanych produktów. W efekcie osoby i instytucje odpowiedzialne za wdrażanie środków UE niechętnie i z rezerwą podchodzą do ambitnych, innowacyjnych, a tym samym trudnych i długotrwałych projektów rozwojowych nie zauważając w nich szans na zmiany cywilizacyjne i rzeczywisty postęp”, piszą autorzy we wstępie do raportu.

Do tego dochodzi ogromna liczba regulacji prawnych i zaostrzanie kryteriów nie tylko na poziomie Komisji Europejskiej, ale także przepisów krajowych.

Co gorsza część proponowanych zmian w Europejskiej Polityce Spójności idzie w jeszcze gorszym kierunku. Komentując prawdopodobny kształt EPS w latach 2014-2020  prof. Jacek Szlachta powiedział nawet, że znowu jak w latach 70. XX wieku powinno się ją nazywać Europejską Polityką Socjalną. Celem tych pieniędzy nie jest bowiem wspieranie wzrostu, a działania osłonowe w biedniejszych regionach.

„W sumie planowane na lata 2014 – 2020 rozwiązania są gorsze niż obowiązujące. Pod hasłem uproszczenia procedur wielokrotnie kryje się obszerniejsza dokumentacja i sprawozdawczość. Wydatkowanie środków unijnych będzie wymagało jeszcze większego wysiłku biurokratycznego, a niekoniecznie wywoła silniejszy impuls rozwojowy”, piszą eksperci.

Zgodnie proponują więc aby Polska negocjowała w przyszłej perspektywie budżetowej bardziej jakość i warunki przyznawania środków niż ich ilość.

– Utożsamiamy korzyści z Unii Europejskiej z pieniędzmi z Unii Europejskiej. Jest to prostactwo intelektualne, jest to stawianie się w pozycji żebraka – mówił prof. Grzegorz Gorzelak.

Łagodniej ujął to prof. Jerzy Hausner.

– W pewnym sensie koncentrowanie na popytowej stronie wydatków unijnych oznacza zadłużanie państwa. W raporcie pokazujemy szerzej, że jeżeli wydatki nie służą rozwojowi to wystąpią przeciwko nam – tłumaczył.

>Raport Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test