• dr Bohdan Wyżnikiewicz

PKB: jemy, to rośniemy

30.08.2010
PKB wzrósł w drugim kwartale o 3,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2009 r. – podał GUS. To w dużej mierze zasługa tego, że Polacy wciąż konsumują. - Jednak to dlaczego przedsiębiorstwa nie inwestują, jest niezrozumiałe – mówi Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes IBnGR. - Podejrzewam, że inwestycjom przeszkadzają jakieś głębokie przyczyny o charakterze psychologicznym – niepewność jest czynnikiem decydującym.


„Obserwator Finansowy”: Głównym czynnikiem wzrostu PKB był popyt krajowy, którego wpływ na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 3,8 pkt proc. Skąd takie dobre wyniki konsumpcji w II kwartale? Ze wzrostu realnych dochodów? Poprawy prognoz na rynku pracy?

Bohdan Wyżnikiewicz: Wzrost spożycia indywidualnego o 2,6 proc. jest rzeczywiście dosyć wysoki, można nawet powiedzieć zaskakujący. Natomiast jeśli chodzi o rok ubiegły, to akurat drugi kwartał był najgorszy. Na tle ubiegłorocznego dołka obecne dane są dobre. Świadczy to o tym, że ludzie w Polsce nie bardzo wierzą w kryzys. Z różnych względów wydatki konsumentów rosną. Sukcesów sportowych nie mieliśmy, ale nastroje społeczne są raczej dobre.

A katastrofa pod Smoleńskiem i powódź nie zachwiała naszą  pewnością?

Powódź powoduje straty, ale nie powoduje strat w PKB, które odzwierciedla ilość wyprodukowanych towarów i wyświadczonych usług w ciągu roku. Ale zaraz po powodzi następuje odbudowa, są nowe wydatki zwłaszcza inwestycyjne. Inwestycje nadal są pod kreską, ale wyglądają znacznie lepiej niż w I kwartale.

No właśnie, dlaczego przedsiębiorstwa nie inwestują więcej, skoro odbudowuje się popyt?

Przyznam, że jest to zagadka, której nie jestem w stanie rozwiązać od dłuższego czasu. Tutaj mogą być różne wyjaśnienia. Wydawałoby się, że jak przez długi okres inwestycje utrzymują się na niskim poziomie, to w którymś momencie zaczną się wyczerpywać zdolności produkcyjne. Ale do tej pory tego zjawiska nie widać. To być może oznacza, że efekt niedoinwestowania objawi się później. Uważam, że przedsiębiorcy odczuwają jakąś niepewność, być może w polityce gospodarczej. Sytuacja polityczna jest co prawda dosyć klarowna. Mamy rząd, który nie spełnia oczekiwań przedsiębiorców, jeśli chodzi o reformy i znoszenie barier biurokratycznych, z drugiej zaś strony mamy aktywną i niezwykle ostro krytykującą rząd opozycję. Zatem być może sytuacja napięcia między koalicją a opozycją powoduje niepokój przedsiębiorców.

Jednak to, dlaczego przedsiębiorstwa nie inwestują, jest niezrozumiałe. Wszystkie dotychczasowe hipotezy przestają się sprawdzać. Wcześniej była mowa o ruchach walutowych, ale złoty ani się specjalnie nie wzmocnił, ani bardzo nie osłabił. Mówiło się o niedostatecznym dostępie do kredytów. To też nie odpowiada rzeczywistości, a poza tym przedsiębiorstwa mają dużo środków własnych. Podejrzewam, że inwestycjom przeszkadzają jakieś głębokie przyczyny o charakterze psychologicznym – niepewność jest czynnikiem decydującym.

O czym świadczy obserwowany wzrost zapasów przedsiębiorstw?

Ogólnie uważa się,  że zapasy rosną, jeżeli przedsiębiorstwa przewidują w przyszłości wzrost produkcji. Mogą też uzupełniać zapasy, które zużyły się w poprzednich okresach.

Ale jak rozumieć  to, że przedsiębiorstwa przygotowują się na dobrą koniunkturę, co widać po zapasach, ale nie szykuję się na poprawę koniunktury, co widać po inwestycjach?

To rzeczywiście jest paradoks.

Czy ogłoszenie Wieloletniego Planu Finansowego Państwa, a zwłaszcza podwyżki VAT przez rząd, zmienia prognozy Instytutu Badań nad Gospodarką  Rynkową dotyczące PKB i konsumpcji? W lipcu przewidywaliście że w III kwartale wzrost PKB wyniesie 3,1 proc., a w IV kwartale 2,9 proc.

Myślę, że jest za wcześnie, aby to jednoznacznie przesądzać, ale z pewnością podwyżka VAT będzie oznaczała nieco mniejsze spożycie indywidualne. Polacy obawiają, że wszystko podrożeje. To może spowodować jakiś impuls popytowy jeszcze przed wprowadzeniem tych podwyżek, czyli ludzie będą kupowali więcej dóbr pod koniec tego roku, żeby zdążyć przed podwyżkami, choć ja w te podwyżki za bardzo nie wierzę. Część tego wyższego VAT firmy wezmą na siebie z prostego powodu istnienia konkurencji. PKB pod koniec roku może więc trochę przyspieszyć.

Jak na nasz wzrost będzie oddziaływała sytuacja za granicą?

W Niemczech, które są naszym głównym partnerem handlowym, mamy duży optymizm. Byłem tam na wakacjach, kiedy ogłoszono, że gospodarka niemiecka pociągnie gospodarkę europejską. Może się nadmiernie chwalili, ale coś w tym jest. Niemiecka ekspansja przyczyni się do wzrostu naszego eksportu. Obserwujemy też ożywienie w gospodarce światowej. W Stanach Zjednoczonych recesja powoli się kończy, Azja radzi sobie znakomicie. To też przyczynia się do siły gospodarki Niemiec, która jest oparta na eksporcie.

Czy IBnGR  podtrzymuje swoją prognozę wzrostu PKB w 2011 na poziomie 3,7 proc.?

My rewidujemy nasze prognozy raz na kwartał i następny raz będzie robili to w październiku. Do tego czasu nie widzimy potrzeby, żeby w jakimś nagłym trybie je uaktualniać.

Pytam, bo instytut prognozował wzrost PKB w II kw. o 0,4 pkt. proc. wyższy i teraz pewnie jest rozczarowany. Rynek spodziewał się wzrostu 3,2 proc. i teraz wielu ekonomistów i analityków jest zachwyconych.

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową spodziewał się, że PKB w II kwartale wyniesie 3,9 proc. Być może trochę przestrzeliliśmy prognozę, ale dla nas te dane są rozczarowujące.

Ja akurat mam jak najgorsze zdanie o tak zwanych oczekiwaniach rynku. Publikowanie oczekiwań to jest zwyczaj, który przeniósł się do Polski ze Stanów Zjednoczonych i jest związany z giełdą. Przed publikacją danych makroekonomicznych ogłasza się tak zwane oczekiwania rynku. I to podobno odbywa się przez ankietowanie ekonomistów – nie wiadomo dokładnie jakich. Ja nie wiem, czy są to odpowiednie osoby.

Ankieta jest przeprowadzana wśród analityków głównych banków komercyjnych. Nie można więc chyba powiedzieć, że są to ludzie niekompetentni.

To nie jest duży problem. Ale trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest ważniejsze – sama dana makroekonomiczna, czy różnica między nią a oczekiwaniami rynkowymi. Bo w rzeczywistości, po tym jak oczekiwania rozminą się z rzeczywistą liczbą, indeksy giełdowe idą automatycznie albo w górę, albo w dół, to samo ze złotym. I tak na przykład w zeszłym miesiącu produkcja przemysłowa wzrosła o 10 proc. a tak zwane oczekiwania rynku wyniosły 12 proc. Więc było wielkie rozczarowanie.

Przecież to jakiś absurd. Ponad 10-proc. wzrost produkcji, to jest przecież bardzo dobry wynik, zwłaszcza że w Polsce w lipcu produkcja przemysłowa jest zawsze niższa niż w czerwcu. Na każdym wykresie to widać i wzrost produkcji w tym miesiącu jest niższy ze względu na sezonowość. A zrobiła się histeria, że mamy fatalne wyniki przemysłu albo że wzrost PKB zaskoczył in plus, podczas gdy dla nas jest on rozczarowujący.

Taka paranoja trwa bez przerwy.

Jak można rozwiązać  problem zbyt dużego wpływu prognoz rynkowych na kursy giełdowe, walutowe i inne?

Jedyne co mi przychodzi do głowy to zachowanie dystansu i zdrowego rozsądku.

Rozmawiał: Krzysztof Nędzyński

Dr Bohdan Wyżnikiewicz był prezesem GUS. Obecnie jest wiceprezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Wykłada gościnnie w kilku wyższych uczelniach. Ekspert GPW, PKPP Lewiatan, The Conference Board Europe i Oxford Analytica. Autor prac naukowych, artykułów, studiów, raportów i ekspertyz publikowanych w kraju i za granicą.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test