Wyższe koszty działalności wpłyną na decyzje inwestorów

04.01.2012
Do przeciętnego inwestora nie dotarło jeszcze, że polski rząd podnosi koszty pracy. Na razie larum podnoszą organizacje biznesowe. Ta informacja przebije się jednak w końcu do świadomości każdego przedsiębiorcy, który myśli o inwestycji w Polsce. Nie bez skutków.

(Opr. DG/CC BY-SA by 401K)


Rząd podnosi składkę rentową. Prezydent podpisał ustawę. To 7 mld zł dodatkowych wpływów do budżetu państwa rocznie, najważniejsze nowe źródło dochodów. Pozwoli ograniczyć deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i zwiększyć pokrycie wydatków funduszu rentowego.

Składka ma zostać podwyższona o 2 pkt proc. po stronie pracodawcy. Od 1 lutego 2012 r. wzrośnie z 6 do 8 proc. Pracownik będzie płacił tak, jak dotąd 1,5 proc. pensji brutto, a pracodawca – 6,5 proc.

Według Pracodawców RP, proponowana zmiana będzie kosztować przedsiębiorców 5 mld zł. Zrzeszenie Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) twierdzi, że dodatkowych kosztów nie uwzględniło w swoich budżetach 280 działających w Polsce centrów usług z zagranicznym kapitałem, a uwzględniając także inne branże – około 1,6 mln pracodawców. Tylko w sektorze nowoczesnych usług, gdzie pracuje 80 tys. osób, dodatkowe koszty wyniosą 85 mln zł rocznie.

W efekcie firmy obniżą marże o 1-1,5 proc., spadnie ich konkurencyjność, nie zatrudnią dodatkowych 20 tys. pracowników. I koło się zamyka. Pracodawcy RP straszą wzrostem bezrobocia.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Zagraniczne koncerny utworzyły tylko w 2010 r. 12,3 tys. miejsc pracy, rok wcześniej – 7,5 tys., ocenia Ernst & Young. Dlatego bardzo istotna będzie ich reakcja na zmiany w składkach. Tu zdania są podzielone.

– Podwyższenie składki rentowej będzie mieć bardzo negatywny wpływ na inwestycje – mówi proszący o anonimowość przedstawiciel zagranicznej firmy, która kilka miesięcy temu zapowiedziała, że zwiększy liczbę pracowników w Polsce o 600 osób.

Do większości zagranicznych inwestorów informacja o wyższych składkach nie w pełni jednak jeszcze dotarła.

– Dlatego w ostatnim raporcie o barierach inwestycyjnych, który wkrótce opublikujemy, respondenci nie wskazują jeszcze na ten czynnik. Jak tylko odczują w kieszeni podwyższoną składkę rentową, to się zmieni. Już dziś inwestorzy skarżą się na wysokie obowiązkowe składki w Polsce. Niestety z nowymi stawkami nie jesteśmy konkurencyjni na świecie – uważa Iwona Chojnowska-Haponik z Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).

Podobnie o spadku atrakcyjności Polski mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

– Martwi mnie każdy sygnał o zwiększaniu kosztów pracodawców. Obciążenia quasi podatkowe w Polsce należą do najwyższych w Europie. Jeśli do wyższej stawki rentowej dodamy rosnące koszty energii związane z ograniczeniami emisji CO2, może się okazać, że rentowność klientów spadnie. Każdy procencik ma wpływ na atrakcyjność – mówi Piotr Wojaczek.

Tę tezę potwierdza ostatnie badanie Ernst & Young „European attractiveness survey 2011”. Wynika z niego, że dwa najważniejsze elementy, które poprawiłyby atrakcyjność inwestycyjną Europy to obniżanie podatków (34 proc. wskazań) i obniżanie kosztów pracy (28 proc.). Autorzy raportu podkreślają, że eksponowanie Europy jako stabilnej, ale drogiej lokalizacji dla inwestycji może w przyszłości okazać się nieskuteczne ze względu na kryzys w południowych krajach kontynentu.

(Opr. DG/CC BY-NC-SA by dlothebigasian)

Jesteśmy najlepsi

Podatki i koszty pracy to bolączka przedsiębiorców w Europie. Szkoda, że pod tym względem będzie im w Polsce gorzej. Nie wszyscy jednak się tym martwią.

– Składka rentowa to zbyt niewielka sprawa, by zaważyć na losach inwestycji – twierdzi prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PwC.

Jest przekonany, że atuty Polski, czyli elastyczna gospodarka, konkurencyjność, niskie zadłużenie rządu i członkostwo w UE są wystarczającą przewagą, by przyciągnąć inwestorów. Ocenia, że koszty pracy w Polsce, które dziś stanowią 25 proc. poziomu w krajach starej UE, dopiero za 20 lat osiągną 70-80 proc. ich wartości.

Bardzo wielu specjalistów podkreśla, że u inwestorów najwięcej zyskujemy dzięki jakości pracowników.

– Inwestorzy widzą, że Polska jest atrakcyjna nie tylko ze względu na wielkość rynku i konkurencyjność cenową, ale coraz częściej ze względu na kapitał ludzki – twierdzi Olga Grygier-Siddons, prezes PwC.

– Najważniejsze w Polsce są kapitał ludzki i położenie. Zmieniła się psychologia pracy: przeszliśmy na standardy europejskie, bardziej niemieckie – ocenia Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki.

Sławomir Majman, prezes PAIIZ, promuje podobną tezę.

– Etos pracy zmienił się ze wschodnioeuropejskiego na protestancki. Młodzi Polacy to Prusacy Europy Środkowej i Wschodniej. Potwierdzają to dane OECD, z których wynika, że Polacy są po Koreańczykach drugim najbardziej zapracowanym narodem na świecie – zaznacza Sławomir Majman.

Są również specjaliści, którzy uważają, że mamy w tym momencie na tyle dobry wizerunek na świecie, że nie popsują go 2 pkt proc. składki rentowej.

– Pozytywny artykuł w Financial Times znaczy więcej niż informacja o wyższej składce. Przy podejmowaniu decyzji o inwestycjach liczą się emocje. Ważne jest, że o Polsce wciąż słychać dobre wieści. Przed podjęciem decyzji rozważane jest szereg czynników. Ale na ostateczny werdykt o lokalizacji inwestycji wpływ mają emocje, a więc np. osobiste kontakty – uważa Tomasz Sadzyński, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

(Opr. DG/CC BY-SA by kenteegardin)

Ostatnio w wielu rankingach Polska wypadała znakomicie. W raporcie UNCTAD znaleźliśmy się na szóstym miejscu na świecie wśród krajów, które w latach 2011-13 przyciągną najwięcej inwestycji. Ranking FDI Intelligence wskazał Polskę jako trzecią najlepszą lokalizację pod budowę fabryk. W raporcie o atrakcyjności inwestycyjnej Europy Ernst & Young Polska jest na siódmej pozycji pod względem liczby projektów z 2010 r.

Raport „World Investment and Political Risk” z 2010 r. agencji MIGA z grupy Banku Światowego dał Polsce piąte miejsce na liście krajów rozwijających się, w których firmy w danym momencie inwestują. Niestety ten obraz popsuł najnowszy ranking zaufania inwestorów zagranicznych firmy A.T. Kearney. Polska spadła z 6. na 23. miejsce, czyli w pobliże poziomu, który zajmowała w 2007 r. Autorzy raportu twierdzą, że „wyblakł blask kraju, który świetnie sobie radzi w obliczu światowego kryzysu”.

Liczą się fakty

Na dobrej opinii nie można „jechać” w nieskończoność. Za słowami muszą iść czyny. Z jednej strony mówimy inwestorom: jesteśmy konkurencyjni, jesteśmy stabilni, przyjdźcie, inwestujcie, przekonacie się. Z drugiej strony rząd podnosi koszty pracy. Gdy dysonans pójdzie w świat, na łeb na szyję spadną nasze notowania.

O tym, że dla inwestorów koszty pracy są naprawdę ważne świadczy przykład USA. Najnowszy niemiecki Manager Magazin zamieścił tekst pod wiele mówiącym tytułem „USA stają się Chinami Zachodu”. Słabszy dolar, nieagresywni związkowcy i spadające wynagrodzenia realne (6,7 proc. od czerwca 2009 do czerwca 2011) powodują, że pierwsze fabryki wracają z Chin do USA, donosi Manager Magazin.

Nowy procesor A5 wykorzystywany w iPad2 i IPhone 4S, dotąd produkowany w Azji, teraz jest wytwarzany w Austin w Teksasie. Caterpillar zwiększa produkcję maszyn budowlanych w Teksasie i zmniejsza ją w Chinach. NCR, producent bankomatów, wrócił do Columbus w Georgii. Wham-O, producent frisbee i hula-hop, połowę produkcji z Chin i Meksyku ponownie ulokował w USA. Ford przywrócił do Stanów 2 tys. etatów. Coleman, producent wyposażenia kempingowego, przeniósł produkcję lodówek przenośnych z Chin do Kansas.

Warto mieć to w pamięci, zwłaszcza, że z poziom inwestycji zagranicznych (BIZ) na świecie rośnie bardzo powoli. W 2010 r. odbiły o 5 proc. do 1,2 bln dol., ale w pierwszym półroczu 2011 r. urosły o zaledwie 2 proc., podaje UNCTAD.

Tylko w 53 proc. firm budżet inwestycyjny wrócił do poziomu sprzed kryzysu, wynika z najnowszego badania A.T. Kearney. Co prawda przez pierwsze 10 miesięcy 2011 r. do Polski napłynęło 9 mld euro BIZ w porównaniu z 7 mld euro rok wcześniej. Jest szansa, że wynik za cały rok zbliży się do 10 mld euro, a MG mówi nawet o 11 mld euro.

Należy jednak pamiętać, że to, co zagraniczni inwestorzy zostawili w Polsce w 2011 r., to często efekt decyzji sprzed roku, dwóch. W przyszłym roku nakłady też będą spore, bo tylko w specjalnych strefach ekonomicznych firmy (zagraniczne i polskie) obiecały inwestycje za 7,6 mld zł. Ale ile projektów uda się ściągnąć w 2012 r.?

Zagrożeniem jest wysychanie źródeł wspierania inwestycji: w styczniu 2012 r. odbędzie się ostatni konkurs na działanie 4.5, gdzie dotację dostają największe projekty. Do 2013 r. pieniędzy unijnych już raczej nie będzie. Działanie 4.5 to najbardziej oblegany przez inwestorów instrument wsparcia. Mogą liczyć na gotówkę wysokości 30 proc. inwestycji w przypadku fabryk, centrów usług czy centrów IT, a nawet 70 proc. przy centrach badawczo-rozwojowych.

Nieciekawie wygląda sytuacja z drugim instrumentem zachęt inwestycyjnych. Niezbyt szybko toczą się procedury przyznawania grantów rządowych, tzw. programów wieloletnich. Na decyzję rządu czeka jeszcze koło 20 projektów już od dawna realizowanych. Od wakacji zmieniły się zasady i decyzje o przyznaniu grantu ma podejmować głównie Minister Gospodarki. Wyjątkiem są przypadki, gdy inwestorzy chcą łączyć pomoc publiczną, np. grant rządowy ze zwolnieniami podatkowymi w specjalnej strefie ekonomicznej. Jesienią po raz pierwszy komitet ds. inwestycji zagranicznych oceniał projekty wg nowych zasad.

Okazało się, że tylko w przypadku jednego z siedmiu decyzję może podjąć resort gospodarki. Reszta inwestycji musi jednak mieć akceptację Rady Ministrów. Przedstawiciele MG zapowiadali, że szybko pod obrady trafi druga tura spółek. Nie udało się przed wyborami. Po wyborach nie powołano jeszcze nowego składu komitetu, więc kolejka firm rośnie.

Specjalne strefy ekonomiczne (SSE) powoli stają się coraz mniej atrakcyjne. Zgodnie z obecnymi przepisami, zwolnienia podatkowe skończą się w 2020 r. Dla inwestorów, którzy dziś myślą o budowie fabryki, to zbyt krótki czas, żeby odebrać pomoc publiczną w postaci niepłaconego podatku CIT. Specjaliści liczą na szybkie bezterminowe wydłużenie obowiązywania zwolnień podatkowych w strefach. Z zapowiedzi Waldemara Pawlaka wynika, że może się to udać w połowie przyszłego roku. Strach pomyśleć, co się stanie, jeśli się nie uda.

Autorka jest dziennikarką Pulsu Biznesu


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test