Obserwator Finansowy logo

Polityka Orbana to przepis na coraz większe kłopoty Węgier

31.10.2012
Rząd węgierski został zaskoczony tempem z jakim biurokracja unijna zareagowała w ciągu zaledwie kilkunastu godzin - negatywnie - na nowy plan oszczędnościowy Węgier. Rozczarowanie jest ogromne, bo spodziewano się, że wystarczy jedna korekta nierealnego budżetu na 2013 r. uchwalonego latem. Gospodarka kraju jest w coraz gorszym stanie. Opozycja łączy siły.

Budapeszt, po demonstracji (CC By-NC-ND habeebee)


Przypomnijmy, że jeszcze 5 października przyszłoroczne oszczędności budżetowe miały wynosić 397 mld forintów, lecz 12 października, tuż przed wyjazdem Viktor Orbána do Brukseli, ich suma została niemal podwojona. Po tej poprawce budżetowej planowane oszczędności urosły zatem do 764 miliardów forintów. Zwiększenie oszczędności z równowartości 1,4 mld euro do 2,75 mld euro, czyli z 1,4 proc. do 2,75 proc. węgierskiego PKB nie dało jednak Brukseli pełnej satysfakcji. Dla urzędników z Unii oceniających sytuację Węgier cięcia budżetowe są nadal za małe.

Twarde stanowisko Unii Europejskiej

Rząd Węgier zrozumiał, że nie może liczyć na pozytywną ocenę własnych zamierzeń w sferze finansów publicznych w wyznaczonym przez Brukselę terminie 9 listopada. Brak akceptacji ze strony organów Unii oznacza, że nici z załatwienia sprawy w najbliższych tygodniach i dopiero na przyszły rok przesunie się ewentualne zakończenia wyjścia kraju z procedury nadmiernego deficytu budżetowego. To z kolei komplikuje sprawę porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie kredytu stand-by. Do czasu ułożenia spraw budżetowych z Brukselą rząd będzie musiał sprawiać wrażenie, że zależy mu i dąży do porozumienia z MFW. Dobrą minę do złej gry z Funduszem będzie zaś zmuszony prowadzić głównie po to, aby przypadkiem nie spłoszyć rynków finansowych.

Zatem jeszcze przed powrotem z Brukseli premier zwołał posiedzenie rządu, któremu przewodniczył przez telefon. Celem nerwowych konsultacji z ministrami był znalezienie nowych pieniędzy dla budżetu – z jakichkolwiek źródeł! Orbán dał tym samym do zrozumienia, że jest gotów czynić wszystko, byle tylko doprowadzić do odstąpienia przez Komisję Europejską od procedury w sprawie nadmiernego deficytu. Wdrożona ona została w 2004 r., czyli natychmiast po przystąpieniu Węgier do Unii Europejskiej. Rząd Orbána jest zdeterminowany, ponieważ upór Brukseli może doprowadzić do załamania planu zakładającego, by mimo oficjalnych deklaracji i zapewnień „na tak”, umowy o kredyt stand-by z MFW jednak nie podpisywać. Tu warto przypomnieć, że ponad rok temu premier Orban powiedział, że jeśli MFW wróci na Węgry, to on odejdzie z urzędu.

Udawana gra wobec MFW

Do tej pory wystarczało dawanie światu do zrozumienia, że Budapeszt chce porozumienia z Funduszem i dobija się jedynie o jak najlepsze warunki. Rynki finansowe były pod wrażeniem rządu, który walczy o swoje, przeprowadza duże oszczędności budżetowe, realizuje zadziwiająco restrykcyjną politykę gospodarczą. Można nawet mówić o pewnej fascynacji działaniami węgierskiego rządu.

Pod jej wpływem spadło oprocentowanie węgierskich obligacji państwowych i ocena ryzyka zakupu węgierskich papierów dłużnych. 15 października cena ubezpieczenia węgierskiego długu wyrażona w CDS (credit default swaps) spadła poniżej 270 punków, podczas gdy jeszcze na początku roku przekraczała 700. Finansowanie państwa potaniało, a więc najważniejszy cel rządu Viktora Orbána został niemal osiągnięty.

Rządzącym robi się ciepło na sercach także dlatego, że tak blisko jest do potwierdzenia słów premiera, iż jest na Węgrzech możliwe życie bez MFW, który żąda m.in. zakończenia tzw. „nieortodoksyjnej” polityki Viktora Orbána i jego ministra gospodarczego György’a Matolcsy’ego.

Cierpliwości zaczyna brakować powoli wszystkim – premierowi Orbánowi w relacjach z Brukselą i w sprawie nadmiernego deficytu, ale także MFW w sprawie kredytu dla Budapesztu. Według informacji prasy węgierskiej, na zakończonym niedawno dorocznym zgromadzeniu MFW w Tokio przedstawiciele Węgier musieli wysłuchać ostrej krytyki. Wymówki dotyczyły przede wszystkim rozkręconej przez Budapeszt kampanii propagandowej skierowanej przeciw MFW. Przybrała ona formę całostronicowych ogłoszeń w dziennikach, a także oddziaływania za pomocą reklamy ulicznej. Na bilbordach rozsianych po Budapeszcie i miastach na prowincji z niebieskiego tła wyłania się duże „NEM”. Odpowiedź „NIE” ma dotyczyć domniemanych restrykcji MFW, który chciałby ponoć obcinać emerytury i dziesiątkować świadczenia socjalne.

„Rewelacje” te już kilkakrotnie były przedmiotem dementi ze strony Funduszu. Mimo to rząd wydał na tę kampanię ponad 200 milionów forintów. Argumentem za odstąpieniem od procedury przetargowej na jej przeprowadzenie była pilność sprawy. W Tokio Fundusz zżymał się jednak na Budapeszt nie tylko z powodu harców propagandowych. Władze MFW dają Węgrom do zrozumienia, że mają dość ich lawirowania w podstawowej kwestii ewentualnej umowy o kredyt stand-by. Od ponad roku relacje z MFW to w życiu wewnętrznym nad Dunajem jeden z najgorętszych problemów, a rząd węgierski nawet nie pofatygował się jeszcze wysłać do MFW oficjalnego wystąpienia w sprawie rozmów o umowie. Teraz mówi się zatem w kołach rządowych, że jeśli w ogóle zostanie zawarta, to najwcześniej na wiosnę 2013 r. Za oceanem przyjmują w tej sprawie postawę: nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Zamiast ulgi dodatkowe obciążenia bankowe

Gorzej dla Viktora Orbána, że niezadowolenie z polityki rządu rośnie w kołach gospodarczych. Po tym jak minister gospodarki, György Matolcsy potwierdził, że z powodu konieczności korekty budżetu nie dotrzyma porozumienia z węgierskimi bankami przewodniczący Organizacji Węgierskich Banków, Mihály Patai ogłosił, że w przypadku realizacji tych planów poda się do dymisji.

Przypomnijmy, że wcześniej uzgodniono, iż wymiar nadzwyczajnego podatku bankowego uchwalonego na przyszły rok zostanie zmniejszony o połowę. Zamiast tego oznajmiły teraz jeszcze zmianę innego podatku, podatku transakcyjnego, podnosząc jego stawki z jednego do dwóch promille od każdej transakcji bankowej i do 3 promille od każdej wypłaty gotówki.

Banki dały w tej sytuacji do zrozumienia, że jeżeli rząd nie zamierza dotrzymać ustaleń porozumienia, to liczyć się musi nie tylko z ograniczeniem kredytów na inwestycje, ale także z uszczupleniem środków na kredyty obrotowe, czyli z utrudnieniami w bieżącym funkcjonowaniu przedsiębiorstw.

Rośnie opór wobec rządu Orbana

Niemniej głośne protesty rządowa polityka wywołuje w społeczeństwie węgierskim. Dzieje się coś co przez dobrych kilka lat wydawało się niemożliwe – zaczyna się organizować opozycja wobec rządzącego Fideszu. 23 października, w rocznicę rewolucji 1956 roku w Budapeszcie przeprowadzono wielką manifestację z udziałem trzech sił opozycyjnych. Ogłoszono na niej założenia szerokiej platformy, która miałaby stanąć do wyborów w 2014 r., pozbawić władzy Fidesz i odbudować na Węgrzech demokrację, państwo prawa, wolność prasy, solidarność w społeczeństwie. Kolejne cele to walka z korupcją, z bogaceniem się wybranych na koszt państwa, a także zapobieżenie dokonującej się transformacji przekształcającej siłę gospodarczą we władzę polityczną.

Na czele ruchu stanął były premier ostatniego rządu socjalistycznego z okresu 2009-2010, Gordon Bajnai. Występując przed kilkudziesięciotysięcznym tłumem zaprosił do wspólnego działania także zwolenników Fideszu i resztę opozycji. Bajnai obiecał nie tylko zmianę rządu, lecz także politykę proeuropejską, a przede wszystkim wyrugowanie całego ustroju zbudowanego przez Orbána, w tym przyjęcie nowej konstytucji. Ewentualny nowy lider ma szerokie poparcie, którym cieszy się za konsekwentną postawę w czasie kryzysu gospodarczego, za ustabilizowanie gospodarki po ówczesnym porozumieniu z MFW i oddanie jej w stosunkowo dobrym stanie nowemu rządowi Fideszu po wyborach w roku 2010.

Bajnaia uważają za technokratę, który nie należy i nigdy nie należał do elity politycznej. W Budapeszcie umacnia się przekonanie, że jest jedyną osobą, która mogłaby zjednoczyć przeciwników obozu Orbána. W rozdrobnieniu, w warunkach nowego prawa wyborczego wymagającego od każdego wyborcy uprzedniej rejestracji chęci udziału w wyborach, siły opozycyjne nie mają najmniejszych szans na wygraną.

Gordon Bajnai może na razie liczyć na poparcie jedynie dwóch w miarę licznych organizacji antyrządowych i jednego odłamka. Pierwsza to „Milla”, czyli Jeden Milion za Wolność Prasy (Egymillióan a Sajtószabadságért), a druga to „Szolidaritás” czyli Solidarność – ruch który bazuje na mundurowych związkach zawodowych  i ma zamiar jednoczyć ludzi rozczarowanych politycznymi elitami. Trzecia siła to Demokratyczna Koalicja, która wyłamała się z Partii Socjalistycznej pod przewodnictwem byłego premiera, Ferenca Gyurcsánya.

Gordonowi Bajnai nie udało się jeszcze przyciągnąć do siebie Partii Socjalistycznej, (MSZP), bez której nie ma szansy na wygranie wyborów oraz małej „zielonej” partii LMP (Lehet Más a Politika, czyli Polityka Może być Inna). Niektórzy czołowi politycy z MSZP demonstracyjnie zaznaczyli jednak swój udział w manifestacji opozycji, co wskazuje na różnicę zdań w szeregach tej partii odnośnie do relacji z nowym ruchem.

Droga, która miałaby prowadzić opozycję do zwycięstwa w wyborach w roku 2014 jest trudna. Poparcie dla rządu Fideszu jest nadal duże. 23 października odbyła się również druga demonstracja zwołana pod hasłami poparcia dla rządu. Co istotne, była kilkakrotnie liczniejsza od zgromadzenia opozycji. Wśród uczestników, których miało być nawet 200 tysięcy, były tysiące Siedmiogrodzian sprowadzonych przez władze z Rumunii, dziesiątki tysięcy mieszkańców prowincji przywożonych autokarami i… setki Polaków ogarniętych wizją obecnej polityki Budapesztu do wprowadzenia w Warszawie.

Spojrzenie chłodnym okiem daje jednak bardzo zły obraz efektów polityki Viktora Orbána. Nastąpiło załamanie inwestycji zagranicznych i krajowych, sektor bankowy jest w wielkich kłopotach, PKB spadnie w 2012 r. o ponad 1 procent, a inflacja przekroczyła już 6,5 proc. Rząd węgierski trzyma się jednak na razie swego.

Autor jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Był był dziennikarzem gazety codziennej Népszava, a wcześniej korespondentem agencji prasowej MTI w Warszawie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły